moda dla dzieci moda dla mam współpraca

El family: poznajmy się!

Z wizytą u założycieli rodzinnego butiku z niszową, etyczną modą

El family: poznajmy się!
Anna Hernik

Dobrze wiemy, że wraz z narodzinami dzieci często rodzą się nowe pomysły biznesowo-życiowe. Tak było z Ilą Kurleto-Lenard i jej mężem Grzegorzem, którzy po przyjściu na świat ich córeczki Apolonii znaleźli niszę na rynku. I tak też narodziło się ich drugie dziecko – rodzinny butik el family z etyczną modą.

Ilona wspomina, że pomysł na concept store rzeczywiście ziścił się wraz z narodzinami córeczki, ale tlił się latami. W tym biznesie Ila nie skakała na głęboką wodę, bo przez wiele lat pracowała w branży modowej, ale jak przyznaje otwarcie: „Moje doświadczenie aktualnie przydaje mi się sporadycznie, branża e-commerce jest dla mnie chyba na równi ciężką lekcją życiową, jak pierwsze miesiące macierzyństwa”. To, co na pewno przekuła w autorską markę, to szacunek do produktu, środowiska i ludzi, a do tego świetne oko do pięknych i doskonałych jakościowo ubrań i dodatków! W el family znajdziecie bowiem marki, których nie ma nigdzie indziej w Polsce.

Hasło klucz do selekcji to „zrównoważony” – epitet odnoszący się zarówno do etyki wybranych firm, jak i formy czy barw samych rzeczy. Wśród kolekcji zgromadzonych w butiku czekają na was perełki świadomych koreańskich i australijskich marek dla niemowlaków, starszaków i kobiet. Spójrzcie tylko na akcesoria-arcydzieła, czyli kapelusze Lorna Murray, czy retropłaszczyki Monbebe. A zanim ruszycie na stronę el family, przeczytajcie, jak rodzinny biznes Ili i Grzegorza wygląda od kuchni.

W jednym miejscu zebraliście niszowe, etyczne marki tworzące przepiękne ubrania – niektórych z nich nie kojarzę na polskim rynku. Jak wygląda Wasz proces poszukiwania współpracowników?

Dla nas najważniejsza jest filozofia marki, z którą nawiązujemy współpracę, proces produkcji na każdym jego etapie, zrównoważone podejście do tworzenia produktu oraz pracowników. Oczywiście w pierwszej kolejności – z uwagi na to, że oboje z Grzegorzem jesteśmy estetami – przyciąga nas design i to, czy wybralibyśmy dany produkt dla naszej córki, dla mnie samej lub do naszego domu. Apolonia jest zawsze testerem. Większość kolekcji przechodzi nasz proces użytkowania, prania, pielęgnacji, sprawdzamy funkcjonalność i staramy się ocenić wygodę. Często brudzimy rzeczy (chociaż Apolonia świetnie sobie sama z tym radzi!), aby sprawdzać, jak zachowuje się dany materiał, kiedy poddamy go rożnym procesom pielęgnacyjnym. Dopiero później decydujemy się, czy warto nawiązać relacje z daną marką.

Przed nawiązaniem współpracy toczymy małe bitwy, mamy spotkania na Zoomie, bo tak samo jak my chcemy poznać naszych producentów, tak oni chcą poznać nas i ocenić, czy my również jesteśmy godni zaufania. Poszukiwania często z definicji noszą w sobie słowo przypadek, u nas bywa podobnie, chociaż teraz ta struktura jest bardziej świadoma. W Korei mamy współpracownika, który odpowiada za całą logistykę na miejscu oraz nawiązuje kontakty. Odpowiada za procedowanie wszystkich umów zgodnie z wymaganiami i nadaniem oraz sprawdzeniem wszystkich potrzebnych certyfikatów.

Czy z taką międzynarodową współpracą wiążą się jakieś kłopoty logistyczne?

Problem polega na tym, że jest wiele wspaniałych, niszowych firm. Z wieloma chcemy pracować, ale z uwagi na pandemię i ich małą produkcję, boją się eksplorować nowe rynki i ryzykować. Jeśli dochodzi do nawiązania relacji, producent często nakłada limit produkcji i to nie w górę, ale w dół, aby nie doprowadzić do niepotrzebnych strat oraz przesycenia rynku – to jest bardzo ważne i dla nich, i dla nas. Dlatego za hasłami, że nasz asortyment nie jest wynikiem masowej produkcji, kryje się również uświadamianie klienta, że działamy na krótkich seriach, co czyni produkt bardziej unikatowym. Dla większych firm jesteśmy jeszcze za mali, ale spokojnie – wszystko przed nami.

