rozwój dziecka współpraca zdrowie

Im wcześniej wyłapiemy nieprawidłowość, tym lepiej

Rozmowa z Dr Klarą Nicpoń-Nożewską, specjalistką dziecięcej rehabilitacji medycznej

Im wcześniej wyłapiemy nieprawidłowość, tym lepiej
Nicart Photography

Czy warto badać zdrowe noworodki u specjalisty rehabilitacji medycznej? Czy gimnastyka korekcyjna musi być nudna? Czy terapia dzieci z orzeczeniami to zawsze wyrok? O rzeczywistości za drzwiami Rehabambini – jednej z najbardziej bliskościowych klinik rehabilitacji w Polsce, gdzie pomaga się nie tylko dzieciom, ale też mamom zmęczonym noszeniem, karmieniem i ząbkowaniem, rozmawiamy z jej założycielką, doktor Klarą Nicpoń-Nożewską.

Trafiają tu różne dzieci – od „zwykłych” noworodków, których mamy przyszły sprawdzić, czy wszystko jest OK, przez przedszkolaki, które uległy wypadkom (na przykład krztusząc się), po dzieci z orzeczeniami o niepełnosprawności. Przychodzą też oczywiście rodzice – najczęściej zadbać o dzieci, ale nierzadko też o siebie: skonsultować się z fizjoterapeutą po porodzie, wymasować czy zapisać się na zajęcia z handligu, czyli prawidłowej opieki i pielęgnacji niemowląt. To miejsce, które choć skoncentrowane na medycynie, dalekie jest od zimnej przychodni, a bliżej mu do wypełnionego ciepłem i kobiecą mocą centrum wsparcia. Są tu konie, ogród i niesamowita kadra, która przemienia losy wielu rodzin.

Rozmawiam z twórczynią kliniki Rehabambini, dr Klarą Nicpoń-Nożewską, która mówi o swojej pracy jak o pasji. Zależy jej, by przekazać, jak bardzo szczęśliwe są tu dzieci i jak szczęśliwa jest ona, że może realizować swoją misję. A jest nią, oprócz wspierania tych, którzy ewidentnie pomocy potrzebują, ograniczenie rozwoju chorób i zaburzeń przez ich wczesne diagnozowanie i rehabilitowanie.

Terapia zajęciowa, joga dla dzieci, zajęcia z końmi, masaże… Gdy patrzę na to, co oferuje Pani klinika, sama mam ochotę się zapisać. Czy dobrze zgaduję, że staracie się odczarować świat fizjoterapii i rehabilitacji?

Rehabilitacja, zwłaszcza ta dziecięca, kojarzy się niestety z pustymi, zimnymi salami, drabinkami, czy dość niewdzięczną gimnastyką korekcyjną. Sama byłam dzieckiem, które w latach 90. chodziło na takie zajęcia (śmiech). Gdy już wiedziałam, że zostanę lekarzem specjalistą rehabilitacji, postawiłam sobie cel, by stworzyć miejsce przyjazne przede wszystkim dla pacjentów, ale także dla rodziców. Takie, w którym nie tylko będziemy pomagać dzieciom chorym, ale też szerzyć profilaktykę i wspierać emocjonalnie całe rodziny. Udana rehabilitacja i postępy w odzyskiwaniu zdrowia to moim zdaniem nie tylko ćwiczenia i nowoczesny sprzęt, ale przede wszystkim atmosfera i serce włożone w relację z pacjentami i ich rodzinami.

 Czym wobec tego klinika Rehabambini różni się od innych?

Zależy nam oczywiście na skuteczności, stąd stawiamy na zdobycze nauki i nowoczesne metody. Jako szef zespołu terapeutycznego staram się indywidualnie „uszyć” program rehabilitacji, aby był dostosowany do potrzeb danego pacjenta, a następnie koordynuję przebieg leczenia i jego postępy. Celem jest, by terapia nie była dla dziecka czymś przykrym. Jeśli miałabym powiedzieć, co nas wyróżnia, to na pewno to, że dostrzegamy każdego pacjenta i jego rodzinę, traktujemy ich indywidualnie, nie jak kolejne przypadki. Sama jestem mamą dwójki cudownych dzieci i staram się zawsze patrzeć na historię osób, które się do nas zgłaszają, z pełną empatią, niewykraczającą poza granice profesjonalizmu.

