natuli na ładne bebe rozwój wychowanie

Jak czytać, by wzmocnić więź z dzieckiem

Czytanie książek niesie ze sobą znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

Jak czytać, by wzmocnić więź z dzieckiem
ilustr. Ola Szwajda

Z pewnością wiecie, że wystarczy piętnaście minut wspólnego czytania dziennie[1], by małe dzieci pokochały książki. Gdy myślimy o korzyściach płynących z lektury, wyobrażamy sobie, jak rozwijamy zasób słów dziecka i jak inwestujemy w jego intelektualny rozwój. Ale spotkanie z literaturą niesie ze sobą znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Elaine Reitz i Christiane Stella Bongertz, autorki książki Wild Child, czyli naturalny rozwój dziecka. Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby, udowadniają, że jest to niezawodny sposób, by pogłębić więź między rodzicami a dziećmi. 

Przygoda z czytaniem nie zaczyna się od grubych tomów, tylko od codziennego, dostrojonego do etapu rozwojowego dziecka kontaktu z książką. Zanim wyciągniemy ze strychów swoje ukochane lektury z dzieciństwa, które bardzo chcemy przeczytać swoim maluchom, zadbajmy o to, by dziecko mogło doświadczać „czytania” wszystkimi zmysłami. Przygoda z książką może (i warto, by tak było) zacząć się, zanim dzieci nauczą się wypowiadać pierwsze słowa. Niemowlętom największą radość sprawiają książki, które można oglądać, dotykać i wąchać, sprawdzać, jaki dźwięk towarzyszy przewracanym stronom, a nawet przekonywać się, jak… smakują. Nic więc dziwnego, że w pierwszych miesiącach królują książki kontrastowe i sensoryczne. Po nich może przyjść czas na kartonówki, ćwiczące spostrzegawczość wyszukiwanki czy krótkie książki obrazkowe.

Przygoda z książką może (i warto, by tak było) zacząć się, zanim dzieci nauczą się wypowiadać pierwsze słowa.

Te pierwsze miesiące, a nawet lata wspólnych lektur mogą okazać się dla młodych rodziców kompletnym zaskoczeniem. Dzieci za nic sobie mają nasze przyzwyczajenia czytelnicze i „czytają” wedle sobie tylko znanego klucza. Mogą zacząć wertować książkę od środka, skupić się na jakimś szczególe gdzieś przy końcu, po czym radośnie przerzucić egzemplarz do góry nogami. Gdy martwicie się, czy tak może wyglądać czytanie, uspokajamy – właśnie tak! Ważne, by nie interweniować co chwilę, poprawiając dziecko i je korygując.

To czas, który możemy wykorzystać tak, jak chcemy. Będzie nam służył, o ile tylko potrafimy dostroić się do potrzeb dziecka.

Zadbajmy o to, by spotkanie z książką było dla niego po prostu fajnym doświadczeniem, bez presji i oczekiwań. Nie musimy być profesjonalnymi lektorami, wystarczy, że czytamy z zaangażowaniem i wkładamy w to serce. Kiedy mamy na to ochotę, możemy bawić się i wygłupiać, możemy zachęcać dziecko do ruchu, jeśli jest zdekoncentrowane lub znudzone. Możemy sięgać po książki aktywizujące lub publikacje o ciekawej wizualnie formie – np. pop-upy lub książki o nietypowym kształcie.

Inaczej może wyglądać wieczorny rytuał wspólnego czytania praktykowany przed snem.

Gdy rodzic i dziecko pozostają w bliskim kontakcie, uwalnia się oksytocyna, która przygotowuje mózg dziecka do intensywnego rozwoju[2]. To jednak nie tylko ćwiczenie dla rozwijających się zmysłów i szansa na poznawanie nowych słów, ale też wsparcie w tworzeniu się podstaw empatii. Odpowiedzialna jest za to wzmożona aktywność ciała migdałowatego[3], która pozwala przyswajać emocje – małe dzieci właśnie w takiej sytuacji najlepiej uczą się rozpoznawać emocjonalne stany postaci na ilustracjach, rozumieć związki przyczynowo-skutkowe.

Pozwalajmy dziecku przerywać lekturę, ale też sami ją przerywajmy, by zapytać, jak, zdaniem dziecka, czuje się bohater. Jak się zachowuje, gdy jest zezłoszczony? Co mu pomaga? Czy pomogłoby także tobie?

 

Ale spotkanie z książką to nie tylko pomysł na spokojne, leniwe chwile. Nie warto z niego rezygnować zwłaszcza po wybuchu złości malucha. Eliane Retz i Christiane Stella Bongertz dowodzą, że właśnie wtedy czas z książką może najlepiej wesprzeć naukę regulacji emocji[4]. W ten sposób przekazujemy też dziecku komunikat, że nawet w tak trudnych sytuacjach rodzice są tuż obok niego i znają sposoby, dzięki którym może znaleźć równowagę. Jeśli w takiej chwili sięgniemy po tekst, który rezonuje z emocjami dziecka, możemy pomóc mu uporać się z falą złości.

