Matki

(Nie)prawdziwa historia trzech kobiet

Za chwilę skończę czterdzieści lat. Mamą jestem od siedmiu, od pięciu podwójną. Zebrałam sporą kolekcję doświadczeń. Dużo energii poświęciłam na poukładanie jej w porządek pozwalający na spokojny sen. Trudny i piękny to był proces. Mam dobry czas. Nie oznacza to bynajmniej życia w wacie cukrowej, każdy dzień rzuca wyzwanie. Budujące. Jestem sobie wdzięczna, że doszłam do tego punktu. Piątka, Paulinko!

Poniżej znajdziecie historię z innego życia. Oczywiście fikcyjną. Oczywiście podobieństwo do osób prawdziwych jest przypadkowe. Gdyby była to historia o kobietach z mojej rodziny, to musiałabym chcieć położyć jej kres. Gdyby była to historia o mnie, to chciałabym za nią podziękować. Tak rozwijają się skrzydła, by móc żyć po swojemu.

Matka jest tylko jedna. No, chyba że sama się nią stajesz, a obok masz własną, to już są dwie. Jeżeli jeszcze przy twojej rodzicielce pojawia się szanowna seniorka rodu, to masz szczęście. Masz szczęście, jeśli możesz wycofać się niepostrzeżenie i starannie zacierając ślady, biec.

Dziecko cierpliwe jest i wyrozumiałe. Miękkie i małe, ale przy kilkutygodniowej matce, trzyma się dzielnie, jakby było ze stali. Dziecku za to wielkie dzięki, karmienie na żądanie i suchą pieluchę. To znajomość może i krótka, ale jest porozumienie, sympatia i zacieśnia się więź. Jest jeszcze coś znacznie większego i (nie)zwykłego, ale o tym nie teraz. Tyle o małym z matką. Spokojnie, bez rwania włosów z głów.

Puk, puk, stuk, stuk.

Na scenę wchodzi matka druga.

Puk, puk, stuk, stuk. Do drzwi puka, niosąc zapewne dobre słowo i zachwyt nad matką jeszcze nieopierzoną. Puk, puk, stuk, stuk, a co to? Nikogo tu nie ma za drzwiami… Naiwna matko początkująca, złota rada nie puka do drzwi, tylko bębni nerwowo palcami o blacik. Dudni o przetrwanie wnuka w twojej, zagrażającej mu obecności. I gdy usłyszysz sekundę ciszy, to wiedz, że w tej oto chwili pozornego spokoju plecie się pajęczyna. Nagradzana na świecie scenografia stworzona, by wylać fale krytyki. Oskarowy monolog bycia na przekór. Cytatów nie trzeba, co dom, to język własny.

To wszystko nic. Do teraz.

Teraz weszła seniorka, matka trzecia, doświadczenie wagi ciężkiej i takowa też argumentacja. Ona nie stuka, ona nie puka, na ciszę też czasu cennego nie traci. Ona cierpi. Serce ją boli, bo jej się kraje. Patrzeć nie może, ani oczu przymknąć. Spać po nocach nie będzie po tym, co tu zobaczyła, a może raczej przez to, czego nie widzi tu na pewno.

A czego nie widzi?

Stojącego powietrza, bo okno przy dziecku otwarte, a to przecież lato i wiadomo, zefirek, wicherek, zawieje, małe piąstki i stópki odmrozi. Czapeczki na główce prawnuka też nie widzi, więc zapalenie ucha gotowe, bo w murach gorzej niż na zewnątrz. Z zimna to mu włoski wypadną, włosków zresztą też nie widzi i to przynajmniej już wiadomo, dlaczego. Becika, pierzynki, kocyka, batystowej koszulki, pieluszki przy buźce, śpioszków, pieca, co by go wsadzić na jedną choćby zdrowaśkę, zdrowaśki i Bozi z piernika też nie widzi, ale o tym innym razem, bo umierać w załkaniu zamierza na raty. Bo tak, matce trzeciej czas umierać. Bo nie tak się dzieci chowa, a już zwłaszcza takie maluczkie, i gdyby tylko miała siłę, to by pokazała tej, co to nic jeszcze o matkowaniu nie wie, ale siły jej starcza jedynie na wszystkiego wypowiedzenie. Z dwojga złego nie wiadomo, co gorsze.

Co na to matka druga?

To zależy od tego, co sądzi matka od dziecka, bo matka druga musi zawsze na odwrót. I jeszcze, co chyba zrozumiałe, nie może zgodzić się z tą trzecią. Ciężkie i bezlitośnie szarpiące jej nerwy to zadanie, ale skoro matka, babka i prababka sobie poradziły, to i ona wytrwa. Pramatki nie biorą się znikąd.

A dziecko śpi.

Co tak śpi? Bo głodne! Przegrzane albo zmarznięte. O, budzi się. Bo głodne! Przegrzane albo zmarznięte. I znowu na rękach! Tak nie można psuć człowieka w biały dzień! I nie tak się tego człowieka trzyma, bo tylko w jedną stronę główkę przekręca i od tego to będzie zez, krótka twarz i jeszcze pójdzie mu w pięty płaskostopiem! I niech im ta nowa nie mówi, co lekarz powiedział, bo one medycynę przerabiały i wiedzą. Wiedzą, że mają rację i to nie dlatego nawet, że stoi za nimi czarno na białym litera, ale dlatego, że one tak mówią. A w ogóle to do cholery z tą matką pierwszą! Dziecko powiła chyba tylko po to, żeby te dwie wykończyć. Ale przyjdzie i na nią pora, kiedyś będzie drugą, a jak los da, to i trzecią. Wtedy za wszystko zapłaci.

*

Stay cool. Keep calm.

5 odpowiedzi do “Matki

  1. Bywa… Po urodzeniu trzeciego dziecka przez matkę pierwszą zazwyczaj matka druga i trzecia nie mają już nic do gadania, można się cieszyć macierzyństwem 😛 Polecam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *