#Childhoodstories Kasi

Tu króluje papier i tektura!

W naszej rodzinie papier jest pretekstem do spędzania wspólnego czasu, mówi Kasia sięgając po ryzę i nożyczki. Jej pracownia to królestwo tektury, z półek zerkają na nas kartonowe domki, litery, ozdoby. Papier, cóż to za wdzięczny materiał, który tak ochoczo poddaje się dłoniom i ostrym cięciom. Nieograniczony niczym, tylko fantazją i pomysłami naszej głowy. Co łączy regatowe wyścigi samotnego żeglarza z kreowaniem przedmiotów z papieru?

Ryzy papieru, kartony, tektura, nożyczki i duża dawka wyobraźni trzech fajnych dziewczyn. Trochę skupienia, a trochę zwariowanych min i buszowania w pracowni mamy. Trochę głośnych ROAR, hej, no kto wpuścił do pracowni lwa? Tego ranka w pracowni Kasi, właścicielki Manufaktury Kury Domowej oraz KOKO Cardboards zabawa unplugged wisi w powietrzu jak chmura. Zaraz lunie deszczem pomysłów, wymysłów, skojarzeń i wygłupów. Kasia w ramach kolejnego spotkania z marką Fabliek cofnie się dla nas wspomnieniami do szkolnych lat. Chociaż gdy tak na nią patrzę, to może ona z dziecka jeszcze wcale nie wyrosła? Zobaczcie, do czego może zainspirować zwykła poduszka czy tęczowa ozdoba. Oto nasze majowe #childhoodstories

Jeśli spodziewasz się, że pierwsze pytanie będzie za co kochasz papier zaskoczę cię. Powiedz co to jest bajdewind? Podobno żeglarstwo masz we krwi?

Bajdewind to kurs względem wiatru, którym się żegluje (śmiech). Przy okazji, na nim jest największy fun! We krwi to może za dużo powiedziane, bo w mojej rodzinie nie było żeglarzy, ale rzeczywiście gdybym miała jednym słowem opisać pierwszą połowę mojego życia, to zdecydowanie byłoby to żeglarstwo.

Woda, łódki, Mazury, ogniska. No jak tu nie wspominać. Podzielisz się jakąś historią z tamtych czasów?

Szczerze mówiąc moje wspomnienia to nie Mazury i ogniska. Niestety nigdy nie zaznałam tego typu żeglarstwa, choć mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości weźmiemy dzieci na takie wakacje na jachcie, to totalnie w naszym klimacie. Na pierwszy obóz żeglarski pojechałam w wieku 7 lat i utknęłam na kolejne 10. W klubie spędzałam każdą wolną chwilę. W szczytowym okresie mojej kariery żeglarskiej spędzałam na wodzie ponad 100 dni w roku, a moim drugim domem był Puck.Wspominam te lata z łezką w oku, bo nie mogłabym sobie wymarzyć lepszego dzieciństwa. Nie mniej ścigałam się regatowo, więc nie zawsze było kolorowo. Zimno, mokro, często hardcore’owo, bo wyścigi oraz treningi odbywają się również i w bardzo trudnych warunkach. Łódki na których się ścigałam to klasy jednoosobowe, więc możesz liczyć tylko na siebie – to z pewnością szlifuje charakter! W wieku 17 lat skończyłam z regatami, kupiłam sprzęt windsurfingowy i od tamtej pory pływam już tylko amatorsko. Od tego sezonu moje córki rozpoczęły swoją przygodę z żeglarstwem, zapisaliśmy je do szkółki i dwa razy w tygodniu chodzą na treningi. Póki co bardzo im się podoba, ale nadejdzie i czas na łzy (śmiech).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Szukam linku między żeglarstwem, a tym co robisz teraz. Poddaję się. Czas na pytanie za co kochasz papier? To wspólny mianownik twoich dwóch marek.

