Drive Story

Rozmowa z Jakubem Majewskim

Do BMW 2002 dodaj jednego zapracowanego tatę, jedną zaciekawioną światem córkę i dużo radości z bycia razem w drodze. Poznajcie Kubę Majewskiego, kolekcjonera oldtimerów i Nelkę, jego towarzyszkę w podróży.

Kuba wraz ze swoją 8-letnią córką zjeździli już kawał Polski w poszukiwaniu opowieści o ludziach kierowanych tym najlepszym na świecie impulsem. Żeby wokół siebie pozmieniać na lepsze, zająć się czymś na serio i to bez poczucia winy czy marnowanego czasu. O to właśnie chodzi w tatowo-córkowym projekcie Drive Story – o zwrócenie uwagi na spontaniczne pomysły, które przeradzają się w pomysły na życie. Rozgoszczeni w klasycznym BMW 2002 na łódzkich rejestracjach odwiedzili m.in. bliskowickie winnice, serowe ranczo na Mazurach i gościniec Szuwary w Krutyniu. Ostatnim miejscem, do którego się wybrali, było gospodarstwo rolne rodziny Majlertów na warszawskiej Białołęce. Podczas jesiennego spaceru i uczty na polu wspólnie poznawali zasady ekologicznej uprawy, zaangażowania w założony cel i utrzymywania rodzinnej, wielopokoleniowej sztamy. Zobaczcie, jak im było słonecznie i posłuchajcie opowieści Kuby o dobrym dzieciństwie.

*

Po co powstał projekt Drive Story?

Na co dzień jestem architektem i od zawsze łączyłem punkty, których ponoć się nie da połączyć – w tym wypadku to wychowanie dziecka i motoryzacyjna pasja. Z racji tego, że nasze życie do tego roku wyglądało tak, że tata wstawał rano i wychodził do pracy i wracał późno z biura, to zdałem sobie sprawę z tego, że to strasznie słaby przykład dla dziecka. Zacząłem się zastanawiać, jak to zmienić, by dorastająca Nela znała kilka innych modeli pracy. W tym celu zrodziły się podróże Drive Story, w ramach których odwiedzamy ludzi tworzących wyjątkowe miejsca – chcemy ich poznać, dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Tutaj z tego miejsca chcę zaznaczyć, że jestem megawdzięczny za technologię, z której dziś możemy korzystać. Ale jednocześnie uważam, że ona też mocno spłaszcza relacje. Dlatego w tym projekcie postanowiłem pokazać Nelce dwie ważne sprawy.

Opowiedz.

Po pierwsze, że fajnie jest człowieka poznać twarzą w twarz, uścisnąć mu dłoń i porozmawiać. Po drugie, że trzeba dzielić się z innymi tym, co już mamy. Mam już wystarczająco dużo rzeczy, chciałbym to posiadanie przekuć w coś wartościowego, budującego związki między ludźmi. W naszym wypadku jest to zabytkowe BMW z przełomu lat 60. i 70. Postanowiłem, że pretekstem do nawiązania kontaktu z wyjątkowymi osobami będzie właśnie współdzielenie się naszymi autami i tak oto w mijającym roku 2018 odbyliśmy kilkanaście podróży do ludzi z historią!

 

Jakich ludzi spotkaliście dzięki tym wyprawom?

Zawsze interesowali mnie wariaci życiowi, którzy nie siedzą za biurkiem, tylko łączą pasję z życiem zawodowym. Wszystko zazwyczaj zaczynało się od telefonu i rozmowy, w której przedstawiałem się i mówiłem: ja mam coś, ty masz coś. Ja chcę przedstawić ciebie mojej córce, pokazać jej twój świat, a ten po drugiej stronie na to, że zrobi tak, żeby ten dzień był wyjątkowy. Jechaliśmy do bohatera wyprawy naszymi autami, na miejscu otrzymywał on kluczyki od auta i wyruszaliśmy na wycieczkę po okolicznych drogach i dróżkach, podczas których dużo rozmawialiśmy. Sama nazwa projektu Drive Story miała wskazywać na historię drogi i w tym przypadku o drodze, którą pokonał nasz bohater, dowiadywaliśmy się w samochodzie, w podróży.

Kogo poznaliście podczas tych wycieczek?

Szaloną parę z dolnego Śląska, która wyleciała na Filipiny, aby odbudowywać domki po przejściu huraganu, a teraz wróciła do kraju i tworzy swój pensjonat, bo już nie może pracować w korporacji. Inni znów hodują pszczoły w Bieszczadach, od zawsze to robili, a ostatnio powiększyli swoje gospodarstwo o bazę noclegową. Kolejni gospodarze wyjechali na dwa lata w podróż dookoła świata i po powrocie postanowili sprzedać wszystko i stworzyć restaurację przy drodze w swojej wakacyjnej miejscowości. Dzisiaj są nagradzani za najlepsze piwo kraftowe, bo okazało się, że z podróży przywieźli również drewnianą beczkę rumu z Hawany i właśnie w niej zaczęli robić zaczyn. To dało początek ich lokalnemu browarowi! Tych wypadów jest masa, np. do wytwórcy serów dojrzewających na Ranczu Frontiera, do ornitologa, który organizuje nocne i wczesnoporanne przechadzki po bagnach i pokazuje pobudki ptaków o 4 nad ranem. Odwiedziliśmy także ludzi, którzy pozwolili nam spać w ich domu na drzewie, a gdy się obudziliśmy, zobaczyliśmy spacerujące w pobliżu dziki i sarny. Niesamowicie jest oglądać, jak 8-latka reaguje na to z zachwytem w oku!