Korzysta Pani także ze zdobyczy psychologii?

Stawiam na jakość leczenia, a nie liczbę pacjentów, co pozwala mi pochylić się nad każdym problemem indywidualnie. Tak, nić porozumienia psychologicznego jest dla mnie kluczem. Staram się w klinice zapewniać atmosferę ciepła i zrozumienia. Tak naprawdę liczy się dla mnie wiele elementów – najbardziej pacjent, ale dbam też o inne miłe szczegóły. Czasem drobiazg może poprawić nastrój w gabinecie, choć oczywiście nie musi. Świeże kwiaty, świece, rozweselające plakaty, przyjazne kolory – to dodatki, dzięki którym milej się pracuje i rehabilituje, zarówno pacjentom, rodzicom jak i mojemu zespołowi.

Wiem, że trafiają do Pani różne przypadki: od dzieci zdrowych na rutynową kontrolę, po dzieci niepełnosprawne. Kontakt z małymi pacjentami, którzy sporo przeszli, przy takim zaangażowaniu emocjonalnym musi być dla lekarza obciążający?

Tak, jest obciążający. Moją odskocznią i schronem jest dom pełen dziecięcego śmiechu oraz mąż, który także jest lekarzem, więc moje rozterki rozumie w pełni. Nie ukrywam, że niektóre historie naszych małych pacjentów wyciskają z oczu łzy. Ciężkie też są konfrontacje z rodzicami, którzy przecież czują strach, ból i zmęczenie.

Czy wie Pani na przykład, że 80% rodziców, którzy przychodzą do nas po wsparcie z dziećmi z orzeczeniami o niepełnosprawności i po wypadkach, to samotne matki? Choć zdarzają się i sytuacje odwrotne – że mama pracuje, a o opiekę nad dzieckiem i terapię dba tata, i wtedy jest to naprawdę budujący obraz. Najczęściej jednak widuję samotne, zatroskane mamy. Staram się zawsze oferować im ciepłe wsparcie emocjonalne.

Brzmi jak brzemię. Jak pomagacie takim osobom?

Dla mamy ciężko chorego dziecka najważniejsze jest, by ono żyło, dla tych po zatrzymaniu krążenia, by dziecko było i oddychało. Takie kobiety często zupełnie zapominają o sobie, stają się przezroczyste, w całości oddając się dzieciom. Ja jako dziecko byłam świadkiem tragedii, do której doszło w rodzinie, gdzie dziecko było niepełnosprawne, a matka była zostawiona sama sobie. To zdarzenie mnie ukształtowało, dlatego dziś moją misją jest, by dostrzegać potrzeby takich osób. W klinice mamy zatrudnionego na stałe psychologa, który pomaga przejść przez trudne sytuacje. Proszę pamiętać, że często to my przekazujemy niepomyślne wieści, gdy na przykład odkryjemy u dziecka przyczynę jakiejś rozwojowej nieprawidłowości. Mam przed sobą wtedy ludzi, których świat właśnie runął.

Wśród naszych pacjentów są różne dzieci, nie zawsze z dużymi wyzwaniami medycznymi. Po wsparcie przychodzą na przykład przedszkolaki na terapię ręki, terapię logopedyczną czy sensoryczną, by lepiej w przyszłości wiodło im się w szkole. Są u nas dzieci, które nigdy nie będą chodzić, ale też dzieci niemal zdrowe. To, co mnie buduje, to fakt, że medycyna tak bardzo poszła do przodu, dzięki czemu wiele dzieci może uniknąć głębokiej niepełnosprawności przez wczesne wykrywanie zaburzeń.

Jak Pani zdaniem powinien zachowywać się przezorny rodzic, by w rozwoju fizycznym dziecka niczego nie przeoczyć?

Absolutnie nie chciałabym wywierać na nikim presji ani straszyć, ale warto wiedzieć, że dziś dzięki większej świadomości rodziców, ich czujności i dobrej diagnostyce, liczba dzieci głęboko niepełnosprawnych zmniejszyła się o ok. 30%. Ten fakt uważam za „zdobycz” naszego pokolenia rodziców. Kiedyś poradnie rehabilitacyjne zarezerwowane były dla ciężkich przypadków mózgowego porażenia dziecięcego lub masywnych skolioz. Dziś wiemy, że naprawdę wielu poważnych zaburzeń można uniknąć, jeśli odpowiednio wcześnie wdrożymy rehabilitację.

