rozmowa z psychologiem szkoła

Jak zareagować na świadectwo dziecka? Rozmowa z psycholożką.

Psycholożka Jagoda Sikora o tym, czy chwalić, i co zrobić, gdy oceny nas rozczarowują

Jak zareagować na świadectwo dziecka? Rozmowa z psycholożką.
archiwum prywatne

Koniec roku szkolnego jest jak test dla rodziców. Nikt nie uczył nas, jak reagować na oceny, co z robić z uczuciami dumy lub rozczarowania świadectwem, jak mówić, by nasza reakcja przysłużyła się dziecku, nie krzywdząc go i nie rozpieszczając. Psycholożka Jagoda Sikora radzi, jak mądrze podejść do sprawy.

Nawet bardzo wyluzowanym rodzicom trudno na pewnym etapie edukacji nie przejmować się ocenami i świadectwem. System, w którym nas wychowano i w którym tkwimy, wpoił nam przekonanie, że od edukacji zależy bardzo wiele. Hasło „Nauka to potęgi klucz” przyprawia wiele rodzin o zmartwienie. Szkoła promuje rywalizację, oceny stosując jako wyznacznik wartości ucznia, a testy predyspozycji i sposób konstruowania egzaminów nie pomagają. Jednocześnie świadomi rodzice chcą wspierać swoje dzieci, zamiast serwować im dodatkowy stres – zwłaszcza po fakcie, gdy świadectwo trzymamy już w ręku i dalekich od ideału ocen nie da się wymazać. Co wtedy powiedzieć dziecku? Jak być autentycznym, nie tworząc niepotrzebnej presji? Co zrobić, by zmotywować do nauki po wakacjach, bez popychania do niekończącego się wyścigu szczurów? Jagoda Sikora, doświadczona psycholożka dzieci i młodzieży oraz mama trzech synów, radzi, jak przetrwać rozdanie świadectw.

Czy dzień zakończenia roku szkolnego powinniśmy traktować jako coś wyjątkowego, podkreślać jego znaczenie?

Na pewno warto traktować ten dzień jako obrzęd przejścia, symboliczne zakończenie pewnego etapu, chociażby dlatego, że może być świetną rodzinną okazją do świętowania. Sposób przeżywania tego czasu zależy od nas – rodziców i naszego indywidualnego podejścia. Od tego, czy przywiązujemy uwagę do świadectwa, do ocen. Myślę, że można znaleźć taki sposób akcentowania zakończenia roku szkolnego, by to było ciekawe doświadczenie dla wszystkich. To może być podkreślenie, że dziecko kończy jedną klasę, a zaczyna drugą, może to być radość z rozpoczęcia wakacji czy symbolicznego finału pracy i starań w roku szkolnym. Proponuję celebrować ten czas, i zamiast na wynikach i ocenach, koncentrować się w rozmowie z dzieckiem na tym, co jest za nami: czego się nauczyliśmy przez ten rok, co się ciekawego dla nas wydarzyło.

Co powinniśmy powiedzieć, gdy dziecko pokazuje nam świadectwo? Gratulować? Chwalić? A jeśli oceny nie są najlepsze, czy jakoś to komentować?

Zanim w ogóle poruszymy z dzieckiem temat świadectwa i ocen, dobrze żebyśmy zastanowili się nad naszymi własnymi doświadczeniami z dzieciństwa. Jak dla nas wyglądał dzień zakończenia roku i co wtedy czuliśmy? Myślę, że wielu z nas ma bardzo ciekawe doświadczenia z własnej szkoły, i mogłoby dużo opowiadać o tym, jakie emocje w nas budziło wystawianie ocen końcowych czy odbieranie świadectw. Mam też wrażenie, że szkoła od czasu naszych cenzurek się zmieniła i także podejście do kwestii ocen i oceniania uległo zmianie. Maluchy nie dostają już świadectw z czerwonym paskiem, w klasach 1-3 są jedynie oceny opisowe. To, jak my wspominamy szkołę i własne w niej doświadczenia, mocno wpływa na to, jak myślimy i jaki nadajemy sens świadectwu dziecka. Zdarza się, że choć deklarujemy, że wyniki nie są dla nas bardzo istotne i że bardziej zależy nam, by dziecko rozwijało własne pasje czy było dobre w aktywnościach, które lubi, także pozaszkolnych, to jednak w momencie oglądania tych ocen emocje biorą w nas górę i przykładamy do świadectwa inną miarę, niż chcieliśmy.

Wspomnienia szkolnego stresu i poczucia winy z powodu złych ocen mogą wpływać na nasze reakcje wobec własnych dzieci?

