psychologia rozwój

Klątwa Frozen

Księżniczkowa narracja – czy jest szkodliwa? Odpowiada Magda Korczyńska

Klątwa Frozen
Sylwia Sowa

Księżniczkowanie jest jak klątwa – od momentu, kiedy zostajemy rodzicami córki, wiemy, że nad nami wisi i niebawem to proroctwo się spełni. I niezależnie od tego, jak bardzo świadomie i neutralnie płciowo staralibyśmy się wychować pociechę, plastikowe diademy, a także Anna z Elsą, spoglądające z pudełek śniadaniowych, prędzej czy później staną się naszą rzeczywistością.

„W świecie, w którym wszyscy chcą być księżniczkami, ty bądź kimś innym” – to wyświechtane hasło ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, rynek i popkultura bowiem zrobią wiele, by dziewczynka śniła o krynolinach i księciu. Z drugiej strony – czy deprecjonowanie księżniczek nie jest jednocześnie deprecjonowaniem tego, co stereotypowo kobiece? O księżniczkowych pułapkach (ale też korzyściach) rozmawiam z Magdą Korczyńską, która prowadzi instagramowy profil „Jak wychowywać dziewczynki”.

Moje pierwsze pytanie miało brzmieć: czy da się uchronić córkę przed księżniczkową narracją? Zaraz potem jednak pojawiło się kolejne, chyba właściwsze: dlaczego w ogóle miałabym chronić córkę przed królewnami?

Masz rację – rodzicom, którzy chcą bardziej świadomie podchodzić do roli stereotypów płciowych w wychowaniu dzieci, księżniczkowy świat może się wydawać groźny. Nie chodzi tu jednak o same księżniczki, raczej o to, co pod tą warstwą różu może się kryć.

To znaczy?

Przede wszystkim nacisk na wygląd – to, że jest on dla dziewczyn najważniejszą kategorią oceny. Takie postawienie sprawy jest bardzo niebezpieczne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że podobny komunikat płynie do nich nie tylko z bajek. Jeśli nasze córki zinternalizują sobie ten przekaz na etapie dzieciństwa, to z czasem problem będzie tylko narastał. Zauważ, że nacisk na rozróżnienie płciowe pojawia się już w pierwszych miesiącach życia dziecka. Rodzice starają się podkreślić najróżniejszymi akcesoriami i ubrankami, że mają córkę lub syna. A dziewczynki od noworodka słyszą: jaka ona jest ładna.

Poza wyglądem jest jeszcze kwestia zachowania.

Kolejna ważna rzecz. Księżniczki, przynajmniej te postrzegane najbardziej stereotypowo, zazwyczaj są bierne. Może i znajdują się w centrum fabuły, ale najczęściej nie mają wpływu na przebieg wydarzeń, a to uczy bierności. Na szczęście dzisiaj widzimy coraz więcej aktywnych bohaterek, takich jak chociażby Anna i Elsa z „Frozen”, ale niestety to wciąż wyjątki. Przekaz jest jasny – dziewczynki są bierne i poddają się temu, co przynosi los.

To książę gra pierwsze skrzypce.

I jest obiektem westchnień. Tu pojawia się kolejny wątek – czyli relacje romantyczne, które na siłę są wpychane do bajek. A przecież to absurd, widownią są najczęściej kilkuletnie dzieci, które nie myślą jeszcze w takich kategoriach. Romantyzowanie relacji to jest dorosły koncept, zupełnie zbędny w fabułach dla dzieci.

Fundacja Kosmos dla Dziewczynek zorganizowała niedawno konferencję naukową, podczas której dziewczyny pracowały w grupach roboczych nad różnymi tematami, a dorośli mogli je potem odwiedzić i posłuchać, czym chciałyby się podzielić. Mnie najbardziej zaskoczył wątek shipowania. Wiesz, co to jest?

Zakładam, że nie chodzi o statki.

