rodzinne gotowanie

Gdzie 3 siostry w kuchni…

Rodzinne gotowanie

Gdzie 3 siostry w kuchni…
Kinga Hołub

Ona stylizuje, on fotografuje, a oglądający efekt ich pracy stają się głodni. Tak można w dużym skrócie opisać pracę Łukasza i Asi, którzy stoją za sterami warszawskiego studio Miód Malina. Ale dziś nie będzie o bliskiej fotografii kulinarnej, ani o reklamowej branży. Na kuchenną scenę wkraczają trzy dziewczyny, na ręce patrzą im trzy koty oraz pies. Dzień jak co dzień?

Gdy jechałam na tę sesję w pierwszych dniach marca, nie wiedziałam, że takie powolne, niedzielne śniadania będą się niedługo wydarzać codziennie. Przymusowe udomowienie pomieszało nam w pracy, w życiu, ale też w kuchni. Naleśniki tylko w weekend? Już nie. Teraz latorośl domaga się ich we wtorek, w środę robi gofry, a w niedzielę pankejki. Obiad jemy na drugie śniadanie, a podczas deseru myślimy już o kolacji. O winie chętnie pomyślelibyśmy już po śniadaniu, gdy odpalamy Librusa, ale to temat na inny artykuł. Z kuchennych czeluści niczym niestrudzeni górnicy wydobywamy mąki ras wszelkich, na półkach – ku radości ogółu – odnajdujemy weki z dżemami i drożdże jak drogocenne sztabki złota schowane za majonezem. Wiele rzeczy może nas zaskoczyć.

Otwieramy nasze szafki i kuchnie na dzieci. Nie martwimy się bałaganem czy przepisami. Idziemy poczytać, a dzieciaki robią nam śniadanie, zaufajcie im tylko! Oto córki Łukasza i Asi: Hania (10 lat), Helenka (8 lat) i Ewa (6 lat) – każda z nich wymyśliła, co chce ugotować, i to po prostu sama zrobiła. Kilkulatka podrzuca z wprawą naleśniki, druga kroi, trzecia dba o „stylizację dania” (to słowo każda z nich wypowie co najmniej kilka razy). Serio, nie wiem, o co chodzi z tym powiedzeniem o sześciu kucharkach w kuchni. W dzisiejszej odsłonie serii #rodzinne gotowanie nie chodzi o skomplikowany przepis. Chodzi o to, żeby każdy dobrze się bawił!

 

Asia, masz trzy córki, masz dwie siostry. Czym jest dla ciebie siostrzeństwo?

Siostrzeństwo to wyjątkowa relacja, to przyjaźń i rodzina jednocześnie. Mam dwie siostry, ja jestem środkowa. Całe dzieciństwo mieszkałyśmy w jednym pokoju, czego szczerze nienawidziłam. Młodsza siostra podbierała mi ciuchy, starsza za całe moje kieszonkowe czytała mi lektury. Teraz dopiero widzę, ile dobrego z tego wynikło. Z dumą patrzę na moje siostry, są świetnymi, samodzielnymi, odważnymi kobietami. Mogę się od nich wiele nauczyć. Siostrzeństwo to chyba właśnie ta nauka od drugiej kobiety, która zna ciebie jak nikt inny. Teraz sama mam trzy córki, moja starsza siostra także. To cudownie babska rodzina. Moje dziewczyny też mieszkają w jednym pokoju.

Jakie są twoje córki? Co je łączy, a w czym są zupełnie różne?

Moje dziewczyny są całkowicie różne. Najstarsza Hanka umie w cudowny sposób cieszyć się drobnostkami, umie odpoczywać i odpuszczać (tego chciałabym się od niej nauczyć) – mogłaby całe życie spędzić w hamaku, patrząc w chmury. Helenka, środkowa, tańczy jak nikt inny (godzinami mogłabym na to patrzeć), jest wytrwała i wojownicza (taki typ sportowca) i jednocześnie bardzo wrażliwa. Najmłodsza Ewka bardzo dobrze wie, czego chce, jest zawzięta i zdecydowana, a przy tym nie znam bardziej empatycznej od niej osoby na świecie! Co je łączy? To, że staną za sobą murem, jeśli będzie taka potrzeba.