To my nadajemy sens świadectwu dziecka. Bywa, że koncentrujemy się na słabych punktach, i pojawiają się wypowiedzi w stylu: „Synu, a dlaczego tu jest trójka? A tu tylko czwórka, a mogłaby być piątka”. Dzieje się tak z różnych przyczyn. Jedną z nich mogą być nasze doświadczenia i przekonania, które z nich wynikają. Spróbujmy więc najpierw przemyśleć, co w ogóle myślimy o ocenach, jak wspominamy własne emocje wokół świadectw. Zachęcam, by nie skupiać się na analizowaniu ocen, ale raczej na tym, co dziecko osiągnęło w ogólnym sensie. Jakie były jego starania i wysiłki w przeciągu roku, jak się rozwinęło, czy odkryło może jakąś nową pasję? Spójrzmy na ogrom pracy, którą dziecko wykonało, ocena niekoniecznie oddaje wysiłek i starania włożone w osiągnięcie celu. Możemy zapytać dziecka, z czego jest zadowolone? Co mu się najbardziej podobało? Jakie wydarzenie było najbardziej ciekawe w szkole? Możemy wyjść z dzieckiem na lody i przy tej okazji po prostu razem pozastanawiać się nad tym, co ten rok dla naszego dziecka znaczył.

Poruszyłyśmy modne zagadnienie nieoceniania. Czy faktycznie lepiej jest skupić się na procesie zdobywania wiedzy, a nie na wynikach dziecka?

Zdecydowanie warto jest popatrzeć nie na ocenę, ale na wysiłek, który dziecko włożyło, bo to wspiera motywację wewnętrzną. System szkolny opiera się na karach i nagrodach, na ocenianiu, a więc na motywacji zewnętrznej. Dobrze, jeśli stworzymy przeciwwagę jako rodzice i skoncentrujemy się na motywacji wewnętrznej. Pomóżmy dziecku uwierzyć, że nie tylko oceny są motywujące, ale cała nauka może być przyjemna, jeśli robimy to z własnej potrzeby, a nie dla wyników.

Komu oceny na świadectwie są potrzebne?

Moim zdaniem na pewno nie są potrzebne dzieciom, zwłaszcza młodszym. Myślę, że maluchy mają w sobie naturalną potrzebę poznawania świata i eksplorowania, i gdy zaczynają być oceniane, ta ich wrodzona potrzeba może zostać przytłumiona. Czy oceny są więc dla rodziców? Chyba też nie do końca, choć rozumiem, że one mogą wskazywać na obszary, w których dziecko radzi sobie lepiej lub gorzej z daną umiejętnością, tak by było jasne, gdzie trzeba popracować intensywniej. Na pewno osobom wychowanym w systemie silnie promującym ocenianie nie jest potem łatwo wyzwolić się z pewnych nawyków myślenia o wynikach w edukacji.

Czy reakcja na świadectwo powinna być uzależniona od wieku dziecka? Jak radzić sobie z lękiem, że dziecko zmarnuje sobie życie przez złe oceny?

Znów – warto odwołać się do własnych doświadczeń. Mój osobisty przykład jest taki, że wcale nie byłam piątkową uczennicą, nie miałam świadectwa z paskiem. Rodzice nie wywierali jednak na mnie presji z ocenami, istotna była przyjemność z uczenia się, a nie wynik. Mogę więc powiedzieć, że wyszło mi to bardzo na dobre. Pamiętajmy, że ocena z przedmiotu niekoniecznie musi być czynnikiem prognostycznym w kontekście tego, co dziecku dobrze idzie i co ono lubi, niekoniecznie determinuje nam przyszłość. Zachęcam do zadania sobie pytania: czy zależy mi, by moje dziecko miało piątki z góry na dół, czy raczej by znalazło sobie zawód-pasję, który lubi i w którym czuje się dobre? Warto wspierać dzieci w tym, by wiedziały, co je interesuje, co je pasjonuje, bo to realnie może pomóc w wybieraniu drogi zawodowej w przyszłości.

Ale też nie każdy może powiedzieć, że pomimo średnich ocen wszystko mu się w życiu udało. Chyba większość nadal łączy bezpieczeństwo ekonomiczne w dorosłości z dobrym wykształceniem?

Lęk o powodzenie edukacyjne jest czymś naturalnym, szczególnie jeśli te wyniki w nauce są naprawdę niepokojące, i wiemy to nie tylko z ocen. Jeśli dziecko ma dwóje z góry na dół, to może być to oczywiście sygnał, że coś dzieje się źle, ale wtedy warto poszukać przyczyny. To może być informacja o wielu różnych trudnościach, sygnał alarmowy. Warto wtedy spojrzeć, czy poza złymi ocenami dziecko ma jakieś pasje, czy potrafi się zainteresować czymś poza szkołą? Może złe oceny to objaw jakiegoś stanu depresyjnego czy innych trudności? Czym innym jest sytuacja, gdy dziecko ma kłopoty z jednym lub kilkoma przedmiotami, a czym innym, gdy ma ogólne problemy z uczeniem się i na przykład nie jest w stanie zająć się niczym z zainteresowaniem i pasją. Trzeba patrzeć na dziecko szeroko, na pewno nie jestem zwolenniczką tego, by zupełnie zignorować kwestie edukacji i pozostawić dziecko ze złymi ocenami z góry na dół samo sobie. Reasumując: nie traktujmy ocen zerojedynkowo, ale bierzmy je pod uwagę jako sygnał o tym, czy nasze dziecko umie szukać sposobu na rozwijanie własnych zainteresowań.

