Góral w centrum Warszawy

z Wojtkiem Gajewskim o byciu ojcem

405 kilometrów dzieli Warszawę i Zakopane, mieszkanie Wojtka i Marysi w samym centrum stolicy i stuletni, wielopokoleniowy dom w sercu Tatr. Dużo? 30 centymetrów – tyle dzieli Wojtka od szczęścia, w postaci małego Bronka, leżącego tuż obok. Nie zadam pytania: Góralu, czy ci nie żal...

Zapatrzeni i z tą typową dla młodych rodziców zajawką. Choć totalnie niewyspani i zmęczeni, rozpromieniają się na widok każdego uśmiechu małego człowieka i prób opowiedzenia czegoś bardzo ważnego w tym jemu tylko zrozumiałym gaworzeniu. Przez okno majaczy w oddali najwyższy budynek Warszawy – Pałac Kultury, ale czymże jest w pojedynku z majestatem gór, które na co dzień otaczały Wojtka w jego rodzimym mieście? Dziś z zadyszką wpadam do domu górala, który – trzymając malucha na rękach – szykuje sobotni rosół. Nie, nie pogadamy o kuchni, ale o ojcostwie, miłości, górach i architekturze. W dowolnej kolejności.

 

Zanim zapytam cię o bycie ojcem, nie mogę nie zapytać o góry. Góral, architekt w Warszawie. Przyjechałeś za sercem, za pracą? 

(śmiech) W Warszawie mieszkam od 2010 i to pytanie słyszę przynajmniej dwa razy dziennie. Chłopie, co Ty tu robisz? Przeprowadziłeś się z Zakopanego do Warszawy? Zostawiłeś rodzinę, przyjaciół, góry, narty? Ja wtedy odpowiadam, że sam nie wiem jak to się stało, ale z perspektywy czasu to była jedna z moich najlepszych życiowych decyzji. Lubię Warszawę, choć na pytanie skąd jesteś zawsze odpowiadam tak samo: jestem z Zakopanego tylko mieszkam w Warszawie. 

Co cię tu sprowadziło?

Do Warszawy jak większość z nas przyjechałem za pracą. Obroniłem dyplom na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej, od dziecka wiedziałem, że chcę zostać architektem. Czas po studiach nie był dla mnie łatwy, koniec beztroskiego życia, szukanie pracy w Krakowie z bardzo mizernym skutkiem, szukanie miłości ze skutkiem jeszcze gorszym niż w przypadku pracy, a do tego kompletny brak kasy. Byłem w dołku, wróciłem do Zakopanego, w domu rodzinnym zawsze mogłem znaleźć schronienie, ale wiadomo że mieszkanie z rodzicami w tym wieku nie jest łatwe dla obu stron. Była zima więc mogłem dorabiać jako instruktor, na nartach jeździłem od 3. roku życia, mój tata jest zawodowym narciarzem i trenerem, narty zawsze kochałem, ale wolałem traktować je jako formę wypoczynku niż sposób na zarabianie pieniędzy.

Pewnego wieczoru usiadłem do komputera, popatrzyłem na swoje projekty i stwierdziłem – przecież kochasz to robić! Usiądź na dupie i zrób portfolio, najlepsze jakie tylko potrafisz i wysyłaj w świat – nie masz nic to stracenia. Portfolio robiłem prawie do wiosny, długo zeszło zanim byłem zadowolony. Udało się, w kwietniu 2010 roku dostałem pracę w jednym z największych i najbardziej znanych biur architektonicznych w Warszawie i tutaj wszystko się zaczęło. Przeprowadziłem się z dnia na dzień i już zostałem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ciężko bez gór w wielkim mieście?

Ciężko to jest wielkiemu miastu bez gór! Bardzo ciężko. Góry mają energię, są fascynujące, piękne i niebezpieczne i dlatego tak bardzo je lubimy. Przyznam, że to Warszawa pomogła mi pokochać góry na nowo – jak masz coś na co dzień to zapominasz o tym, przestajesz doceniać. Odkąd mieszkam w Warszawie częściej bywam w górach niż kiedy mieszkałem w Zakopanem czy Krakowie.

Pochodzisz z wielopokoleniowej rodziny, na Podhalu każdy was zna. Mieszkaliście w kilka rodzin w starym domu. Takie dorastanie też wpływa na to jaki model rodziny sami potem pielęgnujemy.

Moja rodzina jest wspaniała pod każdym względem, jest dla mnie inspiracją i fundamentem pod wszystko co buduję, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Nie byłem łatwym dzieckiem, miałem też trudny, buntowniczy okres dojrzewania, ale dzięki rodzinie udało się przetrwać trudne chwile. To dzięki rodzinie jestem tu gdzie jestem, mam wspaniałą żonę Marię i cudownego syna Bronka. Dopiero w Warszawie zdałem sobie sprawę, że nie zawsze w życiu jest kolorowo i nie wszyscy mają tyle szczęścia co ja. Dzięki prababci Józi mamy wspaniały drewniany dom z 1901 roku w którym zawsze coś się dzieje, zawsze jest głośno, wesoło i przede wszystkim zawsze są w nim kochający się ludzie. Dziadkowie byli razem przez 60 lat, rodzice są razem od 35 lat, mam nadzieję że nam też się uda!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Skoro o związkach, to przyznaj się jak to jest z tymi góralkami? Coś czuję, że panowie sobie ostrzą ciupagę, ale spodnie w domu to nosi kobieta?

