psycholog

Dlaczego nie chcemy mówić dzieciom, że są grzeczne, czyli Naomi Campbell inspiruje Ładne Bebe

Rozmowa z psycholożką Magdaleną Gut-Orłowską

Dlaczego nie chcemy mówić dzieciom, że są grzeczne, czyli Naomi Campbell inspiruje Ładne Bebe

„Sformułowanie grzeczne dziecko tak naprawdę nie niesie za sobą zbyt wiele, bo nie wiadomo, co właściwie oznacza. Dorośli używają go w wielu kontekstach, rozmaitych sytuacjach i w każdej z nich ma trochę inne znaczenie, co jest bardzo trudne do zrozumienia dla dziecka” – mówi psycholożka Magdalena Gut-Orłowska.

W przedwojennej rzeczywistości ukazał się na naszej stronie szort, w którym pokazałyśmy Naomi Campbell z córeczką. Prócz zdjęć autorstwa Stevena Meisela dodałyśmy przedruk fragmentu wywiadu z supermodelką opublikowanego w Brytyjskim „Vogue” o radości z późnego macierzyństwa z wyjątkowo spokojnym dzieckiem przy boku, które nie sprawia trudności, będącymi codziennością na tym etapie. Autorka owego szorta spuentowała materiał żartem o poradniku na temat grzecznych dzieci, który modelka mogłaby wydać.

Na Facebooku ten materiał wzbudził większe zainteresowanie naszych czytelniczek niż inne, a my dostałyśmy krytyczne komentarze, za które dziękujemy tak samo, jak za te pozytywne. Nieporozumieniem najistotniejszym do odkręcenia wydało się nam stwierdzenie, że nie jesteśmy spójne w przekazie, bo o dzieciach nie można mówić, że są grzeczne, co drukowane u nas rozmowy ze specjalistami, zajmującymi się rozwojem dzieci, nie raz sugerowały, a my teraz to właśnie mówimy. Nigdy nie mówiłyśmy i nie powiemy wam, że dzieci powinny być grzeczne. I będziemy się starały czytelniej żartować. Z tego niewielkiego, ale jednak zamieszania, wyszło kilka rzeczy dobrych: mogłyśmy was poznać i podjąć rozmowę o grzeczności. Bo choć „grzeczność” wydaje się być tylko mało precyzyjnym słowem, mąci w głowach dzieciom i dorosłym. O tym rozmawiam z psycholożką Magdaleną Gut-Orłowską, która w lutym pod naszym postem zostawiła komentarz i tym samym zachęciła nas do kontaktu.

Mam takie lekkie ukłucie, że ten facebookowy post wywołał dyskusję, której  merytoryczne materiały z ekspertami nie wywołują. O czym to może świadczyć? 

Osobiście uważam, że to dobrze. Mam taką wiarę w to, że wartościowe materiały nie wywołują tak burzliwych dyskusji, bo nie muszą. Ludzie je czytają, mówią sobie po cichu „aha”, przyjmują do siebie te wartości i korzystają z tego. Kiedy pojawił się temat kontrowersyjny i spora liczba osób się nie zgodziła z pewnymi stwierdzeniami, to przydarzyła się dyskusja, która przyniosła sporo dobrego, bo okazało się, że większość osób jednak zwraca uwagę na to, co powinno się mówić, a czego nie. Ludzie mają już aktualną wiedzę na tematy związane z wychowaniem, co wzbudza we mnie szczerą radość.

To prawda, że mamy co raz więcej wiedzy, ale nadal zdarza się, że nasze komunikaty bywają utartym skrótem, które nie są jej odzwierciedleniem. Tak bywa też w rodzicielstwie. 

