kosmetyczka mamy

Kosmetyczka Kamili Ryciak

W zdrowym ciele

Kosmetyczka Kamili Ryciak
Edyta Leszczak

O rytuałach pielęgnacyjnych dziennikarki radiowej i mamy dwóch dziewczynek, co się zrywa o świcie, zmaga z Hashimoto i bezlitosnymi kamerami w studiu nagraniowym.

Kamila Ryciak jest mamą 6-letniej Maliny i 10-letniej Poli, pracuje w Radiu Eska i buzia jej się nie zamyka. Na szczęście, bo mówi frapująco, zabawnie i rzeczowo o tym, co jej się w pielęgnacji przydaje i co jej wymagającej skórze najlepiej służy. W dzisiejszej odsłonie Kosmetyczki mamy opowie o wspólnym z córkami podjadaniu peelingów cukrowych, trikach podpatrzonych u wizażystek i o boksie, który – poza tym, że wprawia ciało w ruch i dodaje wigoru – uczy zadawania i przyjmowania ciosów. Musicie się poznać.

W MOJEJ BAŃCE

Kamila wstaje codziennie o 4:30, co automatycznie wymusza wczesne zasypianie, najlepiej ok. 21:30. Ale – jak sama przyznaje – jest to w jej przypadku mocno deklaratywne, bo dzień przed naszym spotkaniem położyła się nieprzepisowo, o 23. Co się wtedy dzieje z Kamilą i jej skórą? Budzę się cała spuchnięta. Pomaga serum kofeinowe Ordinary, regularne zażywanie witamin C i E, kwasu hialuronowego oraz masowanie twarzy silikonową bańką Easy Livin. Kamila zwraca tylko uwagę na to, że przy masażu warto stopniować nacisk w zależności od dnia cyklu – im bliżej miesiączki, tym większy ból czy możliwość pękania naczynek. Ujął mnie brokatowy design tych baniek, ale najważniejsze jest, by nie były zbyt twarde i żeby były w odpowiednim rozmiarze. Masuję nimi lwią zmarszczkę, policzki, żuchwę – w ten sposób uwalniam całą twarz od nagromadzonych korpomaili. Moje córki też mają z tymi bańkami dobrą zabawę – w jednorożca, zasysając skórę na czole albo w faraona, gdy atakują bańką brodę – śmieje się Kamila.

HASHIMOTO, CZYLI SKÓRA CHCE PIĆ

O tym, że cierpi na chorobę Hashimoto, Kamila dowiedziała się niedługo po tym, jak urodziła drugą córkę. Objawy były tak silne, że nie sposób było je zignorować: Moja skóra od kilku lat ma momenty, kiedy zajmuje się wyłącznie piciem, wtedy – choćbym stawała na głowie – nie jestem w stanie jej w pełni nawilżyć. Dotąd rano budziłam się z twarzą wysuszoną aż do bólu, ale ulgę przyniósł mi krem Rejuvenating Phenome. Uczucie ściągnięcia zniknęło, a muszę dodać, że moja skóra jest raczej wybredna i nie wszystko chce przyjąć. Doceniam ten krem przede wszystkim za skład, w którym jest absolutny hit, czyli różeniec górski, silnie odmładzający i zwalczający skutki stresu – dodaje Kamila. Gdy poziom nawilżenia trzeba zwiększyć błyskawicznie, Kamila pozwala się wykazać masce Wrinkle Resist, która również zawiera ekstrakt z korzeni różeńca, a dodatkowo żeń-szenia i kłącza irysa, które wspólnie są jak miotacz antyoksydacyjnego ognia, regenerującego i relaksującego naskórek. Przesuszonym ciałem zaopiekuje się troskliwy duet w składzie pachnący wanilią peeling do ciała i silnie odżywcze migdałowe masło Phenome. Drobinki cukru, skąpane w dobroczynnych olejach, usuwają martwy naskórek, działają antyseptycznie i przygotowują ciało do przyjęcia głębszej, maślanej pielęgnacji, opartej na oleju migdałowym, fitoskwalanie i maśle shea. W takim towarzystwie wszelkie napięcia znikają w try miga.

