Przekonania chodzą stadami

Przekonania chodzą stadami

O skutecznych przekonaniach w relacji rodzic-dziecko w rozmowie z psycholog Agnieszką Stein.

Anastazja Bernad: Cześć, chciałabym porozmawiać z Tobą o przekonaniach, bo moim zdaniem ta wiedza to jest GAME CHANGER.

Agnieszka Stein: O tak, jest!

No dobra, to zacznijmy początku – co to są te przekonania?

Dobrą podpowiedzią jest angielski odpowiednik tego słowa, czyli „believes” – to, w co wierzymy, a po polsku to, do czego jesteśmy przekonani. Przekonania oparte są na dużych uproszczeniach i dzięki temu pełnią ważną funkcję – skracają nam proces myślenia, nie musimy za każdym razem odkrywać Ameryki i zastanawiać się ciągle, o co w życiu chodzi. Mamy jakiś schemat, w ramach którego możemy się obracać. Jest bardzo dużo przekonań, które są dla nas wspierające, służą nam, pomagają. Ważne jest, żeby o tym pamiętać, bo często spotykam się z takim mitem, że przekonania są złe (co jest przekonaniem) i że wszystkich przekonań należy się pozbyć (kolejne przekonanie). Zobacz, że teraz po prawie każdym zdaniu mogłabym mówić, że jest przekonaniem. Są jednak też takie, które nas nie wspierają.

Jak je rozróżnić?

Zaczęłabym od zobaczenia, odklejenia się od tego, że coś jest prawdą, a przyjęcie tego, że jest przekonaniem. To czasem nie jest łatwe, bo nasz mózg działa w taki sposób, że jak mamy jakieś przekonanie, to będzie wybierał z rzeczywistości takie kawałki, które nam to potwierdzą. Ważne jest, że każde przekonanie coś nam daje i coś zabiera, oraz to, że przekonania powstają z jakiegoś powodu. Czasem to, że przekonanie nie służy, daje się wyraźnie we znaki, ale nie zawsze jest to oczywiste. Moim zdaniem pomocne jest oglądanie przekonań innych ludzi, jak oni myślą o świecie; co nam przychodzi do głowy, kiedy o tych przekonaniach myślimy; które z nich nam pasują, a które nie. Pomaga też danie sobie przestrzeni na to, że nasze przekonania mogą się zmienić – zadanie sobie pytania, jakby nam było, gdybyśmy mieli inne przekonanie, na dany temat.

Warto wiedzieć, że „przekonania chodzą stadami” – każde przekonanie jest połączone z kolejnymi, na przykład, jeżeli mam takie przekonanie, że „jestem leniwa”, to za tym idzie przekonanie, co to w ogóle dla mnie znaczy „leniwa”. Za tym, jak rozumiemy różne słowa, schowane są przekonania, a dalej za nimi idą przekonania wartościujące to lenistwo: czy to jest „dobre”, „złe”, a może jeszcze jakieś inne i dlaczego to jest „dobre” albo „złe”. Tak drążąc, możemy doszukać się kolejnych przekonań, i czasem dopiero widząc ten pełen obraz, jesteśmy w stanie ocenić, czy nam służy, czy nie. Bardzo wiele razy byłam świadkiem, kiedy ludzie dokopywali się do tych grup przekonań i zaczynali się śmiać z tego, co tam mieli nawsadzane.

Czyli właściwie wychodzi na to, że kiedy zapoznamy się z tym konceptem i przyjrzymy swoim przekonaniom, to rozpoznanie tych, które nam służą, a które nie, odbywa się już intuicyjnie?

Tak. Można też się wesprzeć narzędziami takimi jak proponuje Byron Katie w stworzonym procesie nazwanym „Praca” (ang. „The Work”). Podstawą „Pracy” jest to, że w momencie pojawienia się stresującej myśli, zadajemy sobie cztery pytania:

1. Czy to prawda?
2. Czy mam absolutną pewność, że to prawda?
3. Jak reaguję, co się ze mną dzieje w związku z tym przekonaniem?
4. Jak byłoby mi bez tego przekonania?

