Gili gili Katowice kawiarnia

Gili gili

Po prostu fajne miejsce!

Gili gili
Ela Płaza

Bawialnia, która nie serwuje miliona bodźców. Drewno zamiast plastiku, ciastka, które nie tuczą. Coś tu nie gra? Albo gra bardzo dobrze – Gili gili i kierunek Katowice!

Sztuką jest połączyć kawiarnię i bawialnię w estetyczne miejsce, które wspiera rozwój dzieci, serwując im (i nam) zarówno mądrą zabawę, jak i wypoczynek. Edyta i Natalia zaczęły od nazwy Gili gili, by w pół roku stworzyć nowe miejsce na mapie Katowic. Rozmawiamy przy kawie, a dzieciaki na zmianę gotują w drewnianym domku, prasują i ładują misie do pralki. A jak się zmęczą, to wsiadają do rakiety i… pa pa Ziemianie. O tak!

 

Jaka droga was przywiodła do tego miejsca?

Natalia: To jest pytanie na osobną, bardzo długą rozmowę (śmiech). Gili powstało dzięki naszym dzieciakom i to one były inspiracją. Nasza relacja zacieśniła się, kiedy zostałyśmy mamami.

Edyta: Jedno z moich dzieci jest wysoko wrażliwe. Bardzo zgłębiałam temat. Uczestniczyliśmy w zajęciach. Sporo czytałam i tak doszłam do tego, jaka przestrzeń może pomagać dzieciakom, a jaka jest dla nich niekoniecznie fajna. Wiedziałam, co źle wpływa na moje dziecko w przestrzeni publicznej. Powoli rodził się pomysł…

N: Ja urodziłam Igę, drugą córeczkę, i potrzebowałam wsparcia. Początki drugiego macierzyństwa to była jazda bez trzymanki. Byłyśmy na łączach nieustannie. Rozmowy, śmiech i płacz na zmianę. Któregoś dnia wyjechałyśmy na weekend w góry, żeby uzupełnić swoje zasoby, zregenerować się i uwolnić na moment głowę. Tam Edyta opowiedziała mi o swoim pomyśle. Jak usłyszałam „bawialnia” – coś mi nie pasowało. Znamy się dobrze i praktycznie żadna z nas nie chodziła do typowej bawialni, wykluczając urodzinki z przedszkola. Potem sprecyzowała: drewniana, pachnąca, kameralna, z kawiarnią, ale taką na wzór prawdziwej kawiarni z dobrą kawą. Od tej rozmowy do powstania Gili minęło 6 miesięcy. To było coś na granicy szaleństwa: teraz albo nigdy.

Wita mnie od progu nazwa Gili gili. Czy słusznie kojarzy mi się z tytułem książki „Gili gili – słówka z ostatniej chwili” ilustrowanej przez Benjamina Chauda? Jak wpadłyście na tę nazwę?

N: Śmiejemy się na to pytanie. Książeczka jest u nas w kawiarni na półce. Znamy ją, jest prezentem od naszej serdecznej koleżanki i wiernej klientki, ale nie ona była inspiracją. Wcześniej nie znałyśmy tego tytułu. Początkowo nazwa była inna, ale coś nam nie pasowało. Edyta rysowała logo i zadzwoniła do mnie, że ma nowy pomysł. Idealnie! – pomyślałam. Gili gili wywołuje fajne skojarzenia, dzieciaki od razu podłapały nazwę. Dodatkowo, nasza część sensoryczna w bawialni, pobudzająca zmysły, współgra z nazwą. To był strzał w dziesiątkę.

Połączenie kawiarni i bawialni to duet doskonały, my – spokojna kawa, dziecko – w siódmym niebie, a do tego nic nam estetycznie nie mąci spokoju: drewno, fajny design, pomoce sensoryczne. Uff, mówię jako rodzic. 

E: To jest idealne połączenie. Są dwie możliwości: chcesz spędzić fajny czas z dzieckiem w przyjaznej przestrzeni i napić się kawy lub zwyczajnie masz dzień, kiedy nie ogarniasz totalnie i chcesz znaleźć się w miejscu, które pomoże ci przetrwać. Śmiejemy się, ale trochę tak jest. Bawialnia jest bezpieczna, zaopatrzona w pomoce Montessori i drewniane zabawki, które nie serwują miliona bodźców dziecku, kawiarnia ma monitoring, kawa jest pyszna, ciacho nie tuczy – staramy się mieć zdrowe słodkości – one nie tuczą prawda? (śmiech). Zdecydowanie to połączenie jest dobre, bardzo dobre. Tutaj zyskują wszyscy – dziecko i rodzic.