S.O.S. DLA GADUŁY

Kamila żyje z tego, że gada. A gada dużo i od samego rana, przez co po nosie dostają nie tylko struny głosowe, ale też usta. Ale, jak się zapewne spodziewacie, ma na to swoje sposoby: Jako że pracuję w radiu, bez przerwy mówię, a do tego mam wciąż włączoną kamerę go pro nagrywającą audycję, a to wymusza bardzo mocny makijaż także ust, to nie mają one łatwego życia. Nie pomagał fakt, że w ostatnich tygodniach na zewnątrz o 5 rano bywało nawet 20 stopni na minusie. Próbowałam różnych specyfików do ratowania ust, także wysoce specjalistycznych, a pomogła mi Your KAYA – dopowiada Kama. Krem SOS zadziałał skutecznie na wielu płaszczyznach, ale przede wszystkim uratował moje usta, natłuścił je, odżywił i w pełni zregenerował. Dostępny w dwóch wersjach: bezzapachowej i lawendowo-rozmarynowej, koi skórę łokci, pięt, policzków, uszu i oczywiście ust, której zima dała się szczególnie we znaki. Hit!

JĘZYK INTYMNOŚCI

Przeczytałam bardzo pochlebną opinię internautki, która przekonała mnie, by spróbować Olejku Intymnego Your KAYAwspomina Kamila. Twierdziła, że to absolutny game changer w życiu. Przetestowałam i się pod tą opinią podpisuję obiema rękami. Ale co? Co jest w nim takie ekstra? Ta śliczna szklana buteleczka z precyzyjną pipetą, zawartość przypominająca płynne złoto, oleje z konopi, migdałów, jojoba i nagietek w składzie? Co, Kamila, co? To jest trochę jak z jazdą samochodem – jeżdżąc na manualu, myślimy, że już to jest ekstra, a wsiadamy w automat i myślimy: dlaczego cały czas jeździłam na manualu? (śmiech). Zupełnie szczerze, to tak przyjemne doświadczenie i zupełnie nieseksualne, że naprawdę nie wiem, jak sobie radziłam bez tego olejku. 

BOKSERKA

Kamila zaczęła trenować boks w minione wakacje, i to przez przypadek: Po drugiej ciąży, wtedy gdy zdiagnozowano u mnie Hashimoto, przytyłam drugie tyle, ile w czasie ciąży. Hormony oszalały, a ja bardzo chciałam schudnąć. Nie ma chyba takiej diety, której bym nie wypróbowała. Dietetyczka doradziła mi dietę i sport. Tak trafiłam na EMS – trening, który każe ci włożyć kombinezon i razi cię – stymuluje – prądem. Mój trener ćwiczył też tajski boks, i tak oto porzuciłam kombinezon dla rękawic (śmiech). Zapytana o to, co daje jej boks, odpowiada: Na początku jest satysfakcja, gdy po godzinie żyjesz i nie wypluwasz płuc, potem – gdy wychodzą ci ciosy od strony technicznej. Wreszcie – gdy pokonujesz blokadę przed uderzeniem kogoś. Ale ten kij ma dwa końce, bo jestem tak umówiona z trenerem, że trzy ciosy są moje i trzy jego, więc musiałam się nauczyć przyjmować jego ciosy. To ciekawe doświadczenie, gdy ktoś przekracza naszą granicę, gdy sprawia ból. Równie ciekawe jest też porzucenie odium wychowania na grzeczną dziewczynkę, czyli bądź miła i ciepła, nie sprawiaj nikomu bólu ani przykrości. A tutaj wyprowadzanie ciosu dzieje się z ciała, co uczy samoświadomości, ale też pobudza męską energię. Uwielbiam to, że naczelną korzyścią – poza powrotem do formy – jest bezkarne wyzbycie się złych emocji i to, że po treningu wychodzę zmachana i absolutnie szczęśliwa.

