kosmetyczka mamy

Kosmetyczka Gabrieli Hübner

Jak o siebie dbasz?

Kosmetyczka Gabrieli Hübner
Ania Walterowicz

Jak pogodzić finansowy rozgardiasz, właściwy początkowi roku, z potrzebą natychmiastowego odświeżenia liczka? Szukamy na to rady w styczniowej odsłonie Kosmetyczki mamy.

Tak łatwo zapomnieć, że panuje karnawał. Że nastał czas zabawy i błysku na powiekach, cekinów na dekolcie i sukienek falujących na parkietach. O ile parkiet dancingu jesteśmy skłonne wymienić na kawałek domowej podłogi, o tyle z błysku i zabawy rezygnować nie zamierzamy. Stąd pomysł na spotkanie z Gabrysią Hübner, mamą Wali i początkującą wizażystką, która ponad wszystko ceni kosmetyki typu „value for money”. Skuteczne, przyjemne w użyciu, albo pozwalające na makijażowe eksperymenty, a jeśli kosztowniejsze, to tylko wtedy, gdy multiwydajne i bezkonkurencyjne w odżywianiu i regenerowaniu. Inspiracje makijażowe Gabrysia znajduje w ubarwieniu ptaków, w kaligrafii arabskiej, w makijażach Niny Hagen i Siouxie, w malarstwie Rothko i w rave’ach. Poznajcie się.

WODA I GIMNASTYKA

Na dobry początek chwyć za butlę z wodą, radzi Gabrysia, która zaraz po przebudzeniu wypija duszkiem 1/3 Muszynianki: Mam ją zawsze przy swoim łóżku. Pewnie woda z cytryną byłaby lepszą opcją, ale mineralna lepiej gasi moje pragnienie i bardziej mi smakuje. Woda wypita? Zatem bierzemy się za skłony i wykroki, bo w ruchu należy być cały czas, szczególnie wtedy, gdy się nie chce. Niemoc potraktujcie jako alarmującą oznakę, że się o selfcare, a w konsekwencji o sobie, ździebko zapomniało. Jeśli mam w sobie choć odrobinę mobilizacji, staram się zacząć dzień od ćwiczeń. Najczęściej jest to 10-minutowy trening pośladków Mel B, a po nim macham czteroipółkilowym hantlem. Podobają mi się sprawne, mocne ramiona u kobiet i umięśnione plecy – lubię je eksponować, z dekoltem z tyłu czuję się lepiej niż z tym z przodu. Jestem cała usiana pieprzykami, szczególnie na plecach – kiedyś miałam z tego powodu kompleksy i uparcie je zakrywałam, ale ćwiczenia pomogły mi się z tym uporać – dodaje Gabrysia.

Równie ważna, jak sama pielęgnacja, jest stosowna przestrzeń i ścieżka dźwiękowa: Zazwyczaj zabieram do łazienki telefon i w trakcie porannych zabiegów słucham muzyki – najczęściej radia NTS. To właściwie jedyne pomieszczenie w moim mieszkaniu, w którym mogę być całkiem sama i nikt mi nie przeszkadza. Jest wielkości pokoju kąpielowego, dlatego w kosmetyczne manewry często wplatam elementy tańca.

CZYSTA SKÓRA

Pogłębiona pobudka ciała sprawia, że można swobodnie przejść do pielęgnacji. Gabrysia zaczyna od oczyszczania: Dwa lub trzy razy w tygodniu masuję się na sucho bardzo ostrą szczotką z CUDO. Po masażu myję twarz – używam na zmianę 2 produktów: żelu Neutrogeny z serii Hydro Boost, bo jest delikatny, nawadniający, odświeżający i niedrogi. Poleciła mi go przyjaciółka, której rekomendacjom ufam. Drugi żel to Resibo z ekstraktem z brzoskwini. Lubię go za zapach i skuteczne, ale delikatne oczyszczanie. Zauważyłam, że odkąd używam tych dwóch produktów, o wiele rzadziej mam problemy z cerą, nawet przed okresem. Po myciu obficie spryskuję twarz hydrolatem – ostatnio używam tych marki CUDO – lubię ziołowe aromaty, dlatego wybrałam geranium i rozmaryn. 

