Coodotwórczynie

Rozmowa z Agatą Buszowską

Sprawczość to naczelna cecha Agaty Buszowskiej, właścicielki firmy Artvesta i mamy 9-miesięcznego Aleksandra. Agata prze do przodu świadomie i z werwą, a mimo tej całej aktywności, potrafi zwolnić i uważniej przyglądać się sobie i światu. Poznajcie się.

Agata jest szóstą bohaterką współtworzonego wspólnie z marką Coodo projektu COODOtwórczynie. Mamy to szczęście, że trafiają nam się bystre, piękne i intrygujące rozmówczynie, które lubią się dzielić swoimi doświadczeniem z odkrywania nowej macierzyńskiej rzeczywistości i oswajania zmienionego tempa życia. To nie zawsze oznacza, że jest wolniej i spokojniej. Często wielka życiowa zmiana związana z przyjściem na świat nowego człowieka pozwala nadać kumulowanej od dawna energii i luźnym pomysłom właściwy kierunek. I to wszystko wybrzmiewa z całą mocą właśnie w tym trudnym, bo przełomowym momencie. Posłuchajcie, jak Agata ułożyła się z lawiną zmian i wyzwań płynących z macierzyństwa i zakładania własnej firmy, co pomogło jej uporządkować codzienne sprawy, i dlaczego tak dobrze jest być panią swojego losu.

*

Czy masz czasem poczucie, że jesteś w niedoczasie?

Przez większość czasu (śmiech). Chociaż niektórych moich znajomych to może zdziwić, bo raczej tego niedoczasu po mnie nie widać. Wiem, że sprawiam wrażenie superpoukładanej osoby, mającej czas na wszystko. A w rzeczywistości jestem chodzącym „planerem” – ciągle myślę o tym, co muszę jeszcze zrobić, co odhaczyć z listy, a co do niej dodać, co i kiedy zrobić.

Listy to jest to. Jak one porządkują życie!

Tak! Są niezbędne, kiedy zajmujesz się małym dzieckiem, prowadzisz firmę, ogarniasz na co dzień sprawy domowe i musisz jeszcze znaleźć czas dla siebie. W takiej sytuacji muszę mieć wszystko dobrze zaplanowane. Często się zagalopowuję i planuję też czas najbliższym, z czego nie zawsze są zadowoleni (śmiech). Kiedyś nie potrafiłam iść spać, nie mając załatwionych wszystkich spraw.

A jak jest teraz? Zwolniłaś tempo?

To się stało naturalnie. Dziś nie ma takiego dnia, żebym miała wszystko pokończone. Pewnie dlatego, że mam teraz dużo więcej rzeczy na głowie.

 

 

Na co najbardziej brakuje ci czasu? 

Nie mam czasu na bezproduktywne leniuchowanie, no chyba że wcześniej to świadomie zaplanowałam (śmiech). Nie mam też niestety ostatnio czasu na czytanie, zaniedbuję naukę języków. Ale nie jest to związane z macierzyństwem, a raczej z tym, że teraz skupiam się maksymalnie na rozwoju firmy i świadomie zrezygnowałam z niektórych rzeczy, do których chcę niedługo wrócić. Nie chciałam prowadzić firmy kosztem czasu dla dziecka, więc rezygnuję z własnych przyjemności, tak aby zwiększone obroty w pracy nie miały wpływu na Olka.

Z mamami zwykle jest tak, że na pewne rzeczy, do których przywykły, czasu im brakuje, a na inne mają go więcej niż kiedykolwiek. Też tak masz?

Zdecydowanie tak. Macierzyństwo dało mi ogromny zastrzyk nowej energii, w dużej mierze dzięki odpoczynkowi od pracy zawodowej. Było mi to bardzo potrzebne. Mogłam wreszcie skoncentrować się na sobie, swoich potrzebach, rozwoju mojej firmy – na wszystkim tym, na co nie miałam czasu lub siły, pracując na co dzień w korporacji. Teraz sama wyznaczam sobie rytm dnia, wiem kiedy jestem najbardziej produktywna, kiedy mogę sobie pozwolić na zwolnienie tempa.

