dzikie dzieci niezbędnik współpraca

Chodźcie do lasu – czy słońce, czy deszcz

Co ułatwi wam jesienne wyjście w plener?

Chodźcie do lasu – czy słońce, czy deszcz
Karolina Mierzejewska

Mama z Krakowa, wychowująca dzieci w stylu skandynawskim – Karolina Mierzejewska – zdradza nam swoje patenty na udane wycieczki na łono natury. Przez cały rok i niezależnie od pogody!

„Mieszkamy w takim miejscu, że wyprawa do lasu jest dla nas takim samym przedsięwzięciem, jak odwiedzenie muzeum czy innej placówki kultury. W lesie lub w górach jesteśmy częściej niż w mieście, w którym mieszkamy” – mówi Karolina Mierzejewska. Jest mamą taką, jak wiele z nas: pracującą w branży HR, na co dzień zajętą spotkaniami i intensywnym życiem zawodowym. W każdej wolnej chwili stara się zapewniać dzieciom dobry czas, najlepiej na łonie natury, choćby w parku czy lesie pod domem. A że sporo czasu spędziła w Norwegii, dobrze zna skandynawskie sposoby na to, by z bycia na zewnątrz korzystać na okrągło.

Prosimy Karolinę o klucz do udanej wyprawy za miasto, bez względu na pogodę. Przy okazji dowiadujemy się co nieco o sposobach na życie w zgodzie z miłością do przyrody, dbaniu o odporność całej rodziny i nastawieniu do jesiennej pogody. Partnerują nam: Reima, dzięki której możemy nie tylko mieć głowę spokojną o komfort dzieci, ale również czyste sumienie – dzięki działaniom na rzecz klimatu; ekologiczne suplementy wspierające odporność całej rodziny oraz marka Lassig, która posiada w swej ofercie akcesoria sprawiające radość dzieciom i będące praktycznym dodatkiem do każdej wycieczki.

Komfortowy strój

Dobra techniczna odzież to dla Karoliny podstawa. „Konsekwentnie stoję na straży stanowiska, że złej pogody nie ma, są tylko źle dobrane ubrania” – mówi na wstępie. „To strasznie smutny scenariusz, kiedy mówisz dziecku wracamy do domu, bo zmarzniesz, pomimo tego że widzisz, że zabawa jest przednia. Czasami przyda się wodoodporny kombinezon, innym razem kilka termoregulacyjnych warstw ubrań. Sensownie dobrana odzież daje komfort i nie trzeba zastanawiać się, czy dziecko nie zmarzło, nie przemokło lub czy się nie przegrzało” – tłumaczy.

„Będąc w ciąży z Gają, odwiedziłam koleżankę w norweskim Bergen. Spacerem wybrałyśmy się na piękny punkt widokowy w zimowej scenerii. Nie zachwycił mnie on jednak nawet w połowie tak, jak mijana po drodze na szczyt grupa przedszkolaków, która w śniegu po pas bawiła się w najlepsze. Ktoś lepił bałwana, ktoś zjeżdżał na sankach, inne dzieci wymieniały się nartkami, na których kolejno zjeżdżały wzdłuż szlaku. Najpiękniejsze w tym widoku było jednak to nieodparte wrażenie, że przedszkole przeniosło się z murów budynku na hałdy śniegu i nie zanosiło się na to, żeby szybko miało wracać. Pogoda natomiast nie była bajkowo zimowa, było szaro i buro, trochę deszczu i śniegu, nikt chyba jednak nie zwracał na to większej uwagi. Dzieci były ubrane w kombinezony, każdy miał kominiarkę, ciepłe łapawice i uśmiech na twarzy” – wspomina. Pytam zatem Karoliny, jak ubierać dzieci, by było im zawsze ciepło i wygodnie. „Metoda jest prosta i znana każdemu, kto choć raz wyszedł w swoim życiu w góry i miał okazję zweryfikować, czy jego strój był dobrze dobrany do warunków wyprawy. Ubieramy się na cebulkę” – podsumowuje.

„Rzeczy muszą być wygodne i umożliwiać zabawę niezależnie od tego, czy będzie błoto i deszcz, czy słońce. Z ubrankami Reima sprawa jest prosta. Oddychające membrany pozwalają na termoregulację ciała dziecka, jednocześnie chronią od wiatru i wody i zapewniają stały komfort termiczny. Wiele produktów stworzono z wykorzystaniem materiałów z recyklingu”.

