beaba rozszerzenie diety współpraca

„NIE będę tego jeść!”, czyli jak zachęcić dziecko do próbowania nowych smaków

Produkty, które wspierają karmienie maluchów

„NIE będę tego jeść!”, czyli jak zachęcić dziecko do próbowania nowych smaków
Joanna Bogusławska

Rozszerzanie diety dziecka jest trochę jak niekończąca się opowieść. Jej początki bywają trudne, wymagają dużego zaangażowania i cierpliwości całej rodziny. Potem przychodzi etap stabilizacji: wszystko zaczyna się układać, macie swoje wypracowane rytuały i nagle – bum! Twoje dziecko zaczyna mieć własne zdanie, a jego ulubionym słowem staje się słynne NIE. Wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa „jazda bez trzymanki”.

NIE lubię, NIE spróbuję, NIE zjem, NIE akceptuję… – można by tak długo wymieniać. W życiu dziecka przychodzi taki okres, w którym neguje wszystkie nowe (a czasem i te już poznane) produkty, i sięga tylko po te, które jego zdaniem są bezpieczne. Można liczyć na to, że ten etap samoistnie minie, ale takie podejście wiąże się ze zwiększonym ryzykiem niedoborów m.in. witamin czy składników mineralnych. Dlatego lepiej działać! I właśnie o działaniu będzie ten tekst. Powstał z myślą o każdej mamie, która chciałby zobaczyć na talerzu swojego dziecka coś więcej niż suchą bułkę, makaron czy pomidora. Przejdziemy przez to razem. W tę ciekawą podróż zabierzemy ze sobą wyjątkowe akcesoria do rozszerzania diety dziecka od EZPZ, LassigBeaba. Będą nam towarzyszyć talerzyki, kubeczki, łyżeczki czy termosy. Stworzone przez specjalistów, dopasowane do potrzeb i wieku dziecka, ale też takie, które dzieciaki po prostu polubią. Bo to właśnie z myślą o nich – młodszych i starszych – powstały. Gotowi? Zaczynamy!

Po pierwsze – nie zmuszaj i nie wywieraj presji

Zjedz, bo nie urośniesz. Zjedz, bo mama się na ciebie pogniewa. Jak zjesz jeszcze jedną łyżeczkę, to dostaniesz deser. I tak dalej. Tylko co zmieni ta jedna dodatkowa łyżeczka, która trafi do buzi twojego dziecka? Nic! Przecież nie ma żadnej magicznej mocy. A słowa, które wypowiadasz, mogą zmienić naprawdę wiele. Zwłaszcza takie, jak te wymienione wyżej. Takie, które łączy jedno – presja. Zmuszanie dziecka do jedzenia i wywieranie na nim wspomnianej presji może prowadzić do kształtowania nieprawidłowych nawyków żywieniowych. Jedną z takich konsekwencji jest przejadanie, a dalej nadwaga czy otyłość. To oczywiście jeden z możliwych scenariuszy, który wcale nie musi się spełnić. Aby nie mógł się zrealizować, trzeba nauczyć dziecko pozytywnych relacji z jedzeniem – i to jest zadanie dla was, rodzice. Zamiast wywierania presji należy dać dziecku wybór, stworzyć przyjazną atmosferę i spróbować postawić się na jego miejscu. Ale o tym wszystkim za chwilę…

 Zacznij od siebie = bądź przykładem

Jesteś dla tego małego człowieczka całym światem, najlepszym (i w pierwszych miesiącach życia właściwie jedynym) przykładem i wzorem do naśladowania. Jeśli na twoim talerzu ląduje ciągle to samo, nie lubisz wielu produktów, a jedzenie często spożywasz przelotem
i w pośpiechu, to jak możesz oczekiwać od swojego dziecka, że będzie ono wytrawnym kulinarnym smakoszem?

Paulina – bohaterka naszej sesji i mama Gucia, jest świadoma tych zasad. Jak podkreśla: „Sama staram się jeść zdrowo i dzielić z Guciem wspólny talerz w myśl zasady, że czyjś posiłek jest dużo atrakcyjniejsze dla malucha, niż jego.