Myślę, że żeglarstwo ukształtowało we mnie pewien rodzaj samotnika. Ogólnie rzecz biorąc lubię ludzi i zdecydowanie jestem zwierzęciem stadnym, nie mniej uwielbiam być sama w pracowni, skupiona na swoich projektach. Dobra kawa, muzyka i praca którą mam wykonać. Jest w tym jakaś analogia do „nadgodzin” jakie spędziłam samotnie na łódce. Papier kocham począwszy od jego wymiaru symbolicznego jako nośnika myśli, wspomnień, historii, idei poprzez jego zapach, a kończąc na jego niekończących się możliwości estetyczno-wizualnych. W naszej rodzinie papier jest pretekstem do wspólnego spędzania czasu. Dziewczynki bardzo lubią kiedy siedzimy razem przy stole i tworzymy kolejne maski, elementy kostiumów, dekoracje czy wystrój domku dla zabawek. W zasadzie ten czas dał mi jednocześnie pewność, że to co robię zawodowo jest dobre i wartościowe. Żeby nie było – my też bywamy zbyt zajęci na takie uciechy. Jednak ostatecznie…możesz dziecku podsunąć tablet i pielęgnować obustronną alienację lub też spędzić ten czas na wspólnej aktywności zacieśniającej Wasze relacje.

Widzę, że sprawia wam to frajdę! Byłaś dzieckiem z kategorii „ręce ciągle zajęte”? Twoje klasyki lat 90tych to?

Zawsze lubiłam wszelką aktywność plastyczną i poświęcałam jej jakąś część swojego czasu, ale bardziej byłam skupiona na sporcie, łódkach i bieganiu po dworze. Grałam w palanta i we wszystkie inne gry podwórkowe. Robiłam „widoczki”, skakałam w gumę i wymieniałam się karteczkami do segregatorów. Czyli klasyk! Myślę, że moje dzieci będą miały ten pierwiastek bardziej rozwinięty. Siłą rzeczy jest to nieuniknione, bo one uwielbiają spędzać ze mną czas. Za to też lubię moją pracę… bardzo często bawiąc się z Leną i Kają testujemy nasze kolejne pomysły, czy tworzymy nowe bloki tematyczne na warsztaty. To dobrze i dla firmy i dla rodziny.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Widzę w tobie niezłą organizatorkę.

Już jako dziecko byłam bardzo dobrze zorganizowana i aktywna, organizowałam wycieczki do teatru i do kina, akcje w szkole, dyskoteki. Uwielbiałam działać na rzecz większej społeczności. Podstawy zarządzania przedsiębiorstwem muszę mieć gdzieś w genach!

No dobra, ale ja tu nie chcę grzecznej Kasi z pierwszej ławki. Dawaj mi tu awanturkę, coś tam kiedyś przeskrobałaś?

Na moim pierwszym obozie żeglarskim w Pucku zderzyłam się – oczywiście z mojej winy – swoim optymistem (nazwa klasy) z tramwajem wodnym IWA. To jest na prawdę spora jednostka, a ja wpłynęłam jej prosto pod dziób. Niektórzy świadkowie tego wydarzenia do dzisiaj zastanawiają się jakim cudem wyszłam z tego cała. Raczej nie było ze mną kłopotów, ale jak już miałam „nabroić” to spektakularnie.

I to rozumiem. Bo wiesz, taki błysk masz w oku… Widzisz siebie w dziewczynach? Jaka jest każda z nich?