Pomocne też bywa sprawdzenie, co mi to przekonanie daje, a co zabiera. Ponieważ przekonania nie powstają bez powodu, to dane przekonanie w momencie powstawania musiało nam w jakiś sposób być potrzebne, coś nam załatwiać. W związku z tym zobaczenie, do czego nam ono służyło, pozwala sprawdzić, czy jest nam ono wciąż potrzebne, i zdecydować, czy dalej chcemy się nim kierować. Może tak być, że ono wciąż nam w czymś pomaga.

Kolejnym narzędziem, które lubię jest „skalowanie” przekonania, czyli sprawdzanie, na ile procent wierzę w dane przekonanie. Czasem bywa tak, że mimo iż z pewnymi przekonaniami zdążyliśmy się już pożegnać, to pojawia się myśl na nich bazująca. Mówiąc „myśl”, mam na myśli coś nie tak trwałego i mocnego jak przekonanie. Takie myśli mogą się pojawiać, kiedy mamy np. gorszy dzień. I wiesz, że to już nie jest twoje, ale i tak czasem potrafi wskoczyć.

A co z emocjami, które są wywoływane przez przekonania? Zauważyłam taki schemat: przekonanie —> narracja —> emocja, w każdym właściwie rodzaju relacji. Myślę też, że to się mocno ujawnia w kontekście relacji rodzic-dziecko, gdzie bez przerwy mierzymy się z konsekwencjami naszych reakcji i emocji. Na dodatek kiedy zostajemy rodzicami, zasypuje nas deszcz przekonań w postaci różnych rad.

Tak, chociaż dobrze pamiętać, że przyswojenie sobie nowego przekonania w życiu dorosłym nie jest takie proste, szybkie i bezrefleksyjne – to dzieci szybko łapią przekonania. Więc jeżeli przekonanie Cioci Dobra Rada we mnie zaczyna kiełkować, to może znaczyć, że padło na przygotowany wcześniej grunt w postaci nabywanych w przeszłości przekonań, które często bywają nieuświadomione. Zobacz, jeżeli matka mówi ci, że dzieci robią na złość, to możesz być prawie pewna, że wyrastałaś w tym przekonaniu – to mogło być niesformułowane, ale np. kryć się w reakcjach matki. Takie przekonanie może sobie leżeć latami, bo np. przez lata nie mamy kontaktu z małymi dziećmi, aż tu nagle nasza matka wyskakuje z nim na nowo, a nam nietrudno zacząć się zastanawiać, czy aby przypadkiem nie jest to prawda.

Pojawił nam się jeden przykład przekonania z relacji dorosły- dziecko, masz tam coś jeszcze w zanadrzu?

Tych przekonań jest bardzo dużo i można je podzielić na kilka kategorii, np. przekonania na temat tego, kto to jest dobry rodzic; jak się zachowuje dobrze wychowane dziecko; co to znaczy wychowanie; jakie jest zadanie rodzica; co ten rodzic ma robić. Do tego dochodzą przekonania na temat autorytetu, szacunku i innych wielkich pojęć – co to jest; jak to jest ważne; jak to egzekwować. Dużo jest też przekonań o przyszłości dzieci.

Na przykład to, że jeśli się teraz czegoś nie zrobi, to w przyszłości będzie to miało takie i takie konsekwencje?

Tak, „Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał”. Ważne w rodzicielstwie są również przekonania globalne np. „życie jest ciężkie”, „świat jest okrutny”, „rozwój jest trudny” czy „do efektów dochodzi się tylko ciężką pracą”.

Teraz widzę dobrze, co miałaś na myśli, mówiąc o grupie przekonań – za hasłem „życie jest ciężkie” idzie „dziecko trzeba przygotować do ciężkiego życia w okrutnym świecie”.

