Dobrze nam się razem milczy

Świat według Krzysztofa Dysa

Jam session do rana? Z tym duetem to możliwe. Ona śpiewa, on towarzyszy na pianinie. Na domowej, zaimprowizowanej scenie przestają być ojcem i córką, a stają się zgranym muzycznym duetem. 

Nie wiem, czy uda mi się poprowadzić wywiad rytmem synkopowanym – raczej nikłe szanse. Wiem jednak, że podglądam wyjątkowe chwile między ojcem a córką. I nie o ragtime, fusion jazz czy swinga tu chodzi. Być może dla nich to codzienność, ot zwykła muzyczna rozgrzewka. Dla mnie to moment, w którym muzyka, emocje i wyjątkowa relacja splatają się w jedno, i nie jest to wcale taki zwyczajny sobotni poranek. Tym bardziej chętnie rozmawiam z Krzysztofem o byciu ojcem, choć pewnie jako wybitny pianista jazzowy częściej udziela wywiadów o współpracy z innymi muzykami i planowanych koncertach. Ale spokojnie, od muzyki nie uciekniemy… O muzykowaniu, ale i o wspólnym milczeniu rozmawiam z Krzysztofem Dysem.

 

Rozmawiając z tobą o ojcostwie i relacji z Helą, nie sposób odciąć się od muzyki. Nawet patrząc na was, mam wrażenie, że jest jakoś nierozerwalnie wpleciona w wasz dom. Jak zaraża się dziecko muzyką – wystarczy tata, pianista jazzowy?

Helena od urodzenia – a w zasadzie już w okresie ciążowym – była „skazana” na obecność różnych dźwięków w domu. Muszę się przyznać, że już wtedy, jeszcze w brzuchu mamy Honoraty, żywiołowo reagowała na motoryczne frazy sonat fortepianowych Sergiusza Prokofiewa. Helena śpiewała już w wieku lat 3, może 4. Nigdy nie zachęcałem jej do tego, nigdy też nie nalegałem, żeby śpiewała „czysto”, raczej doceniałem chaos kakofoniczny – wspólne śpiewanie dzieci w przedszkolu i naturalny, nieskrępowany rozwój dziecka. Próbowałem Helenę uczyć gry na fortepianie, ale w tej chwili nie gra w ogóle, i nie mam na to recepty. Chyba nic na siłę. Ważne, żeby rodzic nie chciał bardziej niż samo dziecko. Helena ma wiele różnych zainteresowań, np. od ponad roku regularnie tańczy w formacji AtoMy w pracowni artystycznej HushKids, co pochłania ją ostatnio bardziej niż śpiew.

Nie żal ci?

Mnie, rodzicowi, zależy najbardziej na tym, żeby miała jak najwięcej przyjemności i satysfakcji ze swoich działań. Sam przechodziłem przez muzyczny kierat od 7. roku życia i nie jestem pewien, czy to jest właściwa droga dla rozwoju dziecka. Żyjemy teraz w innych czasach. Traktujemy dzieci podmiotowo i wsłuchujemy się w ich potrzeby. Jesteśmy trochę za dzieckiem, obserwując jego indywidualną drogę rozwoju. Zawsze staram się nie wartościować w strefie artystycznej, błędy adoptowaliśmy jako nową wartość, ukonstytuowanie fałszu w śpiewaniu to też jeden z elementów rozwoju muzycznego. Muzyczny system temperowany, ten, w którym żyje większość ludzkości, w aspekcie fałszu i subiektywnie postrzeganego błędu jest systemem ułomnym. Pozwólmy dzieciom improwizować i budować wartości na błędach, a będziemy mieli spokojną starość (śmiech).

 

Sam pochodzisz z domu pełnego muzyki, wspominasz dzieciństwo przez pryzmat dźwięków akordeonu?

Ten akordeon zawsze wisiał u mojego dziadka Andrzeja na barkach. Ojciec perkusista, mama śpiewała i trochę też grała. Całą noc grali na weselu, ja słuchałem albo się nudziłem. Rodzice byli muzycznymi amatorami, ale amatorstwo to też sztuka, nawet nie wszystkim profesjonalnym muzykom z łatwością przychodzi. Rodzice z jednej strony, częstowali mnie muzyką Mozarta, ale muzyką popularną też nie gardzili. Dziadek do dziś jest pożądanym animatorem na różnych uroczystościach, pasja do muzyki pozwala mu długo żyć.

Wróćmy do Heleny. Pamiętasz dzień, w którym stałeś się ojcem, a do melodii Herbiego Hancocka wkradł się też dźwięk niemowlęcego płaczu? 

