Janod na Gwiazdkę

Poczuj magię Świąt!

Janod na Gwiazdkę
Edyta Leszczak

Ależ się w tym roku pan z białą brodą napracował! Nasz cykl #janodnagwiadkę to siedem spotkań w różnych domach i w przeróżnych konfiguracjach. Czy to solo, czy z rodzeństwem, skacząc po łóżkach, czy pełzając na czworaka – dzieci łączyło jedno: radocha z otrzymanych prezentów. Przemyślanych i dobrze trafionych, takich jak te, które podglądamy dziś u Joasi Pachli.

Znamy się z bloga Wyrwanezkontekstu, lecz dziś kontekst jest jeden i klarowny: podzielić się świąteczną inspiracją i wspomnieniami. Grudzień ma w sobie zawsze nutę nostalgii, chętnie wracamy do tego co było, podsumowujemy rok, zanim hucznie wkroczymy w karnawałowe hulanki i spisywanie noworocznych postanowień. My na razie w ten grudniowy poniedziałek postanawiamy się dobrze pobawić, pogadać i poplotkować, bo Asia hojnie sypie opowieściami, podczas gdy mały dumnie pokazuje swoje ulubione zabawki Janod. To nasze ostatnie grudniowe spotkanie, kto nie poczuł Świąt, poczuje je dziś!

Jak zazwyczaj spędzacie święta?

Zawsze w drodze. Paweł jest z Podlasia, a ja z Dolnego Śląska, więc nasze rodzinne domy dzieli od siebie ponad 500 kilometrów. Dlatego nigdy nie świętujemy w Warszawie. Warszawa jest na co dzień, taka do życia, już tylko nasza. Ale święta zawsze chcemy spędzać z rodziną. Jeszcze zanim urodził nam się Staś, to zwyczajnie każde z nas wsiadało w swój pociąg i jechało w inną stronę. To nie było zbyt fajne rozwiązanie, ale lepszego nie znaleźliśmy. Natomiast teraz, jak jesteśmy  we troje, to nie wyobrażam sobie takiej rozłąki. Dlatego najpierw jedziemy do mnie, a dopiero później do rodziny męża. Paweł ma zresztą o wiele większą rodzinę, więc podczas Wigilii ten nasz brak nie jest tak mocno odczuwalny. Ja jestem jedynaczką, więc trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym w święta zostawić rodziców samych. Poza tym uwielbiam Święta i dla mnie są one bardzo mocno związane z domem. Z ogromną choinką, o którą zawsze się ze dwa razy z tatą kłócimy: najpierw o to, kto może ją ubierać, a później o to, kto musi ją rozbierać. Z pysznymi ciasteczkami mamy, z moją cudowną babcią i dziadkiem, którego teraz już z nami nie ma. Staszek ma po nim zresztą imię i trochę osładza nam tę stratę, najmocniej odczuwalną właśnie w święta.

Czy macie jakieś śmieszne wspomnienia ze świąt?

Och, pewnie! Moje ulubione to to, jak firanka się rusza! Jak pewnie większość dzieci, zawsze marzyłam o tym, żeby zobaczyć świętego Mikołaja. Wiesz, to były czasy, w których nie widywało się ich na rogu czy w każdym markecie. Ba, w moim mieście nie było wtedy nawet żadnych marketów! Człowiek nie wiedział więc, jak ten wielki pan na żywo wygląda, czy faktycznie ma taką brodę i czy jest taki gruby, że jak wejdzie do komina, to utknie. A przecież to były autentycznie nurtujące mnie wtedy pytania! No i rodzice z dziadkami wkręcali mnie tak w każde święta. Mogłam siedzieć przyczajona gdzieś pod stołem czy za kanapą i gapić się na choinkę godzinami, ale prędzej czy później trzeba było opuścić na chwilę swój posterunek. Czy żeby coś zjeść, czy chociaż pójść siku. I wystarczyło, że wyszłam z pokoju na kilka minut, a zaraz przybiegała do mnie mama czy babcia i krzyczały, że szybko, szybko, Mikołaj był, zostawił prezenty i tylko firanka się po nim rusza! Nie muszę chyba mówić, że zawsze wpadałam do pokoju spóźniona? I tylko ta firanka powiewała sobie w najlepsze na dowód tego, że Mikołaj faktycznie tu był i kolejny rok z rzędu zostałam przechytrzona.

