Z pamiętnika mamy dziewczynki

Z pamiętnika mamy dziewczynki

Kiedy byłam w ciąży, koniecznie chciałam mieć syna. Dziś, kilka lat później, będąc mamą dwóch wspaniałych dziewczynek, zastanawiam się, czemu kiedyś chciałam być mamą chłopca. A w zasadzie, mądrzejsza o setki przemyśleń i stos przeczytanych stron, już to wiem. Zdałam sobie sprawę, że to głęboko skrywane pragnienie było automatyczne i bezrefleksyjne. Kierowało mną na poziomie podświadomym, zgodnie z oczekiwanymi przez społeczeństwo normami.

Syn to przecież w powszechnym przekonaniu – lepsza wersja człowieka. Bardziej wartościowa, silna, przydatna, sprawcza… ta lista zalet może nie mieć końca. A dziewczynka? To istota słabsza, bardziej narażona na niebezpieczeństwa tego świata, wymagająca ochrony. I przynosząca rodzicom więcej trosk. Jak tu nie drżeć o nią, gdy pierwszy raz idzie sama do szkoły? Jak bez obaw pozwolić na to, by pojechała sama na wyjazd z koleżankami? Czy sobie poradzi? Czy nic jej się nie stanie?

Centralnym punktem tych wszystkich obaw, wizji i projekcji byłam ja sama. Ja i moje przyszłe życie z dziewczynką albo z chłopcem. No bo jak córka – to wspólne zakupy i gotowanie, zajęcia baletu lub innego tańca, spokojne rozmowy przy kawie. A jak syn – to oczywiście mecze Legii, obowiązkowo treningi piłki nożnej i zabawa na działce, w błocie po pachy. Dziś te wszystkie wizje wydają mi się niedorzeczne, jednak wtedy pojawiały się w mojej głowie automatycznie. Z odmętów mojej podświadomości wyciągały na powierzchnię głęboko zakorzenione stereotypy płci. Bo tak to już ze stereotypami jest, że są niemalże wdrukowane w nasz mózg, stają się niewidzialnym kierowcą siedzącym za sterami naszego myślenia. Dostrzeżenie go w działaniu nie jest proste, wymaga wysiłku i autorefleksji.

Pierwsze takie refleksje pojawiły się u mnie, gdy byłam w ciąży. Zastanawiały mnie komentarze bliskich osób, które niesamowicie cieszyły się na wiadomość, że będę mieć córkę: „będziesz miała pomoc w domu i opiekę na starość”. Albo zatroskanych znajomych: „żałujesz, że nie syn?”. Wtedy jeszcze myślałam: na syna mam jeszcze czas. Planuję przecież zostać mamą drugi raz, może będę miała wtedy „więcej szczęścia”.

Gdy pierwsza córka pojawiła się na świecie, na spacerach wiecznie zaglądano mi do wózka z nieodłącznym pytaniem: chłopiec czy dziewczynka? Jakby to był najważniejszy aspekt bycia niemowlakiem! Dość szybko zorientowałam się, że płeć mojego dziecka determinuje to, jakiego koloru ubranka dostanie w prezencie, za co będzie chwalona, czego się będzie od niej oczekiwać i jakie zabawki i aktywności będą jej proponowane. Obserwowałam to wszystko z ciekawością, ale jeszcze bez towarzyszącego mi dziś przemożnego uczucia, że „coś tu jest nie tak”. Przyjmowałam to za normę: tak to jest i widocznie tak już musi być.

Coraz większy niepokój zaczął we mnie wzbierać od momentu, gdy córka podrosła i zaczęłyśmy często pojawiać się na placach zabaw. Non stop słyszałam jak dyscyplinowano dzieci, bazując na ich płci.

„Chłopiec i zabawa lalkami? Będą się z ciebie śmiali!”
„Nie wchodź tak wysoko!”
„Nie maż się jak baba!”
„Ostrożnie bo spadniesz!”
„Uważaj bo się pobrudzisz!”
„Nie bój się! Do odważnych świat należy”.
„Zostaw tę ciężarówkę, to jest zabawka dla chłopców”.
„Szczęśliwe dziecko to brudne dziecko”.

Domyślacie się pewnie, który zestaw komentarzy przeznaczony jest dla której płci. Te zdania odtwarzają się w nas automatycznie. Jakbyśmy mieli w głowie zwrotnicę, która przestawia nasze myślenie z jednego toru na inny, w zależności od tego, czy myślimy o dziewczynce, czy o chłopcu. Na każdym torze jest zestaw odrębnych opinii i oczekiwań, nakazów, zakazów i recept. Te dwie zwrotnice się nie krzyżują, zawsze biegną równolegle.