Każdemu z nas zdarza się w nieodpowiedni lub po prostu mniej odpowiedni sposób ubrać myśli. Warto, by zdawać sobie z tego sprawę i działać nawet po fakcie, nie bać się przyznać przed dzieckiem do błędu lub je przeprosić. To również ważna lekcja dla dziecka, że popełnianie błędów jest naturalne, zdarzyć się może każdemu, nawet jego rodzicom i można z tego odpowiednio wyjść. Sama jestem mamą dwuletniej dziewczynki i mimo że jestem psychologiem dziecięcym od wielu lat, w pracy nie tracę cierpliwości, to zdarza mi się na własną pociechę zdenerwować, podnieść głos czy użyć złego słowa. Co później robię zazwyczaj – przepraszam, wyjaśniam, że się wkurzyłam i powiedzieć, co konkretnie mi się w jej zachowaniu nie podobało i dlaczego. Powtórzę po raz kolejny, bo to jest w tym wszystkim najważniejsze – by zwracać uwagę na zachowanie dziecka, a nie przypisywać mu cechy. Nie mówić „jesteś niegrzeczny”, „jesteś złośliwy”, „zawsze robić mi na złość”, tylko zastąpić to słowami takimi jak „nie lubię, jak mnie bijesz, to boli”, „jak rzucisz zabawką, to może się zniszczyć”, „chcę, żebyś szła teraz wolniej, bo idziemy przy ulicy”. Wychowujemy wtedy dziecko z szeroką wiedzą na temat otaczającego nas świata, które nie jest szufladkowane za pojedyncze przewinienia, które zdarzają się każdemu.

Myślę, że słowo: grzeczna/grzeczny powoduje znikanie dziecka. Zgodzi się Pani ze mną? 

Sformułowanie „grzeczne dziecko” tak naprawdę nie niesie za sobą zbyt wiele, bo nie wiadomo, co właściwie oznacza. Dorośli używają go w wielu kontekstach, rozmaitych sytuacjach i w każdej z nich ma trochę inne znaczenie, co jest bardzo trudne do zrozumienia dla dziecka, szczególnie w wieku przedszkolnym i młodszego. Inaczej jest być grzecznym w kinie, gdzie powinno się nie rozmawiać i siedzieć przez dłuższy czas na miejscu, a inaczej być grzecznym na placu zabaw, gdzie jest większa swoboda i przyzwolenie na hałasowanie. Każdy dorosły ma też trochę inne poczucie, co oznacza być grzecznym nawet w odniesieniu do tych samych sytuacji. Ktoś będzie jeść w kinie popcorn, komu innemu dźwięk mlaskania może przeszkadzać w odbiorze filmu. Dziecko znika w ogólnym określeniu, jego potrzeby i zrozumienie sprawy przykrywa słowo klucz, które wzbudza nieraz niepokój, jak inne nieznane pojęcia. W danej chwili liczy się tylko to, żeby było grzeczne. A co się stanie, jak nie będę grzeczna? Co jeśli moje odczytanie intencji dorosłego będzie mylne? Na takie pytania zazwyczaj nie padają odpowiedzi .

Wychowawczyni mojej córki mówi w klasie: macie być grzeczni. Moim zadaniem jest wytłumaczenie, o co pani chodzi – to oczywiste, ale druga rzecz jest taka, że mam przed sobą ośmiolatkę, której chcę też wytłumaczyć, że jest ważniejsza od szablonu, który ją uciska. 

Dzieci często mogą mieć poczucie, że poprzez bycie grzecznym tracą swoją tożsamość, muszą się zachowywać spokojnie wszędzie i nie mają takiego miejsca, gdzie mogą wyrazić siebie. Warto się wtedy pochylić nad dzieckiem i zapytać – jaka chcesz być? Co chcesz robić? Co dla ciebie oznacza wyrażanie siebie? Można wtedy pokusić się o zaproponowanie dziecku, w jaki sposób może te swoje potrzeby realizować, w domu lub poza domem. Są dzieci z mniejszą lub większą potrzebą ruchu, niektóre dzieci też mają potrzebę tworzenia, co w niektórych sytuacjach może być zinterpretowane jako coś złego, np. przy rysowaniu w nieodpowiednich miejscach czy pisaniu po książkach, choć jestem zdania, że po swoich książkach powinno mieć prawo do tego. Ja bym też wyraźnie powiedziała córce, że nie lubię słowa „grzeczny”, sama go nie używam, bo nie zawsze je rozumiem, ale w innych miejscach może je usłyszeć i wtedy możemy sobie w domu wyjaśnić, co pani mogła mieć na myśli, używając go.

To w domu, ale często system w przedszkolach i szkołach polega na kropkach, minkach, naklejkach i odmienianiu słowa grzeczność. To są równoległe rzeczywistości, a w tej, w której moje dziecko jest samo, autorytetem jest nauczyciel, który najczęściej sięga po narzędzia nagrody i kary. Jak pomóc dziecku w tym chaosie tworzonym przez nas, dorosłych?