Chciałam zapytać o wasze codzienne gotowanie domowe. Mam podejrzenie, że gdy gotuje się i stylizuje zawodowo, średnio ma się ochotę stać nad garnkami w domu. A może się mylę? 

Nasze dziewczyny od zawsze jadały w różnych miejscach, próbowały różnych smaków, testowały różne kuchnie. Być może dzięki temu, choć nie mam pewności, lubią jeść różnorodnie. Tak wygląda nasze codzienne jedzenie – czasem ugotujemy coś w domu, czasem przyniosę coś z pracy, a innym razem wyjdziemy na miasto. Lubimy odwiedzać różne miejsca. Oczywiście nie teraz, ale wiem, że ten stan wróci.

Czy w weekend takie przedłużone śniadania i gotowanie na 5 par rąk to u was standard? Dziś komenda: „daj, wystylizuję danie” pada z ust każdej z córek…

Ha, ha! To fakt, dziewczyny czasem większą wagę przykładają do wyglądu niż do smaku. Ja chyba zresztą też. Lubię proste smaki, ale gdy coś nie wygląda zachęcająco…Pierwszym ich wspólnym, samodzielnym daniem, przygotowanym ze dwa lata temu, była sałatka jarzynowa. Dostałam ją do łóżka w mojej ulubionej misce – wyglądała pięknie. Zapomniały tylko ugotować warzywa (śmiech). W wolne dni lubimy się polenić, chodzić w piżamach do południa, razem krzątać się po kuchni. Łukasz jest mistrzem niedzielnej jajecznicy, to już u nas niemalże rytuał. Dziewczyny lubią czasem przygotować posiłek same, nam nie wolno wtedy nawet zaglądać do kuchni. Gotują, układają, nakrywają stół. Fajnie się to podgląda! Potem jest długa uczta i… dużo sprzątania.

Tu nic nie jest przypadkowe, bukiet, ceramika, detale. Zmysł estety. Z wykształcenia jesteś malarką, to też twoja pasja. Food styling to trochę malowanie na talerzu? 

Uwielbiam piękne przedmioty, ręcznie robioną ceramikę (jak obejrzycie talerze Barbary Turkiewicz czy Anny Czarnockiej-Nakrewicz, to zrozumiecie, o czym mówię), deski Jarka Berdaka z ilovenature. Inaczej się z nich korzysta niż z rzeczy masowej produkcji. Jest mi niezwykle miło, kiedy takie przedmioty mnie otaczają. Obrazów mamy w domu dużo, dziewczyny mówią nawet, że to nasze muzeum. Kolekcjonowanie to nasza wspólna, wielka pasja. Możemy o tym rozmawiać bez końca. Cały czas maluję obrazy, nie mogłabym bez tego żyć. To, co robimy w studio, wiele się od malarstwa nie różni, to budowanie kompozycji, układanie martwych natur, łączenie faktur i kolorów. Więcej na pewno w tym malarstwa niż gotowania!

Co jest fajne w tej pracy, a co niekoniecznie?

Lubię w mojej pracy to, że każdy dzień jest inny, nie ma rutyny, codziennie spotykam i pracuję z nowymi ludźmi, nowymi projektami. Czego nie lubię? Nadgodzin. Naszą pracę trudno zamknąć w ramach czasowych. Jest projekt do zrobienia i czasem zajmie to 8 godzin, a czasem 16.

Dziś każda z twoich dziewczyn sama wybrała przepis i sama o nim opowie. Oddaję im po kolei głos, żeby opowiedziały, co wybrały i jak to zrobić!

To ja tylko dodam, że zostałam tu całkowicie zdominowana. Kiedy powiedziałam dziewczynom, że przyjdziecie, będziemy gotować i może razem wymyślimy co, to one zdecydowanie oznajmiły: Ty, mamo, odpocznij, my pogotujemy!

