Każdy koniec to początek

Wojtek o życiu i ojcostwie

To będzie rozmowa o początkach i końcach. Na szczęście te ostatnie są też punktem startu – zależy, z jaką dawką nadziei i wiary w siebie na nie patrzymy. Wojtek z Loft & Craft początki kolekcjonuje. Tak zdaje się mają osoby, które nie lubią płynąć z nurtem, tylko uparcie wyruszają zawsze pod prąd.

Zastaję go pochylonego w skupieniu nad kawałkiem metalowego pręta, w rękawicach i ochronnych okularach. Ostatni raz też widziałam go pochylonego, ale nad biurkiem, przed setnym briefem na kampanię, którą sprzeda dobrze, tanio i wszystkim. To było kilka lat temu. W ładnym biurze gdzieś z widokiem na inne ładne biura. Dłonie, które bawiły się suwakiem w Photoshopie lub odbierały statuetki na branżowych galach, teraz są czarne od kurzu, gdy zdejmuje rękawice, by zrobić nam kawę. Dziś Wojtek jest ślusarzem – spawa i lutuje, tworzy rzemieślnicze meble, przesuwane drzwi i schody.

Mój głośny zachwyt nad garażem, który przeobraża się powoli w dom, budzi osiemnastoletniego Lwa. Schodzi do mnie po schodach, chłopak górujący nad Wojtkiem o głowę. Kto tu jest wyższy? – pytam przewrotnie. Tak naprawdę to tata – odpowiada trochę nieśmiało, ale bez wahania.

 

 

Całkiem niedawno Wojtek musiał wytłumaczyć dwóm synom, że znowu zaczyna coś od początku i że tym razem droga będzie wyjątkowo kręta. Stał ze starszym Lwem przed nowym domem, czyli garażem na Grochowie, w budynku pachniało smarem i benzyną. To nie był dom, zaledwie jego lichy zalążek i to jak ma się dobrą wyobraźnię. Obydwaj ją mają. Mogli za to spać tu jak dzieciaki na dwóch hamakach rozwieszonych między filarami. I gadać, bo robią to często i szczerze. O życiu, o dziewczynach, o pracy. Może dlatego Lew potrafi zadzwonić z drugiego końca Polski, w środku imprezy, by poradzić się ojca w jakiejś kluczowej dla niego sprawie?

 

Odsuwam nogą dwa pudełka po pizzy – jak zapewnia Wojtek, gdyby nie syn, który motywuje go do gotowania, on sam pewnie jadłby codziennie Biedronkowe naleśniki. Udaję, żę równiutko rozwieszone pranie pośród imadeł, niedokończonych motocykli i narzędzi nie robi na mnie wrażenia. Robi. W tle świetna muzyka, w kozie tli się ogień, a ja pośród metalowych mebli i drzwi autorstwa Wojtka i jego Loft & Craft, rozmyślam od czego zacząć tę rozmowę. Od którego początku? Od którego końca? I o którym Wojtku – tym od reklamy, tym zawiadującym prężną firmą, tym, który spadł z Everestu, otrzepał się i dzięki przyjaciołom, terapii i własnej pracy rąk teraz buduje coś od nowa? I uśmiecha się do mnie, wskazując dumnie na pierwsze samodzielnie wykonane schody.

Wojtek, u ciebie jest kilka początków i kilka zakrętów, i to ostrych. Zacznijmy od momentu, w którym widzę faceta w stabilizacji: dom, dzieci i praca w dużej agencji, z dobrą pensją, który rzuca wszystko i chwyta za spawarkę. Brzmi jak film. Czym była ta kropla, która coś przelała?

Wiesz co, ja serio lubiłem tę prace i dobrze mi szło, zdobyliśmy wiele nagród. Ale… czułem się trochę za stary, czułem, że nie chcę się zestarzeć w agencji reklamowej i muszę coś wymyślić, coś dużo spokojniejszego. Wiesz, to takie poczucie, że masz 17-letnie dzieciaki – mają prawie tyle lat, co dziewczyna na recepcji w twojej pracy. Ocknąłem się, że 20 lat minęło mi za szybko. I jakby przypadkiem coraz częściej trafiałem na artykuły o naszym pokoleniu, coraz częściej wyobrażałem sobie, gdzie chcę być, mając 60 lat.

No i gdzie chciałeś być?

Myślałem o naszym pokoleniu, roczniku 77. Czuję, żę zobaczymy dużo fajnych, szczęśliwych, wytatuowanych 60-latków, którzy majstrują przy motorach, spotykają się przy piwku. Taka spokojna emerytura, ale w dobrym znaczeniu – trochę pracy, spacer z psem, życie według własnego schematu.

Kto najbardziej stukał się w czoło? Słyszałeś opanuj się – to tylko kryzys wieku średniego? Jeden kupuje drogi samochód sportowy, inny wyrusza do Indii, a inny rzuca pracę…

Żona. Nie rozumiała tego, uważała, że mi odbiło, zaczęliśmy tracić kontakt. To był trudny czas, jedną nogą byłem w agencji reklamowej, drugą już na swoim. Dostawałem wielkie zlecenia, w nocy płakałem w poduszkę, myśląc, że nie zdążymy. Nie mogłem pójść, potrząchnąć ludźmi i krzyknąć: hej, zróbcie to szybciej. Oni mieli swoje tempo, wiadomo – praca, tu przerwa, papierosek…

Bałeś się, że twoja zajawka ślusarstwem to wydmuszka? Postawisz na jedną kartę, a potem ci to przejdzie? 

Wiele osób uważało, że to bez sensu, że rzucam stabilność. Pewnego dnia, po dużej prezentacji powiedziałem szefom, że muszę wziąć dwa miesiące wolnego, chciałem spróbować. Trzy dni potem byłem już w Paryżu u klienta, którego widziałem osobiście pierwszy raz w życiu. Powiedziałem mu szczerze: chcę założyć własną firmę i rzucić reklamę, jeśli dasz mi duże zlecenie, to robię to w tej chwili. Zaufał mi.

 

Spawanie – wszystko tu się wokół tego kręci. To powrót do pasji, zajawki chłopaka?

Pasja pasją, ale tu chodzi też o pieniądze. Ja się nie boję tego powiedzieć: jak się ma pieniądze, to wiele rzeczy jest możliwych. Jak byłem na dnie, myślałem, od kogo wziąć zaliczkę, jak płacić za życie, nie odbierałem telefonów. Ale poczułem też smak tego, że mogę robić to, co lubię i zarabiać na tym. Wcale nie jestem typem majsterkowicza, nie byłem taki jako dziecko. Ale zawsze lubiłem ładne, estetyczne rzeczy.

Które lepiej zrobić, niż kupić. Twoja ścieżka to tak naprawdę powrót do pracy rąk, literalnie.

To przychodziło stopniowo. Wcześniej wymyślałem coś, chowałem się za Powerpointem (śmiech). Potem byłem managerem, zarządzałem pracą, kupowałem maszyny. Później spadłem z wysoka, z bardzo wysoka. Dopiero teraz mogę powiedzieć, że jestem naprawdę ślusarzem. Do tego dążyłem. Ale też bardzo się bałem tej pracy rąk. Bo jest z tyłu głowy takie myślenie, że ślusarz jest kimś gorszym. Musiałem uczyć się wszystkiego do początku, wyzbyć się wstydu. Stałem się robotnikiem.

Rzemieślnikiem samotnikiem. Musiałeś poczuć, że to nie wstyd, nie degradacja. Masz znajomych, którzy się odwrócili?

Nie.

Masz prawdziwych przyjaciół.

Ale fakt, nagle stałem się jakby gościem z zawodówki, zszedłem z eleganckiego biura do garażu. Ale zawsze chciałem mieć jednoosobowa firmę. Czułem, że chcę to robić. Gdy mam zlecenie, klienci mi totalnie ufają, mam wolną rękę. I niesamowita jest ich reakcja, że tak bardzo się im podoba efekt, doceniają to, co robię. Zabrzmi patetycznie, ale teraz jestem tym, kim chciałbym być do końca życia, albo raczej jestem na tej drodze. Bo przecież jestem tu tylko tymczasowo…

A potem rozwód, wyprowadzka. Lew powiedział, że chce mieszkać z tobą. 

Pomogło mi to w decyzji, by zacząć budować dom w tym lofcie. Ludwik, młodszy syn, mieszka z mamą w rodzinnym domu pod Warszawą, zawsze lubił las, to miejsce. Lwa odwrotnie – zawsze ciągnęło do miasta.

Kumpel-rodzic, bywa, że to grząski teren. Wyglądacie jak koledzy z imprezy, ale jednak jest jasne, kto tu jest ojcem, kto odpowiada za dom.

On jest dorosłym chłopakiem. Nie mogę mu mówić, co ma robić, mogę go wspierać, obserwować z boku. Zawsze musiał być samodzielny. Na przykład nigdy nie robiłem za niego lekcji, jeśli ich nie zrobi – dostanie pałę. Nauczycielka ze szkoły powiedziała, że to dobrze, że wychowuję go na zaradnego człowieka.

Ty też musiałeś nieźle sobie radzić. Sukces, a potem upadek z wysoka, może ty lubisz taką adrenalinę?

Teraz już jest inaczej, zmieniłem się. Pracuję nad tym, żeby tak nie robić, bo takie podejście jest bardzo męczące. Ten rok był taki, że już myślałem, że nie można bardziej dostać w dupę. Odszedł wspólnik w firmie, pojawiły się nagle długi, wszystko padło. Na początku podbijaliśmy Francję, zatrudnialiśmy 17 osób, świętowaliśmy wielki sukces. Jeden wspólnik pozmieniał wszystko i odszedł. Po nim odeszli klienci. To wszytko potoczyło się jak lawina.

Twoi synowie widzieli cię w niezłym dołku życiowym. Nie ukrywałeś, że znowu coś zaczynasz od zera. Bez gwarancji, że się uda. Bałeś się, że widzą cię na takim zakręcie?

Zrobiłem coś, co podpowiedziała mi moja terapeutka: przedstawiłem im konkretny plan. Powiedziałem, jak będziemy działać po kolei: wyprowadzamy się, zmieniamy loft na dom, jesteśmy tu przejściowo, może rok, może więcej (bo deweloper i tak przejmie ten teren), obserwujemy, jak Lew daje radę w szkole. Powiedziałem im wprost, że w najbliższym czasie będzie ciężko, że nie mam pieniędzy, że w tym roku nie wyjedziemy na wakacje. Zaplanowałem, że będzie rozwód, że to będzie trudny rok i realizowałem krok po kroku ten plan. Wiedzieli, że potrwa to rok.

Zazwyczaj planujemy sukcesy, projekty. Ty pokazałeś im, że twoje kłopoty zawodowe są częścią planu. Planu wychodzenia z poziomu -1.

Tak. Ale były też małe, bardzo małe przyjemności typu kupienie sobie fajnej płyty za sto złotych. Czy ten słynny wypad mój i Lwa na Hel w beemce. Puszczał mi wtedy techno. (śmiech) Teraz Loft &Craft jest na prostej, mam już zlecenia do lutego, tylko muszę pracować non stop.

Już się nie topisz. Masz głowę nad wodą.

Mam już większy spokój. Pieniądze naprawdę mogą dać spokój.

Nie boisz się już?

Już nie, i teraz mam czas stawiania sobie granic. Nie piję, nie palę, chodzę spać wcześnie, ćwiczę. Przez ostatnie półtora roku nawet nie chciałem nikogo poznać, serio nie mam Tindera. Zajmowałem się w stu procentach tylko pracą i dziećmi. Lew jest ze mną cały czas, Ludwik przez pół miesiąca. Wstaję przed szóstą, żeby zawieźć go do szkoły pod Warszawą, on kima, ja jadę 40 minut.

Lew ci pomaga?

Tak, bardzo mi pomaga. Nie tylko w przenoszeniu rzeczy w warsztacie, ale doradza też estetycznie. Odkrywa przede mną fajną muzę. I też przypomina mi, że to nie tylko warsztat, ale też dom. To śmieszne, ale ja jestem tak zanurzony w pracy, że w tym lofcie dom mi czasem przeszkadza, bo liczy się warsztat. A on tu widzi przede wszystkim dom i motywuje mnie, żebym czasem ugotował jakąś zdrową zupę. (śmiech) Staram się być osobą, która łączy to wszystko, być tu, gdy przychodzą chłopaki, chcę żeby moi synowie właśnie tu czuli dom. Jestem dumny, na jakich facetów wyrastają.

Co Lew ma po tobie?

Dużo. Jeździ na desce, ma talent do rysowania, razem zawsze dużo rysowaliśmy. On już robi projekty w Photoshopie, swoje koszulki, które sprzedaje. Robi vlepki. Dużo w nim mnie, kiedy byłem w jego wieku. Chce mieć własną firmę, nie chce pracy dla kogoś, nie chce nowego samochodu, ale starego Mercedesa.

Przestrzegasz go przed czymś?

Chyba tylko jak normalny rodzic, w stylu… wolę, żebyś wrócił do domu w nocy Uberem, niż spał, nie wiem gdzie i u kogo.

Za rok tego garażu nie będzie, a ty już masz w głowie plan – musisz zbudować kolejny dom.

Tak, za rok mnie tu nie będzie, wjedzie deweloper. Kolejny dom… widzę dom z kontenerów, kawałek ziemi, warsztat.

I chcesz być sam sobie sterem. Chyba nie lubisz zależeć od innych ludzi. Nie lubisz małej stabilizacji?

To prawda, zawsze byłem typem kogoś pod prąd. Teraz traktuję to jako coś, z czym muszę żyć. Wręcz jako chorobę, a nie jako zajebisty rys charakteru, jak kiedyś. Bo to jest bardzo trudne, dużo kosztuje mnie i bliskich. Uczę się tym zarządzać. Bo jest to rodzaj adrenaliny, ale jak spadasz, to bardzo boli.

Teraz jesteś na dobrej drodze, dokąd cię ona doprowadzi?

Robię to, co lubię. I widzę siebie na swoim kawałku ziemi, w domu kontenerze własnego projektu, z warsztatem.

Tego ci życzę!

*

Namawiałam go na ten wywiad dwa lata. Rok temu nie był pewien, dokąd zmierza, dziś Wojtek i Lew piją kawę, żartują sobie i spokojniej patrzą w przyszłość. Czasem trzeba się wywrócić, żeby wstać i ruszyć dalej, z nową energią. To chyba nazywa się po prostu samo życie.

 

Wojtek Pakier o sobie: Przede wszystkim jestem ojcem dwóch supersynów: Lwa (18) i Ludwika (14). Pracowałem jako Art Director a potem Creative Head w agencjach reklamowych, między innymi w DDB Warszawa oraz Saatchi & Saatchi. W 2016 roku założyłam firmę Loft & Craft, obecnie pracuję sam, tworząc drzwi rzemieślnicze, przeszklenia i meble na wymiar.

1 komentarz

  • Kinga:

    Znam Wojtka z czasow reklamowych. Zdolny gość; fajnie sie pracowalo. Przy tym zawsze wydawal mi sie z troche zdystansowany (zdrowo) do tego vanity fair. Bardzo mu kibicuje. Wojtek- powodzenia i wytrawalosci! 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.