AŻ MASAŻ

Rano mam opuchniętą buzię, zwłaszcza w okolicy oczu, wiec oprócz polewania twarzy lodowatą wodą, lubię ją pomasować – podkreśla zalety masażu twarzy Gabrysia. Jeśli się spieszę, wybieram masażery – mam dwa z The Body Shop: kulkowy, który trzymam w lodówce, i ten w formie wałeczka z wypustkami. Bardzo lubię ten wałeczkowy, bo jestem po nim zarumieniona jak po długim spacerze – to wrażenie szybko znika, ale poprawia mi poranne samopoczucie. Jeśli mam więcej czasu i ochotę, robię sobie odmładzający masaż tanaka. Nidy nie robię go na sucho, zawsze nakładam olejek. To jest też mój ulubiony myk na lepszą cerę przed imprezą. Mam po nim napiętą, zaróżowioną i odprężoną twarz. W wersji idealnej oprócz masażu stosuję peeling – ostatnio używam ręcznie robionego Scrub’cream’u Purite. Ma bogaty skład i działa jak dobra maseczka. Zdecydowanie wolę kremowe maski od tych w płachcie, ale jeśli już się na nie decyduję, to zazwyczaj wybieram te z Hada Labo Tokyo.

ODŻYWIAJ, REGENERUJ

Niezbędne. Gabriela ma suchą, delikatną i szarą cerę, dlatego w swojej porannej rutynie pielęgnacyjnej koncentruje się na nawilżaniu, odżywianiu i regeneracji: Trudno mi się obejść bez nałożenia kilku produktów. Zazwyczaj zaczynam od serum z witaminą C, a po nim szczodrze wklepuję nawilżający lotion z kwasem hialuronowym Hada Labo. W innej wersji najpierw wklepuję lotion, później nakładam olejek – mam ich kilka, np. z dzikiej róży z CUDO, bo jest bogaty w witaminę C i szybko się wchłania, odżywczy eliksir z Auny – ale ten to tłuścioch, więc trzeba z nim uważać, i mój hit – intensywnie regenerujący olejek D’alchémy. Bez tego produktu trudno mi się obejść – gdybym miała wybrać jedną rzecz do pielęgnacji twarzy, to byłby on.

W zależności od tego, czy nałożyłam serum, czy olejek, wybieram krem do twarzy – albo lekki nawilżający albo mocniejszy i bardziej odżywczy. Od lat używam Lait-Créme Embryolisse, teraz w wersji bezzapachowej do delikatnej skóry. Ma świetną konsystencję mleczka, uwielbiam go za to, że mogę go używać jako maseczkę do twarzy, ale też produkt do demakijażu. Przydaje się w podróży, bo mogę nim nakremować buźkę mojej córki Walusi. Zimą chętnie nakładam Skin Food Weledy. Kiedy potrzebne jest rozświetlenie, spiszą się kosmetyki od Organique, najlepiej zastosowane w secie: emulsja oczyszczająca, eliksir na noc i krem. O blask zawalczą ekstrakt z kwiatu porcelanowego, oleje: z kocanki i ze słodkich migdałów i witamina E.

ZOOM NA WŁOSY

W pielęgnacji włosów Gabriela stawia na ekologiczny minimalizm, kostki i ziołowe składy: Raz na 3-4 dni myję włosy szamponem w kostce z ekstraktem z mango marki Zielnik – mam suche, kręcone, gęste włosy, bardzo trudne w pielęgnacji, ale ten szampon to najlepsza rzecz, jakiej używałam – świetnie dba o skórę głowy. Raz w tygodniu zakwaszam włosy cytrusową płukanką Dr Bronner’s. A jeśli nie muszę rano wyjść z domu, to po myciu nakładam na włosy ulubioną maskę Davines z serii LOVE, zawiązuję na głowie reklamówkę i biorę się za porządki. Odkąd pozwalam włosom się tak najeść, bardzo poprawiła się ich kondycja, zwłaszcza na samych końcach.

