COODOtwórczynie

Rozmowa z Joanną Łukijańczuk

O dojrzałym rodzicielstwie bez napinki, rozważnym partnerowaniu synom, których dzieli 8 lat, i przekuwaniu tych wartości w świadome macierzyństwo.

Joanna Łukijańczuk jest jedenastą bohaterką cyklu COODOtwórczynie tworzonego na mocy organicznej współpracy z marką COODO. Te spotkania z dziewczynami są świetnym pretekstem do pogawędki o przyjemnościach płynących z uważnego przeżywania codzienności, bycia tu i teraz, zwalniania tempa bez wyrzutów sumienia i z realizowania siebie z nową energią i wytrwałością. Joanna od 18 lat pracuje w zawodzie makijażystki i nieustannie czerpie ze swojego zajęcia frajdę i satysfakcję. Jest mamą 8-letniego Igora i 3-miesięcznego Oskara i wyraźnie widzi różnice w swoim podejściu do macierzyństwa kiedyś i teraz. Wie, że wciąż musi się wiele o relacjach z dziećmi nauczyć, że trzeba w nie inwestować swój czas i siły, konfrontować się ze słabościami i dawać sobie kredyt zaufania. Poznajcie się.

*

Wiosna na Mokotowie w pełni. Co dziś robiliście?

To był piękny słoneczny dzień. Spędziłam go z chłopcami, w gronie znajomych i przyjaciół. Jak zawsze był na ten dzień jakiś plan, ale wielokrotnie ulegał modyfikacjom. Tak jest przeważnie w naszym życiu.

Godzisz się na to? Lubisz zmiany?

Przywykłam i polubiłam. Tryb naszej pracy oraz podejście do życia według filozofii bycia tu i teraz generuje co chwilę zmianę planów, więc jest dynamiczne. Generalnie lubię mieć plan, ale też lubię spontaniczność i niespodzianki.

 

 

I to jest dobre podejście, tyle że wymaga ono spokoju ducha i dystansu. Nie każdy tak ma. A skąd ty to masz?

Bardzo dobrze działa na mnie joga. Praktykuję ją z przerwami od kilku lat, staram się też medytować. Lubię chaos, ale nie lubię bałaganu i zagraconych przestrzeni, więc uspakajam się, kiedy mam porządek wokół siebie. Prowadzę też notes z wyprzedzeniem czasowym, do którego wpisuję rzeczy do zrobienia oraz notes, gdzie zapisuję na bieżąco sprawy do pilnego załatwienia. Próbuję trzymać się tego harmonogramu.

Świetny patent, do wypróbowania. A jak działasz na co dzień? Jak osładzasz sobie codzienność?

W ciągu dnia miły i spokojny nastrój zapewnia nam w domu muzyka. Bardzo lubię słuchać jazzu lub starych swingowych kawałków. Dzieciom puszczam kołysanki lub muzykę relaksacyjną przed snem.

Powiedz, który zabieg pielęgnacyjny zawsze stawia cię na nogi? 

Uwielbiam masaże. Może to być zabieg w spa, może to być masaż zrobiony przez mojego ukochanego, a czasem jest to masaż, który robi mi Igor. Każda opcja powoduje, że czuję się zrelaksowana. Kąpiel w pianie przy blasku świec też jest cudownie odprężającym zabiegiem.

Od kilkunastu lat pracujesz jako makijażystka. Ile czasu zajmowała ci praca przed drugą ciążą, a ile masz na nią przestrzeni teraz, jako mama niemowlęcia?

Moja praca to też moja pasja. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej ciąży pracowałam do końca i wróciłam do pracy po dwóch tygodniach od porodu. Mam taką pracę, że sama steruję ilością czasu, który na nią poświęcam. Mogę przyjąć zlecenie lub nie. Kocham taką wolność i myślę, że jest to na plus zarówno dla mnie, jak i dla moich dzieci. Spełniam się w pracy i wtedy odpoczywam od dzieci i codziennych  zajęć, a kiedy mam wolny dzień – w pełni mogę poświęcić go chłopcom.

 

A jak się organizowałaś, będąc jeszcze w ciąży?

Igor to duży chłopiec. Ma już 8 lat i sporo czasu spędzał w tym okresie ze swoim tatą. Czułam się wtedy jak singielka! Wstawałam kiedy chciałam, umawiałam się spontanicznie na spotkania, a nawet na imprezy. Wiadomo, że teraz, kiedy jest Ozzy, nie mam już takiej swobody. Wszystko jest zaplanowane pod dzieci, cała logistyka i organizacja. Chociaż trudny to czas, to jednocześnie wspaniały i niepowtarzalny.

Pewnie dużo się u was dzieje. Udaje wam się w weekendy trochę odpocząć?

Wolny czas spędzamy raczej aktywnie, bo wtedy najlepiej odpoczywamy. W ciepłe dni chodzimy do parku pograć w badmintona lub frisbee, robimy wycieczki rowerowe, spacerujemy, spotykamy się ze znajomymi nad Wisłą lub w lesie. W zimowe wieczory gramy w planszówki, oglądamy filmy lub zapraszamy przyjaciół. Lubimy też weekendowe wypady poza miasto lub rodzinne obiady u moich rodziców pod Warszawą.

A widzisz. Czyli mimo tego że wkradło się trochę chaosu w twoje dotychczasowe życie, potrafisz zwolnić i celebrować moment.

Próbuję. Pamiętam, że po urodzeniu Igora naturalnie zwolniłam tempo, ale broniłam się przed tym bardzo, myśląc, że coś mi to odbiera, że jestem za mało aktywna zawodowo i towarzysko. I że tak już zostanie.

Czy teraz masz podobne lęki?

Teraz, po 8 latach, jestem bardziej świadomą osobą. Dojrzałam do macierzyństwa i więcej czerpię z niego pozytywnych rzeczy. Mam w sobie więcej spokoju i zgody na pewne sprawy.

Co masz dokładnie na myśli?

Macierzyństwo to dla mnie przede wszystkim nauka cierpliwości. Jest to też bezwarunkowa miłość. Niesamowitym doświadczeniem było dla mnie urodzenie drugiego dziecka. Wcześniej nie byłam w stanie wyobrazić sobie, że można kochać drugie dziecko tak samo jak pierwsze. Dla mnie Igor był moim wymarzonym, idealnym, cudownym dzieckiem, wiec nie mogłam pojąć, jak mogłabym pokochać inne dziecko. Ale kiedy tylko Oskar pojawił się na świecie, już od pierwszej sekundy oszalałam z miłości. Także teraz już wiem, że miłość może pączkować. Obaj są dla mnie dziećmi idealnymi i obu kocham tak samo mocno.

Dużo w tym co mówisz spokoju, zgody i luzu. Czy to efekt doświadczenia, wychowania, pracy nad sobą?

Wydaje mi się, że zawsze byłam osobą podchodzącą do życia bez „napinki” i takie jest też moje macierzyństwo. Staram się być partnerem dla moich dzieci, mieć dużo zrozumienia, być, kiedy mnie potrzebują, słuchać, nie oceniać. Jestem mamą pracującą, więc myślę, że praca zapewnia mi równowagę w życiu. Nie jestem ograniczona tylko do obowiązków domowych i zajmowania się dziećmi. W pracy spotykam ciągle nowych ludzi, spełniam się, podejmuję nowe wyzwania, co skutkuje tym, że jestem też kreatywną mamą.

Czy możesz liczyć na czyjąś pomoc w opiece nad dziećmi?

Mój partner wspaniale zajmuje się dziećmi. Kiedy spędza z nimi czas, daje z siebie wszystko. Pomoc mam także zapewnioną ze strony rodziców. Babcia jest na każde wezwanie. Kocha swoje wnuki i uwielbia się nimi zajmować, a one uwielbiają ją. Pomoc przyjaciół i sąsiadów jest także nieoceniona. Zawsze mogę na nich liczyć.

Jaki jest ten mały śmieszek Ozzy? 