Chcesz, żeby maluszek polubił określony produkt? Pokaż mu, że ty go lubisz i chętnie umieszczasz na swoim talerzu. Nie zapomnij mówić otwarcie (i głośno) o tym, że ci smakuje i nie obawiaj się zapytać, „czy miałbyś/-abyś ochotę spróbować”? Nawet jeśli w odpowiedzi usłyszysz NIE lub zobaczysz stanowcze kręcenie głową, to nie znaczy, że nie możesz sprytnie go przemycić. Ale sprytnie, czyli właściwie jak? Nieco w ukryciu – na przykład w zupie zamkniętej w termosie Lassig, dzięki któremu na długo pozostanie ciepła. Czy warzywno-owocowym koktajlu do picia w kubku EZPZ – w końcu picie z kubeczka to bardzo ważna umiejętność w rozwoju dziecka. W kubku takim jak ten od EZPZ to także sama przyjemność. Jest kompaktowy i lekki – można go zabrać ze sobą właściwie wszędzie, ale przede wszystkim idealnie dopasowuje się do kształtu ust malucha i to właśnie dzięki swojemu unikatowemu kształtowi minimalizuje ryzyko zadławienia.

Wykorzystuj także sprzyjające okoliczności, takie jak zmęczenie i głód, które pojawią się po długim spacerze, na który zabierzesz owocowo-warzywny mus zamknięty w słoiczku od Beaba. Dzięki temu, że ma widoczną miarkę, zatroszczy się o to, aby musu nie było ani za dużo, ani za mało – tylko w sam raz na przekąskę. A jego hermetyczne zamknięcie zapobiegnie małej katastrofie, która wydarzyłaby się przy nieplanowanym rozlaniu. Wraz z przemyślanymi akcesoriami możesz pozwolić sobie na łamanie utartych schematów, przecież próbowanie nowych smaków nie zawsze musi odbywać się tradycyjnie – przy stole.

Pierwszy krok do sukcesu to (s)próbowanie

A właściwie zrozumienie, co tak naprawdę znaczy próbowanie. Bo próbować można na wiele sposobów, niekoniecznie od razu jedząc dany produkt. Próbować to dogłębnie poznać – powąchać, polizać, odgryźć kawałek i wypluć (lub wcale nie). I właśnie od tego warto zacząć przygodę z nowym produktem. Trochę jak z nowo poznaną osobą – nie od razu rzucamy się jej na szyję i uznajemy za swojego przyjaciela. Podobnie z jedzeniem – potrzeba czasu (mniej lub więcej), aż dziecko się do niego przekona, a rodzice powinni mu to umożliwić. Zaproponuj maluszkowi nowy produkt w towarzystwie tych, które już zna i lubi. Ułóż wszystko na talerzyku od EZPZ, który dzięki trzem przegródkom pozwoli zachować na nim porządek i da dziecku możliwość samodzielnego wybierania. W końcu właśnie po to został stworzony – aby mały smakosz mógł dzięki niemu wyrażać własne zdanie. Pamiętaj o tym, że spróbowanie może, ale nie musi być równoznaczne ze zjedzeniem. W końcu to dopiero pierwszy krok.

„Nie” dla nudy na talerzu, czyli obudź w sobie kreatywność

Odkryj swoje wewnętrzne dziecko i pozwól sobie na odrobinę zabawy. Kto powiedział, że brokuła nie można nazwać drzewem? W końcu jest do niego nawet podobny. Albo nadać marchewce tytuł superbohaterki? Przecież faktycznie ma supermoce, a jedną z nich jest ochrona wzroku. Ograniczeniem jest tylko fantazja – wymyślaj historie, nadawaj imiona
i twórz wyjątkowe kształty. Owoc czy warzywo mogą zamienić się w gwiazdki, statki i myszki. Można z nich stworzyć małe dzieła sztuki. W końcu czego się nie robi dla dziecka, prawda?

Jak zaznacza Paulina „Jedzenie to kolory – z produktów można wyczarować całą tęczę, ale i leśne muchomorki, owady i kwiaty. Atrakcyjna jest też konsystencja: wiórki startej marchewki, kuleczki kaszy pęczak, kształty makaronów albo grube plasterki ugotowanego buraka”.

Ale nie martw się, jeśli twoja wyobraźnia nie jest aż tak bujna albo po prostu nie masz czasu na kreatywne wycinanki. Ktoś zrobił to za ciebie, tworząc niebanalne akcesoria do rozszerzania diety. Talerzyki od EZPZ mają fantazyjne kształty, które mogą stać się kim tylko chcesz (a raczej – kim dziecko chce) – jedni zobaczą w nich uśmiechniętą buźkę, inni misia, a jeszcze inni postać z ulubionej bajki. Ale ich kształt wcale nie jest przypadkowy. Podział na trzy części pozwala zachować porządek na talerzu (przynajmniej na początku – każda mama wie, jak jest), a wbudowana mata zapobiega nagłemu zrzuceniu czy przechyleniu talerzyka. Podobnie jest z talerzykami Lassig – nie dość, że są w kształcie znanym dzieciom zwierzątek: pieska, kota, myszki, to jeszcze mają oczy, nosy czy wąsy. Mogą stać się elementem kulinarnej zabawy – maluch może jeść sam i jednocześnie „karmić” swoje zwierzątko. Gwarantuję, że to mu się spodoba!

