niemowlę

Kołyszmy dzieci muzyką, czyli dlaczego warto śpiewać przed snem

Rozmowa z Anetą Strzeszewską

Kołyszmy dzieci muzyką, czyli dlaczego warto śpiewać przed snem
Karolina Sojka

Bądźmy jak nasze babcie, śpiewajmy dzieciom przed zaśnięciem! To najlepszy quality time, jaki możemy im ofiarować – przekonuje Aneta Strzeszewska.

Dlaczego wieczorem, gdy jesteśmy najbardziej zmęczeni i marzymy o tym, by nasze pociechy zasnęły, dając nam chwilę wytchnienia, warto zmobilizować się i zaśpiewać dziecku kołysankę? Aneta Strzeszewska, pedagog, nauczycielka edukacji przedszkolnej, wczesnoszkolnej i muzycznej z piętnastoletnim stażem, nie ma wątpliwości, że kołysanie dziecka muzyką to jedna z najlepszych rzeczy, jakie możemy podarować maluchowi. Nieco ponad rok temu Aneta postanowiła otworzyć przed dziećmi zapomniany świat starych kołysanek. By je odszukać, przemierzyła Polskę, zaglądając tam, gdzie dawno nikt nie zaglądał – do domów spokojnej starości. Zebrany materiał nagrała i wydała we własnej interpretacji. Dziś w rozmowie przekonuje mnie, dlaczego warto usypiać śpiewem.

Śpiewasz kołysanki, których nauczyli cię starsi ludzie. Dlaczego?

Od zawsze interesowała mnie muzyka, ale pomysł projektu „Kołysanki niedzisiejsze” pojawił się spontanicznie. Moja babcia przez pewien czas niańczyła mojego siostrzeńca Stasia. Żeby pomóc siostrze, śpiewała małemu Stasiowi znane piosenki czy kołysanki. Siostra zaproponowała wówczas, by zebrać te pieśni i nagrać płytę. Początkowo zdobywałam repertuar od mojej rodziny i znajomych, ale szybko okazało się, że to za mało. Niewielu młodych ludzi zna tego typu utwory. Trochę materiału na płytę znalazłam na wsiach, w domostwach odwiedzonych przypadkowo. Potem postanowiłam poszukać tam, gdzie są seniorzy, czyli w domach opieki.

Opowiedz, jak to wyglądało.

To był skomplikowany proces – szukałam placówek, odwiedzałam je, nawiązywałam kontakt, by poznawać zapomniane kołysanki od seniorów. Często te spotkania kończyły się wspólnym muzykowaniem. Podczas wielu spotkań zdarzały się cuda – tak je nazywam. Wielu odwiedzanych przeze mnie starszych ludzi było na zaawansowanym etapie demencji, a melodie i pieśni otwierały w nich pokłady żywej pamięci, aż opiekunowie byli zadziwieni. Dlatego uważam, że muzyka działa cuda, a pamięć muzyczna jest silniejsza niż pamięć do codziennych spraw. To, co muzyka robiła z seniorami w domach spokojnej starości, może zrobić z każdym, zwłaszcza z dziećmi.

Czy twoim zdaniem warto dbać o to, czego słuchają nasze dzieci?

Oczywiście, że warto! Nie dajemy dzieciom przecież alkoholu, staramy się je zdrowo karmić, dlaczego wiec mielibyśmy pomijać aspekt dźwięków, z którymi obcują? Edukacja muzyczna jest bardzo ważna, zwłaszcza na pierwszym etapie rozwoju dziecka. Śpiewanie stymuluje tworzenie połączeń neuronowych w mózgu, usprawnia procesy pamięciowe, wspomaga naukę języków obcych, a nawet uczy koncentracji, ponieważ maluch skupia się na zrozumieniu śpiewanych tekstów. Starsze dzieci wyobrażają sobie to, o czym rodzic śpiewa, przez co wzbogacają swoją wyobraźnię. Najwięcej w głowie dziecka dzieje się do piątego roku życia, to wtedy kształtuje się poczucie rytmu. Im wcześniej zadbamy, by nasze dzieci miały kontakt z muzyką, tym lepiej. Kołysanki to szczególna muzyczna forma, którą rodzice mogą dać swoim dzieciom.