Shipowanie wzięło się od relationship. Chodzi o łączenie chłopaka i dziewczyny w parę przez inne osoby, najczęściej w klasie. Wystarczy, że dzieci spędzą razem trochę czasu czy nawet tylko porozmawiają, a już ktoś może pomyśleć, że są parą. I to się dziewczynkom nie podoba! To samo dzieje się w filmach i bajkach dla dzieci: wątek romantycznych relacji jest wprowadzany często na siłę, nawet jeśli nic nie wnosi do historii. Moje dzieci się denerwują, gdy w bajkach pojawia się ten motyw, bo to ma przełożenie na rzeczywistość. W szkołach dziewczyny chcą się kolegować z chłopakami, a nie obawiać się, że zostaną posądzone o chęć bycia w głębszej relacji z tym czy tamtym kolegą. One mają po dziesięć, dwanaście lat, chcą się tylko przyjaźnić. Niestety, przez wzorce, jakie niesie ze sobą popkultura, takie zachowanie prowokuje plotki, żarty i niedomówienia. Pojawia się wstyd – i tak tworzą się bariery między dziewczynkami i chłopcami. Zupełnie niepotrzebnie.

Właśnie, chłopcy. Przecież oni też są odbiorcami księżniczkowych treści. Jaki ma to na nich wpływ? 

Chłopcy oczywiście również czerpią z tych wzorców. Wszelkie negatywne treści, które dziewczynki mogą przyswoić, trafiają także do płci przeciwnej. Chłopak wyciąga więc taki wniosek, że dziewczynki dbają wyłącznie o wygląd i, niestety, są trochę głupie. W bajkach, które oglądałam na popularnych platformach streamingowych, liczba komentarzy dotyczących inteligencji dziewcząt czy podkreślających to, że dziewczyny dbają tylko o wygląd, jest porażająca. To pokazuje, jak głęboko mamy w sobie zaszytą tę niewidzialną mizoginię. Ktoś przecież pisze scenariusze, wymyśla postaci, potem ktoś to sprawdza, akceptuje i przeznacza na to budżet. Jak to się dzieje, że nikomu nie włącza się czerwona lampka?

Chłopiec nie odnajdzie się w księżniczkowej postaci? Ona nie będzie dla niego bohaterką?

Normy płci są dla chłopców bardzo sztywne. Wyobrażam sobie na przykład, że dziewczynka idzie na bal karnawałowy przebrana za któregoś bohatera z chłopięcego uniwersum. Z drugiej strony – czy wyobrażam sobie chłopca w sukience Elsy? Pewnie jako matka sama zastanowiłabym się cztery razy. Nie dlatego, że uważam, że to niewłaściwe – ale by chronić dziecko. Przypuszczam, że taki chłopak zostałby bezlitośnie wyśmiany. A co nam to mówi o kulturze, w której żyjemy? Że dziewczyńskość jest czymś gorszym, czymś, co umniejsza chłopakowi.

Oczywiście, dzielenie się na grupy jest w pewnym momencie czymś naturalnym. Etapy rozumienia płci i identyfikowania się z nią to naturalny element rozwoju. W pewnym momencie orientujemy się, że płeć nas jakoś definiuje, i staramy się jak najlepiej wypełnić tę definicję. I tu powinni się pojawić rodzice, by pokazać, jak można wyjść poza genderową bajkę, i zaznaczyć, że dziewczynką albo chłopcem można być na różne sposoby. To jednak bywa bardzo trudne, bo my, dorośli, sami nie mamy wystarczającej wiedzy, jak przełamywać stereotypy.

Mówisz o relacjach między płciami, ale mnie w księżniczkowych bajkach porusza jeszcze inna rzecz. Stosunki na linii kobieta kobieta.

To też jest istotne. Zazwyczaj w bajce mamy podłą macochę, złe siostry – kontrbohaterki, które są ustawiane w pozycji rywalek. Najgorsze, że – jeśli patrzymy na to nieświadomym okiem – wydaje nam się to normalne. Podchodzimy do tego schematycznie, wręcz czekamy na pojawienie się złej bohaterki. Widać tu, jak znormalizowane są takie zachowania. Przedstawiamy kobiety w negatywnym świetle – od dziewczynki po dorosłość. Mało jest wspierających relacji między kobietami i regularnie reprodukujemy taki schemat w kolejnych pokoleniach.