Tak. Tego dnia miałem zagrać recital solowy, ale odwołałem koncert, bo poród nie był łatwy i ciężko było zebrać myśli, a Hancock dalej grał! Pierwszą chwilę z Heleną sam na sam spędziłem 15 min po porodzie i był to niewątpliwie synergiczny moment w moim życiu, bo już nie było tylko moje. Chyba się wzruszyłem…

I dobrze! To przejdźmy do teraźniejszości. Wasz zwyczajny dzień. Muzyczne improwizacje, jam sessions z tatą?

Jak najbardziej. Hela dużo improwizuje, w nomenklaturze hip-hopowej: fristajluje. Wymyśla teksty na bieżąco, do czego nie jestem jej potrzebny. Ostatnio taniec zdominował jej życie, dlatego tych jam sessions jest mniej, ale czuwam przy fortepianie, gdy jest potrzeba. Często zwraca mi uwagę na to, jak mam jej grać, podkreśla, że to powinno być zbędne, ponieważ jestem kształconym muzykiem i nie powinna poruszać tak oczywistych aspektów wykonawczych jak tempo utworu, jego charakter, czy dramaturgię. Dobry trening dla taty (śmiech). Późno chodzi spać, ma apetyt na książki, daje się jeszcze głaskać po głowie, ale już pewnie niedługo! Skończyła 10 lat i bajki już odstawiła. Rośnie kobieta.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

Pasja muzyczna to jedno – co jeszcze was łączy, jakieś upodobania, sekrety? Hela to typ „córeczki tatusia”?

Świat muzyczny eksploruje wspólnie z tatą, ale taniec to już temat mamy. Honorata ćwiczyła w dzieciństwie taniec towarzyski, a teraz dzięki Helenie wróciła do tańczenia! Wspólnie z córką regularnie chodzą na treningi street dance, co daje wspólną płaszczyznę porozumienia i sporą dawkę endorfin. To, co łączy mnie z Heleną, to porozumienie na płaszczyźnie emocjonalnej, brak pośpiechu i spokój. Dobrze nam się razem milczy.

 

Co zmieniło w twoim życiu ojcostwo? Co było i nadal jest największym wyzwaniem, a co jest największą frajdą i wynagradza wszystko?

Tak naprawdę oprócz prozaicznych aspektów typu przedszkole, szkoła, dojazdy, objazdy – generalnie zorganizowanie się w nowej zawężonej przestrzeni, to niewiele się zmieniło. Jeśli w ogóle, to na lepsze. Dziecko to cud. Zniżyć się do poziomu dziecka znaczy dorosnąć do jego poziomu. Rodzicielstwo wcale nie jest usłane różami, ale szczerość pierwszego uśmiechu dziecka ze wzrokiem skierowanym na ciebie jest nieporównywalne z niczym. Jest to obiektywizm w najczystszej postaci. Największym dla mnie wyzwaniem jest utrzymanie kręgosłupa w dobrej kondycji. Hela ma już 10 lat, ale jest jeszcze 5-letni Herbert, który nie odpuszcza (śmiech).

 Napisałeś jakiś utwór dla córki?

Nie, ale napiszę.

Jaki charakter ma Hela? Można go przyrównać do jakiegoś muzycznego utworu? W czym jesteście podobni?

Helena jest zdystansowana do świata. Dużo myśli i obserwuje, ale gdy jest potrzeba, to jak najbardziej jest prospołeczna. Mądra po mamie, pewna siebie, liderka. Lubi być w centrum uwagi, często domaga się atencji. Dobrze się czuje w roli mediatora w szkolnych konfliktach.

Podobno gdzieś was usłyszę razem?

15 lipca tego roku o godz.17:00 odbędzie się pierwszy koncert naszego duetu w Piwnicy pod Sceną w budynku Teatru Polskiego w Poznaniu, na który z całą serdecznością zapraszamy. W programie piosenki z repertuaru Kabaretu Starszych Panów i nie tylko.   

*

Musicie tam być! Ojciec i córka – wyjątkowy duet na deskach teatru w Poznaniu. Coś czuję, że to nie ostatni wasz wspólny występ – niech niesie was muzyka, a my chętnie wpadniemy, by wspólnie zanucić „Piosenka jest dobra na wszystko”. Więcej o koncercie w linku do wydarzenia

 

 

Krzysztof Dys – pianista jazzowy, absolwent Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego w Poznaniu. Zdobywca wielu prestiżowych nagród muzycznych, w tym Grand Prix na festiwalu „ Jazz nad Odrą” jako kwartet Soundcheck. Usłyszeć go można w projektach klarnecisty Wacława Zimpla, z którym nagrał album „Stone Fog”. Od 2002 roku członek kwartetu Souncheck, który nagrał sześć albumów.

 

zdjęcia: Monika Gadzała

rozmawiała: Kasia Karaim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.