Daj dziecku poznać kuchnię od… kuchni

Zabierz je na zakupy, a potem zaangażuj w proces przygotowania potrawy. W końcu dzieci
(i nie tylko!) najbardziej boją się tego, czego nie znają. Pozwól swojemu dziecku przekonać się, z czym ma do czynienia. Niech podczas wizyty w sklepie samodzielnie wybierze na przykład warzywo, które chciałoby zjeść. Wspólnie poszukajcie kulinarnych inspiracji w książce kucharskiej – niech maluch zobaczy, jak to warzywo (czy cokolwiek innego) wygląda w różnym wydaniu i formie. Nie zapomnij również o tym, aby zaprosić dzieci do kuchni i pokazać im, jak wygląda proces przygotowania czy gotowania. Zacznijcie od czegoś prostego – czegoś, co maluch będzie mógł zrobić samodzielnie. Na początek może być to umycie warzywa czy przetarcie go kuchenną ściereczką. A potem ułożenie własnej kompozycji na talerzu (na przykład tym od EZPZ czy Lassig ). Może będzie to kotek z wąsami wykonanymi z ogórka, a może grzyb z kapeluszem zrobionym z pomidorka koktajlowego? Nieważne co, ważne gdzie – na talerzyku idealnie przystosowanym do tego typu zabaw. Wykonanym z bezpiecznych materiałów, hipoalergicznym, łatwym do czyszczenia, ale przede wszystkim stworzonym przez mamę, która „przetrwała” rozszerzanie diety trójki swoich maluchów. Już tak pozornie proste czynności, jak te opisane wyżej, dają dziecku poczucie zaangażowania i wzmacniają pewność siebie. Ach, no i oczywiście zwiększają szanse na to, że spróbuje tego, co w pewnym stopniu samodzielnie przygotowało.

Zadbaj o atmosferę

Spożywanie posiłku wydaje się takie oczywiste – po prostu siadamy do stołu i jemy to, co wcześniej przygotowaliśmy. Może kiedy jest się dorosłym – owszem, ale będąc dzieckiem i  mając dziecko, to wcale nie jest takie proste. Żeby zwiększyć szansę na zjedzenie posiłku przez malucha i jednocześnie na spokój ducha rodzica, trzeba zadbać o odpowiednią atmosferę. I tutaj przyda się… czas, a nawet dużo czasu, który pozwoli wam próbować i smakować bez pośpiechu. W tym wszystkim nie chodzi jednak o bezsensowne przeciąganie posiłku – czasami twoje dziecko po prostu nie będzie chciało go zjeść, nawet jeśli zadbasz o każdy możliwy szczegół. Pamiętaj za to o tym, żeby podczas jedzenia unikać rozpraszaczy – włączonej bajki, zabawek czy rozpoczętych zabaw. Jednocześnie wyposaż się w coś, co na długi czas pozwoli ci zachować spokój. Na pewno przyda się łyżeczka (taka jak ta z EZPZ) – i to nie jedna, żebyś nie musiał, drogi rodzicu, nerwowo biegać i podnosić jej za każdym razem, gdy wyląduje na podłodze. A dobrze wiemy, że znajdzie się tam co najmniej kilka razy. Nie uchroni jej przed tym nawet to, że doskonale dopasowuje się do rączki maluszka i wykonana jest z przyjemnego, nieślizgającego się materiału.

Podczas wspólnego posiłku nie powinno zabraknąć również śliniaka (na przykład tego od Lassig), który przejmie część twoich obowiązków i oszczędzi ci szybkiego przebierania, prania i tak dalej… Niezbędne będą także talerzyki, takie jak te od Beaba, które dzięki przyssawce nie „uciekną” od stołu, zanim posiłek rozpocznie się na dobre.

Cierpliwość naprawdę popłaca (kiedyś na pewno)

Czy wiesz, że dziecko potrzebuje od 5 do 15 prób, aby nowy smak dostał od niego „lajka”? Oczywiście statystycznie, czyli może być tak, że akurat twój maluch polubi dany smak za pierwszym razem, ale inny niestety dopiero za dwudziestym. I nie ma w tym nic dziwnego, naprawdę! Aby sprawnie ogarnąć te matematyczne zawiłości, trzeba przygotować dobry plan – choćby tabelkę, w której zapiszesz, ile razy udało ci się podać określony produkt. Ten pomysł może ułatwić ci życie.