Co ci najbardziej przeszkadzało w korporacyjnym schamacie pracy?

Nie znosiłam rutyny: codziennego wstawania rano i jazdy do pracy, siedzenia w biurze w wyznaczonych godzinach, robienia czegoś nie wtedy, kiedy mam wenę i energię, ale wtedy, kiedy trzeba. Odkąd układam plan dnia po swojemu, jestem zdecydowanie bardziej wypoczęta, zadowolona i lepiej zorganizowana, mimo że mały „rzepek” cały czas jest przy mnie. Opieka nad takim małym człowiekiem też mobilizuje do tego, żeby być superzorganizowanym i nie marnować czasu na byle co.

 

 

Wiadomo, czasu jest tak mało, że korzystamy z każdej minutki. Marnowanie czasu stało się luksusem.

Prawda! U mnie też wszystko zależy od Olka, to on jest najważniejszy. Są takie momenty, że muszę się podporządkować z planem dnia do jego planu, ale też bywają takie dni, w które to Olek musi dopasować się do mnie.

I jak wam to wychodzi?

Myślę, że dobrze sobie dajemy z tym radę. Jest raczej grzeczny, chodzi ze mną nawet na spotkania służbowe. Ale zawsze organizuję je tak, aby nie było to dla niego uciążliwe. Jestem przygotowana na to, że mój plan dnia może się kilkakrotnie zmienić. Mój sposób na kontrolowanie wszystkiego to robienie listy zadań w telefonie, inaczej zapomniałabym o połowie spraw. Nie rozstaję się też z kalendarzem. Prowadzę oddzielne listy zadań dla osób, które pomagają mi w prowadzeniu Artvesty, bo dzięki nim każdy zawsze wie, co ma w danej chwili do zrobienia. Jak oni wszyscy muszą  mnie za te moje niekończące się i ciagle aktualizujące się listy nienawidzić (śmiech).

Przyznaj się, zdarza ci się pracować po nocach?

No pewnie, to mój niezawodny, chociaż trochę zgubny sposób na to, aby ze wszystkim się wyrobić. Kiedy Olek idzie spać, ja zamiast zrobić to samo, nadrabiam zaległości z całego dnia. Lubię pracować w nocy, mogę się wtedy maksymalnie skupić, nic mnie nie odrywa. Niestety poranki potem są koszmarne (śmiech).

Ty chyba lubisz mieć dużo na głowie, co? 

Skąd wiesz? (śmiech) Kiedy robi się zbyt spokojnie, to się rozleniwiam. Czas wtedy ucieka mi przez palce, ciężko jest mi się zmobilizować do czegokolwiek. Im więcej rzeczy mam do zrobienia, tym sprawniej się organizuję, łapię rytm i wszystko szybciej mi idzie. Lubię gdy dużo się dzieje, nie lubię tkwić w miejscu. Nawet gdy ruszamy na wakacje, nigdy nie siedzimy plackiem w jednym miejscu, tylko od rana do wieczora zwiedzamy, chodzimy, poznajemy nowe miejsca.

 

 

Aż boję się zapytać, ale – co myślisz o idei slow life? (śmiech) Skoro ciągle gdzieś pędzisz, to czy w ogóle miewasz momenty, kiedy nic nie zakłóca twojego spokoju?  

Slow life kojarzy mi się ze świadomymi wyborami. O ile życie na zwiększonych obrotach nie wyklucza tej idei, to mogę się pod nią podpisać. Lubię żyć w swoim, a nie narzuconym z góry tempie. Lubię skupiać się na rzeczach ważnych dla mnie, a nie dla innych. Lubię relaksować się wtedy, kiedy tego potrzebuję, a nie kiedy akurat mogę, bo mam wolną chwilę. Lubię intensywnie pracować, ale w tych porach dniach, które sama ustaliłam. Lubię gotować, ale wtedy, kiedy mam na to ochotę, a nie kiedy muszę. Przerwa w pracy zawodowej uwolniła mnie od rutyny, w której tak bardzo się męczyłam. Nikt mi niczego nie narzuca. Zyskałam masę energii i czas na podróże. Mogę bez przeszkód zajmować się dzieckiem i robić z nim fajne rzeczy, chodzić na zajęcia. Mam też wreszcie czas na spotkania z przyjaciółmi.