Co z ocenami z zachowania? Ocenia się aktywność społeczną, występy na forum, reprezentowanie szkoły w sporcie, samodyscyplinę, umiejętność opanowania emocji… Dzieci mają jednak różne predyspozycje. Co, jeśli nasza pociecha to nie „wzorowy uczeń”?

Ocena z zachowania to kolejny trudny kawałek w szkolnej edukacji. To wielkie wyzwanie i dla nauczycieli, i dla rodziców. Oceny bywają krzywdzące, bo wrzucają dzieci w jakiś jeden schemat zachowania i nie biorą pod uwagę, że każdy ma inne kompetencje społeczne, inaczej odnajduje się w szkolnej przestrzeni. Jedne dzieci są kontaktowe i aktywne, inne – przeciwnie. Dziecko może poczuć się niesprawiedliwie potraktowane, jeśli obniżono mu ocenę, a w jego poczuciu ono włożyło ogromny wysiłek w stosowanie nowych strategii lub powstrzymanie się od niektórych zachowań. Dla kogoś może być np. niezwykle trudne powstrzymać się od chodzenia po klasie. Radziłabym tu postawić na komunikację z pedagogiem i wypracowywanie takiego sposobu ocen z zachowania, które traktują dzieci bardziej indywidualnie. Warto być po prostu w kontakcie z wychowawcą i dużo rozmawiać o dziecku tak, by starać się uelastyczniać nauczycielskie kryteria, tak by np. dziecka nie zmuszać do aktywności, które są dla niego zbyt dużym wyzwaniem, ale też nie oceniać go gorzej z powodu jakichś osobistych trudności. Skoro już mamy system edukacji, w jakim jesteśmy, szukajmy sposobów, by w jego ramach dać szansę naszemu dziecku wykazać się w obszarze, w którym czuje się pewniej.

Co, kiedy nasze dziecko ma opinię szkolnego łobuziaka i obniżono mu ocenę z zachowania? Bardziej iść w moralizowanie czy w przytulanie i wsparcie?

Wsparcie jest czymś, co zawsze warto dać dziecku. Lubię z dziećmi (czy w gabinecie, czy z moimi osobistymi) próbować przedstawić własną perspektywę. Opowiadam im o sobie – że ja też miałam kiedyś podobną sytuację w szkole, że z kimś weszłam w konflikt lub obniżono mi zachowanie, bo chodziłam po klasie zamiast siedzieć w ławce. Zapraszanie dziecka do naszych doświadczeń to pokazywanie mu, że nie wszystko jest czarno-białe, i że nam też bywało trudno. To świetnie wpływa na budowanie relacji i wzmacnia poczucie, że nie jest samo ze swoim kryzysem. Dlatego w przypadku problemów z zachowaniem w szkole polecam odwoływanie się do własnych historii w rozmowie lub do opowieści o kimś znajomym/bliskim, kto też borykał się z podobną trudnością.

Niektóre szkoły bardzo lubią robić gale z dyplomami, podkreślać indywidualne sukcesy na forum. Część specjalistów uważa, że takie nagrody i pochwały zaburzają samoocenę dzieci. Lepiej cieszyć się z tych wyróżnień przed dzieckiem czy nie?

Jestem za tym, żeby być autentycznymi w rodzicielstwie. Jeśli chcemy wyrażać radość z sukcesów dziecka, ucieszyć się z czerwonego paska – nie powstrzymujmy się. Nie ma też nic złego w wyjściu na lody i świętowaniu zakończenia roku. Jednocześnie warto bardziej niż na dyplomie skupić się na wysiłku dziecka, na tym trudzie, który podjęło, i pracy, którą włożyło w dane osiągnięcie. Istotniejszy jest proces, to, czego się dziecko nauczyło, niż sam dyplom. Może sukcesem jest tu pokonanie własnych barier? Warto pokazać, że choć  teraz jest moment nagradzania, to dla nas ważna jest droga do tego sukcesu. Można zapytać też dziecko, co jemu cały ten proces nauki dał.

Często na koniec roku dzieci w młodszych klasach otrzymują nagrody rzeczowe: książki, flamastry, gry, naklejki. Co, jeśli nasze dziecko czuje się w takich chwilach gorsze, bo nie otrzymało nagrody? 