Tak, i tu nam się pokazują dwie rzeczy: pierwsza, że przekonania chodzą stadami, i druga, że przekonania sterują naszym zachowaniem. Wyłania nam się taki schemat: najpierw mamy przekonania na temat tego, jak wygląda rzeczywistość, a na tych przekonaniach budujemy kolejne, czyli to, co z tą rzeczywistością należy zrobić. I dlatego nie wyobrażam sobie pracy terapeutycznej, warsztatowej czy pisania książki dla rodziców bez grzebania w przekonaniach. Bardzo trudno jest zmienić zachowanie, jeżeli mamy w głowie, że to, co robimy, jest niezbędne do przeżycia, i jeżeli tego nie będziemy robić, to stanie się coś strasznego.

„Dobrze pamiętać, że przyswojenie sobie nowego przekonania w życiu dorosłym nie jest takie proste, szybkie i bezrefleksyjne – to dzieci szybko łapią przekonania”.

Jakie są takie bardzo popularne przekonania, które nie służą rodzicom, dzieciom, ani ich relacji?

To różne przekonania związane z braniem do siebie tego, co dzieci robią. Często zawierają w sobie takie hasła jak: „robi na złość”, „specjalnie”, czyli sformułowania, które wskazują na intencjonalne działanie dziecka przeciwko mnie. Kolejne to przekonanie, które – ze smutkiem stwierdzam – wciąż funkcjonuje w środowisku naukowym, czyli że dziecko jest aspołeczne i że trzeba je nauczyć takich rzeczy, że inni ludzie są ważni, gadaniem albo karami i nagrodami. Wokół tych przekonań jest dużo strachu, co nigdy nie jest rozwojowe.

Znam z własnego doświadczenia takie sytuacje, kiedy pojawia mi się myśl: „w takim wieku to dziecko już nie powinno się tak zachowywać”. Takie przekonanie, że skoro dziecko już jest tak kumate i ma takie zaawansowane przebiegi myślowe, to z emocjami powinno być równie zaawansowane. I czuję, że za tym idzie emocja.

Jest coś takiego jak model stref regulacji wyrastający z teorii poliwagalnej profesora psychiatrii Stephena Porgesa i ujęcia Dana Siegela. Model dzieli stan naszego autonomicznego układu nerwowego na cztery strefy: żółtą – strefę komfortu i odpoczynku, zieloną – kontaktu i rozwoju, czerwoną – walki i ucieczki, i niebieską – zamrożenia i przetrwania. Powiedz mi, czy się nie mylę, ale słyszę, że mówisz o myślach, które pojawiają się, kiedy jesteś w „czerwonej strefie”*.

Masz rację.

Jest takie powiedzenie „Narracja podąża za naszym stanem”. Psycholożka Ania Dziewulska proponuje, żeby z tej myśli zrobić narzędzie rozpoznawania, w jakim jestem stanie. Często zanim pojawi się złość, tryb walki, pojawiają się myśli, i jeżeli wyłapiemy je wystarczająco wcześnie, to zamiast wchodzić w emocje, mamy możliwość zaopiekować się tym stanem.

Mam wrażenie, że na przekonaniach na temat zarówno siebie, jak i świata łatwo zbudować poczucie tożsamości.

Wiem, co masz na myśli, ale ujęłabym to w ten sposób: w naszej kulturze często postrzega się tożsamość jako zbiór przekonań. Tymczasem tożsamość jest swojego rodzaju esencją, nie są nią natomiast etykiety i przekonania.

Wydaje mi się, jeżeli przekonanie sklei się z taką pseudotożsamością, to trudniej nam potem z nimi pracować. Przykładowo: jeżeli myślę, że moją esencją jest to, że jestem niecierpliwa, to trudniej nawet pokusić się o to, żeby to obejrzeć, sprawdzić, kiedy, dlaczego, kiedy bardziej i co mogę zrobić, żeby mniej się niecierpliwić.

No tak, może nam się wydawać, że jeśli to zmienimy, przestaniemy być sobą.

