czas rodziców

Jaki jest twój Feblik?

Rozmowa z Marzeną i Andrzejem, twórcami Feblika

Jaki jest twój Feblik?
archiwa prywatne

Feblik, czyli ciągota, konik, pasja oraz tytuł książki Małgorzaty Musierowicz. To także miejsce, które pozwala się dorosłym kreatywnie wyszumieć i oderwać od zrośniętych niemal z wielozadaniowymi dłońmi urządzeń. I stworzyć coś po swojemu, własnymi rękoma.

Feblik tworzony z miłością przez cudowną parę nakręcających się wzajemnie ludzi, Marzenę i Andrzeja Kołodziejów, obchodzi właśnie drugie urodziny. Śpiewamy gromkie „Sto lat” i wpraszamy się na rozmowę o „czasie dobrze zajętym”, który jest mottem feblikowych działań. Za ich sprawą można nauczyć się czegoś nowego, zadbać o kreatywną stronę własnej osobowości, a w szerszej perspektywie nawet się przekwalifikować. Cóż zmyślniejszego na te trudne i niepewne czasy!

Posłuchajcie rozmowy z sympatycznymi twórcami Feblika, w której zdradzają oni, że kluczowe dla osiągnięcia życiowej równowagi jest uprawianie sportu wsparte manualnym działaniem, zarówno w pojedynkę jak i w towarzystwie innych osób. Ja spróbowałam ceramiki na warsztatach pt. „Mój ceramiczny debiut: 10 A.M.” w studio 1210c. A co stanie się waszym nowym feblikiem?

JAKI JEST WASZ FEBLIK?

Marzena i Andrzej, zapytani o ich ukochane zajęcie, odpowiadają zgodnie: Oboje jesteśmy sportowo-górscy i lubujemy się w każdej aktywności związanej z górami. W ten sposób ładujemy akumulatory i pewnie kiedyś w górach zamieszkamy. Poznali się podczas porannych przebieżek i tak biegali, aż w końcu wybiegali triathlon i zostali małżeństwem. Uwielbiamy sport uprawiany wspólnie z innymi ludźmi – twierdzą i dodają, że przyjemność z pracy zespołowej stawiają ponad kondycję i rywalizację.

PO PIERWSZE: RELACJE

Dla Andrzeja i Marzeny najważniejszą kwestią są relacje, zarówno z uczestnikami, jak i prowadzącymi warsztaty artystami. Założyliśmy sobie na początku, że każdego z prowadzących poznamy osobiście – mówi Andrzej. Teraz to procentuje.

Jako że mamy do czynienia z kreatywnymi osobami, sami też musimy wspiąć się na wyżyny kreatywności. My jesteśmy od organizacji i formalności, czasem też musimy ukrócić fantazję twórców, skłonić ich do zejścia na ziemię. Gdy zaczynaliśmy się zajmować Feblikiem, nie wiedzieliśmy, że to będzie takie trudne – przyznaje Marzena z rozbrajającą szczerością.

DOBRY POCZĄTEK

Na pomysł stworzenia Feblika wpadli spontanicznie: trzy lata temu podczas wakacji w Beskidzie Niskim wzięli udział w czterogodzinnych warsztatach rzeźbienia w lipie i zrozumieli, że w rzemieślniczym działaniu nie tyle chodzi o efekt, co o sam proces. Andrzej szczególną wagę przywiązuje do ceramiki: Mam umysł ścisły i jestem typem działacza, więc odkrycie ceramiki było dla mnie nieoczywistym wyborem. Chciałem wyjść poza stereotyp, że to żeńska domena, a poza tym pociągał mnie kontakt z gliną. Potrafię godzinami głaskać gotową miseczkę. Marzena przyznaje, że spośród zadań manualnych najbardziej kręcą ją linoryt i ceramika na kole. Ostatnim ich wspólnym zachwytem jest malarstwo intuicyjne.

CZAS DOBRZE ZAJĘTY

Hasło „Czas dobrze zajęty” wpadło im do głów, jeszcze zanim wykiełkował szczegółowy plan działania. Wszyscy znajomi powtarzali im: róbcie to. No i zrobili. Powstała platforma, która w obecnym kształcie współpracuje z 35 pracowniami rzemieślniczymi i posiada w ofercie ponad 70 warsztatów do wyboru. Jak mówi Andrzej: Sezon powakacyjny jest dla Feblika czasem nowych działań i współpracy z artystami, których sobie wymarzyliśmy na samym wstępie. Feblika zalała niniejszym fala nowych aktywności i propozycji na relaks, spędzanie czasu z przyjaciółmi lub oderwanie się od rutyny komputerowej.