Góralki to jest historia na osobny artykuł, moja pierwsza dziewczyna była prawdziwą góralką – to twarde i wspaniałe kobiety, można stracić głowę w bardzo dosłownym znaczeniu. U dziadków było zawsze bardzo tradycyjnie. Babcia zawsze była głową rodziny i nikt nie miał co do tego żadnych wątpliwości. U moich rodziców jest trochę bardziej nowocześnie – to tata jest nadwornym kucharzem, ale bez codziennego wsparcia mamy nie dałby sobie rady.

Ja mam dokładnie tak samo, moja Marysia swoim wsparciem dodała mi pewności i wiary w siebie, której zawsze trochę mi brakowało. To ona namówiła mnie do założenia własnej firmy, do wyjścia poza schematy. Teraz czuję się o wiele mocniejszy. Bardzo lubię w wolnej chwili zająć się domem i kocham gotować.

Odnajdujesz w sobie swojego tatę?

Jak mawia moja ciocia: „Wojtuś ty to całe życie w cieniu ojca” (śmiech). Mam nadzieję, że uczeń kiedyś przerośnie mistrza. U nas z podziałem ról nie ma żadnego problemu, ja bardzo lubię zajmować się domem i spędzać czas w kuchni. Marysia więcej czasu poświęca dziecku – mnie często nie ma, dużo czasu spędzam w pracy, tak to już jest jak starasz się rozwinąć własną firmę w tym mało pomocnym młodemu przedsiębiorcy kraju. Zajmowanie się małym to praca na dwa etaty, Marysia świetnie sobie daje rade, jest cudowną mamą.

Pamiętasz ten moment, gdy zobaczyłeś Bronka i wziąłeś pierwszy raz na ręce. Twoja pierwsza myśl to?

Dziękuję Babciu! Wiedziałem, że załatwisz! Niedawno zmarła moja Babcia – to był bardzo trudny czas dla całej rodziny, bez niej już nic nigdy nie będzie takie samo. Babcia Marysia była osobą, z która nikt nigdy nie miał żadnych konfliktów, nie dało się z nią pokłócić, miała życiowa mądrość w jednym palcu i zawsze wszystkich wspierała i myślę że bez niej nasz dom nie byłby tak wyjątkowy. Gdy babcia umierała, a my staraliśmy się o dziecko powiedziała: „Nie martwcie się, załatwię wam” i tak też się stało, od stycznia jest z nami mały Bronek i wierzymy, że to babcina zasługa.

Kobiety częściej wizualizują sobie jak to będzie, gdy pojawi się dziecko. Czytają książki, fora. Potem zdarza się totalne zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością. Miałeś taki „reality check”?

To prawda, baby zawsze były, są i będą mądrzejsze od chłopów, to nie ulega żadnej wątpliwości. Miałem taką sytuację zaraz po tym jak po raz pierwszy zobaczyłem Bronia kilka minut po urodzeniu, pielęgniarka przywiozła wózek na którym leżał bardzo mały człowiek i powiedziała niezbyt miłym głosem: „masz Pan dziecko, zajmuj się”. Marysia była jeszcze na sali operacyjnej, a ja nie miałem pojęcia co robić, stałem jak słup soli na korytarzu, a obok mnie leżał człowiek, za którego stałem się odpowiedzialny. Na szczęście przypomniałem sobie o czym zawsze mówiła moja żona, która przeczytała wszystkie książki o dzieciach: pamiętaj jak tylko dostaniesz Bronia to musisz „kangurować”, żeby poczuł, że nie jest sam. Wtedy zabrałem go do sali, ściągnąłem koszulę i przytuliłem go do brzucha – to było jedno z najwspanialszych uczuć w moim życiu. 

Bronio jest jeszcze mały, ale może macie już swoje męskie domowe rytuały?

Kocham spędzać z nim czas, to jest cudowny chłopak. Mamy kilka swoich zabaw, ale niech to pozostanie naszą słodką tajemnicą. Jest duże prawdopodobieństwo że mama przeczyta ten artykuł i będziemy mieć przerąbane. Na pewno chciałbym go zabierać do Zakopanego tak często jak to tylko możliwie, chciałbym żeby miał kontakt z rodziną, górami i sportem. Ja wychowywałem się w Zakopanem i to jest świetne miejsce dla dzieci – czasami mam wyrzuty sumienia, że urodził się w Warszawie, ale znam też kilku bardzo dobrych narciarzy z Warszawy, którzy potrafili skopać nam tyłek (śmiech). Będę robił wszystko, żeby mieć czas dla syna, pokazać mu sporty, które lubię: narty, tenis, piłkę nożną. Może będzie sportowcem jak dziadek, może architektem jak tata, a może zostanie dentystą? Ważne, żeby był szczęśliwy.