Lena (7 lat) jest zdecydowanie bardziej podobna do mnie, zarówno wizualnie jak i z charakteru. Na nieszczęście dla niej ma też wiele moich cech, nad którymi będzie musiała pracować: jesteśmy nerwusy, bardzo podatne na stres, przesadnie pracowite i dążące do perfekcji. Bardzo wrażliwe i emocjonalne. Lenka jest bardzo kochana, prawa, nie łamiąca zasad, czasem zbyt poważna i odpowiedzialna jak na swoje 7 lat. Ma w sobie ogromne pokłady empatii i współczucia. Jest bardzo pomocna, opiekuńcza i można na nią liczyć. Kaja ( 5 lat) to słodziak. Wszyscy ją kochają. Czaruje jak nikt inny. Niesamowite w niej jest to, że bardzo wcześnie odkryliśmy u niej poczucie humoru, umiejętność żartowania sytuacyjnego, wyczucie ironii, dystans – to było coś niezwykłego. Nie mogłam uwierzyć, że to możliwe w przypadku tak małego człowieka. Kaja ma charyzmę, dużo luzu, wiele rzeczy przychodzi jej bardzo łatwo. Kiedy coś sprawia jej więcej trudu, zazwyczaj szybko to porzuca. Żeby nie było tak kolorowo, Kaja to buntowniczka, kiedy czegoś jej zabronisz, to każdą komórką swojego ciała jeszcze bardziej chce to zrobić. Lubi eksperymentować, lubi adrenalinę i nie boi się niczego. Przewiduję, że jak będzie starsza to nieraz da mi popalić. 

I te jej miny, wiesz, że aparat już się w niej zakochał? Rośnie gwiazda.

Tak, ta chęć skupiania na sobie uwagi, też ją miałam w sobie do czasu, aż nie poszłam na łódki. Uwielbiałam występować, tańczyć, wszyscy musieli mnie podziwiać. Kaja też to ma. Obie są bardzo otwarte. No i to trochę takie „cygańskie dzieci”. Do tego roku każde lato spędzałyśmy na Helu. Bite dwa miesiące w naszej malutkiej przyczepce – Eriba z 76 roku. Dwa lata temu przeżyły z nami 10 dni na Islandii i to był na prawdę istny Survival. Dały radę lepiej niż ja. Zeszłego lata co najmniej kilka nocy spały z nami w śpiworach na plaży. Hoteli nie znają, za to Lena kocha spać w dachu naszego busa (westfalia). Uwielbiają grochówkę, którą robi ich tata na ogniu. Uwielbiają chodzić boso. Kiedy zostaliśmy rodzicami uznaliśmy, że naszym mottem będzie: „byt kształtuje świadomość” i trwamy w nim do dziś. Mamy cudowne dzieci i jestem z nich ogromnie dumna.

 

Znad wody wróćmy na ląd. Jak narodził się pomysł by karton, papier stały się bohaterem, budulcem, początkiem twojej marki? Czy było to kolejne pudło od kuriera, które dzieci zawsze potrafią magicznie zmienić w dom/statek/twierdzę/ telewizor? A może przesyt plastikowymi krzykliwymi zabawkami?

Pierwszy epizod z tekturą miałam na końcówce drugiej ciąży. Powiedziano mi, że dzidziuś musi przynieść prezent dla starszego dziecka, co żeby nie było kwasów od samego początku. Wymyśliłam więc sobie, że zrobię Lenie kuchenkę, bo ona uwielbiała siedzieć w kuchni na blacie i gotować. Wzięłam duże kartonowe pudło i przez kilka dobrych wieczorów, cięłam, kleiłam, szyłam, ozdabiałam. O dziwo efekt był wspaniały i bardzo satysfakcjonujący dla mnie jako twórcy (śmiech). Lena była absolutnie zakochana, a kuchenka stała u nas dobre 2-3 lata. To rozbudziło mój apetyt, więc jako kolejne wymyśliłam im proporczyki z imionami do pokoi. To był mój pierwszy produkt i do dzisiaj mam go w swojej ofercie. Małymi kroczkami do przodu i tak wylądowałam z dwiema markami: Manufaktura Kury Domowej i KOKO Cardboards.

Żeby tak tworzyć, lepić, wycinać, prowadzić warsztaty z dziećmi chyba trzeba samemu być trochę dzieckiem. Co masz w sobie z dzieciaka?

