tata

Kitki, kłosy, dobierańce

Jakże wyczesany tata!

Kitki, kłosy, dobierańce

Piotrek wysypuje z torby kolorowe frotki. Na stole lądują kosmetyczka i dziecięcy grzebień. Dziś zaplatamy warkocze i przeplatamy to rozmową o akcji Wyczesany Tata!

Warsztaty Wyczesany Tata to pomysł Oli Wyroślak. Idea jest prosta: zbieramy ojców z córkami, by wspólnie uczyć się robić fajne fryzury. Ale czesanie to tylko punkt wyjścia i pretekst do spędzenia wspólnie czasu. Porozmawiamy dziś o zaangażowanym ojcostwie!

 

 

Spotykamy się w rodzinnej kawiarni Cafe Kontakt na warszawskiej Ochocie. Miejsce przyjazne rodzicom, z dużym kącikiem zabaw, co dwie dziewczynki od razu wykorzystują. Przyszły z tatą, Piotrem Broniatowskim, który brał już udział w warsztatach, a dziś pokaże nam trzy proste fryzury z efektem „wow”. Siostry myszkują w książkach i malują fryzury na tablicy, a ja szukam wzrokiem Oli, która wpadła na ten genialny pomysł warsztatów Wyczesany Tata. Spodziewałam się mamy ze stażem, bo zazwyczaj właśnie macierzyństwo podtyka nam pod nos różne, często szalone, pomysły w temacie rodzinnym. Tak powstaje większość marek dziecięcych. A tu spotykam młodą absolwentkę psychologii z promiennym uśmiechem. 

 

Skąd pomysł i takie dojrzałe obserwacje na temat ojcostwa?

Faktycznie, rola mamy jeszcze przede mną, ale za to jestem klasyczną córeczką tatusia! W dodatku najmłodszą z czwórki rodzeństwa. Co ciekawe, pomiędzy mną a moją najstarszą siostrą jest aż 18 lat różnicy! Mój tata przez te lata również dojrzewał do roli ojca, jakim był dla mnie. A był czuły i wspierający. I wiem, że to w dużej mierze właśnie dzięki tej relacji, jestem dziś taką kobietą, jaką jestem. Oprócz własnej relacji z tatą, inspiracją do działania na rzecz ojcostwa były liczne rozmowy z kolegami, którzy po raz pierwszy zostawali ojcami. I to nie są już ojcowie, którzy chcą tylko zarabiać na utrzymanie rodziny, a w kontekście wychowania dzieci trzymać się gdzieś z boku. Oni chcą mieć realny wpływ na przyszłość swoich dzieci i dlatego poszukują odpowiedzi na pytanie, jak być dobrym tatą. Kolejnym źródłem inspiracji była psychologia. Kiedy zetknęłam się z badaniami na temat kluczowej i często niedocenianej roli ojca w życiu dziecka, postanowiłam, że zainicjuję projekt, który będzie promować zaangażowane ojcostwo i wspierać budowanie relacji ojców z ich dziećmi.

A czesanie? Znalazłaś totalną niszę…

Biorąc pod uwagę zainteresowanie warsztatami, to chyba faktycznie była nisza. (śmiech) Sam pomysł czesania przyszedł do mnie zupełnym przypadkiem. Spędziłam 10 lat w zespole tańca ludowego, gdzie zaplatanie warkoczy czy robienie koków było moją codziennością. Pewnego dnia kolega z pracy zapytał, czy nie nauczyłabym go kilku prostych fryzur, ponieważ poranne czesanie córki do przedszkola jest jego największą zmorą. Tak wpadłam na pomysł, by zrobić szkolenia z czesania dla tatusiów i córek, przy okazji promując temat zaangażowanego ojcostwa.

Pomysłów na rozwijanie relacji tata-córka jest wiele, choćby wspólne czytanie czy gotowanie. Ale mam wrażenie, że podczas czesania rodzą się wyjątkowe emocje. Widzisz je na warsztatach?

Tak, czesanie to tak naprawdę bardzo wyjątkowa czynność, powiedziałabym, że wręcz intymna. Wymaga zaufania, delikatności i bliskości. Rodzi się przy tym mnóstwo emocji – radość, czułość, duma z własnego taty, który zrobił mi taką superfryzurę. Ale jest też okazja do potrenowania radzenia sobie z tymi trudnymi emocjami – zniecierpliwieniem czy złością, bo tata za mocno pociągnął włosy, albo rozczarowaniem, bo tata wybrał zły kolor gumki. Z tym tatusiowie też muszą sobie poradzić. Pamiętam, jak jeden z ojców po warsztatach podszedł do mnie i powiedział, że nasze zajęcia otworzyły go na nowy wymiar relacji i bliskości z córką, którego do tej pory trochę się wstydził. Dlatego zawsze powtarzam, że na naszych warsztatach wcale nie chodzi o naukę nowych fryzur, ale o budowanie więzi. 

Spotykamy ojców świadomych, zaangażowanych, ale też czasem walczących o swoje miejsce i rolę w domu, o to, że „też potrafią”. Są kobiety, które tą rolą nie dzielą się tak łatwo.