Ale jak w tym wszystkim nie dać się zwariować? Na pewno przyda się dużo cierpliwości, nie obejdzie się również bez odrobiny kreatywności (tak, znowu) i sprytu. Bowiem, aby osiągnąć sukces musisz dać dziecku poSMAKować danego produktu w różnej formie, konsystencji, a nawet w różnych miejscach. Jeśli brokuł w formie drzewka (gotowany czy na parze) nie przekona malucha, to warto wrzucić go do warzywnych placków, które będą miały zaskakujący zielony kolor. Jeżeli ta próba również skończy się niepowodzeniem, to przygotuj przekąskę, którą łatwo będzie wziąć w rączkę i ruszyć przed siebie podczas spaceru. Na przykład warzywne muffinki, które zapakujesz w szczelne lunchboxy od Lassig i będziesz czekać na moment, w którym twoje dziecko zgłodnieje. Bo musisz wiedzieć, że głód to jeden ze sprzymierzeńców każdego rodzica w trakcie rozszerzania diety dziecka. Świeże powietrze mu sprzyja! W lunchboxach Lassig zmieści się wiele, a podział na przegródki pozwoli na zabranie również czegoś dla ciebie. Jeśli jednak planujesz dłuższą wycieczkę, niezastąpiony może okazać się także termos od Lassig, który zadba o to, aby posiłek na długo pozostał ciepły lub zimny – jak wolisz.

Złota zasada w żywieniu każdego dziecka

Rodzic decyduje, CO dziecko zje, KIEDY i JAK jedzenie będzie podane. Dziecko decyduje ILE zje i CZY w ogóle zje posiłek.

Wszystkie dzieci mają jedną wyjątkową umiejętność, która prowadzi ich przez życie niczym najlepsza nawigacja. To odczytywanie sygnałów głodu i sytości, które pomaga im zdecydować, czy zjedzą podany posiłek albo jak dużo z niego zjedzą. Tutaj również idealnie sprawdza się zasada, która mówi o tym, że dzieci są różne – jedne muszą jeść częściej, inne rzadziej. Nieco inaczej mogą odczuwać głód, jak i na niego reagować. A rodzice muszą się tego po prostu nauczyć, choć to wcale nie jest łatwe. Nie pomagają zachowania typu:

  • dopytywanie, czy dziecko jest głodne,
  • proszenie, aby maluch zjadł „jeszcze jedną łyżeczkę”,
  • przygotowanie ulubionych zamienników, jeśli dziecko nie zje tego, co akurat przygotowaliśmy,
  • nagradzanie dziecka za zjedzony posiłek.

Zdecydowaną przeciwniczką takich zachowań jest także Paulina, która wyraźnie podkreśla: „Prawie od samego początku miałam plan nauczyć Gucia samodzielnej regulacji w temacie jedzenia. My, dorośli, często kierujemy się zasadą, że niemowlę musi być karmione co 3-4 godziny. Gdy dziecko zaczyna samo regulować swój głód i sytość, to bez problemu da nam znać w zupełnie niespodziewanych momentach, że jest głodne. Wypicie soku czy zjedzenie pożywnego banana również da mu zapas energii, więc – bez obaw, że za mało zjadło albo że chwilę potem miało ochotę na obiad”.

Wymienione wyżej reakcje rodzica wchodzą w kompetencje dziecka dotyczące tego co i czy w ogóle zje. Zamiast wymyślać nowe sposoby czy nagrody, które nakłonią malucha do zjedzenia obiadu, postaraj się skupić na tym, co faktycznie możesz zrobić. Podaj posiłek w przyjemnej atmosferze, na ciekawym talerzyku (EZPZ, Beaba czy Lassig) albo w nieznanej dotąd formie – na przykład zmiksowany w kubeczku (EZPZ) czy termosie (Beaba). Wszystkie te akcesoria powstały po to, aby ułatwić ci życie, a jednocześnie zagwarantować najwyższą jakość, wygodę i bezpieczeństwo.

A co na deser?

Szczypta spokoju i wiary we własne możliwości. To na pewno pozwoli przetrwać wam, rodzice, ten dość dziwny czas w życiu maluszka. Nie mogę obiecać, że będzie łatwo. A może wbrew pozorom właśnie będzie? Czego oczywiście wam życzę!

*

Dagmara Widawska – z wykształcenia dietetyczka, z pasji copywriterka, autorka tekstów, prowadzi szkolenia i promuje zdrowy tryb życia. Nieustannie poszerza swoją wiedzę, a dzięki współpracy z Centrum Nauki o Laktacji zdobyła tytuł „Dietetyka przyjaznego matce karmiącej”. 

*

Bardzo dziękujemy Paulinie i Guciowi za udział w sesji.

*

Artykuł powstał przy współpracy z markami: Beaba, EZPZ oraz Lassig

Coś dla Ciebie

Tulenie Gucia

Tulenie Gucia

Dodaj komentarz