Najlepiej opierać nasze rozmowy z dzieckiem na konkretach. Ważne jest, by dziecko wiedziało, że dom jest takim bezpiecznym miejscem, w których można rozmawiać również o tym, co jest trudne czy nieprzyjemne. Że nie będzie ocenione negatywnie przez to, co się zadziało w innym miejscu. Warto omawiać konkretne sytuacje, które się wydarzyły. Pani w przedszkolu powiedziała, że byłem niegrzeczny – tu powinno paść pytanie, co się konkretnie stało, jacy byli uczestnicy zdarzenia i jakie kto poniósł konsekwencje. Trzeba również dziecku zaproponować sposoby na to, by niektórym sytuacjom mogło zapobiec wcześniej, dostarczyć mu do tego odpowiednich narzędzi. Omówimy to na konkretnej sprawie. Córka przyszła do domu i mówi rodzicom, że była dziś niegrzeczna – co rodzic może zrobić z tym fantem? Po pytaniu dotyczącym tego, co się stało, padła odpowiedź – „uderzyłam koleżankę, bo chciała mi zabrać pisaki”. Tu warto podzielić to zdanie na dwie składowe – komunikat o biciu i komunikat o zabraniu pisaków. Na samym początku należy wesprzeć dziecko w jego emocjach, powiedzieć o tym, że to bardzo trudna sytuacja, zapytać o jego uczucia po tym, jak jego przedmiot został mu odebrany, ale później trzeba też wyraźnie powiedzieć, że bicie innych dzieci nie jest dobrym rozwiązaniem i zaproponować inne sposoby działania, gdy ktoś mu coś zabiera. Można zaproponować koleżance inne pisaki albo powiedzieć, że musi chwilę poczekać i później je dostanie, a gdy to nie zadziała, należy podejść do pani i zawiadomić o tym, co się dzieje. Wtedy pojawi się zrozumienie, co w jego zachowaniu mogło się pani nie spodobać i jak można temu uniknąć następnym razem. W ten sposób budujemy wiedzę dziecka, tworzymy odpowiednie skrypty zachowań, z których może korzystać w życiu. Nie zapominajmy również o tym, że często pierwsze skrzypce grają emocje – nawet nam dorosłym nie zawsze udaje się wyhamować reakcje w nieprzyjemnej sytuacji, a co dopiero dzieciom, których procesy poznawcze się jeszcze rozwijają. Nie zawsze się uda powstrzymać problem, warto to zaakceptować i wspierać dziecko nawet wtedy, gdy zachowa się nieodpowiednio.

To wymazywanie słowa grzeczność przyszło do nas chyba wraz z Rodzicielstwem Bliskości. Tyle, że my rodzice, wychowani przez zupełnie inne pokolenie, nie tylko nie mamy korespondujących wzorców, ale wiele rzeczy przerabiamy na zasadach przyspieszonego kursu, bez głębszej refleksji, która doprowadza do zmian. O tym mogą świadczyć wyniki badań, mówiące nam, że dzieci tracą pewność siebie. O tym mogą świadczyć dyskusje o tym, że Rodzicielstwo Bliskości zaczyna nas frustrować. Co Pani o tym sądzi? Jak my rodzice możemy sobie pomóc? 

Od dłuższego czasu mówi się o trudnościach w rozumieniu tego konstruktu, jakim jest Rodzicielstwo Bliskości z tego względu, że w pewnym momencie przestało się zwracać uwagę na potrzeby rodziców, które są równie ważne jak potrzeby dzieci. Zapominamy o tym, że frustracja i inne trudne emocje u ludzi są naturalne, a nawet potrzebne, więc próbujemy zrobić wszystko, by ich swoim dzieciom nie dostarczać, na czym tracimy i my, i one. Zawsze w swojej pracy powtarzam rodzicom, żeby czegoś dzieciom zabronić, na coś nie pozwolić, musimy mieć konkretny powód. Nie wchodzisz na parapet – dlaczego? – bo możesz spaść i zrobić sobie krzywdę. Nie jesz teraz czekolady – dlaczego? – bo jest pora obiadu i zapełnisz sobie żołądek. Pamiętajmy jednak o tym, że konkretnym powodem może być również to, że to my jako rodzice potrzebujemy odpocząć, to my mamy inny pomysł na spędzenie wieczoru, to my mamy dziś ochotę na kluski na obiad zamiast ryżu. Trzeba spróbować wypracować złoty środek między potrzebami naszymi a potrzebami naszych dzieci, by nie czuć złości i rozczarowania, że musimy się codziennie dostosowywać do kogoś innego. To wszystko też na zasadzie modelowania pomaga dzieciom uczyć się tego, że mamy prawo do własnego zdania. To tworzy pewne siebie dziecko, które nie boi się wyrażać siebie, nawet jak nie każdy się z nim zgodzi. Tak samo ze złością – nie należy jej ukrywać przed dziećmi tylko po to, by miały „spokojne” dzieciństwo, bo to niemożliwe. Nie dość, że nie zapobiegniemy sytuacjom nieporozumień i kłótni w najbliższym otoczeniu dziecka, to jeszcze nie przygotujemy go do tego, jak sobie z tą złością radzić, jak o niej mówić i wpędzimy w wyrzuty sumienia – jak to jest, że ja się złoszczę, a moja mama nigdy? Dajmy szansę zmierzyć się z trudnymi emocjami, odmową i granicami w bezpiecznym otoczeniu.

