depresja poporodowa karmienie piersią

Czy leczenie depresji oznacza koniec laktacji?

Odpowiada położna i seksuolożka Joanna Baranowska

Czy leczenie depresji oznacza koniec laktacji?
Wren Meinberg, Unsplash

Mama rozdrażniona, płaczliwa, samotna, niechętnie zajmująca się dzieckiem, jednak karmiąca. Co robić i gdzie skierować pierwsze kroki?

Pamiętam, jak sama przygotowywałam się do roli mamy karmiącej piersią i trafiłam na wyniki badań Uniwersytetu w Cambridge, mówiące o tym, że ryzyko wystąpienia depresji u mam, które nie podołały z jakiegoś powodu karmieniu piersią, wzrasta nawet dwukrotnie. Już wtedy zdobyłam namiary na polecaną certyfikowaną doradczynię laktacyjną, by w razie problemów mieć solidny plan B. W trosce o siebie!

A co w odwrotnej sytuacji: kiedy karmienie przebiega bez większych problemów, ale mama lub ktoś z jej otoczenia zauważa objawy depresji poporodowej? Postanowiłam porozmawiać o tym z Joanną Baranowską – położną, seksuolożką, edukatorką do spraw laktacji i wykładowczynią w szkole rodzenia.

Jeśli interesuje cię temat depresji poporodowej u mężczyzn, rozmowę na ten temat znajdziesz pod tym linkiem.

W ramach przypomnienia – jakie są objawy depresji poporodowej?

Przebieg depresji u każdej kobiety może wyglądać nieco inaczej, jednak wśród sztandarowych objawów można wymienić trudności ze snem przy jednoczesnym uczuciu zmęczenia, ociężałości i wyczerpania, brak zdolności do odprężenia się i odczuwania przyjemności. Opisuje się także zaburzenia odżywiania, które mogą wystąpić zarówno pod postacią anoreksji, bulimii, jak i kompulsywnego objadania się. Najbardziej alarmujący dla bliskich jest zwykle brak zainteresowania dzieckiem i jego potrzebami. Z kolei z mojej obserwacji wynika, że najmniej doceniane są objawy związane z obsesyjnym zamartwianiem się i podawaniem w wątpliwość własnej wydolności opiekuńczej. Objawy o hipochondrycznym tle są często trywializowane, słyszę nieraz: „to pierwsze dziecko” albo „ona zawsze taka była”.

Kiedy najczęściej u młodych matek pojawia się depresja poporodowa?

Bardzo różnie, ale statystycznie szczyt zachorowań przypada na pierwsze trzy miesiące po narodzinach dziecka. Warto pamiętać, że to tylko czysta statystyka i są kobiety, które otrzymały specjalistyczne rozpoznanie depresji znacznie później. Współcześnie sporo mówi się też o tym, że niektóre przypadki depresji poporodowej to w rzeczywistości nierozpoznana wcześniej depresja ciążowa. W okresie połogu jesteśmy wyjątkowo bezbronne i tym samym wszelkie maski opadają, a objawy chorobowe są bardziej wyraźne. Ale to akurat dobra tendencja, bo dzięki temu kobiety mogą w końcu uzyskać fachową pomoc.

Widzimy wspomniane objawy u siebie lub u bliskiej nam młodej mamy. Co robić? 

Jeżeli widzimy te objawy u siebie, to warto zacząć od podzielenia się swoimi obawami z kimś bliskim, na przykład z osobą partnerską. Samodzielna walka z depresją to bardzo nierówny pojedynek. Z kolei jeżeli objawy dotykają znajomej nam mamy, to trzeba pamiętać, że rozmowa o depresji może ją wystraszyć. Nie wiemy, czy sama zainteresowana brała to wcześniej pod uwagę ani jaki jest jej wewnętrzny stosunek do chorób natury psychicznej.

Kolejnym krokiem powinna być wizyta u specjalisty i tutaj zdania są podzielone odnośnie do tego, czy najpierw spotykamy się z lekarzem, czy z psychologiem. Odgórna zasada natomiast jest taka, że przy bardzo nasilonych objawach, szczególnie przy myślach o zrobieniu sobie krzywdy lub działaniach autodestrukcyjnych, kierujemy się od razu do psychiatry. Przy łagodnym lub umiarkowanym przebiegu możemy sobie pozwolić na rozpoczęcie psychoterapii, a potem ewentualnie włączenie leków. Takie postępowanie zaleca wiele towarzystw naukowych na całym świecie, by nie obciążać matki lekami i wprowadzić je, gdy naprawdę nie ma wyjścia. Jednocześnie wszystkie znane mi dotychczas dane wskazują na to, że najskuteczniejsze leczenie zakłada oparcie na dwóch filarach, czyli psycho- i farmakoterapii.