Karolina ubiera swoje dzieci w zestawy od fińskiej marki Reima, w duchu najnowszej kampanii „Be a force of nature”, która eksponuje konieczność kontaktu z przyrodą niezależnie od aury, co stało się szczególnie ważne w czasach pandemii. Gaja ma na sobie wodoodporne spodnie Kierto nadające się do recyclingu, wodoodporną kurtkę Muutun z serii Reimatec, bluzę z kapturem odprowadzającą wilgoć na zewnątrz Toimekas  oraz wygodne, lekkie buty Ehtii, które również są z materiałów częściowo pochodzących z recyklingu. Na głowie Gai czapka z niezawodnej wełny merino – model Reissari.

Bruno ma na sobie te same spodnie Kierto, kurtkę na podszewce z materiału z recyclingu Jatkuu, bluzę z kapturem Toimekas i wodoodporne membranowe trampki Edistys odpowiednie do spacerów na różnych podłożach oraz czapkę Reissari.

Dobre pakowanie

Udana wycieczka to taka, gdy rodzice nie muszą wszystkiego dźwigać. Dobrze jeśli dziecko zabiera ze sobą plecak, a w nim to, co niezbędne: przekąski, picie. Plecak jest też po to, by można było schować do niego skarby znalezione w lesie i na spacerze, plus ewentualnie kurtkę, jeśli zrobi się cieplej. Jesienią w ciągu dnia bywa nawet 20 stopni, ale poranki i wieczory są już bardzo zimne, więc warto wziąć to pod uwagę. „Zapasowy zestaw ubrań ratunkowych na wszelki wypadek standardowo od poprzedniego wieczoru czeka już w plecaku” – mówi Karolina.

Przy wyborze plecaka funkcjonalność musi iść w parze z estetyką, każda mama wie, jak osobista jest to rzecz dla każdego dziecka. Do plecaka Gai jest nawet dołączony komplet trzech tekstylnych naklejek (autobus, tęcza i jeż) do indywidualnego ozdabiania.

Karolina pakuje swoje dzieci w plecaki Lassig – Bruno nosi lekki plecaczek Bóbr dla dzieci od 2. roku życia, a Gaja model Mini Adventure Tipi w kolorze różowym. Plecaki Lassig wyprodukowane są z poszanowaniem środowiska, z materiałów wolnych od PCV, ftalanów, niklu czy kadmu.

Odpowiednia miejscówka

Poza przygotowaniem sprzętowym ważne jest, dokąd rodzinna wycieczka się uda. Na co dzień rodzina Karoliny mieszka w Krakowie, a dla krakusów naturalnym kierunkiem wypoczynkowym są podkrakowskie dolinki i skały na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

„Powiedziałabym, że jesienią czy zimą repertuar wolnościowego wypoczynku jest wbrew pozorom większy, bo łatwiej jest o dzikie miejsca, które przy gorszej pogodzie się wyludniają, a my nasz wypas w przyrodzie lubimy najbardziej z dala od tłumów. Takim przykładem mogą być choćby wspaniałe dolinki podkrakowskie, które uwielbiamy w wersji poza sezonem, kiedy ludzi jest mniej i można się nimi zachwycać w pełni”– zdradza Karolina.

„Tegorocznym odkryciem jest dla nas cała Wyżyna Krakowsko-Częstochowska, czyli Jura, a konkretnie Szlak Orlich Gniazd i wszystko w jego otoczeniu: drogi rowerowe, zamki, skałki, jaskinie. Zachłysnęliśmy się tam fantastyczną infrastrukturą rowerową, która idealnie nadaje się na nasze wycieczki od zamku do zamku, ze spaniem gdzieś w pobliżu skał”.

„Łączność z przyrodą daje nam jednak nie spektakularne miejsce, a głęboka potrzeba przebywania w naturze. Tak naprawdę nie jest to żadna wielka filozofia – sprowadza się do tego, by się ubrać i wyjść. To nie musi być wielka wyprawa na drugi koniec Polski, nie muszą być Tatry czy Pieniny. Wystarczy wyjść do najbliższego lasu, wziąć ze sobą hamak, małą składaną matę i usiąść pod drzewem, poczytać książkę z dziećmi, zjeść obiad z termosu, wypić gorącą herbatę.

Karolina poleca w szczególności rejon Doliny Będkowskiej, Doliny Bolechowickiej i Kobylańskiej, a także Dolinę Wodącej i skałki mirowskie.