Dlaczego szczególna?

Bo budująca więź między dzieckiem a rodzicem.

Jak podsumowałabyś zalety kołysanek?

Kołysanki wyciszają, uspokajają, relaksują. Śpiewamy je ściszonym głosem, co pomaga dziecku zasnąć. Ale to nie wszystko, bo kołysanka może być także elementem codziennego rytuału przed snem, podobnie jak wieczorna kąpiel. Dzieci funkcjonują lepiej w jakiejś powtarzalności, uczą się według rytuałów, to buduje u nich poczucie bezpieczeństwa.

Niektóre kołysanki są niepokojące albo wręcz straszne. Czy ich rola to także oswajanie ze złem? Czy chodzi o to, by dziecko poznawało brutalność świata w bezpiecznym miejscu – własnym łóżku, u boku mamy?

Poniekąd tak jest. Na mojej płycie znalazły się kołysanki „Cztery straszne historie”, jednak zawsze towarzyszy im dobre zakończenie. Słuchając ich, dziecko uczy się regulować własne emocje. Ważne jest jednak, by dostosować te bardziej dramatyczne kołysanki do wieku.

No właśnie, niektóre kołysanki dotykają ciężkich tematów. Tak jak pieśni ze „Śpiewnika domowego” Moniuszki, który z racji Roku Moniuszkowskiego jest teraz często przytaczany jako muzyka do domowego śpiewania. Są w nim przerażające pieśni, o morderstwach czy utopionych dzieciach, moja córka zetknęła się z nimi na warsztatach Moniuszkowskich…

Te pieśni i ballady to na pewno wartościowe dziedzictwo polskiej muzyki, ale myślę, że na poznanie ich powinno się poczekać. Starsze dzieci w wieku szkolnym już prawdopodobnie są gotowe na różne mniej lub bardziej dramatyczne historie. Trzeba uczyć dzieci o brutalności świata, ale moim zdaniem warto zaczekać na odpowiedni moment. Wybierając repertuar do mojej płyty, spotkałam się z kołysankami o niepokojących treściach, na przykład ktoś zaśpiewał mi starą smutną melodię o czarnoskórym dziecku, które bardzo ciężko pracowało. Z kolei moja babcia Natalia, inspiracja całego projektu, śpiewała dwie kołysanki o wojnie. Choć były bardzo wzruszające, to nie zdecydowałam się zamieścić ich na płycie.

To jakie kołysanki są najlepsze?

Proste i krótkie. Liczą się nieskomplikowane słowa i powtarzalność wersów. Dobrze jeśli nawet cała zwrotka się powtarza, to wprowadza dzieci w rodzaj mantry: lili laj, luli luli… to uniwersalne słowa czy sylaby dźwiękonaśladowcze, które ukoją każdego. Warto śpiewać dzieciom, choćby według własnego pomysłu. Tekst ma moim zdaniem drugorzędne znaczenie, ważna jest kojąca melodia, bliskość mamy, atmosfera bezpieczeństwa.

No dobrze, a co jeśli rodzic jest muzycznym beztalenciem i nie umie śpiewać?

Dziecko wbrew pozorom może bardziej skorzystać, słuchając fałszującego tatusia, niż zasypiając bez dźwięków. Nic się nie stanie, jeśli nie będziemy perfekcyjni w naszym kołysaniu dzieci do snu. Śpiewanie kołysanek ma ogromne znaczenie psychologiczne, nie tylko dla dziecka, ale również dla osób, które te kołysanki śpiewają. Zarówno dzieci jak i rodzice wyciszają się i relaksują przy takim śpiewaniu. To pielęgnuje i buduje więzi, przez co maluch czuje się bezpiecznie. Talent muzyczny pełni tutaj rolę drugorzędną, natomiast oczywiście nie ma nic złego w posiłkowaniu się muzyką z nośników. Rożnego rodzaju bajki-grajki czy audiobooki też są fajnym sposobem na rodzinne spędzanie czasu. Moim zdaniem jednak żywa muzyka, głos i prawdziwe instrumenty to największa wartość. Nagrywając swoją płytę, wykorzystałam fortepian, gitarę, obój, flet, bo uważam, że tradycyjna muzyka jest wzbogacająca i piękna. Myślę, że właśnie taka powinna być kierowana do dzieci. Niestety to, co najczęściej oferuje się najmłodszym, to utwory wygenerowanie elektronicznie, bardzo bodźcujące, z mocnym bitem. Taki styl jest nawet preferowany w przedszkolach i w świecie komercyjnej muzyki skierowanej do dzieci. Moim zdaniem niekoniecznie rozwija on wrażliwość muzyczną. Rola muzyki w życiu dziecka to nie tylko bodźcowanie.