Na pomysł założenia el family wpadłaś w ciąży – to był skok na głęboką wodą czy miałaś/mieliście już zawodowy background w tym temacie?

Wydaje mi się, że nie skłamię, jeśli powiem, że każdy, kto zakłada swoją działalność dzisiaj, skacze na głęboką wodę. Pomysł pojawił się, kiedy Apolonia była już z nami, w zasadzie rok temu, ale wizja posiadania czegoś swojego na wzór concept store’u tliła się latami – na początku bardziej dla kobiet i skupiającego produkty z Australii. Moje doświadczenie aktualnie przydaje mi się sporadycznie, branża e-commerce jest dla mnie chyba na równi ciężką lekcją życiową, jak pierwsze miesiące macierzyństwa. Miałam tę przyjemność pracować przez 10 lat z fantastycznymi ludźmi w firmie, która rozwija się nadal bardzo dynamicznie. Byłam częścią – liderem zespołu – w jednym z warszawskich butików, w trakcie największych zmian w domu mody Gucci, kiedy duet Alessandro Michele i Marco Bizzarri przejął stery. I to wszystko nauczyło mnie wiele: kierowania zespołem, podejścia do klienta, szacunku do produktu, środowiska i pracownika, tworzenia społeczności, która będzie chciała utożsamiać się z marką.

Ta praca utrwaliła na zawsze pielęgnowanie pasji i dostrzeżenie jej wielowymiarowości w naszej branży oraz tego, jak ważny jest customer experience i storytelling. Wydawało mi się, że wiem dużo, niestety budowanie firmy zweryfikowało wszystko bardzo szybko. Mieliśmy tyle przygód po drodze i chwil, kiedy pomimo podnoszenia się z ziemi i otrzepania z brudów niepowodzeń, dalej ktoś rzucał nam kłody pod nogi, że był moment zawahania. Natomiast ja bardzo mocno wierzę w ten projekt i w nas – spokój tej myśli i wiara pozwalają el family iść do przodu.

No tak, nowa firma bywa wyzwaniem, do tego rodzinna firma – jak z mężem dzielicie się obowiązkami?

Przyznam się, że moja największa zaleta jest również największą wadą, szkodzącą mi samej najbardziej – to perfekcjonizm. Nie lubię prosić o pomoc i niestety, uważam – albo długo uważałam – że sama zrobię wszystko najlepiej. W pewnym momencie ilość obowiązków mnie przygniotła i Grzegorz, pomimo tego, że prowadzi swoje firmy i jest mocno aktywny zawodowo, poprosił o to, żebym dała sobie pomóc. Ja nadal zajmuję się administracją firmy oraz sklepu internetowego, zamówieniami, magazynem, pakowaniem i milionem innych rzeczy. Rozmowy z Koreą czy Australią też są po mojej stronie, więc był taki okres, kiedy funkcjonowałam w innej strefie czasowej, sypiając po 4-5 godzin na dobę. Natomiast, drogie Panie, najczęściej pisze z Wami na instagramie i Facebooku Grzegorz, on bardzo lubi kontakt z klientami, wstyd przyznać – przez pryzmat mojego doświadczenia zawodowego – ale on jest w tym lepszy. Grzegorz jest u nas brand hunterem i to on wyszukuje nowinki, a ja przechodzę do prowadzenia rozmów, ustaleń, negocjacji itd.

Wspólnie podejmujemy decyzje marketingowe. Grzegorz poprawia masę moich błędów i rozwiązuje problemy związane z zamówieniami czy copywritingiem i gasi rozmaite „pożary”. Najbardziej jednak pomaga mi, zajmując się domem na pełen etat, dbając o Apolonię, jej jakościowo dobrze spędzony czas, rozwój i poczucie bezpieczeństwa. Wiele innych rzeczy mogłabym wymienić, ale chyba najważniejsza jest ta, że Grzegorz pielęgnuje mój balans 3D w życiu. Pomimo tego, że założenie el family – na równi z narodzinami córki – wywróciło nasze życie do góry nogami, ukazując nam nierzadko mroczne natury naszych osobowości – to jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i partnerami w życiu i biznesie.