Mamy pacjenta, którego dosłownie w ostatniej chwili uratowaliśmy przed wózkiem inwalidzkim – leki i terapia w porę zatrzymały postęp choroby: rdzeniowego zaniku mięśni. To ogromny sukces! Ale te sukcesy nie dotyczą tylko poważnych chorób. Osiem na dziesięć niemowląt, które do nas trafiają, nie będzie wymagało długotrwałej rehabilitacji, a jedynie nadania prawidłowego kierunku ich rozwojowi neurofizjologicznemu. Im wcześniej wyłapiemy nieprawidłowości – które czasem są drobiazgami i mogą umknąć pediatrze podczas rutynowych wizyt w przychodni – tym lepiej.

Co na przykład może umknąć pediatrze?

Każda specjalizacja ma swoją specyfikę, moja dziedzina – rehabilitacja dziecięca – jest wśród lekarzy rzadka i niepopularna, ale dla mnie pomoc dzieciom z zaburzeniami narządu ruchu i rozwoju neurologicznego jest pasją. Drobna asymetria czy zwiększone napięcie u niemowlaka to częsty objaw, który nie musi wiązać się z poważnymi konsekwencjami, ale może. Dziś mówimy często o kłopotach z koncentracją, spokojnym siedzeniem w szkolnej ławce, dysleksją, dysgrafią u starszych dzieci, o skrzywieniach kręgosłupa i zaburzeniach koordynacji ruchowej nie wspominając. To wszystko łączy się z diagnostyką neurorozwojową we wczesnym dzieciństwie. Niektórych z tych problemów moglibyśmy w odpowiednim czasie uniknąć.

Prawidłowo rozwijający się niemowlak szybko osiąga pewne etapy, a pediatra monitoruje te kamienie milowe, np. sprawdza, czy dziecko ok. 3 miesiąca życia, leżąc na brzuszku, osiąga podpór na przedramionach. Ja przyglądam się pacjentowi szczegółowo – np. sprawdzam, jaki jakościowo jest ten podpór, jakie jest ustawienie dłoni, jak zachowuje się w tej pozycji główka dziecka, jak tułowie, jak rozkłada się napięcie mięśniowe i symetria.

Co zazwyczaj robi Pani podczas konsultacji z nowym pacjentem?

Konsultacja w moim gabinecie nigdy nie trwa krócej niż 45 minut. Przeprowadzam szczegółowy wywiad, ocenę konieczności wykonania badań dodatkowych, robię badanie przedmiotowe, przedstawiam plan rehabilitacji. Jest więc rozmowa i diagnoza. Oczywiście bywa, że potrzeba czasu, by leczenie było owocne. Ale warto podjąć ten trud nawet przy pozornie błahych problemach, by pomóc dzieciom w wyrównaniu szans w rozwoju fizycznym, który ściśle łączy się z tym psychicznym. Po latach może okazać się to kluczowe na etapie adaptacji czy zdobywania umiejętności w przedszkolu i szkole.

Zaciekawiła mnie hipoterapia w Rehabambini. Kocha Pani konie?

Tak, od dzieciństwa je kocham i wierzę głęboko w ich możliwości terapeutyczne. Kiedyś miałam pod opieką małego pacjenta, który powiedział mi coś, co bardzo we mnie utkwiło. Chłopiec cierpiał na zanik mięśni, podczas jednej z wizyt powiedział, że jeśli kiedykolwiek przestanie chodzić, to czuje, że koń będzie chodził za niego. To było bardzo wzruszające, ale tak właśnie jest – koń to żywy lokomat (robot wspierający chód pacjenta – przyp. red.). Uosabia siłę i delikatność w jednym, i chyba to właśnie mnie w koniach tak fascynuje.