Zwróć też uwagę na to, jak rynek posługuje się wizerunkami księżniczek. Mimo że jest coraz więcej bajek, które pokazują, że można inaczej – Fiona ze „Shreka” jest świetnym przykładem – to nie uświadczysz gadżetów dla dzieci z jej wizerunkiem. Ona nie jest wystarczająco ładna. Na puzzlach z „Naszym magicznym Encanto” nie znalazłam siłaczki Luisy, która przeczy stereotypowemu postrzeganiu kobiecego ciała.

Jako konsumenci mamy ograniczony wpływ na rynek, który wypuszcza takie gadżety. Ale mamy nasze własne podwórko – przykład z puzzlami jest świetnym przyczynkiem do rozmowy o tym, dlaczego na obrazku nie ma Luisy. To znakomita okazja, by zadać dziecku pytania: jak myślisz, dlaczego twojej ulubionej bohaterki nie ma na puzzlach? Czy wszystkie dziewczynki wyglądają tak jak Isabela [piękna, delikatna bohaterka z tej samej bajki – przyp. aut.]? Można porozmawiać o ciałach i różnorodności, którą w rzeczywistości mamy, a którą w filmach wciąż rzadko widać.

Nie unikniemy księżniczkowania – odniesienia kulturowe są dla naszych dzieci przecież bardzo ważne. Jednak jako świadomi rodzice możemy postarać się bardziej prowadzić dziecko. Lubię wspólne oglądanie filmów z moimi córkami, bo się wtedy razem zastanawiamy nad historią, którą właśnie zobaczyłyśmy. Nad bohaterami i bohaterkami – jakie mieli cechy, do czego dążą, dlaczego tak to zostało opisane. To otwiera oczy na wiele wątków.

Czy kultura księżniczek to czyste zło? Znajdziemy w niej coś pozytywnego?

Oczywiście. Przecież wiele ich cech jest pozytywnych, a zabawa w księżniczki daje pole do rozwoju wyobraźni. Księżniczki mogą być szansą na włączenie chłopców w inne obszary wrażliwości. Celem byłoby tu pokazanie wartości kobiecych, które w stereotypowym ujęciu często są mieszane z błotem. Dlatego chłopcy na pewnym etapie w ogóle nie chcą mieć nic wspólnego z dziewczynami; to byłby dla nich obciach. Chłopcy uczą się wypierać stereotypowo kobiece cechy, na przykład bycie wrażliwym to jest coś wstydliwego. Trudno im też okazywać niepewność, obawę, lęk czy prosić o pomoc. Nie musimy przecież na siłę wkładać dziewczynkom mieczy w dłonie ani zmieniać ich w Spider-Manów – księżniczki nie są niczym złym. Złe są stereotypy, które się z nimi łączą i które mogą mieć wpływ na późniejsze życie. Oczywiście rolą bajki jest ich przełamywanie, jednak najważniejsze zadanie ma tu rodzic – by zawsze czujnie kontrować treści, poprzez które próbuje się narzucić naszym dzieciom to, jakie powinny być, a które biorą pod uwagę tylko jeden czynnik: płeć.

***

Magda Korczyńska – edukatorka równościowa, mama dwóch córek, twórczyni projektu edukacyjnego dla rodziców, a także nauczycielek i nauczycieli – „Jak wychowywać dziewczynki”. Edukuje i wspiera rodziców w wychowaniu bazującym na wiedzy, nie stereotypach. W swojej działalności przygląda się mechanizmom działania stereotypów płci z dwóch perspektyw: rodzicielskiej i kulturowej. Pisze pierwszą na polskim rynku książkę o tym, jak ograniczać wpływ stereotypów płci na wychowanie dzieci w wieku 0-12 lat.

Dodaj komentarz