Każdy z ojców, którego poznaję na warsztatach, jest inny i tworzy zupełnie wyjątkową relację ze swoim dzieckiem. To, co ich łączy, to na pewno chęć bycia w pełni zaangażowanym w życie swojej pociechy, na co dzień, a nie od święta. I tu nie chodzi wcale o to, by pomagać mamie, ale by być równoważnym rodzicem, z pełnią praw i obowiązków. Czasem faktycznie muszą o to zawalczyć – z pracodawcą, z teściową, a nawet z żoną. Dlatego rola żon jest tu szczególnie ważna, zamiast wyręczać i nieustannie poprawiać, mają pozwolić tacie zająć się dzieckiem po swojemu. Docelowo skorzystają na tym nie tylko dzieci, ale także one same.

 

Działasz pro bono, masz w planach założenie fundacji. Na co dzień masz normalną etatowa pracę. Jak to godzisz, bo wyobrażam sobie, że odkąd ruszyłaś, kalendarz masz zapisany na pół roku do przodu.

Faktycznie, od kiedy w lipcu ruszyłam z projektem, mnóstwo się dzieje. Ale w moim życiu zawsze dużo się działo i równolegle do studiów czy pracy była obecna działalność pro bono i wolontariat. I to właśnie działania z misją dają mi pozytywną energię, którą mogę się potem dzielić w pracy czy w domu. Moi znajomi nazywają to „społecznym ADHD”! Warsztaty organizuję tylko w weekendy, a poza tym w projekcie wspiera mnie zaangażowany zespół wolontariuszy, na których zawsze mogę liczyć.

 Spodziewałaś się takiego zainteresowania?

Absolutnie nie! Kiedy opublikowałam na Facebooku zaproszenie na pierwsze warsztaty, byłam przekonana, że zgłosi się tylko kilku mężów moich koleżanek. Nie miałam żadnej promocji, nawet fanpage’a. Kiedy 24 godziny później zajrzałam na Facebooka i zobaczyłam ponad 100 udostępnień i wiadomości z całej Polski, że też chcieliby takie warsztaty w swoim mieście, byłam w totalnym szoku.

 

Kłos po warsztatach nie kojarzy się panom już tylko z wakacjami na wsi. Fryzura hit?

Kłos, podobnie jak warkocz dobierany, pojawia się dopiero na poziomie zaawansowanym naszych warsztatów. Na poziomie podstawowym trenujemy różne kombinacje kucyków i koczków. Ulubioną fryzurą dziewczynek jest najczęściej kok, w którym one mają swoją szczególną rolę, kręcąc się, umożliwiają naturalny splot. Z kolei tatusiowie lubią fryzurę z dwoma koczkami a’la księżniczka Leia z „Gwiezdnych Wojen”.

Twoje plany? Bo jak z tobą rozmawiam, czuję, że na czesaniu się nie skończy!

Właściwie to dopiero początek! Do warsztatów z czesania dołożyliśmy już wspólne gotowanie tatusiów z synami i córkami. W grudniu planujemy pieczenie pierniczków i śpiewanie kolęd. Pomysłów na warsztaty mamy jeszcze wiele – wspólne majsterkowanie, muzykowanie, eksperymenty naukowe… Jesteśmy też w trakcie zakładania Fundacji, której celem będzie promocja zaangażowanego ojcostwa, nie tylko przez warsztaty. Już teraz skupiamy wokół naszego projektu wielu ojców z całej Polski, którzy są dla nas inspiracją do kolejnych działań i kibicują nam w dalszym rozwoju. I ta społeczność to jest siła, na której chcemy budować przyszłość nowego, zaangażowanego ojcostwa w Polsce.

My rozmawiamy, a obok powstają proste, ale jakże efektowne fryzury. Oj, koleżanki w przedszkolu pozazdroszczą! Oto nasza ściąga, jak zrobić je dosłownie w kilka minut.

*

Wariacja na temat powszechnego warkocza. Dzielimy włosy i kręcimy. Dwa skręcone pasma ponownie skręcamy, powstaje coś w rodzaju świderka. Proste?

*

Kucyk 2.0. Nie jakiś tam prosty mysi ogonek! Cały sekret polega na zrobieniu dziurki, przez którą przełożymy kucyka, by stworzyć efektowną wersję. Redakcyjnie przetestowane!

*

I to jest hit! Podobno ulubiona fryzura uczestniczek warsztatów i wcale mnie to nie dziwi. Bo czyż nie jest fajnie kręcić się wkoło, podczas gdy tata trzyma u góry skręcane pasmo włosów? Na koniec powstaje koczek, oczywiście jeśli uda nam się zatrzymać rozkręconą dziewczynkę. Wow!

Dziękuję Oli i Piotrkowi za spotkanie, idę testować kok zakręcany w domu, bo sama nie jestem mistrzem układania fryzur. A już na pewno nie w pośpiechu przed szkolnym dzwonkiem. Trzymam kciuki za kolejne pomysły!

rozmawiała: Kasia Karaim

zdjęcia: Joanna Szpak-Ostachowska/joannawkolorze.pl