Ważny prowiant

Wyruszając w dzikie tereny z dala od sklepów i knajpek, warto być wyposażonym w podstawowy prowiant. Lunchbox i termiczne butelki to absolutny must have – nie tylko na dalszej wyprawie w skałki, ale po prostu coś, co dzieci Karoliny mają ze sobą na co dzień w parku czy w placówkach. Co do jedzenia zabiera na wycieczki Karolina?

„Mamy swoją okołowypadową rutynę. Jednogarnkowe danie przygotowane w piątek wieczorem, podgrzane w sobotę rano, ląduje w dużym termosie. Dodatkowo bidony z kranówką, przekąski w lunchboxach (owoce, orzechy, bakalie, kanapki, warzywa, jajka na twardo – co się nawinie). Na stole przeważnie przed godz. 8:00 czeka też świeżo zaparzona kawa i śniadanie.

Przekąski spakowaliśmy w wygodny lunchbox Lassig ze stali nierdzewnej i drugi – z wkładką. Picie wlewamy do nietoksycznej butelki tritanowej adventure boys, używamy też m.in. termicznej butelki ze stali nierdzewnej„.

Rodzinna odporność

„Lata temu miałam to szczęście pomieszkiwać w Norwegii, później odwiedzać moich rodziców, którzy spędzili w tym pięknym kraju dobrych kilka lat. I to chyba z tych spotkań ze Skandynawią, ze stylem życia jej mieszkańców, wyciągnęłam kilka najlepszych life haków dla naszej mocno outdoorowej potrzeby spędzania czasu” – śmieje się Karolina.

„Dzieciaki bardzo często chodzą boso, mnie moja mama też na to pozwalała, gdy byłam dzieckiem. Nie ma u nas złej pogody na spacer. Suplementujemy się w diecie, staramy się żywić zdrowo. To, że mamy katar/kaszel nie znaczy, że musimy siedzieć w domu. Nie przegrzewamy się w domu” – mówi.

Karolina uzupełnia tylko te substancje, które trudno jest dostarczyć organizmowi w diecie lub których nigdy dość – jak probiotyki. Witamina D3 jest niezbędna każdemu dziecku i dorosłemu, zwłaszcza w miesiącach zimowych, gdy populacyjnie cierpimy na jej niedobory. Prima Zdrowie to suplementy dla świadomych ekologicznie rodziców, szukających sposobu na dostarczenie podstawowych mikroelementów w przystępnej formie. Witamina D3 rozpuszcza się w tłuszczach, a w przypadku kropli Prima Zdrowie tym tłuszczem jest ekologiczna oliwa z oliwek.

Rodzina Karoliny korzysta z witaminy D3 w kroplach oraz witaminy D3 + K2MK7, a także z mlecznego probiotyku w pastylkach, który wspiera naturalną odporność i nie wymaga połykania i esencji probiotycznej.

Najważniejsze nastawienie

Pytam Karoliny czego jeszcze potrzeba nam, by – tak jak jej rodzina – aktywnie i regularnie mieć kontakt z naturą. „Kluczowe jest  przede wszystkim nastawienie rodziców, to ono kaskaduje na dzieci. Jeśli nie boisz się wyjść do lasu z małymi dziećmi, wskoczyć z nimi na rowery, dajesz im swobodę zabawy, to może nie zawsze i wszędzie będą swoje kroki kierować chętnie na szlak, ale jeżeli tylko nie ma w tym żadnego przymusu, presji, ciśnienia, będą robić to chętnie. Wierzę, że jest duża szansa, że za te naście lat role się odwrócą i to nie my Bruna i Gaję będziemy wyciągać na rowery po Jurze, tylko oni będą zgarniać staruszków na analogiczne wyprawy”. (śmiech)

„Kiedy Gaja była malutka, mieszkaliśmy we Francji pod samymi Alpami, do Chamonix mieliśmy 60 minut drogi. Gaja w nosidle zaliczyła kilka alpejskich przełęczy, widziała Mer de Glace, zrobiła fragment pętli wokół Mont Blanc i masę innych przecudownych szlaków, na które teraz z 3-letnim Brunem absolutnie byśmy się nie wybrali, bo byłby to przerost formy nad treścią. Cieszą nas małe rzeczy, jak wspólne budowanie tamy na Będkówce czy spławianie statków z kory przy wodospadzie Szum” – podkreśla Karolina. „Nie liczy się więc cel, tylko droga. Otworzyć oczy i czuć radość” – dodaje.

Materiał powstał we współpracy z markami Reima, Lassig i Prima Zdrowie.

Coś dla Ciebie

Chodźże na pole!

Chodźże na pole!

Dodaj komentarz