Zakończcie rok szkolny!

Zakończcie rok szkolny!

Czuję się w obowiązku sprostować pewną kwestę: nie jesteśmy w Chinach! Stamtąd mamy tylko wirusa. Przestańmy więc brać ich model edukacji – oparty na przekonaniu, że czas wolny nie jest czasem rozwijającym – za swój. I przestańmy myśleć, że mamy tamtejsze narzędzia do nauki online, bo nie mamy. Przypuszczam, że wszystkie Librusy i inne nasze systemy Chińczycy programują na lekcjach w szkole podstawowej. Trudno mi komentować, co robi mój pierwszoklasista na informatyce, bo nie lubię kopać leżącego. Ale idąc jedynie tropem programu nauczania, nie miałby szans dostać się do przygotowanych dla niego teraz materiałów.

Zakończcie rok szkolny teraz!

Dlaczego?

Znaleźliśmy się w sytuacji, która o ile ma jakiś swój mglisty początek, to nie ma żadnego przewidywalnego końca. Koronawirus rozgrywki lubi bez reguł i choć ogromnie cierpimy z tego powodu, to on dyktuje nokautujące warunki. Nie interesuje go ani maj, ani szkoła, ani wakacje. W kraju takim jak nasz zabawa w chowanego może mu się szybko nie znudzić z wielu powodów. Myślenie, że w kwietniu dzieci wrócą do szkół jest patologicznie optymistyczne. Zakończcie ten edukacyjny chaos teraz. Przygotujcie się i wróćcie do nas. Niestety, wiele wskazuje na to, że mamy czas.

Rok szkolny trwa od września do czerwca. Mamy to w kalendarzach, na planach, w rozkładach urlopowych i w zestresowanych krwiobiegach. Miejmy to proszę w dupach. Czy to nie dobry moment na roztrzaskanie tego betonu i zrobienie prawdziwej rewolucji w szkolnictwie? Po diabła nam dwumiesięczne wakacje, z którymi każdy (serio, każdy!) rodzic ma problem, a większość dzieci wpada w komę? Rozejrzyjmy się, spójrzmy, jak wolny czas w roku szkolnym podzielili na przykład Anglicy. Myślę, że w lipcu i w sierpniu, jak wirus pozwoli, będziemy reanimować gospodarkę i budżety domowe, niekoniecznie szturmem ruszymy na wczasy. Wtedy szkoła może się nam wszystkim bardzo przydać.

Skoro owa zaproponowana edukacja jest obowiązkowa, to dlaczego nie zapukał do mojego syna darmowy Internet, laptop i drukarka ze skanerem? Teraz zmuszona jestem oddać dziecku jedyny domowy komputer, czyli rzucić pracę – to będzie miało dla nas przykre konsekwencje, bo tylko ja utrzymuję dom. Drukarki nie mam, bo mieć nie muszę – no to też klops, bo to kolejny czas, który tracę na przepisywanie materiałów… Nie użalam się nad sobą, nie w tym rzecz. Zdaję sobie sprawę, że nie mam najmniej i nie jestem najmniej zaradną osobą. Są domy, w których po prostu nie ma. Nie ma sprzętu, nie ma Internetu, a co najbardziej boli – nie ma dorosłego wsparcia. Jak mają działać dzieci w nich żyjące? Wybaczcie, wiem już, że takie pytania psują haj lepiej ogarniętych. Super, że sobie radzicie, ale dziewięciolatka uciekająca ostatnio w nocy w samej piżamie przed ojcem pijakiem nie ma szans wam dorównać. Takich dzieci jak ona jest więcej, niż chcielibyśmy zaakceptować.

