Szczęście nudziary

Co musi zrobić matka, żeby czuć, że żyje?

„Jakie ty masz szczęście!” – słyszę w kawiarni i obracam się, żeby sprawdzić, czy to na pewno do mnie, bo mieć szczęście kojarzy mi się z wytypowaniem sześciu cyfr w lotto i zasileniem konta o kilka grubych baniek, a nie udało mi się tego dokonać, mimo wielu prób. „No ty to masz szczęście! Że ich masz. Dzieci. Parkę!”. Kręcę głową nad kawą, nie patrzę rozmówczyni w oczy, bo po prostu nie mogę. Zamiast tego myślę: Jaką kurwa parkę? Moje dzieci? Igi i Wiera? Mam ich rozmnażać? Parkę papużek, chomików czy buldożków to rozumiem, ale „parkę” dzieci. Fuj, ohyda, Roman Polański z Woody Allenem by na to nie wpadli. No dobra, nie czepiam się już tych okropności, pani chodzi o to, że życie rodzinne to takie wielkie szczęście. Okej. Pierwsze, co wyrywa się z klatki piersiowej wraz z wydechem, to „tak, tak, oczywiście wielkie szczęście”. A w myślach dudni: wielkie szczęście i nuda straszna, nuda! Jestem szczęściara = jestem nudziarą.

Nie jestem pewna, czy się z tym urodziłam, czy to cecha nabyta, ale potrzebowałam zawsze dużo dramatu, by czuć, że żyję. Bo szczęście to świadomość, że jest się żywym. Że jest się tu i teraz. Kiedyś inne mechanizmy mną sterowały: awantury, nowe przyjaciółki, które wykluczają stare przyjaciółki, bo jedni drugich nie lubią – nie gadam z tym, bo wtedy Asia się na mnie obrazi, a z tamtym nie, bo nie… I takie tam takie sytuacje dodawały mojemu życiu smaczków.

Plus imprezy, koks, wódka, tańce do rana i niepisany konkurs pod hasłem: „Kto odpierdoli coś głupszego”, który często wygrywałam, mimo że nagród nie było. W mojej głowie rządził następujący mechanizm: im głupszy numer odwaliłam, tym na większe poważanie zasługiwałam, dla siebie samej obrastałam w legendę. Chciałam być jak Mick Jagger, mimo że nigdy nie byłam członkinią żadnego zespołu. Melanż i dramat były moim paliwem. Im bardziej byłam nieszczęśliwa, tym bardziej szczęśliwa byłam. I mimo, że z logicznego punktu widzenia poprzednie zdanie nie ma sensu, jestem święcie przekonana, że są po drugiej stronie ekranu setki, jak nie tysiące, osób, które bardzo dobrze wiedzą, o co mi chodzi.

„Nie jestem pewna, czy się z tym urodziłam, czy to cecha nabyta, ale potrzebowałam zawsze dużo dramatu, by czuć, że żyję”.

Odkąd na świecie pojawił się Igi, mój syn, melanż muszę wpisywać w kalendarz zgodnie z urlopami mojej mamy, a że mama jest młoda i do emerytury daleko – urlopu nie ma tak dużo, a co za tym idzie melanż zanika. Czasami mierzę się z myślą, że odpalę wrotki ponownie, kiedy Igi z Wierą dorosną i uderzą w miasto. Chyba, że będą chcieli żyć mamusi na złość i będą się dużo uczyć, żeby dostać się na SGH (jest to najgorszy scenariusz, jaki do tej pory wymyśliłam na kiepską przyszłość dla swoich dzieci – z mojego punktu widzenia tak sięgnęłyby dna, a ja zaliczyłabym porażkę jako rodzic, ale może to materiał już na kolejny wpis).