Pozwalajmy dziecku przerywać lekturę, ale też sami ją przerywajmy, by zapytać, jak, zdaniem dziecka, czuje się bohater. Jak się zachowuje, gdy jest zezłoszczony? Co mu pomaga? Czy pomogłoby także tobie? Dzięki temu nasze dziecko będzie mogło obserwować, jak razem ze stanami emocjonalnymi zmieniają się gesty i mimika książkowych postaci.

Czytanie może też ratować nas w momencie rozdrażnienia czy niepokoju, poprzedzającym wybuch złości.

Gdy dziecko obserwuje bohaterów doświadczających różnych stanów emocjonalnych, uczy się nie tylko rozpoznawać własne, ale też ma szansę na bliższe przyjrzenie się wszystkim emocjom. Sięgajmy po książki, których bohaterowie doświadczają różnych uczuć, także tych trudnych lub skomplikowanych. Odpowiednio dobrana książka o frustracji lub zazdrości to świetny sposób dla kilkulatka na uporanie się z niepowodzeniem lub konfliktem z rodzeństwem. Poczucie, że bohater odczuwa podobny koktajl emocji jak my, jest uwalniającym, wspierającym doświadczeniem.

Gdy nasze dziecko rośnie, przygoda z książką może potoczyć się bardzo dynamicznie.

Mogą zdarzyć się dni, gdy dzieci do znudzenia będą wracać do tych samych książek – gwarantujemy, że te momenty zna każdy rodzic. Bywa, że przerywają czytanie, by zadawać miliony pytań, a czasem w ogóle wydają się niezainteresowane lekturą. Dzieci mają różne temperamenty, rozwijają się też w sposób bardzo zróżnicowany – dlatego nie warto, by wspólne czytanie przypominało wyścig po umiejętności.

Może się zdarzyć, że maluchy szybko dorastają do dłuższych historii lub – wręcz przeciwnie! – starszaki wciąż wybierają książki bogato ilustrowane, z małą ilością tekstu. Mogą też ponownie wracać do ukochanych kartonówek z wczesnego dzieciństwa, gdy uczą się czytać. Nie powinien być to powód do niepokoju. Najlepiej i w tym przypadku podążać za dzieckiem i pozwolić mu dokonywać wyborów – czy to w domowym księgozbiorze czy w osiedlowych bibliotekach lub księgarniach. Pozwólmy mu odkrywać świat książek we własnym rytmie, zachęcajmy je do podążania za własnymi preferencjami oraz stwórzmy okazję do dokonywania czytelniczych wyborów. Czytanie nie zawsze musi nam też służyć do rozładowywania napięcia lub być edukacyjnym narzędziem. Często może być po prostu dobrą zabawą. Nie zapominajmy o książkach, które po prostu sprawiają nam – zarówno dzieciom, jak i dorosłym – radość. Ani o tych, które mogą zachwycić nas ilustracjami czy edytorską formą, oraz tych, które ujmują pięknie opowiedzianą historią. W końcu książka jest jednym z najłatwiej dostępnych artystycznych artefaktów, pozwalających na mnóstwo sposobów ćwiczyć naszą wyobraźnię, poszerzając przy tym spektrum naszego doświadczenia.

Pamiętajmy, że dzieci, którym czytamy, szybciej uczą się samodzielnego czytania, a także mają więcej motywacji, by same sięgać po lektury. Robią to jeszcze chętniej, gdy widzą czytających rodziców i mieszkają w domach, w których nie brakuje książek.

Przypisy:

[1] Potwierdzają to przytaczane przez autorki Wild Child badania niemieckiej fundacji Stitfung Lesen. Zob. E. Reitz, Ch. S. Bongertz, Wild Child, czyli naturalny rozwój dziecka. Wychowanie zorientowane na więzi i potrzeby, tłum. M. Kaczmarek, Natuli, Szczecin 2022, s. 161. Podobne wyniki badań podaje Fundacja ABC XXI, która rozpropagowała akcję Cała Polska Czyta Dzieciom.

[2] Tamże, s. 161.

[3] Tamże, s.161.

[3] Tamże, s.162.

O autorce:

Marta Kowerko-Urbańczyk – redaktorka prowadząca w wydawnictwie Natuli, literaturoznawczyni z doktoratem, jako autorka i redaktorka od lat pracuje z książkami dla najmłodszych. Mieszka na Podlasiu z rodziną i czekoladową labradorką.

Coś dla Ciebie

Rodzic socjalny

Rodzic socjalny

Dodaj komentarz