Pewnego dnia przeczytałam artykuł, który odwrócił o 180 stopni moje myślenie na temat stereotypów dotyczących dziewczynek. W magazynie Science opublikowano badania, które dowodzą, że już 6-letnie dziewczynki są mniej skłonne niż chłopcy wierzyć w to, że są bardzo mądre! Zastanawiałam się, jak to jest możliwe, że zanim dziewczynki zaczną edukację w szkole, nabywają tak ograniczającego je przekonania? Trudno sobie przecież wyobrazić, by rodzic lub inna bliska dziewczynce osoba mówiła jej wprost, że nie jest zbyt mądra, bo jest dziewczynką. To przekonanie musi się w niej budować gdzieś „po drodze”, w toku codziennych doświadczeń, na które składają się słowa i reakcje dorosłych (lub ich brak), przekazy z książek i bajek, zachowania dziadków i opiekunek w przedszkolu.

Jak dokładnie badacze dowiedli mniejszą wiarę 6-letnich dziewczynek w swoje możliwości? Przeprowadzili kilka eksperymentów w grupie dzieci 5-, 6- i 7-letnich. Na początek przeczytano im historię osoby, którą przedstawiono jako „bardzo mądrą” i zapytano, jakiej ich zdaniem płci jest ta osoba. 5-latki (zarówno dziewczynki, jak i chłopcy) uznały, że historia opisuje przedstawicielkę/przedstawiciela ich własnej płci. Chłopcy 6-letni także uważali, że to mężczyzna jest bohaterem historii „bardzo mądrej” osoby. A dziewczynki w tym wieku? Znacznie częściej wskazywały na płeć przeciwną! Między piątym a szóstym rokiem życia dzieje się coś, co skłania dziewczynki do wiary w stereotyp, że to mężczyźni są „naturalnie” bardziej inteligentni.

Czy może to mieć związek ze szkołą? Czy może być tak, że dziewczynki inaczej niż chłopcy postrzegają osiągnięcia szkolne i stąd bierze się ich przekonanie o własnej mniejszej inteligencji? Aby to ustalić, badacze poprosili badanych, by określili, które z danej czwórki dzieci (dwóch chłopców i dwóch dziewczynek) mają lepsze oceny w szkole. Wszystkie badane dziewczynki (niezależnie od wieku) stwierdziły, że osiągają lepsze od chłopców wyniki w nauce. Czyli mimo że trafnie oceniają swoje wyniki w nauce jako lepsze, nie przypisują tego faktu swojej mądrości. Badacze uznali więc, że przekonania na temat inteligencji dziewczynek nie bazują na tym, kto osiąga lepsze oceny w szkole.

Między piątym a szóstym rokiem życia dzieje się coś, co skłania dziewczynki do wiary w stereotyp, że to mężczyźni są „naturalnie” bardziej inteligentni.

Dla mnie jednak najważniejszą częścią badania była ta, w której starszym dzieciom zaproponowano dwie gry: jedną dla „bardzo mądrych” dzieci i drugą dla dzieci, które „bardzo się starają”. Następnie mierzono poziom ich zainteresowania każdą z gier. Niestety, okazało się, że dziewczynki były mniej niż chłopcy zainteresowane grą dla „bardzo mądrych” dzieci i chętniej wybierały tę, przy której należało się „bardzo starać”. Pomyślcie, jak bardzo powszechny jest stereotyp, który portretuje dziewczynki jako te staranne i dokładne. I okazuje się, że już 6-latki wpisują się w niego idealnie!

Badacze wykazali też, że te dziewczynki, które we wcześniejszej części badania nie uważały się za „bardzo mądre”, były mniej zainteresowane grą dla „bardzo mądrych” dzieci. Nie dość, że dziewczynki posługują się w swoim myśleniu ograniczającymi przekonaniami w tak młodym wieku, to jeszcze przekonania te stopują je przed podejmowaniem niektórych aktywności. I to jest w moim poczuciu najważniejszy wniosek z tego badania: stereotypowe przekonania, gdy tylko zakorzenią się w umysłach dziewczynek, natychmiast wpływają na ich zachowania. Modyfikują wybory edukacyjne, sprawiają, że dziewczynki zaczynają unikać aktywności, które wydają im się trudne. A co ważniejsze – dzieje się tak, gdy dziewczynki mają zaledwie 6 lat! Świadomość tego, jak wiele może to zmieniać w trakcie całego ich późniejszego życia, jest dla mnie druzgocąca. Pomyślcie: wkraczając w świat edukacji, jeszcze zanim usiądą w ławce w pierwszej klasie, wasze córki mogą myśleć, że są mniej mądre od chłopców!