Córeczka Apolonia jest twoją ogromną inspiracją – jak udaje ci się łączyć te dwie superważne życiowe funkcje: mamy i przedsiębiorczyni?

Sama nadal się zastanawiam, czy to mi się udaje? Z pewnością ogromnie się staram i dla Apolonii, i dla el family. Mamy to szczęście, że trafiło nam się dziecko wspaniale adaptujące się do życia, sytuacji i otoczenia. Obserwując Apolonię, to, jak ona chłonie świat, jak go eksploruje, oraz jej indywidualizm – odkryłam w sobie wewnętrzne dziecko głodne i ciekawe życia. Czerpię od córki pewien rodzaj siły i mówię to całkiem na serio: to jest taka energia, która przenosi góry. Obie role uczą mnie cierpliwości, wytrwałości, mówienia sobie „dość”, odpuszczania, bycia obecną tu i teraz. W Warszawie jesteśmy sami, babcie, dziadkowie, ciocie, rodziny mieszkają 300 km od nas, ale i tak w sytuacjach mocno kryzysowych, jak choroby Api, które pojawiły się wraz z jej pójściem do żłobka, bez pomocy i zaangażowania krewnych byłoby ciężko. I dopiero teraz wiem, jaką siłę za sobą kryje słowo „rodzina”.

Twórcy marek wyselekcjonowanych w el family stosują organiczne materiały – jakie tkaniny znajdziemy wśród nich?

Staramy się i dbamy o to, aby jak najwięcej produktów przez nas wybranych było produkowanych w zgodzie z naturą, z materiałów pochodzenia ekologicznego lub pozyskiwanego wtórnie, ale najważniejsza jest jakość. W sekcji dla noworodków i niemowlaków znajdziemy dużo rzeczy z certyfikowanej bawełny organicznej GOTS. Kolekcje letnie opierają się głównie na 100% lnianych materiałach, bądź bawełnie muślinowej czy bambusowej. W kolekcjach zimowych znajdziemy wełnę, alpakę.

Wspominasz, że Twoją osobistą faworytką jest boho sukienka Luche koreańskiej marki Monbebe. Co jeszcze kryje się w zakładce z kategorią MAMA?

Mój osobisty styl jest mocno różnorodny. Tak samo jak kocham minimalizm i klasyczne, ponadczasowe perełki w swojej szafie czy szafie Apolonii, to możecie mnie zobaczyć ubraną w cała paletę kolorów i faktur. Monbebe kocham za ducha tamtej epoki, za cechę ponadczasowości i są to produkty odporne na zjawisko sezonowości. Luche – za elastyczność w kwestii stylizacji, zakładam do niej kowbojki, luźny kardigan, kapelusz, czasami spinam ją paskiem i mamy bohomood. Założę do niej trampki, ramoneskę i biegnę na spotkanie z przyjaciółkami. Zimą mocne buty i kurtkę puchową, a latem delikatne klapki – i idę do kina z mężem. Żałuję, że będąc w ciąży, nie znałam tych marek, bo tak samo jak można pod naszymi sukienkami schować ciążowy brzuszek, tak później po porodzie, jeśli masz taką potrzebę, ukryją co chcesz. Zakładka MAMA kryje rzeczy bardzo uniwersalne, ubrania dla wszystkich typów sylwetek, dla kobiet w ciąży, karmiących, mających to już za sobą czy przed sobą. Docelowo pragniemy poszerzyć ofertę o kosmetyki, akcesoria, produkty do domu i wiele innych. Chciałbym, żeby kobiety pamiętały o przyjemnościach dla siebie, nawet tak błahych jak nowa sukienka w szafie, bo ich samopoczucie jest najważniejsze – sama wiem to po sobie. Grzegorz powtarza, że happy wife to happy life! (śmiech)

Z obecności której etycznej marki w ofercie el family jesteście najbardziej dumni?