Co robić, kiedy bliska mi mama zwierza się, że zamierza zrezygnować z karmienia, które sprawia jej ból fizyczny i psychiczny. Namawiać, by powstrzymała się z decyzją i najpierw zgłosiła do lekarza? To wydaje mi się nie w porządku wobec jej uczuć.

Zaczęłabym od tego, czy opisywany przez nią dyskomfort to faktycznie ból fizyczny, psychiczny, czy właściwie ból psychosomatyczny. Jeżeli to ból fizyczny, postarałabym się wesprzeć tę kobietę, zarówno merytorycznie, jak i emocjonalnie. Wiadomo, że jest tutaj wiele czynników, które wymagają konsultacji z położną, na przykład w kwestii korekty techniki karmienia, jednak mam wrażenie, że większość kobiet potrzebuje odrobiny wiary w siebie, wyrozumiałości i czasu. Mam podopieczne, które mówią, że dopiero po tym, jak je ułożyłam do karmienia i obłożyłam poduszkami, zaczęły rozumieć, o co chodzi z komfortem podczas KP i że kręgosłup naprawdę nie musi boleć.

Jeżeli to ból psychiczny, warto pochylić się nad źródłem, zastanowić się, co konkretnie wywołuje taki stan: czy to poczucie zależności od dziecka, brak wewnętrznego przekonania do tej metody karmienia, brak wsparcia ze strony bliskich, a może D-MER [ang. dysphoric milk ejection reflex – przyp. red.]?

Gdy spotykam mamę, która kategorycznie chce zrezygnować z karmienia piersią, i widzę, że decyzja została podjęta znacznie wcześniej, nie forsuję tego postanowienia. W takim położeniu moja rola polega na empatycznym i merytorycznym wsparciu podczas odstawienia noworodka od piersi i na wygaszeniu laktacji. Z kolei zadaniem bliskich jest takie wspieranie kobiety, by cały proces był możliwie łagodny dla niej i dla dziecka.

Więcej o D-MER piszemy w tym artykule.

Chciałabym, aby to także wybrzmiało: istnieją specjaliści, którzy wspierają kobiety zgodnie z aktualną wiedzą, dopytują o ich zdanie i dobierają postępowanie do potrzeb młodej mamy.

Czy depresja poporodowa to zawsze koniec laktacji?

Niestety, wciąż wielu specjalistów z zakresu psychiatrii tak podaje, przez co często kobieta opuszcza gabinet lekarski z ultimatum: albo odstawiamy dziecko od piersi i wprowadzamy farmakologiczne leczenie przeciwdepresyjne, albo nie leczymy depresji wcale. W zeszłym roku miałam pod opieką kobietę, której lekarz powiedział, że może karmić własnym pokarmem, ale po zażyciu dawki leku ma zrobić sobie 10-godzinną przerwę. Przy noworodku takie zalecenie brzmi jak dyplomatyczny przepis na zakończenie laktacji. Najgorsze jest to, że niezależnie, jak duże i rzetelne dowody naukowe na bezpieczeństwo owej substancji czynnej podczas KP przedstawię, ziarno niepewności już zostało zasiane. Ta kobieta przez najbliższych kilka tygodni będzie uważała, że jej leczenie to jednoczesne narażanie dziecka na niebezpieczeństwo. Jeżeli nie mamy pewności co do bezpieczeństwa jakiegokolwiek leku podczas karmienia piersią, to możemy go zweryfikować na specjalnych stronach internetowych. Moją ulubioną jest https://www.e-lactancia.org/. Wpisujemy nazwę substancji czynnej, która zawsze jest umieszczona na opakowaniu, i po chwili mamy zbiór badań dotyczących ryzyka przenikania do pokarmu kobiecego. Rodzice nawet nie muszą się w te analizy wczytywać, na górze jest podsumowująca informacja o ryzyku, jakie wykazuje dana substancja. Podam przykład. Jednym z najczęstszych leków pierwszego rzutu w leczeniu depresji w okresie okołoporodowym jest sertralina. Po wpisaniu we wspomnianą wyszukiwarkę terminu Sertraline Hydrochloride dostajemy informację, że to lek o minimalnym ryzyku dla karmienia piersią i bezpieczny w trakcie laktacji. Tymczasem właśnie ta substancja bardzo często bywa przedstawiana kobietom jako „niebezpieczny psychotrop”, który definitywnie ma zakończyć karmienie. Z tego powodu zwykle podaję swoim podopiecznym listę zaufanych specjalistów, psychiatrów, psychologów i terapeutów, którzy pracują zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, ale też znają realia okresu okołoporodowego. Ostatnio moja pacjentka po porodzie wyznała, że jej psychiatrka zaleca karmienie piersią, bo ma ono dobry wpływ na kondycję psychiczną matki. Byłam szczerze podbudowana. Chciałabym, aby to także wybrzmiało: istnieją specjaliści, którzy wspierają kobiety zgodnie z aktualną wiedzą, dopytują o ich zdanie i dobierają postępowanie do potrzeb młodej mamy. Warto ich szukać!

