Jesteś wspaniała!

O wsparciu – podsumowanie miesiąca

„A co to jest to wsparcie?” – tak brzmi tytuł jednego z naszych styczniowych postów. Podjęłyśmy ten temat na wiele różnych sposobów, przyjrzałyśmy mu się na nowo, rozmawiając o nim dzień dnia przez 31 dni. Zobaczcie, czego się dowiedziałyśmy.

Wszystkie bohaterki, z którymi szukałyśmy odpowiedzi na pytanie: „A co to jest to wsparcie?”, mówiły w zasadzie jedno: wsparcie to nie są dobre rady, ani tym bardziej oceny. „Bywa, że jeden głupi komentarz rzucony mimochodem, o którym po 5 minutach już nie pamiętamy, łamie człowieka, który potem potrzebuje wiele czasu, żeby się podnieść”. Bo wsparcie to towarzyszenie i wiara w możliwości drugiej osoby. To przede wszystkim trwanie, wysłuchanie i próba zrozumienia. Tylko i aż tyle.

Inną potrzebą, o której głośno mówiły wszystkie mamy jest kobieca więź. To w niej dopatrują się największej możliwości zrozumienia i wsparcia. Ze smutkiem czytałam o tej wielkiej potrzebie i jeszcze większym jej braku. Dlatego jednym z najważniejszych dla nas materiałów publikowanych w styczniu była prezentacja konta Instagramowego Tribe de mama, która bardzo obrazowo i szeroko mówi o kobietach jako niezwykłym plemieniu, niezrywalnej więzi i źródle niekończącej się inspiracji. Ku pokrzepieniu.

Zaczyna się od ciąży, która kończy się wielkim przeżyciem – porodem. Czy wiedzieliście, że jednym z warunków zdrowia psychicznego kobiety po porodzie, opiekującej się noworodkiem jest wsparcie bliskich osób? Czynników wyzdrowienia jest wiele, ale bez tego jednego szansa na dojście do równowagi gwałtownie maleje. Wiele mam potrzebuje w tym czasie przede wszystkim dobrego słowa, bo jeszcze nie czują się pewnie w nowej roli. Bardzo wdzięczną radę ma dla świeżo upieczonych ojców doświadczona położna Stefania Kumor: „Prośba do mężów i partnerów – zróbcie swojej kobiecie coś miłego, ugotujcie obiad, odciążcie ją, powiedzcie, że jest wspaniała, silna i naprawdę niesamowita. W końcu urodziła małego człowieka, należy jej się!”.

Swoją drogą, jak łatwo nawet my-mamy, zapominamy jak wymagające potrafią być małe dzieci, jak wyczerpująca może być opieka nad nimi. Co byśmy zrobiły bez babć i dziadków? Sióstr, przyjaciół i niań? O swojej silnej i bezinteresownej potrzebie niesienia pomocy, towarzyszenia w trudach rodzicielstwa skromnie opowiadają trzej bohaterowie tekstu: „Wspieram, bo chcę”. Ich gotowość, empatia i wrażliwość to miód na serce dla wszystkich mam i ojców.  A tak rozczulająco o swoim stosunku do wnuków opowiada Zbigniew Bobrowski – „Dziadek ma prawo kochać oraz obowiązek jeszcze bardziej kochać”. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Dla mnie samej jednym z najbardziej poruszających tekstów stycznia był ten poświęcony samodzielnym rodzicom. Logistyka i towarzysząca jej determinacja, zaangażowanie i trudne decyzje, które dla rodziców w parze w zasadzie nie istnieją. To materiał o rodzicach, którzy kochają z całą mocą i czerpią z tego siłę. Jedna z bohaterek mówi: „Na nowo zakochałam się w swoim synu, który wielokrotnie mnie uratował w tym roku”.

Podziwiam mamy, które wytrwale szukają rozwiązania w trudnych dla ich dziecka sytuacjach. Tak działała nasza redakcyjna koleżanka Marysia, która metodą prób i błędów poszukiwała dla swoich dzieci, i samej siebie, najbardziej komfortowego sposobu na odrabianie lekcji. Udało się! Dzięki ustalonej rutynie zgodnej z dziecięcym rytmem, zapewniła całej rodzinie poczucie bezpieczeństwa i wsparcie. A teraz tak pięknie dzieli się tym doświadczeniem. Przeczytajcie jej tip: jak odrabiać lekcje z dzieckiem?

„Bo każdy świat widzi inaczej!” – tak mówi Fiona, mama piątki chłopców z Australii, która musiała zmierzyć się z problemem diagnozowania zespołu Aspergera u jednego z synów. Pomimo braku zrozumienia w swoim otoczeniu, postanowiła, jakże słusznie, zaufać własnej intuicji. Ale o ile łatwiej byłoby jej, gdyby w kluczowym momencie usłyszała dzisiejszą siebie: „Jeśli coś niepokoi cię w zachowaniu dziecka, poradź się specjalisty, pediatry. Po prostu zaufaj własnemu macierzyńskiemu instynktowi, 9 na 10 razy się nie pomylisz”.

*

A teraz coś osobistego. Pamiętam jak któregoś razu wracałam z dziećmi autobusem z przedszkola. Było zimno, wietrznie i morko, a w autobusie taki tłok, że przykleiliśmy się do drzwi. Mariance było gorąco i ciasno, i bardzo się w związku z tym niecierpliwiła. Tadek dostał tzw. głupawki i beztrosko kręcił się wokół własnej osi. Szamotaliśmy się na lewo i prawo i z pewnością byliśmy utrapieniem dla równie zmęczonych współpasażerów. Próbowałam uspokajać, pocieszać, tłumaczyć i zajmować małe głowy czym innym, ale tak naprawdę marzyłam już tylko o jednym – żeby w końcu wysiąść. I kiedy już dotarliśmy na miejsce i niemal wysypaliśmy się przystanek, podeszła do mnie młoda kobieta, która jechała tym samym autobusem. Położyła mi rękę na ramieniu i z uśmiechem powiedziała: „Ale ma Pani fajne dzieci! A Pani to jest wspaniałą mamą”. To było jak promyk słońca na tle pochmurnego nieba – wyraz zrozumienia, akceptacji i dopingu. Od tamtej pory ilekroć widzę mamę „w kłopocie”, łapię jej bezradne spojrzenia, uśmiecham się do niej szeroko i mówię: „Nie przejmuj się, jesteś wspaniała!”.

Kończymy styczeń – miesiąc poświęcony wsparciu, ale ten temat zostaje z nami już na dobre, bo to jedna z misji tego portalu.

Dbajcie o siebie. I innych. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.