To tylko życie. (Nie)zwykłe.

To tylko życie. (Nie)zwykłe.

Kwarantanna, ten tydzień, w którym otworzyli salony fryzjerskie i pandemiczny świat zamienił się w ziemię obiecaną. Można wypić latte w mieście. Prezydent nagrał rap. Wirus się zdezorientował. Siedź na dupie – mówi moje coś w środku, ale cała reszta je unieważnia: lubisz swój odrost? Bo już nie musisz. Ciachniesz sobie sama tę grzywkę? Bo jeszcze możesz. Chcesz iść do fryzjera? Bo już wygrałaś tyle punktów i żyć, że właśnie ta opcja weszła do twojego pakietu. Inne zamknięte pomieszczenie z obcymi, ale dorosłymi ludźmi, będącymi w tej samej znakomitej większości obywateli, którzy na pewno nie byli testowani.

Ale życie masz jednak jedno tylko.
Ale raj jest tam, nie tu.
Ale to tylko kaprys.
Ale widziałaś się w lustrze.

Na uczesanie postawili niemal wszyscy, których znam, a już na pewno niemal wszyscy, których nie znam. W salonie dziesięć osób obsługi ścian nie podpiera. Sześć jest w maseczkach. Cztery mają ten pomysł bycia ponad innymi i innym się dziwieniu, myląc bezmyślność z buntem i odwagą. Klienci też maseczek w salonie nosić nie chcą, uroku to nie dodaje i trudniej robić dziubki do lustra. Król salonu, mój dzisiejszy fryzjer, spóźnia się trzydzieści minut i tylko kolejnych pięć wytrzymuje z zasłoniętą twarzą. Czas i zdrowie klientek wyraźnie i bez skrępowania ceni mniej niż włos, który wycenia luksusowo. Nie polubiliśmy się, tak jak nie lubi się rozczarowań.

Filigranowa blondynka opowiada o tym, jak to Włochów zabiła radość życia, za którą ona szaleje, i że szaleje też za jakimś Włochem. Druga, że nad Zalewem Zegrzyńskim rozpoczął się sezon grillowania, a te najpiękniejsze na świecie błękitne oczy ma po mamusi, a po niej ma je jej córka. Trzecia przez telefon podaje dokładne detale całego swojego bycia w tym tygodniu, ale to nie jest takie zwykłe historii opowiadanie, bo po drugiej stronie ma kogoś w tym jej byciu uczestniczącego. Może nawet samą siebie tam posadziła przed wyjściem. Trochę ją rozumiem, stale prowadzę ze sobą rozmowy. Teraz już wiem, jak ważne jest, by zachować je w dyskretnej, niemej skrytce głowy. Czwarta ma kruczoczarne włosy, rzęsy i tatuaże, mówi o kimś, kogo zabił wirus, ale nie wiadomo, kim był, bo to daleki znajomy dalekiego znajomego z dalekiej Ameryki. W końcu jakiś człowiek prawdziwy, który zmarł na to, na co pomrzeć miało pół kraju, a tu tylko umierają przypadki z telewizora. Szum, kiedy suszarki milkną. Krótkowłosa brunetka rezonuje ze wszystkimi, każdemu poddając tę samą puentę, o ludziach bez własnych rozumów. Jej rozum podpowiada ignorowanie zakazów i spiskowe teorie. Mama z synem siedzą w swoich telefonach. Wysoki młodzieniec siedzi w sobie, ale w pozach głośniejszych od słów. Brodacz pluje na lockdown, bo miał szaleć swoim życiem po świecie. Ja zaplułam się już pewnie cała, bo duszę się w maseczce i w towarzystwie. Czy świat utonie w tych fragmentach, jak w plastiku?

A miało być tak pięknie
A raj jest tam, nie tu.
Uda ci się to zapamiętać?
Życie masz jednak jedno tylko.

Kwarantannę spędzam z ludźmi, z którymi nie mamy potrzeby mówić obok siebie, bo rozmawiamy. Nie przybieramy póz, bo lubimy się przytulać. Nie udajemy, bo to, co dzieje się między nami jest dla nas ważne, dobre i bezpieczne, nawet jeśli bywa trudne. Wyraźnie to widzę z tego fryzjerskiego piekiełka udającego życie. Trudniej mi to zobaczyć, kiedy w życiu prawdziwym mam na sobie tak wiele, a spora część tematów kręci się wokół spraw kilkulatków.

Przez kilka dni hodowali ślimaki, sami doszli do punktu, by zwrócić im wolności. Mój syn po latach silnej wiary w historię o niekończących się podbojach świata przez naszego psa, zapytał mnie, czy to jednak nie jest kłamstwo. Prawda jest teraz naszą wspólną tajemnicą, Gucio nie chciał martwić Marianki. Wybaczył mi te bujdy, uznał, że było mu z nimi długo przyjemnie. Płakaliśmy razem nad odejściem przyjaciela, którego wcześniej opłakać wspólnie nam nie pozwoliłam. Marianna opowiada mi, co się z nią dzieje, kiedy za mną tęskni. I że najszczęśliwsza jest wtedy, kiedy robimy coś razem. Podobno ma wtedy gwiazdy w sercu, które wskoczyły jej tam z mojego brzucha. Znowu siedzę przy niej, kiedy zasypia. To momenty prawdy o naszym życiu. Prawdą są też niekończące się krzyki o niesprawiedliwości, poczucie pokrzywdzenia, bunt szkolny, zazdrość i moje frustracje, niemoc i zaniechania. Wszystko jest tam wskazówkami do jasnych punktów życia. To ostatni moment, żebym mogła je zobaczyć przez ich delikatne i niewinne soczewki. Świat musiał się rozchorować, żebym mogła to zrozumieć? A może potrzebowałam dojrzeć, sama w sobie i w swoim macierzyństwie.

Jutro będzie mój ósmy dzień mamy.

PS Fryzurę mam taką, jak zawsze – wszystko robią loki. Mam je po mamie.

Dodaj komentarz