A co z pozostałymi lekami?

Jeżeli zachodzi potrzeba włączenia leku o umiarkowanym ryzyku dla dziecka, możemy podjąć próbę odroczenia jednego karmienia piersią na rzecz podania odciągniętego pokarmu butelką lub metodami alternatywnymi, na przykład za pomocą łyżeczki, kubeczka. Każda substancja ma określony biologiczny okres półtrwania leku, czyli – najprościej mówiąc – określony czas, po którym stężenie leku zmaleje o połowę. Informację o tym możemy znaleźć w wyszukiwarce po wpisaniu nazwy leku z dopiskiem „chpl” – otrzymamy plik PDF z charakterystyką produktu leczniczego. Mając informację o tym, kiedy stężenie leku jest najwyższe, możemy odciągnąć pokarm w tym okienku „wysycenia lekiem”, a następnie nakarmić przygotowaną wcześniej porcją, w której tej substancji nie było albo jej stężenie było znikome. Niektórzy specjaliści doradzają, by wziąć lek przed najdłuższą planowaną drzemką dziecka, ale trzeba sobie powiedzieć uczciwie, że im mniejsze niemowlę, tym większa trudność w oszacowaniu, kiedy ten najdłuższy sen nastanie. Leczenie depresji przy jednoczesnym KP to wyzwanie przede wszystkim dla mamy, dlatego jej świadoma zgoda i gotowość do współpracy są kluczowe w dalszym postępowaniu laktacyjnym.

Jakie są skutki nieleczonej depresji poporodowej?

To zależy od stopnia nasilenia choroby, jednak nieleczone łagodne objawy mają to do siebie, że z czasem stają się umiarkowanymi lub silnymi symptomami i tym samym znacząco obniżają komfort życia kobiety. W konsekwencji znacznie trudniej odnajduje się w roli matki, ma wiele wątpliwości co do swojego postępowania względem dziecka, ale też zdarzają się trudności w nawiązaniu relacji z maluchem. Mogą się pojawić wzmożone myśli rezygnacyjne, na przykład „po co mi to było”, „mam tego dość”,„chcę odejść”, a także o zrobieniu sobie krzywdy. W najbardziej niebezpiecznym stadium kobiety podejmują działania autodestrukcyjne.

Karmienie piersią zmniejsza ryzyko depresji poporodowej, ale w polskich szpitalach mamy dostają wyprawki od producentów mleka i w wielu miejscach są wręcz zachęcane, by zacząć dokarmianie butelką. Tak było w szpitalu, w którym rodziłam, mimo że były tam zatrudnione fantastyczne CDL-ki. Mam poczucie, że system nam nie pomaga…

Kiedy o tym myślę, dochodzę do wniosku, że nic nie jest czarno-białe i warto to wyważyć. System to temat rzeka. Sama się na to denerwuję, na własną zależność od niego, ale jednocześnie doceniam, że dzięki niemu mogę dotrzeć do większej liczby kobiet. Usunięcie reklamówek od producentów mleka wydaje się niewielkim kosztem w zestawieniu z edukacją laktacyjną, jaką później prowadzą położne i promotorzy karmienia piersią. Jeżeli chodzi o butelkę, to odniosę się w podobny sposób. To nie jest tak, że definitywnie zaprzepaszczamy szansę na karmienie piersią po podaniu butelki z odciągniętym pokarmem albo porcją mleka modyfikowanego, gdy nie ma wystarczającej ilości pokarmu matki. To może być korzystne, pod warunkiem że jednocześnie wprowadzimy działania, które mają za zadanie wesprzeć kobietę w karmieniu naturalnym. Butelka i metody alternatywne karmienia powinny być środkiem wspomagającym, a nie zastępującym karmienie piersią. Do tego kobiety potrzebują merytorycznego i emocjonalnego wsparcia, które można znaleźć wśród położnych – i tego najmocniej życzę współczesnym mamom.

***

Joanna Baranowska (@pol.joannabaranowska) – położna-seksuolożka, edukatorka do spraw laktacji, wykładowczyni w szkole rodzenia. Na co dzień pracuje w jednym z największych szpitali ginekologiczno-położniczych w Polsce, a pomiędzy dyżurami sprawuje holistyczną opiekę nad kobietami i ich rodzinami. Zanim zaczęła pracę w zawodzie położnej, odbyła dwuletni staż w klinice położniczej, w zespole psychologicznym, przyglądając się wsparciu w najbardziej kryzysowych momentach. Jest głęboko przekonana, że partnerska relacja z podopiecznymi to klucz do łagodnej adaptacji w nowej roli, specjalistka przyjazna rodzinom adopcyjnym, jednopłciowym, samodzielnym rodzicom i wszystkim pozostałym.

Dodaj komentarz