Wyczuwam u was totalną energię, zajawkę na rodzicielstwo, w waszym przypadku też bardzo wyczekane. Trochę straciłeś głowę dla Bronia, co?

Zajawka jest ogromna, każdy kto ma dziecko wie jak to jest – dziecko zupełnie zmienia życie. Wszystko staje się o wiele ciekawsze i wiesz, że żyjesz pełną parą. Głowę można stracić w pozytywnym tego słowa znaczeniu, ale bywają także momenty trudne, o których rzadko się mówi, wszyscy wiemy jakie to jest trudne szczególnie, gdy człowiek jest zmęczony i ma nadmiar obowiązków.

Co najbardziej zmieniło się wam w życiu odkąd Bronio jest z wami. Co ci dało ojcostwo, a może jest coś co też zabrało?

Zmieniło się praktycznie wszystko, Bronio dał mi wielką radość, ale „zabrał” żonę, mam nadzieję że niedługo odda (śmiech).

Wróćmy do gór, bo wszystko tu o nich przypomina. Stare narty w kuchni, zdjęcia w albumie, książki. Działasz też architektonicznie w rodzimym mieście?

Od 3 lat wraz ze wspólnikami prowadzimy własne biuro architektoniczne w Warszawie. Zajmujemy się architekturą w każdej skali, zaczynając od projektów wnętrz i domków jednorodzinnych, a kończąc na obiektach hotelowych, zabudowie wielorodzinnej i użyteczności publicznej. Działamy głownie na terenie Warszawy, ale mamy też projekty w Krakowie i Zakopanem. Jesteśmy w trakcie realizacji kilku projektów w Zakopanem, bardzo mnie to cieszy,  nie podoba mi się w jakim kierunku rozwija się to miasto, angażując się projektowo staram się pomóc najlepiej jak tylko potrafię. Jesteśmy w trakcie opracowania projektu Centrum Edukacji Przyrodniczej w dolinie Kościeliskiej dla Tatrzańskiego Parku Narodowego, budowa zaraz się zacznie. Nie chcę zapeszać, ale dużo mnie to kosztuje i chciałbym dać sygnał dla Zakopanego, że czas na zmiany. Trzeba dbać o estetykę miasta, zapewniając równowagę pomiędzy tradycją i nowoczesnością z zachowaniem szacunku dla tożsamości miejsca i człowieka. Zakopane musi sobie zdać sprawę w jakim celu powstało i w jaki sposób ma służyć człowiekowi. Na dzień dzisiejszy bardzo odbiega od pierwotnych założeń, mam nadzieje że uda nam się w tym pomóc.

Wyczuwam w tym działania, które pielęgnują góralskie tradycje w młodszym pokoleniu. I super! Inną taką akcją są zjazdy na starym sprzęcie, widziałam wasze wspólne zdjęcie!

Zawody na starym sprzęcie narciarskim to jedna z imprez, które lubię najbardziej. Zawody o wielkanocne jajo odbywają się co roku w wielkanocny poniedziałek na Kalatówkach. To bardzo „zakopiańska” impreza, w tym dniu jesteś w stanie spotkać największą ilość znajomych na metr kwadratowy i to najbardziej lubię. Ludzie ubierają się w stylu lat 20. i biorą udział w zawodach narciarskich w dwóch konkurencjach: jazda stylowa i jazda na czas. Impreza jest… mocno zakrapiana i w połączeniu z jazdą na drewnianych nartach może się podobać. Serdecznie polecam!

A skoro jesteśmy jedną nogą w górach i tradycjach, koniecznie chce usłyszeć o słynnych podłazach.  W ilu domach „podłaziłeś”, zanim wychodziłeś sobie tę jedyną?

Podłazy to stary podhalański zwyczaj. Zaraz po pasterce młodzi chłopcy chodzą do swoich wybranek sypiąc owies i życząc szczęścia i bogactwa na nowy rok. To ważny zwyczaj okazania względów. Dawniej kawalerowie chodzili sami do swoich wybranek, dzisiaj raczej odbywa się to grupowo i jest traktowane jako dobra zabawa. Podłaźnik wręczał lub próbował wręczyć wybrance jabłko – symbol płodności lub symbol grzechu. Jak dziewczyna przyjęła jabłko, to kawalera częstowano wódką i wspólnie świętowano. Jeśli o mnie chodzi to zdecydowanie bardziej wolę podłazić niż przyjmować podłaźników co roku przychodzących w poszukiwaniu mojej młodszej siostry! Bogactwo samo nie przychodzi, a jest trochę sprzątania jak ci w święta worek owsa po chałupie rozsypią.

Wiem, że zaraz ruszacie w góry, życzę więc śniegu na rozpoczęcie tego sezonu!

*

Wojtek Gajewski: absolwent Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej, architekt w Kurułowicz&Associates, współzałożyciel Pole Architekci.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.