Ostatnim waszym przystankiem było gospodarstwo rodziny Majlertów.

To była fenomenalna przygoda. Ludzie, którzy od kilku pokoleń tworzą ekologiczną uprawę roślin pod Warszawą, a ostatnio dzieląc się swoimi plonami, organizują genialną inicjatywę Obiady na polu. Czy możesz sobie wyobrazić, że 99% czasu spędzanego przez Polaków podczas spożywania posiłków dzieje się pod dachem? A tutaj bang! Banalnie proste rozwiązanie: zjeść na polu. Uwielbiam za to ludzi, jara mnie pokazywanie mojej córce, że można iść przez życie inaczej.

Fajnie wam, przeżywacie piękne rzeczy. Czy ty też masz jeszcze dzieciństwo?

Pewnie, że tak! I wiesz co? Strasznie się cieszę, że ono jeszcze trwa i zanosi się, że trwać będzie jeszcze dłuuuuugo (śmiech). Długaśnie! Odpowiadając tak na to pytanie, nie obawiam się, że wsadzą mnie w szufladkę niedojrzałego.

A czego się obawiasz?

Niczego. Zwyczajnie myślę, że zbyt często zapominamy, jak dobrze być trochę dzieckiem, reagować spontanicznie, nie zastanawiać się, czy tak wypada.

A ty tak umiesz? 

Mam to szczęście, że wychowywałem się w domu, w którym otrzymałem sporą swobodę twórczą, która wynikała z wielkiego zaufania, jakie otrzymałem od rodziców. Wiedziałem, że mogę być sobą. Były jakieś tam zgrzyty, jak zawsze, ale teraz już wymazane. Z dystansu czasowego łatwiej dostrzec, że jakieś moje dąsy i iskrzenie między nami wynikało naturalnie z docierania się pokoleń. Ostatecznie czuję, że jakby mnie zapytał Hubert Urbański na fotelu, czy jestem pewien, że miałem fajne dzieciństwo, to nie musiałbym nawet brać pół na pół (śmiech). Wiem, że miałem dobre dzieciństwo.

Czy zaczerpnąłeś z tamtych czasów metodę albo radę, które cię na co dzień motywują albo podbudowują w byciu ojcem?

Pamiętam przekaz, który mówił, że nie wolno „łamać” drugiego osobnika. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć rodzin, w których szacunek dziecka był wymuszany magiczną formułką: „masz tak zrobić, bo ja ci tak karzę, ja jestem starszy/sza i masz mnie szanować”. Cholera, właśnie takie podejście łamie poczucie godności każdego, a małego człowieczka tym bardziej. Ja tak w domu nie miałem, ale poznałem dzieci, które przez to przechodziły, i to je mocno poszarpało emocjonalnie.

 

Co jest dla ciebie najważniejsze w wychowaniu córki? Jakich zasad się trzymasz?

Niezmiernie ważna w wychowaniu Neli jest dla mnie konsekwencja w moich czynach. Nie skupiam się wyłącznie na słowie, ale na pełnym przekazie moich komunikatów do niej. Jak kiedyś się złapałem na tym, że nazbyt ogólnikowo zadałem jej pytanie otwarte o to, co chciałaby robić, to i tak godziłem się na jej wybór, o ile nie zagrażał on życiu. W ten sposób pokazywałem jej, że jest ważna, że nasze ustalenia są wiążące.

Piękne. Widzisz już efekty takiego wychowania?

Widzę, że narodziła się między nami silna więź i poczucie wzajemnego szacunku. Teraz, kiedy ma prawie 8 lat, czuję, że powoli zaczynam zbierać plony. Nareszcie! (śmiech)

Skąd czerpiesz wzorce?

Z każdego dnia.

To chyba musisz być bardzo uważny.

Staram się, ale nie zawsze jestem czujny. Czasami jestem do tego stopnia zabiegany, że skutecznie odbijam wzorce innych, bo tego zwyczajnie nie zauważam. Chciałbym, by było inaczej, ale i tak myślę, że jest wystarczająco dobrze.

Jak spędzacie z Nelą czas zwykły, codzienny?

Zwykły czas? Mamy z tym pytaniem kłopot, bo chyba nie potrafię podzielić dni na zwykłe i niezwykłe. Często nie zauważam, gdzie jest granica między nimi.

To jak wolisz na nie patrzeć?

Może tak, że są u nas dni bardziej i mniej poukładane. Tak to widzę. Nela uczęszcza do zwykłej podstawówki, więc mamy dla siebie kawałek poranka z wytorpedowaniem do szkoły. Wtedy już dzień wcześniej pilnuję, by naszykowała sobie ubrania i spakowała tornister. Jest oczywiście droga do szkoły i cała reszta, a popołudniem często wyjście do parku. Mieliśmy okres, że Nela ganiała się ze mną, jadąc rowerem, a ja popołudniami biegałem. Miewała sporą frajdę, gdy kolka łapała mnie już na schodach i ledwo mogłem za nią biec. Nela uwielbia też spędzać czas z dziadkami. Ich obecność jest dla niej jak święto.

Dzięki za rozmowę.

*

Jakub Majewski – architekt, tata Neli, z którą na początku tego roku stworzył projekt Drive Story. Absolwent IAIU na Politechnice Łódzkiej. Uczestnik wielu zagranicznych warsztatów w Belgii i Niemczech. Od 2003 roku zdobywał doświadczenie zawodowe w łódzkich biurach architektonicznych, projektując zarówno dla klientów indywidualnych, jak i komercyjnych. Współwłaściciel i główny architekt w MOOMOO ARCHITECTS. Mieszka w Łodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.