Rzeczywiście, Ozzy to niezwykle pogodne dziecko. Bardzo szybko zaczął odwzajemniać uśmiechy. Rzadko płacze, nie marudzi – można rzec: złote dziecko. Z każdym dniem nas zaskakuje nowymi umiejętnościami. Mnie najbardziej wzrusza jego śmiech, a ostatnio także momenty, w których zaczyna się świadomie przytulać. Wiem, że wspaniały będzie też moment pierwszych kroczków i pierwszych wypowiedzianych wyrazów, ale chyba najcudowniejszą chwilą –oprócz narodzin – jest ta, kiedy słyszysz od swojego dziecka „kocham Cię”.

Co jest dla ciebie teraz najtrudniesze?

Te momenty, kiedy coś dolega dziecku. My walczyliśmy na początku z kolkami, na szczęście mamy to już za sobą i teraz nie ma żadnych problemów. Wydaje mi się, że wraz z drugim dzieckiem przychodzi większy spokój, zapewne dzięki doświadczeniu i wiedzy, że wszystko, co złe szybko mija. Wtedy też widzi się okres niemowlęcy jako piękny, bardzo dynamiczny i niepowtarzalny.

A jaki jest starszy brat Oskara? Czy dostrzegasz już między chłopakami jakieś podobieństwa?

Igor był bardzo podobnym do Ozziego niemowlakiem, tak samo pogodny i bezproblemowy. Chłopcy mają innych ojców, ale w pierwszym miesiącu po urodzeniu byli bardzo podobni fizycznie, co potwierdzali też znajomi. Teraz różnica jest znaczna. Jeden to niebieskooki blondyn, drugi szatyn z ciemnymi oczami.

Iggy nadal jest bardzo wesołym chłopakiem, spokojnym i wrażliwym. Mamy bardzo mocną relację, lubimy ze sobą przebywać i rozmawiać. Nie nudzimy się w swoim towarzystwie. Mam wrażenie, że Igor wie, że może mi ufać, że nie ma między nami tematów tabu. Widzę jak bardzo kocha Oskara, akceptuje go jako brata.

Co czujesz ty, jako mama, kiedy przyglądasz się ich tworzącej się braterskiej relacji?

Dociera do mnie, że bycie mamą to wspaniała przygoda, która daje mi mnóstwo satysfakcji i radości. Uczę się cały czas macierzyństwa, rozwijam się, dużo czytam na temat relacji i komunikacji z dziećmi i mam nadzieję, że w przyszłości będę zbierać tego owoce w postaci wspaniałych, mądrych i świadomych synów.

Życzę ci tego i dziękuję za twój czas.

Oskar nosi kopertową bluzę, czapkę z uszami, jasnoszarego rampersa z kapturem, żółte szare spodenki

*

Zdjęcia: Kaśka Marcinkiewicz

Rozmawiała: Dominika Janik

*

Joanna Łukijańczuk

Makijażystka, w zawodzie od 1998 roku. Z wykształcenia plastyk-charakteryzator, studiowała w Studium Sztuk Wizualnych i Techniki Teatralnej, Filmowej i Telewizyjnej w Warszawie.  Pracowała jako charakteryzator przy produkcji filmu „Quo Vadis” Jerzego Kawalerowicza, współpracowała z Camerimage Film School przy tworzeniu prac dyplomowych studentów oraz przy filmie dokumentalnym „Dekalog Andrzeja Wajdy” Michała Dudziewicza. Ma na koncie współpracę z Telewizją Polską przy programach telewizyjnych, m.in. „Być kobietą” programu WOT, „Moda jak pogoda” w TVP 1, „Ale Jazda” TVP 2 oraz przy pokazach mody, fryzur, sesjach zdjęciowych. Jako drugi charakteryzator tworzyła wizerunki bohaterów filmu „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” Patryka Vegi. Ciekawi ją psychologia, zgłębia wiedzę na temat relacji i komunikacji, śledzi najnowsze trendy w modzie i designie. Gdyby nie była makijażystką i stylistką, zapewne wybrałaby zawód dekoratora wnętrz. Ma już na swoim koncie urządzone trzy mieszkania i trzy warszawskie knajpy.

Strona internetowa / Instagram / Vimeo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.