Czym jest domek Gili? Bo gdy słyszę, że podczas mojego relaksu dziecko ugotuje, nastawi pranie i jeszcze zaparkuje rakietę w ogrodzie, już mi się podoba!

E: Domek Gili gili to serce bawialni, z kuchnią ze stołem, z deską do prasowania i wszystkimi innymi przedmiotami, które są w domu. Domek ma swój warsztat, gdzie można się pobawić narzędziami. Przy domku jest ogród z trawą, a w nim rakieta, o której już wiesz i do której można wejść, wyciszyć się, schować na momencik, jeśli jest taka potrzeba (a wiadomo, że każdy miewa taką potrzebę), obok domku jest pokój artysty – to nasza sala na warsztaty i urodzinki. Domek był punktem wyjścia do stworzenia miniprzestrzeni. Wszystko jest zaprojektowane tak, by było komfortowo dzieciom. Ale musisz koniecznie poznać jeszcze naszą część sensoryczną z makaronami, pluszowymi kamieniami i prawdziwymi pachnącymi brzozami – to jest bomba!

Tworzycie kobiecy team. Jak się prowadzi takie miejsce w duecie, co jest największym wyzwaniem, a co najbardziej motywuje?

N: Jest nam razem dobrze. Jeśli pytasz o naszą relację, to opiera się ona na wsparciu. Dużo rozmawiamy, potrafimy po pracy jeszcze wieczorami dzwonić do siebie i dyskutować. Zdarza się, że wychodzimy z Gili gili, wsiadamy do auta i już jesteśmy na łączach. Zewnętrznie motywują nas klienci mali i duzi, motywuje to, że wracają, ich recenzje, to, że reagują na Gili dokładnie tak, jak tego chciałyśmy. Widzą pasję, zaangażowanie i ciężką pracę. Lubimy tu być. Bez lukru, tutaj naprawdę spotykamy fajną energię, po prostu. Wiadomo, są dni z telefonem przy uchu, ale bywają też dni, kiedy serwujemy kawę i jesteśmy sto procent z klientami. To lubimy najbardziej.

Macie podobne charaktery?

E: Różnimy się w zasadzie wszystkim. Każda z nas żyje inaczej. Natalia twardo stąpa po ziemi, ja nieco lżej… Łączy nas na pewno poczucie humoru, bo dużo się śmiejemy razem. Często pytają nas „kto jest złym policjantem w tej drużynie?”. Prawda jest taka, że każda broni swojej materii. Natalia lubi mieć wszystko uporządkowane, ona dba o to, żeby w Gili był prąd, ciacha na czas, to ona płaci faktury i zajmuje się raportami. Ja jestem tą częścią kreatywną i estetyczną. Piszę, ogarniam social media, zabawki, nowości na rynku, kreuję urodzinki. W skrócie –  ja wybieram balony, a Natalia za nie płaci (śmiech).

Gili gili to też miejsce spotkań i warsztatów. Oprócz znanych mi gordonków w oko wpadło mi spotkanie Rodzic, dziecko, pies –  to ciekawy temat. Co jeszcze planujecie dla rodzin?

E: O tak! Ten wykład będzie u nas po raz pierwszy, mega się jaramy. Fajny temat, często pomijany, a jak ważny. Tematy warsztatów i spotkań rodzą się poprzez kontakt z rodzicami odwiedzającymi Gili. Wcześniej organizowałyśmy spotkania dla rodziców wysoko wrażliwych dzieci, które prowadziła kobieta, klientka, dusza wspierająca nasze miejsce. Tematy i spotkania często są wynikiem relacji bliższych i dalszych, jakie nawiązujemy z osobami, które mają coś wspólnego z Gili. Poznajemy sporo ciekawych postaci. Robimy zajęcia dla mam w ciąży, sensoplastykę, a po wakacjach zajęcia plastyczne.

No to życzę spotkań z fajną energią. Czego jeszcze życzycie sobie na jesień?

N: Gilać dalej, nieustannie! Mamy takie marzenie, żeby powstało jeszcze jedno, a może dwa Gili gili… czas pokaże!

Gili gili mieści się na ulicy Gliwickiej 275.

Facebook / Instagram

 

 

Dodaj komentarz