Pcham się w niemożliwe, w multitasking, w pracę, a nawet dwie, w macierzyństwo, chce też być przyjaciółką wszystkich, do tego ogarniam posty na Insta i koniecznie chcę coś zabawnego powiedzieć ludziom – to wszystko muszę robić, żeby czuć, że żyję. Bo kiedy krążę spokojnie między stołem z parującą zupą a dywanem pełnym Lego, to często wyparowuje ze mnie życie…

Przez okno wpada piękne światło, jemy dobry posiłek, który przygotuję zaraz, żeby się zrelaksować, bo tak jakoś szczęśliwie wyszło, że kocham gotowanie. Dzieci grają w planszówkę ze swoim superprzystojnym tatą, i nie wiem, kto mi się bardziej podoba, oni czy on. Potem ten błogi moment, gdy Igi i Wiera bawią się sami, a ja wpatruję się w nich i myślę „ale nuda”. I o to w tym wszystkim chodzi? Domek, mądre, zdrowe i piękne dzieci, zalotny stary, zdrowy posiłek? Pracę też mam i idzie mi coraz lepiej. Nie mam zatem absolutnie do czego się przypierdolić, bo nawet ja dobrze wyglądam. Wszystko u mnie jest jak z obrazka – no, nudno. Rzygi, rzygi, rzygi. „Nuda, nuda, nuda, nuda, nic nie dzieje się“ – to śpiewam sobie w głowie, gdy patrzę znad klawiatury na mój dom i jego mieszkańców. Jesteśmy tacy szczęśliwi z tym, co mamy, i z tym kim i gdzie jesteśmy w życiu, we wszechświecie.

„Bo kiedy krążę spokojnie między stołem z parującą zupą a dywanem pełnym Lego, to często wyparowuje ze mnie życie”.

Na mieście spotykam ludzi, którzy na moje podle ogólne pytanie „Co słychać?” zalewają mnie sekwencją porażek i trudności, a ja podnoszę wysoko brwi ze zdziwienia, a za chwilę – gdy dotrzemy do miejsca, w którym zapytają, co u mnie – wypuszczę krótkie „U mnie zajebiście”. I niestety nie mogę wpuścić marudzenia i narzekania, bo moje ostatnie tygodnie to spokój i głębokie poczucie szczęścia. I nie wiem, czy coś się wydarzyło, gdzie był ten punkt inicjujący falę szczęścia, ale to chyba była decyzja o tym, że już teraz mogę być szczęśliwa i mogę być największą nudziarą, jaką znacie. I to jest OK, i to też jestem ja.

Wdycham tę nudę. Wypełniam się nią. Próbuję przytulić ją równie mocno jak poduszkę na kanapie. Mówię do siebie: „Spokojnie. Jutro się pobiją, pojutrze młoda zachoruje, za trzy dni Igi przeżyje kryzys w znajomości z kumplem, za cztery dni rozwali się katalizator w samochodzie, za pięć – pani od sprzątania zrezygnuje z roboty, a za sześć dostanę okres. Będzie jakiś balans. Poczuję, że żyję.

23 odpowiedzi do “Szczęście nudziary

  1. to jest najpiękniejszy tekst jaki ostatnio czytałam ! taka szerość i jędrności umysłu! przeczytam go jeszcze kilka razy i bede odsyłać do niego wszytkich. Więcej tekstów od tej pani plssss

  2. Podoba mi się! Twòj styl, charakter pisania. Czuję, że cokolwiek tu napiszę nie będzie tak fajne jak ten tekst, więc napisze tylko, czekam na kolejne!

  3. Do mnie tekst nie trafia… jednak przyjemnie się czyta bo krótki i konkretny, dodatkowo rozumiem go i życzę aby całe zycie ten tekst był aktualny i działo się tak ‚perfekcyjnie’ nudno i zdrowo w Pani życiu! Piękna rodzina.

  4. Julity nie znam osobiście, ale znam jej mamę i powiem Wam, że nie dziwię się, że J. jest taką fajną mamą. Miała dobry przykład 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *