Kasia w Londynie

Odmiana życia przez przypadki

Bywa tak, że wszystko kieruje nas w jedną stronę. Czujemy, że pilnością i konsekwencją zasłużymy na dobry obrót spraw w przyszłości. I podążamy tą ścieżką. Głównym motorem jest szczęście. A tak się pięknie składa, że to dreptanie to czysta radość i błogie spełnienie. Nie chcemy inaczej.

A jednak gdzieś czai się myśl, że gdyby nie parę przypadkowych zdarzeń, nie byłoby wyjazdu z Polski i paru godzin pracy spędzonych w świetlistej pracowni we wschodniej części Londynu, a zewsząd zieleń, bujność traw i ciekawskie lisy. To zaufanie do samowolnego biegu rzeczy to pewnie po części sprawka niepoprawnego marzycielstwa, ale i pokory. Kasia Mogilnicka ma w sobie oba te przymioty a jej historia wciąga jak dobra angielska proza. Przyjemnej lektury.

ladnebebe_mogika_7a

***

Czy wybór architektury był podyktowany impulsem czy to przemyślana decyzja?

Już jako nastolatka wiedziałam, co chcę robić, czym się zajmować i małymi krokami dążyłam do celu. Choć wydaje mi się, że i tak w większości o tym, gdzie znajduję się i co robię teraz, zadecydował przypadek.

 

ladnebebe_mogika_5d

 

Opowiedz, jak do tego doszło.

Zaraz po podstawówce dostałam się do technikum budowlanego (tak!), w którym rok wcześniej otworzono eksperymentalną klasę projektowania architektonicznego. Marzenia o studiowaniu architektury stawały się coraz bardziej realne, a gdy dostałam się na Wydział Architektury na Politechnice Wrocławskiej czułam – choć dziś wydaje mi się to trochę naiwne – że mogę wszystko!

A jak to się stało, że trafiłaś do Wielkiej Brytanii?

Wyjechałam z Polski podczas rocznej przerwy w studiach. Miałam okazję zasmakować projektowania w poważnej firmie architektonicznej i już po pierwszych dniach wiedziałam, że to jest TO. Tym bardziej, gdy po obronie dyplomu dostałam propozycję pracy w jednej z większych firm w UK. Wtedy uwierzyłam, że marzenia się spełniają.  Nie zastanawiałam się ani chwili, spakowałam jedną walizkę i tuż po zmroku, w święto Halloween, pojawiłam się na dworcu uroczego angielskiego miasteczka w West Midlands.

 

 

Czy kiedykolwiek pożałowałaś tej decyzji?

Nigdy. Po ponad 11 latach na wyspach to właśnie to miejsce utożsamiam z domem. A po paru latach mojej samotnej przygody, mniej lub bardziej przypadkiem, spotkałam mojego męża. Po miesiącu byliśmy już po ślubie, a po kolejnym zamieszkaliśmy w Londynie.

Ależ to brzmi jak film!

Nasza historia jest naprawdę jak niezły scenariusz do romantycznego filmu, bo my poznaliśmy się drugi raz w życiu. Wiele lat wcześniej nasze drogi spotkały się, ale nie był to ani ten czas, ani miejsce. Dopiero po latach, gdy po raz drugi stanęliśmy na swojej ścieżce, wiedzieliśmy, że już nie chcemy marnować ani chwili.

 

ladnebebe_mogika_8d

 

Londyn spodobał się Wam obojgu? Nie mieliście wątpliwości?

Bardzo odpowiadał nam „artystyczny” klimat i charakter wschodniego Londynu, to zestawienie różnych kolorów, języków, smaków i religii. Tak znaleźliśmy się w małej „village” w północno-wschodniej części stolicy. Wioska jest bardzo specyficzna. Mieszkańcy znają się nawzajem, wszystkie dzieci chodzą do jednej szkoły i jest tu jedna główna ulica, na której jest najlepsza kawa, tapas bar i kwiaciarnia. Mam wrażenie, że jakiś czas temu przeprowadzili się tutaj ludzie z bardzo awangardowych i topowych dzielnic Londynu, jak Hackney czy Islington, z myślą założenia rodziny z dala od zgiełku dużego miasta.

 

ladnebebe_mogika_4e

ladnebebe_mogika_5c

 

Czyli przyjemnie się tu żyje?

Rano budzi nas śpiew ptaków w ogrodzie, pan lis mieszka za szopą i wręcz trudno uwierzyć, że po 30 minutach podróży metrem można znaleźć się w centrum jednej z największych metropolii świata. Podoba mi się bardzo, że ta okolica ma bardzo artystyczną duszę. Urodził się tutaj William Morris i niedaleko nas znajduje się jego muzeum z przepięknym ogrodem na tyłach, gdzie dziewczynki jeżdzą na rolkach a raz do roku – podczas Art Trail – lokalni artyści otwierają drzwi do swoich domów, aby podzielić się tym, co tworzą z innymi.

 

ladnebebe_mogika_4c

 

 

Czy coś Was zadziwiło zaraz po przyjeździe?

Zaskakujące jest to, jak taka ogromna metropolia zachowała swój prowincjonalny charakter. Wystarczy wyjechać z centrum, poczekać aż szklane wieżowce znikną nam z horyzontu i natychmiast odnosimy wrażenie, że jesteśmy w małym miasteczku, pełnym tarasowych domków otoczonych parkami.

Macie dwie córeczki: 4-letnią Tolę i 9-letnią Mayę. Jak zmienił się Twój tryb pracy po ich narodzinach?

Odkąd w naszym życiu pojawiła się nasza druga córka, zrezygnowałam z pracy w biurze i zaczęłam pracować z domu. Dlatego też zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę do większego miejsca, gdzie mogłabym mieć własną pracownię bez zamartwiania się o to, czy jakieś małe rączki nie rozmażą mi świeżej farby na płótnie czy tuszu na ukończonym rysunku.

Znalezienie idealnego miejsca musiało trwać wieki.

Wcale nie. Domu nie szukaliśmy długo, bo gdy tylko trafiliśmy na leżący na wzgórzu dom nieopodal lasu, z przepięknym zachodem słońca w ogrodzie i widokiem na City, wiedzieliśmy od razu, że to musi być ten.

 

 

 

Zauważyłam wielkie anielskie skrzydło nad Waszym łóżkiem. Skąd je macie?

Historia skrzydła jest bardzo krótka. Dostaliśmy je w prezencie od naszych przyjaciół z Włoch. Widzieli nasz dom podczas etapu wyburzania ścian, a potem ot tak – kazali nam zmierzyć ścianę naszej sypialni, z tyłu łóżka. Parę miesięcy później dostaliśmy przesyłkę z Toskanii. Skrzydło ma nas chronić.

 

 

Jak wygląda Wasz typowy dzień?

Nasz dzień zaczyna się od budzenia małych śpiochów i po wspólnym śniadaniu ja pełnię rolę kierowcy i rozwożę towarzystwo do przedszkola, stacji pociągów i szkoły (od wiosny wszyscy przerzucamy się na rowery). Wracam do domu i z latte w kubku udaję się do pracowni, gdzie pracuję do popołudnia. Odbieram dziewczynki i czekamy na powrót taty. Klasyka. Starsza córka ma dużo zajęć pozalekcyjnych, a w sobotę mamy basen i balet (na który uczęszcza już prawie 5 lat), więc często przez resztę weekendu po prostu odpoczywamy.

Czy balet jest tam tak popularny jak w Polsce?

O tak, wiele mam zapisuje dziewczynki na tego typu zajęcia już koło 3-4 roku życia. Ja poszłam z Mayą, gdy miała 4 latka. Początkowo były to zajęcia z rytmiki i tańca a z czasem przerodziły się w typowo baletowe. Po roku, dwóch wiele dziewczynek odkrywa inne pasje i zmienia zajęcia na tap dance czy coś zupełnie innego. U nas balet pozostał i miło mi obserwować, jak staje się prawdziwą pasją córki.

 

 

Czy Ty jako dziecko miałaś podobne zainteresowania?

Uczęszczałam na zajęcia z tańca towarzyskiego i pewnie stąd mam ogromny sentyment do  każdego rodzaju i formy tańca. Teraz czas na młodszą, która już od jakiegoś czasu dzielnie towarzyszy siostrze w przygotowaniach, np.do egzaminów.

Jak często bywałaś w Anglii przed przeniesieniem się na stałe?

Kilka razy wcześniej przyjeżdzałam do Londynu i pamiętam, że zawsze wracałam z niego z głową pełną inspiracji, ale również dużym zmęczeniem tłumem turystów na ulicach. Teraz bardzo rzadko jeździmy do centrum. Mamy szczęście, że East End rozwija się coraz bardziej i w coraz ciekawszym kierunku. Z drugiej strony na końcu ulicy mamy las, który rozprzestrzenia się na całą północ, w którym zawsze możemy znaleźć schronienie przed zgiełkiem.

 

ladnebebe_mogika_8g

 

Czy udało Ci się zaprzyjaźnić z Anglikami? Jak traktują przyjezdnych?

Anglicy, których znamy, są bardzo otwarci i łatwo jest nawiązać z nimi przyjaźń. Wiem, że generalnie mają opinię nieszczerych albo nawet sztucznych przez to ich rzucane od niechcenia: „How are you?”. Ale my chyba mieliśmy dużo szcześcia, bo spotkaliśmy na swojej drodze wyjątkowych ludzi. Niestety nie są tak spontaniczni i gościnni jak Polacy. Nie zwykli zapraszać gości do siebie, wolą spotkać się w kawiarni lub na tzw. playgroupie z dziećmi.

A jak dziewczynki czują się w angielskiej szkole?

Dziewczyny urodziły się w Londynie i tutaj chodzą do przedszkola i szkoły, tutaj mają przyjaciół i swoje ulubione kryjówki. Maya bardzo lubi szkołę i często zdarza jej się tęsknić za przyjaciółmi podczas przerw semestralnych. W szkole i w przedszkolu jest wiele dzieci z różnych krajów i to sprawia, że każdy czuję się tu jak u siebie.

Co Ci się w angielskim systemie nauczania podoba a co wywołuje Twój sprzeciw?

Bardzo podoba mi się system nauczania w szkole podstawowej. Nie ma siedzenia w dwuosobowych ławkach, noszenia ciężkich plecaków, zmagania się z listą zakupów niezbędnych przyborów przed 1 września. Każde dziecko traktowane jest indywidualnie, wg własnych możliwości i potrzeb. Nie ma najgorszych i najlepszych w klasie, nie ma świadectw, wywiadówek i porównań. Podczas tzw. „parents evening” odbywają się spotkania sam na sam z nauczycielem i wtedy dowiadujemy się o postępach własnego dziecka. Najważniejsze dla mnie jest to, jak moja córka radzi sobie z matematyką czy literaturą, a nie jak wypada na tle klasy czy w wykresach w statystykach. Wiem, co sprawia jej w szkole przyjemność, w czym jest dobra a nad czym jeszcze musi popracować.

A propos pracy powiedz, czym różni się praca architekta w Polsce i zagranicą?

Tak naprawdę nasza kariera roczpoczeła się już na wyspach, więc trudno mi zdobyć się na porównania systemu pracy do polskiego. Jesteśmy oboje zadowoleni z tego, co robimy i cieszymy się, że mamy możliwość rozwijania się tutaj. Ja poza architekturą zajmuję się również rysunkiem i odrobinę malarstwem. Zresztą największą przyjemność sprawia mi różnorodność prac, jakie wykonuję. Jednego tygodnia jest to projekt rozbudowy domu, innego portrety elewacji szkicowane piórkiem i kolorowane akwarelą lub projektowanie nadruków na tkaniny (jak tych dla Mouse in a house), a przez kolejne dni pracuję jako grafik dla sklepów z modą dziecięcą: Emi&Nell i Lion in the wardrobe oraz dla marki Belmam. To urozmaicenie mojej pracy sprawia, że bardzo lubię to, co robię.

 

Gdzie uczyłaś się rysunku?

Zawsze lubiłam rysować. Zajęcia z rysunku miałam w szkole średniej, potem na studiach, ale w międzyczasie uczęszczałam na wiele kółek malarskich i rysunkowych do wrocławskiego domu kultury. Niestety przez kolejne lata, po rozpoczęciu pracy w biurze, nie miałam już na to czasu i moje ulubione piórko zamieniłam na mysz komputerową. Dopiero przed narodzinami Toli, kiedy wszystko było przygotowane na jej przyjście, siedząc w domu i czekając… zaczęłam ponownie szkicować.

Jak wpadłaś na pomysł szkiców z google street view?

Najpierw szkicowałam ołówkiem lokalne budynki, potem piórkiem. Początkowo wszystkie rysunki lądowaly na dnie szuflady, ale po jakims czasie odważyłam się je pokazać na wystawie podczas Art Trail, a krótko po tym znalazły się w lokalnym muzeum i galerii. Pewnego dnia poproszono mnie o wykonanie szkicu prywatnego domu, jego elewacji na podstawie zdjęcia z Google Street view i tak to się zaczęło. Drogą pantoflową rozeszła się wieść o portretach i do dzisiaj wykonuję je w wolnym czasie. Anglicy kochają swoje wiktoriańskie domy. Często je zmieniają, przeprowadzają się kilka razy w życiu, zupełnie inaczej niż Polacy. Remontują, malują… kupują nowy i tak w kółko. I zawsze chcą zabrać jego wspomnienia ze sobą , chociażby w postaci obrazka.  Bardzo lubię  je robić. Na pierwszy rzut oka każdy z tych małych, tarasowych domków wydaje się taki sam a w rzeczywistości każdy jest inny. Różnią się detalem, wykończeniem gzymsów, oknami.

 

 

A jak to się stało, że nawiązałaś współpracę z butikiem misslemonade.pl?

Moje prace można podglądać na moim profilu na IG. To właśnie tam wypatrzyła mnie Ola z Misslemonade i zaprosiła do współpracy przy tworzeniu urodzinowej kartki dla sklepu. Zaproponowałam kilka szkiców i Ola wraz z zespołem natychmiast zaakceptowali ten z małą dziewczynką siedzącą z balonem na cytrynie, która pojawiła się na plakacie.

 

ladnebebe_mogika_misslemonade

 

Jak się dzielicie z mężem codziennymi obowiązkami?

Przez większą część tygodnia to ja zajmuję się dziewczynkami. Młodsza córka chodzi tylko przez parę dni do przedszkola, więc po odbiorze starszej ze szkoły, która kończy wcześniej, mamy jeszcze czas tylko dla siebie. Wiem, jakie to dla niej ważne. Odkąd pojawiła się Tola zawsze wszędzie jesteśmy razem a każda z nich ma inne potrzeby, inne problemy, smutki czy radości. Staram się traktować je indywidualnie, spędzać z każdą parę chwil tak sam na sam, poświęcając swoją uwagę w stu procentach. Pozostałe dni, kiedy Maya jest w szkole, Tola ma mnie na wyłączność. Jeździmy wtedy razem na basen, do parku czy tworzymy coś wspólnie w domu.

 

ladnebebe_mogika_4b

ladnebebe_mogika_7d

 

Skąd masz tyle sił i zapału?

Wiesz, właściwie nie wiem, skąd biorę siły. Cieszę się z możliwości połączenia opieki nad dziewczynami z moją pracy zawodową i dodatkowo pasją, którą kocham. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość. Pewnie spełnienie daje mi siłę. Staram się utrzymać zdrowy balans w tym co robię, choć muszę przyznać, że nie zawsze to się udaje. Poza tym musimy regenerować się niezwykle szybko, bo jesteśmy zdani wyłącznie na siebie (śmiech).

Jakie zmiany zaszły w Waszym świecie, gdy pojawiły się córeczki?

Odkąd jestem mamą, zmieniło się wszystko. Żyjąc bez rodziny kilka ulic dalej wszystko przychodzi trudniej. Musieliśmy w wielu sytuacjach radzić sobie sami, ale zaakceptowaliśmy ten fakt i przeszliśmy dzielnie przez wszystkie problemy wieku niemowlęcego. Dziewczyny dają nam tyle radości, że już dawno zapomnieliśmy o tych miesiącach nieprzespanych nocy.

Macierzyństwo nauczyło mnie chyba tego, że to właśnie z drobnych chwil składa się nasza egzystencja. Kiedyś wierzyłam w wielkie idee i koncepcje na całe życie. Teraz cieszę się z tego co jest tu, gdzie ja jestem. Z kolorów jesiennych liści w ogrodzie, światła zachodzącego słońca na ścianie w salonie. To taki świat chcę pokazać moim dziewczynkom i nauczyć je dostrzegania piękna w małych rzeczach.

 

ladnebebe_mogika_8h

ladnebebe_mogika_4f

 

Jak często odwiedzasz rodzinę i znajomych w Polsce?

Odkąd zaczęła się szkoła, rzadziej jeździmy do Polski, ponieważ w Anglii nie ma zwyczaju zabierania dzieci z lekcji. Wcześniej staraliśmy się być tam co 2-3 miesiące. Mocno tęsknimy za rodziną, przyjaciółmi, spacerem po Ostrowiu Tumskim. Za smakami z dzieciństwa…

Jak smakują Twoje ulubione dania z dzieciństwa?

Smaki dzieciństwa to dla mnie potrawy, których wspomnienie przenosi mnie w czasie do konkretnej sytuacji czy miejsca. Mam kilka ulubionych. M.in. to zupa szczawiowa mojej mamy, z jajkiem. Jedliśmy ją w domu rzadko, bo chyba nikt poza mną i mamą za nią nie przepadał, a doskonale pamiętam jej smak. Jak o niej myślę, to siedzę przy naszym małym stole w kuchni, z ceratą w kratę. Drugi smak to pączki z nadzieniem różanym, które własnoręcznie robiła moja ciocia. Do dzisiaj zapach dzikiej róży jest jednym z moich ulubionych a te pączki przenoszą mnie do ogrodu cioci. Kolejnym są wiśnie, które zrywaliśmy garściami z przyjaciółmi z podwórka. Naprzeciwko mojego bloku był taki sad wiśniowy, w którym często bawiliśmy się w podchody. Podczas zabawy zajadaliśmy kwaśne owoce a ich sok spływał nam po koszulkach. Niestety, jakiś czas temu w miejscu wiśniowego ogrodu powstało osiedle i parking, na który wychodzą teraz okna mojego starego pokoju. Niepowtarzalne chwile…

Ale nie zamierzasz wracać?

Teraz tutaj jest nasz Dom. Tutaj doprowadziły nas nasze marzenia, więc póki co nie ma sensu tego zmieniać.

Dziękuję za rozmowę.

**

Odwiedźcie stronę Kasi i pozachwycajcie się jej pracami. A po codzienną dawkę inspiracji zapraszamy na jej instagram.

9 komentarzy

  • Anka:

    śmieszne jak bardzo można uwielbiać profil kogoś kogo nawet się nie zna:) piękne grafiki często pełne jakiejś magii zawsze maja coś w sobie. milo poczytać wywiad z taka osoba i przekonać sie,że faktycznie musi być ona wspaniała w rzeczywistości! Fajne są te wasze wywiady z tak mocno inspirującymi matkami!

    Odpowiedz
    • Mogika:

      Dziękuję za takie miłe słowa. Bardzo cieszy mnie świadomość, że zaglądają na mój profil bardzo miłe i ciepłe osoby. To dodaje skrzydeł!

      Odpowiedz
  • Cudownie móc przeczytać o Kasi i jej rodzinie! Jej historia urzeka i wciąga jak najlepsza książka! I te piękne zdjęcia, które pozwalają poczuć ich puls i atmosferę dnia codziennego. To ogromna przyjemność podglądać Cię przy pracy na Twoim instagramie!

    Odpowiedz
    • Mogika:

      Dziękuję! Wspaniałe jest to, że wirtualnie można poznać tyle świetnych osób, które wzajemnie inspirują i że w rzeczywistości okazują się one jeszcze fajniejsze! 😉

      Odpowiedz
  • Zastanawiam się kiedy poznałam Kasię i jej pięknego bloga a potem konto instagramowe i nie pamiętam 😉 ale wiem, że jestem z nią na tyle długo że jest to jedno z moich ulubionych miejsc w sieci a sama Kasia wydaje się być niesamowicie ciepła, wyrozumiałą i zdolną osobą a wiem co mówię bo mam w domu kilka rzeczy które wykonała 🙂
    Buziaki Kasia :*
    martynaamina 😉

    Odpowiedz
  • Cieszę się, że znalazłam Cię na IG. Ten wywiad pozwolił Ciebie i Twoją Rodzinę bardziej „poznać”. Miło się czyta o tym, jak ludzie potrafią spełniać swoje marzenia. Na pewno Twoja historia zainspiruje wiele osób!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.