Stereotypowe przekonania, gdy tylko zakorzenią się w umysłach dziewczynek, natychmiast wpływają na ich zachowania. Modyfikują wybory edukacyjne, sprawiają, że dziewczynki zaczynają unikać aktywności, które wydają im się trudne.

Gdy zapoznałam się z tymi badaniami, moja starsza córka miała 4,5 roku. Pomyślałam sobie: „czyli mam tylko 1,5 roku, by zapobiec u niej wykształceniu takiego szkodliwego przekonania!”. Ale jak to zrobić? Postanowiłam, że będę się edukować i zdobywać wiedzę. Im więcej czytałam, tym bardziej widziałam, że temat stereotypów płci jest fascynujący. Zdałam sobie sprawę, że płeć jest niesłychanie ważną kategorią, a jednocześnie prawie dla nas niewidoczną. Tak mocno „porządkuje” nasz świat, że praktycznie nie jesteśmy w stanie bez niej żyć. Dostrzegłam, że ja sama nie jestem wolna od jej wpływów. A skoro tak, jest duże ryzyko, że ulegam jej w moim macierzyństwie. I pozwalam, by to płeć rządziła moimi wyborami w kontekście dzieci w wielu aspektach – czy to w wyborze koloru ubrania, czy proponowanych córkom aktywności.

Postanowiłam, że chcę wyruszyć w drogę ku wolności od stereotypów płci w życiu moich córek. I że chcę zaprosić do tej drogi innych rodziców, którym tak samo jak mi, bliskie jest wychowanie bez ograniczającej soczewki płci. Tak narodził się projekt edukacyjny „Jak Wychowywać Dziewczynki?”. Dziś, po kilku latach, widzę, że proces wychowania świadomego w kontekście stereotypów płci wymaga też głębokiej pracy nad sobą. W końcu sama też byłam w wielu aspektach obiektem stereotypowego traktowania. Co prawda nikt mi nie mówił „jesteś dziewczyną, więc nie poradzisz sobie z matematyką”, ale wielokrotnie słyszałam „to dziewczynkom nie wypada”, „dziewczynki się tak nie zachowują”. I moje ulubione „dziewczynki powinny być grzeczne”.

Bez dekonstrukcji tych głęboko zakorzenionych i bardzo często nieuświadomionych przekazów, nie może być mowy o świadomym rodzicielstwie. Jeśli ich nie przepracujemy, będą z nas wychodzić w najmniej oczekiwanych i pożądanych momentach. Łatwiej jest bowiem wychodzić poza stereotypy, gdy jesteśmy spokojni i mamy przestrzeń do refleksji nad tym, jak w danej sytuacji zareagować. Ale jeśli coś dzieje się w biegu, w nerwach i pod presją, wtedy najłatwiej nam sięgnąć do tego, co znane i bliskie. Czyli do starych dobrych stereotypowych schematów. To właśnie wtedy „wyrywają nam się” takie słowa jak: „nie płacz, przecież nic się nie stało” – do syna lub „bądź grzeczna, nie przeszkadzaj!” – do córki.

Dziś, po kilku latach, widzę, że proces wychowania świadomego w kontekście stereotypów płci wymaga też głębokiej pracy nad sobą. W końcu sama też byłam w wielu aspektach obiektem stereotypowego traktowania.

Może wam się wydawać lekką przesadą, by tak mocno koncentrować się na unikaniu stereotypów płci. Jednak badania jasno pokazują, że mogą mieć one wpływ na wiele aspektów życia dziewczynek: na to jak się ubierają, jak się zachowują w grupie rówieśników, jaki sport uprawiają, a nawet – czy potrafią wyrazić własne zdanie! Ja uważam, że warto zrobić wszystko, by oszczędzić naszym córkom tego wpływu. A przynajmniej próbować go ograniczać.

Dziś myślę, że nie ma nic lepszego, niż być mamą dwóch dziewczynek. Nie zamieniłabym tego doświadczenia na nic innego! To dzięki córkom, i razem z nimi, mogę się zmieniać i rozwijać. Czy moja droga wyglądałaby tak samo, gdybym była mamą chłopców? Być może. Ale nie mam już potrzeby przekonywania się o tym w praktyce.

Wykorzystane tu zdjęcia to kadry z filmu „Little Miss Sunshine”, w którym 7-letnia Olive rusza w rodzinną podróż na konkursie piękności dla dzieci. Stereotypy płciowe to w tym filmie ważny kawałek.

Dodaj komentarz