UKOCHANIE CIAŁA. NA CZAS

Nie inaczej ma się kwestia pielęgnacji ciała – natura i zero waste na pierwszej pozycji: Używam tylko naturalnych mydeł w kostce i myjki ze sznurka konopnego. Ciało peelinguję fusami z kawy z domowych resztek i nacieram po myciu odżywczym biobalsamem Eveline. Osobno nakładam serum do biustu tej samej firmy, bo długie karmienie piersią osłabiło skórę w tym obszarze. Wala ma uchwyt na szczoteczkę wyposażony w maleńką klepsydrę do odmierzania czasu mycia zębów. Spoglądam na nią i balsamuję się za życia, niczym faraon, wierząc w celowość tych wszystkich zabiegów – dodaje Gabrysia.

MAKE ME UP

Gabrysia przyznaje, że w czasie studiów przesadzała z mejkapem. Dopiero po nich wciągnęła się w oglądanie makeupowych tutoriali, szczególnie tych prowadzonych przez Lisę Eldridge. Oglądała filmik, a później próbowała odtworzyć makijaż na swojej twarzy. Malowałam też koleżanki, ale raczej w ramach zabawy i wtedy po raz pierwszy poczułam, że sprawia mi to ogromną przyjemność – wspomina. Niestety był to czas wielkiego zwątpienia w siebie i to na wielu różnych polach, dlatego porzuciłam ten pomysł i zajęłam się czymś całkiem innym. Dekadę później, nauczona kilkoma życiowymi doświadczeniami, rzuciłam pracę i poszłam na kursy makijażu. To była jesień 2020. Teraz zbieram potrzebne narzędzia i ćwiczę technikę na sobie i znajomych. Moimi mejkapowymi guru są Isamaya Ffrench i Lucia Pica.

Mejkap do sesji Gabrysia wykonała przy użyciu kremu CC Erborian i korektora Tarte Shape Tape, naniesionego pod oczy, na brodę i skrzydełka nosa. Brwi uczesała taniutkim żelem do brwi Golden Rose, a na kości policzkowe jako róż i bronzer naniosła Dior Backstage Glow Face Palette. Karnawałowy błysk powiek uzyskała, mieszając 2 szczypty metalicznego pigmentu z Inglota plus 3 krople Duraline Inglota. Płynną miksturę nałożyła śmiałym gestem na oko za pomocą płaskiego szerokiego pędzla ze sklepu plastycznego. Potem jeszcze tusz do rzęs Marc Jacobs Blacquer at lash’d, który jak żaden inny daje efekt posklejanych ultraczarnych rzęs w stylu Twiggy. Na ustach błyszczy odrobina szminki MAC Retro, wklepanej palcem, oraz balsam wiśniowy do ust Auna.

ALE WPADKA!

Nie byłabym sobą, gdybym nie wypytała Gabrysi o jej najdotkliwsze urodowe wpadki. Przyznaje otwarcie, że te najboleśniejsze związane są z pielęgnacją jej bujnych włosów: Czasami wykazywałam się zupełnie niezrozumiałą brawurą i ścinałam włosy w jakimś zapomnianym zakładzie, np. gdzieś na peryferiach Chorzowa. Efekt wiadomy, nie trzeba tłumaczyć. Ale chyba najbardziej chybionym posunięciem było przefarbowanie się na blond. Spaliłam sobie włosy – przestały się kręcić i wyglądały jak siano. Uratowała mnie maska DIY: żółtko, kilka kropli cytryny i oleju rycynowego. Działa cuda, ale bardzo ciężko zmyć taką miksturę.

Druga wpadka dotyczy rzęs: Kiedyś, w głębokiej podstawówce obcięłam rzęsy, bo liczyłam, że odrosną dłuższe. Odrosły krótsze (śmiech). 

Dodaj komentarz