Oj, myślę że tak ! Jestem dość młodą mamą jak na dzisiejsze standardy. Większość rzeczy, które robią moje dzieci – robimy razem. Jeżdżę z nimi na deskorolce i ćwiczymy razem gimnastykę. Dużo się wygłupiamy, mówimy w wymyślonym przez nas języku, udajemy psy i karateków. Nie traktuję siebie jakoś super poważnie, mam dystans do swojego wyglądu. Jak dziecko stawiam na wygodę i na to, że pewnie i tak się pobrudzę. To co mam z dziecka to bezgraniczna szczerość – niekoniecznie wygodna dla mnie jako osoby dorosłej, bo ta powinna zachowywać się często bardziej dyplomatycznie. Do dzisiaj dziwi mnie też kiedy dziecko zwraca się do mnie per „Pani”, ale powoli czas, aby się z tym pogodzić.

Taka zabawa z kartonem nie tylko rozwija kreatywność, ale też jest EKO. To ważny aspekt w waszej rodzinie?

Ważny. I to już od dobrych kilu lat.  Bardzo się staramy. Segregujemy śmieci, wodę pijemy z kranu, jestem też „Damą z wiklinowym koszyczkiem” na zakupy (śmiech). Na spacerach zbieramy śmieci. Tłumaczę dzieciom dlaczego nie mogą wziąć słomki do napoju, czy kubeczka i łyżeczki do loda. Przy wyborze kosmetyków również zwracam uwagę na skład, oraz na to czy nie są testowane na zwierzętach. Zakupy robię w moich wybranych małych sklepikach, kupuję sporo produktów lokalnych. Osobiście jem mało mięsa. Kupuję używane ciuchy dla dzieci, sami też raczej nie gonimy za przepastną garderobą. Mam wiele ciuchów po mamie, które liczą nawet po 30 lat. Naszym słabym punktem jest ilość przejeżdżanych każdego dnia kilometrów, ale w perspektywie dwóch lat uda nam się ten problem znacznie zlikwidować. 

Eko i unplugged z was rodzinka!

Tak, jesteśmy rodziną unplugged. Oboje z mężem jesteśmy kiepscy w kwestiach technologicznych. Dwa lata temu kupiliśmy tablet, bo jak nam się wydawało przyda nam się do pracy. Bidny spoczywa w szufladzie i nikt z niego nie korzysta. Oczywiście sporo pracujemy na komputerach i smartfonach, ale gdyby nie praca, mogłabym ich nie mieć. Bajki czy telewizję oglądamy tylko w weekendy, ale dzięki temu celebrujemy to rzutnikiem i przekąskami. Gry? Bardzo chętnie…planszówki i karty. Wyjątek stanowi u nas muzyka, która dudni w głośnikach większość dnia. Do pełni szczęścia potrzebujemy tylko naszego samochodu w którym po królewsku wysypiamy się we czwórkę plus nasza adoptowana kundelka Yuta…no i w drogę!

Gdzie najczęściej was spotkam w Poznaniu? 

Hmmmm, nasz wolny czas to zdecydowanie natura, raczej uciekamy z miasta, więc pewnie prędzej spotkasz nas w lesie, nad jeziorem lub na kolejnym tripie naszym ukochanym busem T4, w którym uwielbiamy żyć. Do Poznania lubimy wyrwać się na coś do jedzenia, bo choć staję na rzęsach, gotowanie nie jest moją mocną stroną. Uwielbiam jeść w Pod Nosem , Święty by Kartowicz – śniadania serwowane przez cały dzień i cud wypieki. Poznań ma na prawdę świetne knajpy, także w ciemno można udać się na Jeżyce czy Wildę.

No to mam nadzieję, że widzimy się gdzieś na trasie! T4 przegapić się nie da! Zresztą ryczących lwic też nie.

*

Do zabaw zainspirowały dziewczyny nastepujące produkty Fabliek: kosz do przechowywania, tęcza oraz poduszka z lwem. Roar!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.