Czy to jest twoja metoda na pełne odprężenie?

Chyba najbardziej relaksują mnie podróże. Mimo zmęczenia fizycznego, poznawanie nowych miejsc i kultur sprawia, że odpoczywam psychicznie. Jeszcze przed urodzeniem Olka postanowiliśmy z moim partnerem, że nie będziemy taką parą, która chucha i dmucha na dziecko, rezygnując z własnego życia. Wiadomo, że Olek jest najważniejszy i wszystko robimy w granicach rozsądku, ale nie chcemy zamykać się z nim w czterech ścianach. Już kiedy miał 2,5 miesiąca, pojechał z nami na majówkę do Włoch. Był z nami w Barcelonie, a w weekendy podróżujemy wspólnie po Polsce. Od początku wychodziłam z nim z domu, spotykałam się z ludźmi, woziłam go samochodem. Nie siedziałam od rana do nocy w domu w piżamie. Ktoś może powiedzieć, że łatwo tak mówić i dużo zależy od dziecka. Pewnie tak, mam fajny, uśmiechnięty egzemplarz. Ale myślę, że sporo w tym względzie ułatwia odpowiednie nastawienie rodziców.

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie albo tylko sama z sobą?

Staram się regularnie robić rzeczy dla siebie. Mamy dobrą organizację i podział obowiązków z tatą Olka. On wstaje rano do pracy, więc ja wstaję w nocy do dziecka, zajmuję się nim sama prawie cały dzień, łącząc to z prowadzeniem firmy. Późnym popołudniem to tata się z nim bawi, karmi, przewija, kąpie i usypia. Daje mi go tylko na karmienie piersią.

Sześć tygodni po porodzie wróciłam do jazdy konnej. Jeżdżę regularnie raz w tygodniu w ciągu weekendu. W czasie gdy ja mam trening, tata Olka z nim spaceruje i razem obserwują koniki.

Czy możecie liczyć na pomoc babci albo opiekunki? To przydatne, kiedy chciałoby się wyjść gdzieś tylko we dwoje.

Raz na jakiś czas pomaga nam któraś z babć – odwiedza nas i wychodzi z Olkiem na spacer lub zostaje wieczorem z małym, a my wychodzimy z domu.

 Gdzie szukasz wzmocnienia, inspiracji, równowagi?

Nie szukam, działam. Zwalniam tylko w chwilach zwątpienia i wtedy, kiedy przestaję widzieć w czymś sens. Wtedy potrzebuję się na chwilę zatrzymać, przemyśleć sprawę albo z kimś rzecz skonsultować. Z kimś, kto mnie zmotywuje do dalszego działania. A mnie świetnie motywuje krytyka, ale taka konstruktywna – porządny kubeł zimnej wody jest niezastąpiony, kiedy przedwcześnie spoczywam na laurach.

Dzięki za rozmowę, silna dziewczyno. Mnie motywują rozmowy takie jak ta. Świecisz przykładem!

*

Olek ma na sobie m.in. musztardowe body, grafitową bluzę, musztardowe spodenki grafitowe body i spodnie, szarą bluzę i szalik.

*

Rozmawiała: Dominika Janik
Zdjęcia: Ewa Przedpełska

*

Agata Buszowska

Rocznik 1984. Studiowała prawo i ekonomię na Uczelni Łazarskiego w Warszawie oraz marketing w Saxion Hogeschool Enschede. Założycielka sklepu internetowego z polskimi meblami i dodatkami do domu Artvesta.pl. Mama 9-miesięcznego Aleksandra, której pasją są podróże i dobre jedzenie. Jeździ konno, na nartach i snowboardzie, pływa na kite’cie. Ostatnio zrobiła kurs nurkowania i zaczęła naukę rosyjskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.