Repertuaru do płyty dostarczyła ci między innymi babcia. Czy w polskich domach istnieje jeszcze coś takiego jak muzyczna tradycja?

W wielu rodzinach istnieje, szczególnie tam, gdzie kładzie się nacisk na edukację muzyczną, lub gdzie członkowie są zawodowo związani z muzyką, ale nie tylko. Są rodziny, gdzie śpiewa się często i obcuje z muzyką na co dzień, przekazując pieśni z pokolenia na pokolenie. Moja rodzina taka była.

Czy nie uważasz, że starość jest trochę spychana na margines we współczesnym świecie? Mamy kult młodości, dzieci coraz rzadziej mają okazję wychowywać się obok starzejących się czy umierających ludzi.

Jestem z wielopokoleniowej rodziny, dla dzieci mojej siostry starość nie jest niczym dziwnym. Ale wiem, że wiele dzieci nie zna starości, a skoro coś jest nieznane, to dla dziecka może być straszne. Moim celem było łączyć pokolenia poprzez muzykę, śpiewam kołysanki, które poznałam od seniorów, ale które są skierowane do najmłodszych. Poświęciłam dużo czasu na odnalezienie mieszkańców domów spokojnej starości, odwiedzanie ich, wysłuchanie i zebranie kołysanek. Sądziłam, że to ja potrzebuję ich, a wielokrotnie ofiarowałam pomoc starszym osobom, które choć otoczone troskliwą opieką, często borykały się zwyczajnie z samotnością.

Skoro odchodzi pokolenie, które śpiewało kołysanki, czy tradycja przetrwa? Czy nie zostanie zamieniona na szumisie i bajki z cyfrowych nośników?

Widzę, co się dzieje, i ze smutkiem stwierdzam, że nowe technologie nie zawsze są wykorzystywane tak jak powinny. Czasami elektronika zastępuje kontakt matki z dzieckiem. Śpiewa się mało i pewne tradycje zanikają. Ludzie nie dbają w ogóle o to, czego słuchają ich dzieci – na przykład włączają radio, nie przywiązując wagi do tego, co jest w nim grane, i mam na myśli nie tylko muzykę, ale też reklamy czy drastyczne wiadomości. Jednocześnie wierzę, że dzięki koncertowaniu, dzięki staraniom pewnych osób i muzycznej edukacji śpiewanie kołysanek nie zaniknie, a dobra tradycja muzyczna przetrwa. Obserwuję na przykład starania inicjatywy Polskie Radio Dzieciom, by znaleźć się wreszcie w eterze. Dzieci zasługują na to, by zapoznawać je z tym, co wartościowe.

*

Śpiewacie kołysanki swoim dzieciom? Podzielicie się słowami?

*

Aneta Strzeszewska – pedagog i absolwentka Autorskiej Szkoły Muzyki Rozrywkowej i Jazzu im. Krzysztofa Komedy. Pochodzi z Radomia. Jest pasjonatką muzyki i miłośniczką edukacji muzycznej. Na co dzień pracuje, ucząc dzieci w szkołach i przedszkolach. W 2017 roku nagrała płytę dla dzieci „Kołysanki niedzisiejsze”, w której wykorzystała utwory, jakich nauczyła ją babcia Natalia, a także między innymi mieszkańcy domów spokojnej starości, które odwiedzała, szukając inspiracji muzycznych.