Patrząc czysto medycznie – jazda konna czy nawet samo poczucie ciepła końskiego rozluźnia mięśnie. Ruch na koniu usprawnia koordynację ruchową, pracę obręczy miednicznej i tułowia, poprawia trofikę tkanek… Można by tak wymieniać i wymieniać (śmiech). Korzyści płynące z hipoterapii są coraz częściej badane i udowadniane naukowo. Jest to jedna z moich ulubionych terapii dla dzieci z uszkodzeniami ośrodkowego układu nerwowego. W ramach współpracy oferujemy zajęcia z hipoterapii w Jagodowej Stajence pod Bydgoszczą. Sama często po ciężkim dniu w pracy jadę do stajni i z moim ukochanym koniem galopuję po lesie. Pozwala mi to przewietrzyć głowę, spojrzeć na problemy z innej perspektywy, przychodzą mi też wtedy najlepsze rozwiązania i pomysły.

Czyli dba Pani również o siebie, co jest podstawą, gdy na co dzień głównie pomaga się innym. Jakie jeszcze zajęcia oferuje Rehabambini w ramach terapii małych pacjentów?

Mamy cały wachlarz usług, na przykład rozbudowaną ofertę rehabilitacji dla dzieci z problemami neurologicznymi – po urazach narządu ruchu, urazach czaszkowo-mózgowych, udarach, nagłych zatrzymaniach krążenia. Sa u nas m.in. pacjenci obudzeni ze śpiączki po klinice „Budzik”. Są dzieci z chorobami genetycznymi, mózgowym porażeniem dziecięcym czy zaburzeniami ośrodkowej koordynacji nerwowej. Przychodzą do nas także dzieci wymagające tylko terapii zajęciowej, integracji sensorycznej czy terapii ręki. Nasz zespół to świetni specjaliści: fizjoterapeuci po specjalistycznych kursach z sercem na dłoni, neurologopedka, doktor Marta pełna pasji i oddania pacjentowi, terapeutka zajęciowa Asia, która gdzie się nie pojawi, wprowadza radość, dobro i pozytywną energię. Wszystko, co oferujemy, jest prowadzone w pozytywnej atmosferze indywidualnej pracy, której nadrzędnym celem jest usprawnienie naszego małego pacjenta.

Widziałam w ofercie też zajęcia dla dorosłych i mam w ciąży.

W czasie rehabilitacji dziecka mama ma możliwość skorzystać z konsultacji lekarskiej lub fizjoterapeuty dla dorosłych czy masażu. Śmiejemy się, że to taki masaż dla kobiet zmęczonych całonocnym noszeniem „kolkujących” dzieci czy bolesnym ząbkowaniem. Również kobiety w ciąży i po porodzie znajdą u nas wsparcie w kwestii bólu kręgosłupa czy zaburzeń ginekologicznych związanych z tym okresem. Pomagamy na wielu polach, m.in. w mobilizacji blizny po cesarskim cięciu, w profilaktyce osłabienia mięśni dna miednicy, fizjoterapii uroginekologicznej.

Gdyby miała Pani jako lekarz podsumować, co jest najbardziej istotne w dbaniu o rozwój dzieci, co by to było?

Od najmłodszych lat miałam możliwość podpatrywania zawodu lekarza – mój tata jest cenionym neurologiem, który nauczył mnie, że będąc lekarzem, trzeba być przede wszystkim dobrym człowiekiem, i że dobro chorego jest najwyższym dobrem. Mogłabym więc powiedzieć, że ważne jest mądre i trafne diagnozowanie, a na jego podstawie dobranie właściwego leczenia i stała nad tym kontrola do osiągnięcia najlepszych możliwych efektów. Ale ważne jest pamiętać o relacjach z drugą osobą i ze sobą samym, by dawać z siebie to, co najlepsze – wiedzę i serce.

Dziękuję za rozmowę.

Dr n. med. Klara Nicpoń-Nożewska – specjalista rehabilitacji medycznej. Ukończyła kierunek lekarski na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Pasjonatka dziedziny rehabilitacji dziecięcej, założycielka Kliniki Rehabambini w podbydgoskim Osielsku. Szczęśliwa mama Adasia i Neli, żona doktora Kuby, właścicielka wesołego psa Holly i karego konia Ptysia.

Materiał powstał we współpracy z kliniką Rahabambini.

Dodaj komentarz