Najlepiej byłoby – zanim do tego dojdzie – porozmawiać z wychowawcą czy dyrekcją o tym, żeby każde dziecko otrzymało nagrodę rzeczową. Przecież wszyscy wkładają w edukację jakiś wysiłek. Dla jednego jest nim to, żeby nie biegać po korytarzu i nie gadać na lekcji, dla innych dzieci to sukcesy sportowe. Jeśli już mają być nagrody, to każdy trud powinien być nagrodzony i warto zadbać o to „systemowo”. Należy pamiętać, że nieotrzymanie nagrody jest przecież formą kary. Jeśli nas mimo wszystko spotka taka sytuacja i naszemu pominiętemu dziecku jest przykro – to jest to zazwyczaj sytuacja, gdy większość rodziców chce zlikwidować te nieprzyjemne uczucia, wymazać je i natychmiastowo usunąć dziecka dyskomfort. Tymczasem warto zostawić przestrzeń dla emocji – smutku, złości. Warto powstrzymać się od mówienia „nie martw się, przecież ty jesteś super, jesteś świetny”. Powiedzmy dziecku raczej, że je widzimy, akceptujemy jego emocje, pozwalamy mu na nie, że przezywanie złości i smutku jest OK. Możemy też opowiedzieć o swoim doświadczeniu – np. gdy nam było smutno, jak koleżanka w pracy otrzymała premię, a my nie. To także może wesprzeć dziecko.

Co jeśli po rozdaniu świadectw członkowie rodziny będą wypytywać o oceny, proponować cukierki, pieniądze czy inne nagrody za piątki?

Ważne jest to, co jest w zgodzie z nami. Jeśli babcia czy dziadek będą pytać o świadectwo, a my czujemy, że nie chcemy takiej rozmowy, możemy dać znać głośno, że dla nas te oceny nie są takie ważne, że liczy się pasja syna czy córki, czy jakieś wybrane obszary wiedzy, które dziecko interesują. Dużo zależy od sytuacji, od wieku dziecka i jego odporności, może być konieczne przygotowanie go do takich pytań członków rodziny, jeśli czujemy, że może być to dla niego wyzwaniem. Jeśli sytuacja wydarzy się nieoczekiwanie, to możemy (na gorąco lub potem) powiedzieć dziecku, co my o tym myślimy. Możemy powiedzieć, co jest ważne dla nas, choćby miało to być docenienie, że udało mu się w szkole obronić przed pewnym przekraczaniem granic lub zdobyć pewne kompetencje, jak asertywność. Jeśli babcia daje nagrody rzeczowe – my doceniajmy wysiłek dziecka.

Czy starsze dzieci powinniśmy traktować przy zakończeniu szkoły jakoś inaczej? Ze starszakami presja społeczna na sukces wzrasta ze względu na bliskość egzaminów i matury, a jednocześnie język nastolatków wydaje się jeszcze trudniejszy.

Trochę się powtarzam, ale myślę, że to ważne: dziecku starszemu łatwiej jest spojrzeć na naszą perspektywę zawodową, więc dobrze jest rozmawiać o naszej drodze edukacji, odwoływać się do własnych doświadczeń. Warto też podążać za dzieckiem. Być uważnym na jego pytania, refleksje. W przypadku nastolatków korci nas, by rozmawiać już wcześniej o przyszłości, wyborze liceum, studiów czy zawodu. I rozmowy są ważne, potrzebne, ale warto pamiętać, że możemy czasem wywierać presję tymi rozmowami. Zastanówmy się jednak, kiedy jest na to dobry czas. Powinien on być wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi – zarówno my, jak i dziecko. Odebranie świadectwa niekoniecznie jest najlepszym momentem na takie rozmowy, choć to zależy od indywidualnej sytuacji. Zazwyczaj zakończenie roku jest już tak wysokim stresorem, że może nie będzie przestrzeni, by o tym rozmawiać. Ale z drugiej strony dziecko może czuć taką radość z osiągnięć, że będzie chciało snuć plany. Gdy już zaczniemy rozmowę, bądźmy gotowi na brak odpowiedzi i na „nie wiem”. Nastolatki nie muszą jeszcze mieć konkretnego pomysłu na swoją edukację i zawodową przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

Dr Jagoda Sikora – psycholożka, popularyzatorka wiedzy z zakresu psychologii, ekspertka self-reg. Wspiera rodziców i dzieci w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka, współpracuje z Fundacją Rozwoju i Promocji Psychoterapii. Absolwentka m.in. Studium Terapii Dzieci i Młodzieży w ramach Dolnośląskiego Centrum Psychoterapii we Wrocławiu. Mama trójki dzieci.

Tekst zilustrowano archiwalnymi fotografiami szkolnymi naszych redaktorek.

Dodaj komentarz