Marzena dodaje, że warsztaty firmowane przez Feblika są nie tylko formą działania manualnego czy twórczej medytacji – To  przede wszystkim spotkanie z ludźmi o podobnym konstrukcie i zajawce, którzy pragną się rozwijać i tworzyć wspomnienia.

FEBLIK DLA CIAŁA I DUCHA

Ostatnio zauważyliśmy, że aby mieć przestrzeń dla siebie, musimy zadbać o ciało. Stąd w naszym życiu dużo sportu i medytacji – opowiada Andrzej. Jego zdaniem najlepszym spoiwem dla dwóch poprzednich aktywności jest manualność, której twórcy Feblika dostarczają sobie w formie warsztatów właśnie po to, by pobudzić kreatywność: Ostatnio wybraliśmy się na 8-godzinny kurs malarstwa intuicyjnego. Następnego dnia mieliśmy w planach bardzo biznesowy dzień i jestem pewien, że gdyby nie artystyczne bodźce z dnia poprzedniego, nie udałoby nam się tak szybko dojść do tylu nietuzinkowych wniosków i stworzyć wizji dalszego działania – dodaje Andrzej.

Dobrze jest odejść od świata wirtualnego, w którym przebywamy godzinami każdego dnia, i dać sobie czas na otwarte pobycie ze sobą – wtóruje mu Marzena. Pytam ją, czy łatwo tak porzucić utrwalone przez pandemię myślenie i zasiedzenie na rzecz oderwania i wyjścia w świat po nowe umiejętności? Z początku to może brzmieć jak wyzwanie – odpowiada, ale z czasem daje ukojenie myślom i pozwala się wreszcie zatrzymać i porzucić ciągle towarzyszące nam urządzenia, choćby na te 2 godziny w tygodniu.

Szczególnie ważnym aspektem zachęcającym do odbycia warsztatów wydaje się Andrzejowi odbudowywanie relacji z ludźmi: Przez ostatnie 1,5 roku pandemii kontakty z ludźmi były bardzo ograniczone, więc teraz potrzebujemy je zintenstyfikować. A nic tak ich nie pogłębia jak wspólne doświadczanie, czyli pójście do kina lub na warsztaty i porozmawianie o tym, co się tam zdarzyło.

Mam ostatnio wrażenie, że ludziom brakuje tematów do rozmowy, bo ile można gadać o polityce czy pandemii – dodaje Marzena, a ja się z nią zgadzam. Spotkanie pozwala na twórczą wymianę, a ta za kolei najpiękniej wypełnia życie wrażeniami. Patrzymy na Feblika jak na odkrywcę. Chcemy poprzez niego odkrywać nieskończone możliwości, jakie dają warsztaty i doświadczenia. To cudowne, że jest tylu ludzi, którzy chcą się dzielić swoim know-how. Prawda. Nic tylko brać.

FEBLIK KOCHA RZEMIOSŁO

Misją Feblika jest dążenie do tego, by rzemiosło stało się drogą do zrównoważonego rozwoju ekologicznego, osobistego i biznesowego. Rzemiosło to – zdaniem Andrzeja i Marzeny -najprawdziwsza opowieść o ekologii, bo dzieje się w obrębie lokalnej społeczności, która tworzy tu i teraz, z czystej potrzeby, bazując na relacjach.

Marzena podkreśla, że dzięki Feblikowi można sobie uszyć portfel, zrobić nóż albo kubek, ale prawdziwa wartość warsztatów tkwi w tym, jak te przedmioty później traktujemy i ile dla nas znaczą. Zabieramy je do domu i to z nich najchętniej korzystamy, mając na uwadze, ile czasu i wysiłku zabrało (albo dało!) ich skonstruowanie. O ile trudniej jest je wyrzucić niż coś kupionego w sklepie – podpowiada Andrzej. A Marzena w mig podchwytuje: Tak, nawet kubek z ubitym uchem nie ląduje w koszu, tylko zostaje z nami. A w razie naglącej potrzeby zawsze można zajrzeć do pracowni, by go naprawić.

Na warsztatach z Feblikiem można sobie lub komuś ulubionemu zrobić czapkę na drutach, uszyć koronkowe body, skonstruować nóż, odświeżyć ukochane pantofelki, upiec talerz, opanować tajniki sitodruku lub haftu krzyżykowego i jeszcze więcej. Zachęcamy do próbowania.

FEBLIK

Strona internetowa / Facebook / Instagram

Coś dla Ciebie

Rzemieślniczki

Rzemieślniczki

Dodaj komentarz