Łatwiej też zdecydować się na pożegnanie się z czymś, co nie sprawia wrażenia części jestestwa, tak jak łatwiej pozbyć się ubrania niż nerki. Nie mniej z weryfikowaniem i pozbywaniem się przekonań jest taki problem, że w pewnym momencie trzeba uruchomić myślenie…

Hahaha, no tak, ale słuchaj – w gruncie rzeczy myślenie to cenna rzecz!

Masz jakby rację, ale uruchomienie całej tej maszyny…

Powiem ci, że jak się tej maszyny nie uruchomi, to ona w końcu umiera.

O, to jest bardzo bliskie moim refleksjom i postanowieniom, uwzględniającym starość: trzymać tę maszynę i dbać o jej elastyczność, żeby za 50 lat ludzie chcieli sami z siebie ze mną rozmawiać.

Elastyczność poznawcza to jedna z cenniejszych rzeczy w życiu, ale pamiętajmy, że to wszystko zależy też od naszego stanu. Jeżeli jesteśmy w stanie komfortu, to na tę elastyczność mamy przestrzeń, a jeżeli ktoś jest w zamrożeniu, to ma więcej sztywności.

„Trudno jest wywalić z głowy przekonanie «jestem niedoskonała», łatwiej wsadzić przekonanie «wszyscy są niedoskonali». I sens tego przekonania nie polega na tym, że ono jest prawdziwe, tylko na tym, że jest skuteczne”.

 

Wspominałaś na początku, że przekonania to są skróty, więc w zamrożeniu czasem nie masz przestrzeni na przeprowadzanie procesów, tylko łapiesz się tego, co jest dostępne, po to, żeby przeżyć.

Tak! I tutaj wyłania się taki wątek, że ponieważ przekonania są elementem strategii przetrwania uzależnionym od stanu człowieka, to jestem daleka od oceniania ludzi na ich podstawie. I wracając do twojego pytania z początku: czy dane przekonanie nas wspiera, czy nie – odpowiedź brzmi: to zależy. Bo w jednym stanie może okazać się, że ono mi mocno uwiera, a w innym pełni jakąś ważną funkcję. Moim zdaniem każdy ma prawo do własnych przekonań i to właśnie przekonanie uważam za bardzo wspierające w relacjach, również w tych między rodzicami. Pozycja „moje przekonanie jest lepsze niż twoje” nie stwarza przestrzeni do dialogu.

To może zamiast pozbywać się całkowicie błędnych przekonań, warto pracować nad wdrażaniem nowych?

Rzeczywiście z głowy trudno się różne rzeczy wyjmuje, trudno jest zostać z pustką. O wiele łatwiej się wkłada, więc takim efektywnym działaniem jest skupienie się na szukaniu przekonań, które nam bardziej odpowiadają, a one już same wyprą te stare. Takimi „nowymi” przekonaniami, jakimi zajmujemy się np. na warsztatach, jest to, że „wszystkie działania człowieka są po to, żeby się o siebie zatroszczyć”. Kiedy takie przekonanie się w nas zakorzeni, to marne są szanse na przeżycie przekonania, że „wszyscy robią mi na złość”. Trudno jest wywalić z głowy przekonanie „jestem niedoskonała”, łatwiej wsadzić przekonanie „wszyscy są niedoskonali”. I sens tego przekonania nie polega na tym, że ono jest prawdziwe, tylko na tym, że jest skuteczne, czyli ludziom, którzy je mają, zazwyczaj lepiej się funkcjonuje.

Wątek o nowych przekonaniach pięknie wieńczy naszą rozmowę, dziękuję!

Dziękuję!

*

Rozmowę ilustrują zdjęcia Mary Ellen Mark, amerykańskiej fotografki znanej z fotoreportażu i przejmujących portretów. Jej zdjęcia miały charakter społeczny i dotykały takich tematów jak wykluczenie czy samotność. Mary Ellen Mark często portretowała też dzieci, ukazując trud dzieciństwa.

Dodaj komentarz