Są dzieci, które nie mają szans! Przepraszam, jeśli ktoś myślał, że ten temat zamknął się w punkcie poprzednim. Dla mnie ten jeden punkt jest wystarczający, żeby zakończyć rok szkolny. Jeśli tego nie rozumiemy, to znaczy, że wyścig, w który daliśmy się wszyscy wciągnąć, odciął nam tlen do mózgów i wszyscy jesteśmy robotami. Nasze dzieci będą budowały ten świat ze swoimi rówieśnikami i dlatego również w naszym interesie jest, żeby miały z kim. Stawianie fundamentów nierównościom zawsze ma swoje konsekwencje. Jeśli umiemy przyjąć do wiadomości, że są takie rodziny, w których jedyny sensowny posiłek dzieci jadają w szkołach, to dlaczego myślimy, że mają szanse na naukę poza nią? Jeśli wiemy, że rodziny wielodzietne to nie jest model samych tylko ekonomicznych VIP-ów, to pomyślmy, skąd mają wziąć sprzęt dla kilkorga dzieci. Jeśli z zaangażowaniem czytamy od kilku miesięcy o rosnącym wśród dzieci i nastolatków odsetku depresji, to zadajmy sobie pytanie, co dzieje się z nimi teraz w zamknięciu, czy na pewno to moment, w którym siadają z podręcznikami? Tych przykładów mogłabym wypisać więcej. Dla myślących, odpowiedzialnych dorosłych chyba wystarczy.

Szybkie zadanie: Mama Ali jest nauczycielką. Mama Gucia jest redaktorką. Mama Ani jest lekarką. Mama Józia jest fryzjerką. Czy w związku z pojawieniem się koronawirusa okazało się, że wszystkie mogą być jak mama Ali? Nie! Choćbym chciała, nie mam kompetencji. Nie umiem uczyć. Przykra prawda po kilku dniach. Nie znaczy to, że nie wspieram rozwoju intelektualnego mojego dziecka. Znaczy to tylko tyle, że nadal jestem jedynie redaktorką.

System padł pierwszego dnia. Jasne, wszak nie został stworzony po to, by uczyć online, miał być tylko miejscem do wymiany informacji. W naszym kraju szkoły nie uczą w ten sposób. Edukacja to przecież tradycja, o naszym systemie można czytać w książkach do historii.

Nauczyciele są w histerii. Też bym była, gdyby ktoś mnie zostawił w fabryce samochodów i kazał pilnować maszyn, żeby produkcja nie padła. Co nauczyciele wiedzą o sieci, komputerach, programach, aplikacjach i innych nagle niezbędnych im rzeczach? Niektórzy nic. Do tej pory części z nich komputer, oczywiście mówię tu o posiadaczach takowych, układał jedynie pasjansa po pracy. Nikt nie motywował ich do rozwoju na tej płaszczyźnie w celach zawodowych. Nikt nie zapewnił szkoleń. Nikt tego nie zrobi. Ale do akcji! Na ulice przecież teraz nie wyjdą.

„Nauczyciele są w histerii. Też bym była, gdyby ktoś mnie zostawił w fabryce samochodów i kazał pilnować maszyn, żeby produkcja nie padła”.

Rodzice są w histerii. Dziś słuchałam płaczu trzech koleżanek. Spanikowana przyjaciółka latała po sklepach, szukając materiałów na plastykę, a jej mąż robił zdjęcia w parku – zadanie na polski. Znajoma przerysowywała mapę, bo nie ma drukarki do nieaktywnego PDF-a. Nieźle nas wszystkich pogubiło. Mama rówieśnika mojego syna – Gucio jest w pierwszej klasie – na moje stwierdzenie, że rok szkolny powinien się skończyć, odpowiedziała mi, że dzieci stracą. – Co stracą? – spytałam. – No, czas – odparła. Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył. Straciliśmy świat, który znamy, musimy zacząć myśleć inaczej.

Rodzice nie są autorytetem szkolnym. Jeśli mój syn robi takie jazdy pani nauczycielce, jak mi przy lekcjach, to skończymy z kuratorem. Dlaczego robi je przy mnie? Bo moje dziecko jest moim dzieckiem. Nie moim uczniem. Dla naszego dobra niech tak zostanie.

Większość z nas czuje, że to nie wakacje. Bez obaw. Jedni z nas walczą o życie innych, niektórzy walczą z paniką. Walczymy o względny spokój i bezpieczeństwo najbliższych i swoje, o utrzymanie się na powierzchni finansowej. Może na ten moment to wystarczy? Dzieci w tym czasie nie cofną się w rozwoju. Są na to za mądre i za chłonne. Może trzeba im zaufać?

Zakończcie ten rok szkolny teraz. Obiecujemy siedzieć na dupach w domach i czekać, aż wrócicie z dobrymi rozwiązaniami. Bez założonych rąk. Będziemy dbać o rozwój naszych dzieci. Może nauczymy się dbać również o te obok nas, których problemów nie da się teraz nie słyszeć, kiedy miasta zamarły w ciszy.