Jaki smak kojarzy Ci się ze świętami?

Świąteczne ciasteczka mojej mamy! Ja w ogóle jestem człowiek-ciastko i zjem chyba każde, w każdych ilościach. A do tego jestem człowiek-anty-karp. Czy w ogóle anty-ryba. Od dziecka panicznie boję się ości, więc każda Wigilia to był mój osobisty, wewnętrzny dramat. Zwłaszcza, że na stole była praktycznie tylko ona! Oczywiście, stół był suto zastawiony, ale przede wszystkim karpiem! Karp smażony, karp pieczony, karp w galarecie… Po prostu wszystkie możliwe odmiany karpia i – z mojej dziecięcej perspektywy – każda tak samo straszna!  Na całe szczęście, poza ciasteczkami ratował mnie jeszcze barszcz z uszkami. Do dzisiaj to zresztą moje ulubione, wigilijne danie! 

Czy masz jakiś prezent, o którym marzyłaś i dostałaś jako dziecko?

Szczerze mówiąc, nie przypominam sobie niczego takiego – ale to chyba wynika z tego, że rodzice i dziadkowie bardzo mnie rozpieszczali. Regularnie dostawałam wszystkie rzeczy, o jakich marzyłam, więc te świąteczne prezenty nie miały w sobie takiego efektu „wow” – poza, oczywiście, tym wielkim wyczekiwaniem i elementem zaskoczenia. O matko, ile ja się naszukałam zawsze tych paczek, pochowanych po domu! Nawet jako nastolatka potrafiłam przetrząsnąć rodzicom pół salonu. No ale moja mama to mistrz kamuflażu – jak już coś schowa, to na amen. Natomiast pamiętam, że przy okazji świąt wszystkie ciocie wiecznie podpytywały, czy nie marzy mi się braciszek albo siostrzyczka. I że ku uciesze zebranych zawsze krzyczałam, że nie, bo tylko mi pozabiera zabawki i do niczego mi się nie przyda (śmiech). 

Dlaczego wybrałaś te prezenty z Janod i jak się Wam sprawdziły?

Och, my w ogóle uwielbiamy ich rzeczy! Mamy u siebie chyba połowę asortymentu i jeszcze nie trafiła nam się zabawka, o której mogłabym powiedzieć, że się nie sprawdza. Kostka edukacyjna to wiele zabaw w jednym miejscu, z tak uwielbianym przez Staśka sorterem na czele. Czterokołowy rowerek w kształcie liska to teraz z kolei jego najlepszy kumpel – taki, co to wszędzie Stacha podwiezie. Nazywa się Hau-hau i nikomu innemu nie wolno na niego wsiadać (śmiech). 

Z mniejszych rzeczy hitami na pewno są magnetyczna rakieta do składania, telefon czy świąteczna, trzywarstwowa układanka. Najpierw myślałam, że dla takiego małego dziecka będzie zbyt skomplikowana, ale Stasiek ją w mig ogarnia! Ale i tak miejsce pierwsze bezapelacyjnie należy do kuchni. Nie wiem, czy rośnie nam mały MasterChef, ale od kiedy jest z nami kuchnia Janod, to nie ma u nas dnia bez gotowania!

Trochę gotowania, odrobina galopu na rudym lisie i ten grudniowy poranek minął w sekundę. Zostawiamy ekipę i ogłaszamy ostatnie wejście konkursowe: którą zabawkę najchętniej zobaczycie pod choinką? Piszcie w komentarzach poniżej do 20 grudnia, oto prawdziwy last minute prezentowy!

Konkurs potrwał dłużej, zastęp hakerskich elfów nieco pomieszał na stronie. A kostka edukacyjna leci do Sandry, dzięki, że jesteś z nami i dużo zabawy na Nowy Rok!