DO SCHRUPANIA

Peelingować mogłabym się codziennie – wyznaje Kamila. Szkoda, że można to robić tylko co 2-3 dni… Niemniej konsystencja i zapachy peelingów frapują nie tylko mnie, ale także moje córki. Dziewczyny zdążyły nawet wypróbować smak słonecznego peelingu MASH i obie stwierdziły, że jest pyszny! Grubszy cukier, który wymaga trochę więcej pracy podczas masowania, skutecznie peelinguje skórę i wygładza jak mistrz. A słoneczny mus z olejem z rokitnika, masłem kakaowym i olejkiem z grejpfruta? Czy mus to mus? Wydaje się, że tak, zwłaszcza po rekomendacji Kamili, że wąchasz i myślisz: wakacje. Zapach musu przenosi mnie do Portugalii, gdzie spędziliśmy nasze ostatnie zagraniczne i bardzo udane wakacje – powiada Kamila.

MAKE ME UP

Kamila jest w dziedzinie makijażu jak pro. Sprawnie operuje cieniami, ma kilka pędzli, których używa jak stary wyga, bez cienia wątpliwości i bez omsknięcia. Z racji tego, że wciąż poszukuję idealnego koloru włosów, musiałam sobie znaleźć paletę, która będzie pasować do każdego odcienia blondu – tłumaczy. Ta od Mac sprawdza się całkowicie. Prowadzę poranki w radiu, nagrywane dodatkowo przez kamery, więc nie mogę mieć makijażu wieczornego. Kamery z kolei „zjadają makijaż” do tego stopnia, że nawet gdy jestem w mocnym make-upie, wyglądam, jakbym była ledwie muśnięta kolorem. A skąd taka wprawa, pewna ręka? Zaczęłam pracować w telewizji, mając 17 lat i już od pierwszych chwil przyglądałam się, jakie triki stosują makijażyści. Nie miałam jednak tyle odwagi, by któryś z tych makijaży zakwestionować. Z czasem, w miarę budowania granic, zaczęłam komunikować, co mi się nie podoba, jednocześnie wyjaśniając, na jakim efekcie mi zależy. Chcesz czarną kreskę na dolnej powiece? Nie, bo zamyka moje oko i czyni mnie Czarnym Mścicielem (śmiech). Żadnych zdolności manualnych nie mam, więc wszyscy są w stanie się tego nauczyć. Game changerem jest dla mnie pędzel do rozcierania. Lubię też paletę Too faced, która pachnie brzoskwiniami. 

Zapytana o ukochaną pomadkę, Kamila bez chwili wahania wymienia Mac Velvet Teddy: To absolutny must have dla każdej z nas – kolor pasuje każdej dziewczynie, a sama pomadka wygląda, jakby jej nie było. I natłuszcza! Większość makijażystek wymienia ją jako jeden ze swoich sekretnych kosmetyków. Wpisujemy na listę.

BYE, BYE, PMS

Kamila zapytana o to, czy odczuwa skutki napięcia przedmiesiączkowego, odpowiada z rozbrajającą szczerością: Ja nie odczuwam PMS, ale moje otoczenie odczuwa (śmiech). Warto przy okazji rozbroić mit o tym, że po porodzie wszystko, co złe, mija. Bóle menstruacyjne, PMS… Co za bzdura! U mnie z każdym porodem było coraz gorzej, za to przed nimi nigdy nic mnie nie bolało, nie zauważałam nawet, że mam okres. Jak to mówią psychologowie, mam w okresie poprzedzającym miesiączkę zadziwiającą łatwość dostępu do swojego gniewu, o czym wiedzą wszyscy moi domownicy i współpracownicy w radiu. Na zasadzie: nie rzucajmy piórkiem, bo zarobimy kamieniem. Mój lojalny red alert. Dlatego chętnie wypróbowałam suplement Chcę zapomnieć o PMS Wimin, który ma w składzie osławiony rożeniec górski, składnik kilku moich kosmetyków, do tego także witaminy z grupy B i żelazo. I stawia całkiem stabilny płotek od gniewu.

Dodaj komentarz