Nie stworzymy dla dzieci jednego świata, opierającego się na tym samym, co dla wielu z nas bywa powodem dużego stresu. Jak nie wpadać w pułapkę kontroli rodziny i środowiska dzieci, które posługuje się komunikatami z przeszłości? 

Ta niespójność spowodowana jest tym, że wiedza na temat rozwoju dziecka sukcesywnie się zwiększa, prowadzi się coraz to nowe badania naukowe, które pomagają w wyciąganiu odpowiednich wniosków i wdrażaniu systemów komunikacji, które jeszcze 10 lat temu byłyby niemożliwe do zrealizowania. Osobom w wieku naszych rodziców często trudno to zaakceptować, bo przecież sami nas wychowywali w ten sposób i „wyrośliśmy na ludzi”. Należy podkreślić, że w większości przypadków używanie niewłaściwych słów nie wynika ze złych chęci, tylko ze starych przyzwyczajeń i najczęściej babcie czy dziadkowie intencje mają dobre. Ważne, by pamiętać, aby pewne sytuacje sukcesywnie dzieciom tłumaczyć, rozmawiać też z członkami rodziny, jak można komunikację z młodszymi poprawić, ale nie złościć się, gdy nie zawsze się to uda zmienić. Przyzwyczajenia zmienić trudno, a przy frustracji i krytyce ze wszystkich stron jeszcze gorzej się dogadać. Chodzi o to, by stworzyć wspólny front, a rozmowy na temat komunikacji prowadzić bez obecności dzieci, by nie podważać niczyjego autorytetu.

Co poradziłaby Pani nam, mediom, które mówią do rodziców? 

Media parentingowe to stosunkowo świeża branża, przez co macie dość niewdzięczne zadanie, by być przygotowanym na dyskusje na różne tematy, które wzbudzają bardzo wiele emocji. Warto po prostu być na bieżąco – mieć w pobliżu zaprzyjaźnionych specjalistów, z którymi można pewne sprawy skonsultować. Też należy pamiętać o tym, że psychologia i wychowanie to tematy miękkie, gdzie z jednej strony jest wiele opcji postępowania, dużo z nich się dobrze sprawdza, ale również każdy ma o nich coś do powiedzenia, czasem coś kontrowersyjnego. W rozmowach z rodzicami pamiętam o tym, by potrafić postawić się na ich miejscu, nie oceniać i mówić, że robią coś źle, tylko pomóc zrobić coś odrobinę lepiej w miarę możliwości, więc taka jest też moja rada.

Dziękuję, mam nadzieję, że nam się to udaje. 

Magdalena Gut-Orłowska – psycholożka, specjalistka od wczesnego wspomagania rozwoju dziecka. Od kilku lat związana z wielicką Niepubliczną Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną „Rozwijanka”. Prowadzi zajęcia z dziećmi z różnymi niepełnosprawnościami i zaburzeniami rozwoju od narodzin do wieku nastoletniego. Autorka cyklu książek o Tymonie tworzonych we współpracy z wydawnictwem Harmonia skierowanych m.in. do pracy z osobami ze spektrum autyzmu. Prywatnie mama dwuletniej córki, wielbicielka popkultury, islandzkiej muzyki folkowej oraz kolorowych ubrań.

Dodaj komentarz