 

*

EWA I JABŁKA POD KRUSZONKĄ

Lubię gotować. Fajne w gotowaniu jest to, że można spędzać razem czas. Najbardziej lubię szarlotkę, naleśniki, lizaki i sos sojowy. Dziś zrobiłam jabłuszka pod kruszonką. Powinno się mieć trochę czasu, bo to nie danie na jedną sekundę. Powinno się też być cierpliwym, bo jest dużo rzeczy do wykonania.

Potrzebne są:

jabłuszka słodkie (600 g) – jak są słodkie, to nie trzeba dodawać cukru

cynamon (1 łyżeczka)

na kruszonkę:

masło (100 g)

mąka pszenna  (150 g)

Rozgrzewam piekarnik do 180 stopni. Jabłka obieram, kroję na mniejsze części lub rozdrabniam, dodaję do nich cynamon i podgrzewam. Gotuję przez 5-7 minut, mieszając. Masło siekam, dodaję do mąki i ucieram kruszonkę. Brytfankę smaruję masłem. Nakładam jabłuszka, posypuję je kruszonką i wkładam do piekarnika na ok. 35 minut. Najlepiej smakują na ciepło – polecam szczególnie, jak kogoś boli brzuch.

*

HELKA I SUPERNALEŚNIKI

Zrobiłam naleśniki, bo jest to najłatwiejsza rzecz do ugotowania. Najfajniejsze jest podrzucanie naleśników. Lubię gotować, sama robię też jajecznicę i makaron (najlepszy jest bolognese z dużą ilością parmezanu). Najbardziej lubię, jak mama albo tata gotują. Najsmaczniejsze są płatki z mlekiem, słodycze i sałatka jarzynowa Babci Krysi.

Potrzebne są:

2 jajka

2 kubki mąki pszennej

mleko

olej

dżem

Podgrzewamy patelnię – trzeba naoliwić ją malutko, żeby naleśniki nie przywierały. Do miski wrzucamy jajka, mąkę i rozrzedzamy mlekiem. Jak dobrze się leje, to mleka wystarczy. Trzepiemy trzepaczką, aż nie będzie grudek, i nalewamy chochelką na patelnię. Smażymy z dwóch stron. Wysoko podrzucamy! Naleśniki najlepiej smakują z dżemem malinowym.

*

HANIA I CZEKOLADOWY MUS

Fajne jest w gotowaniu to, że można dania ozdabiać, najlepiej owocami i posypkami. Najbardziej lubię gotować jajecznicę, naleśniki i mój mus czekoladowy. Lubię jeść kiszone ogórki, kiszone ogórki i kiszone ogórki. I czasami kaszę gryczaną i kaszę mannę. Lubię też w gotowaniu to, że mam dużo czasu sama ze sobą i dużo się uczę. 

Potrzebne są:

cukier (100 g)

gorzka czekolada (200 g)

śmietana min. 30% (100 g)

4 jajka

szczypta soli

kruche ciasteczka (2-3 sztuki)

owoce: maliny, borówki

Cukier trzeba zemleć na puder (lub użyć od razu pudru). Czekoladę połamać na małe kawałki, w maszynie (my używamy Termomixa) rozdrobnić ją na wiórki. Połączyć czekoladę z cukrem, dodać śmietankę, podgrzać (nie gotować) i mieszać. Odłączyć białka od żółtek (to jest najtrudniejsze) – i żółtka dodać do czekoladowej masy. Białka ubić na puszystą pianę. Dodać do masy, wymieszać. Wlać do naczynek. Można wtedy całą rodziną wylizać miskę. Mus najlepiej wstawić do lodówki na 2 godziny. Ja udekorowałam go owocami i kruszonymi ciasteczkami.

 

*

Wyobrażam sobie, że te trzy rezolutne siostry mogłyby wyprosić rodziców na spacer i przejąć dowodzenie w kuchni na jeden dzień. Chciałabym to zobaczyć. Tymczasem #stayhomeandcook wydaje się być jedynym rozwiązaniem. Siła sióstr, siła kobiet w czasach tak trudnych jest nie do przecenienia. Chyba najcelniej puentuje to Hela: siostrzeństwo jest najlepszą rzeczą na świecie. Jakbym nie miała sióstr, to nie wiem, czy bym wytrzymała. 

A po więcej inspiracji i przepisów sięgajcie tutaj, smacznego!