Najbardziej dumna jestem ze współpracy z marką Lorna Murray i szansy, jaką otrzymaliśmy. Lorna to jest kwintesencja filozofii slow fashion, z mocnymi fundamentami, doświadczeniem i zapleczem socjalnym. Lorna zatrudnia w Indonezji całe rodziny rzemieślników, zapewniając im równe warunki pracy, ponadprzeciętne wynagrodzenie, dając opiekę zdrowotna i socjalną całym rodzinom. Cała odzież wykonywana jest ręcznie przez rzemieślników w pracowni Lorna w Azji Południowo-Wschodniej i jest produkowana w sposób zrównoważony, ze 100% włókien naturalnych, przy minimalnym wpływie na środowisko. Sama projektantka jest niesamowicie utalentowaną kobietą, która pielęgnuje w sobie pasje, i mnie to niesamowicie imponuje. Lorna nieustannie podsyca swoją miłość do tekstyliów, projektowania i artystycznego rzemiosła – czy to na wyspach Południowego Pacyfiku, ucząc się tradycyjnych technik tkackich, w północnej Australii, ucząc się od starszych Aborygenów sztuki barwienia włókien naturalnych i tworzenia torebek, na Malcie robiąc koronki, czy w Indiach studiując haft, druk blokowy, malarstwo miniaturowe, florystykę i wycinanie z papieru. Nigdy też nie produkuje zbyt dużej ilości rzeczy i tworzy tylko to, czego potrzebuje, zmniejszając marnotrawstwo i potencjał niechcianych przedmiotów. To naprawdę inspirująca współpraca, a po więcej informacji zapraszam na naszego bloga.

Właśnie, el family to także modowa misja edukacyjna, którą realizujecie poprzez bloga – jakie tematy tam poruszacie?

Początkowo, chociaż to nadal zostaje moją osobista misją, pokazujemy ludziom, że nie możemy posługiwać się stereotypami i uprzedzeniami oraz generalizować produkcję do słowa MADE IN… Jak wspomniałam wcześniej, nie regionalizujemy kraju pochodzenia produktu. Staram się uzyskać jak najwiecej informacji o miejscu i firmie wytwarzającej produkt. Wspominam o tym, bo musieliśmy się zmierzyć z atakami i porównaniami do oferowania rzeczy masowych, produkowanych dla dzieci przez dzieci w Chinach. To był dla mnie szok. Bo od początku mówimy, że rzeczy produkowane są w Korei, ja jestem z tego dumna, bo Korea to ogromny rynek tekstylny, modowy i wyznaczający jako pierwszy trendy swoim street stylem. Chciałbym pokazać, że inwestując w dobry produkt, z premium materiałów, może on służyć nam dłużej, lepiej, a przy tak zaplanowanych zakupach dokładamy małą cegiełkę w pomoc planecie. Chciałbym pokazać, jak ważny jest zrównoważony proces produkcji oraz etyczne i świadome traktowanie nie tylko środowiska, ale i pracownika. Na blogu jest kilka ciekawych treści o warunkach pracy w Korei, Australii czy Indonezji, o produkcji, modzie i parę ciekawostek. Z pewnością pojawią się – wraz z rozwojem el family – teksty o wyprawce, pielęgnacji produktów, bliższe przedstawienie naszych wyborów i asortymentu, czy treści bardziej osobiste o byciu rodzicem. Jeśli uda nam się stworzyć małą społeczność el family, to będzie ogromny sukces.

Jakie macie plany na rozwój? Czego Wam życzyć? 

Wraz z projektami: wychowywanie dziecka i tworzenie el family, równolegle wijemy swoje nowe gniazdo i pozostając w temacie remontów, planujemy na wiosnę otwarcie butiku stacjonarnego w Warszawie. Chcemy rozszerzyć asortyment o zabawki, kosmetyki i klika innych kategorii. Mamy swoją wizje docelowego miejsca i tego, jaką rolę dla kobiet, mam, dzieci i całych rodzin miałoby spełniać el family – ale to jest plan na najbliższe 5 lat. Życz nam pozostania sobą, wytrzymałości w dążeniu do celu na obranym kursie oraz zdrowia, nie ma dziś nic cenniejszego.

Tego wszystkiego wam życzę i dziękuję za rozmowę!

EL FAMILY

sklep online / Facebook / Instagram

SPRAWDŹ TEŻ LISTĘ ZAKUPÓW —> TOP 10 EL FAMILY

 

Materiał powstał we współpracy z el family

Dodaj komentarz