Matki w czasach zarazy

Matki w czasach zarazy

To będzie krótszy tekst niż zazwyczaj.

Po pierwsze: dzwoniąc do Marty*, miałam tezę, którą chciałam z nią rozwinąć – że teraz, w czasie pandemii, to się dopiero okaże, jak to wspaniale, że jakiś czas temu człowiek zaczął proces rozwojowy, że pracował nad empatią i komunikacją, że dzięki temu przejście przez kwarantannę to będzie lajcik. Szybko jednak okazało się, że to zupełnie bzdurny pomysł. Tuż przed tą rozmową telefoniczną wysłałam przecież Marcie wiadomość, że ostatnio bardzo szybko można mnie wyprowadzić z równowagi i że od razu wskakuje na szczyty wkurzenia, a Marta odpisała, że ma to samo. Obie uznałyśmy też, że nie wiemy, jak rozmawiać z osobami, które w przeciwieństwie do nas lekceważą sobie zalecenia dotyczące pozostania w domu i zachowania innych środków ostrożności. I że wcale nie jest tak, że coś wiemy na ten temat. Dzięki temu doszłyśmy do tego, że to, co jest dla nas wspierające, to bycie uważnymi i wyrozumiałymi dla siebie, i że może przejawiać się na różnych płaszczyznach.

Po drugie: sytuacja jest nowa. 

Po trzecie: rozmawiając, byłyśmy już sponiewierane, mimo że do końca dnia było jeszcze trochę czasu. Czym sponiewierane? Pewnie tym, czym sponiewierana jest większość rodziców ostatnio, będąc z dziećmi całymi dniami, bez możliwości sięgnięcia po wsparcie innych dorosłych

Po czwarte: w gąszczu porad uważam, że wystarczy doradzania.

Z naszej rozmowy wyłuskałam to, co obie z Martą uznałyśmy za wspierające w tym dziwnym czasie:

1. Obserwuj i nazywaj to, co się teraz dzieje

Dzwonię do Marty i mówię: „Jak fajnie, że mamy tyle narzędzi do rozprawienia się z tą wirusową sytuacją, co nie Marta? Empatia, komunikacja…”. Po czym Marta odpowiada: „No, niby tak, ale tak jak pisałaś w SMS-ie przed chwilą, że łatwo się odpalasz, to ja mam tak samo. Już dzisiaj płakałam i darłam się na dzieci. I niby wszystko fajnie, ale coś tam jest pod powierzchnią – to jest jakiś niepokój w związku z nieznanym”. 

Niepokój to taki sygnał, który zanim zracjonalizujemy i ubierzemy w słowa, najpierw poczujemy. Mrowienie w jelitach, te mniej przyjemne motyle w brzuchu, może ścisk w szczęce albo w skroniach? Potem przychodzą myśli, różne, ale nieważne, o czym one będą, bo wszystkie będą się dokładać do poczucia, że motyli w brzuchu przybywa, że szczęka zaciska się mocniej, a serce pika szybciej. „Czy to długo potrwa? To zamknięcie w domu?”, „Co z naszymi planami zawodowymi?”, „Czy starczy hajsu?”, „Czy moi bliscy są bezpieczni”, „Dlaczego nie wszyscy stosują się do zaleceń izolacji i higieny?”, „Jak mam zadbać o siebie i dzieci, kiedy wciąż jesteśmy razem?”. Niezależnie od tego, które pytanie podsunie ci twój wiecznie przetwarzający rzeczywistość umysł, masz szansę rozpalić ogień niepokoju albo się nim zaopiekować, czyli:

– Zauważ te myśli jako coś, co nie jest zespolone z tobą. Możesz wizualizować je jako krople wody kapiącej z kranu, jako chmury za oknem przesuwające się po niebie, jako skarpetki, które wieszasz po kolei na suszarce. Daj im się sformułować i zamanifestować, i obejrzyj je sobie.

– Pooddychaj w ich obecności. Trochę z bliska, trochę z oddali.

– Sprawdź, jakie ważne dla ciebie jakości kryją się z tymi myślami. To może być to, że lubisz mieć wpływ, chcesz czuć, że to, co robisz, ma sens, chcesz poczucia solidarności i wspólnoty, a może chcesz wolności i spokoju?

Na początek wystarczy. Pooddychaj z tymi jakościami. To prawdopodobnie twoje codzienne potrzeby, które straciły swoje tymczasowo znane startegie na zasilenie i zaspokojenie. 

Na początek twojemu umysłowi wystarczy uznanie tych myśli i potrzeb. Poznasz to po swoim oddechu. Po tym, że go nagle zauważysz, że jeden będzie głębszy i po nim przyjdzie być może westchnienie. 

I zabawne jest to, że dzwoniłam do Marty z tą swoją tezą o ludzkiej empatii i komunikacji, a zapomniałam, że przez pół dnia darłam się na dzieci, że mam od jakiegoś czasu naprawdę krótki lont. W momencie, kiedy dzięki Marcie skojarzyłam te fakty, zrobiło mi się lżej. Nazwanie i uznanie niepokoju dało mi ukojenie.

Brené Brown – naukowczyni, która prowadzi badania nad wrażliwością, w swoim podcaście mówi: „Nazwanie trudnych uczuć i emocji nie daje im mocy. Nazwanie ich daje moc MNIE”.


2. Przyglądaj się swoim strategiom bez oceniania

Nasze strategie radzenia sobie w trudnych sytuacjach, jak ta z kwarantanną, mogą być różne, ale ważne jest, żeby się im przyglądać, sprawdzać, na ile służą nam i otoczeniu, i czy może w pewnym momencie warto zastąpić je czymś innym, jeśli rzeczywiście więcej z nich szkody niż pożytku. Wspierająca dla nas może być myśl: „Ta sytuacja jest dla mnie nowa, nieznana, a taka strategia była dla mnie dostępna na ten moment i to jest w porządku”. Moja i Marty strategia opierała się na sprawdzaniu newsów dotyczących koronawirusa.

Marta: Mam w sobie takie rozdarcie, bo z jednej strony chciałabym być tu i teraz z dziećmi i Tomkiem, i ustaliłam, że będę sprawdzać informacje tylko dwa razy dziennie. Z drugiej strony – w momencie, kiedy jest mi trudno, patrzę, co inni piszą na temat wirusa.

Anastazja: Ja przez pierwsze trzy dni od zamknięcia placówek nie wiedziałam, co się dzieje, bo próbowałam ogarnąć rzeczywistość – dzieci, które są w domu, i jednocześnie chciałam być na bieżąco z rozwojem wydarzeń, a raczej rozwojem wirusa. Kolejne informacje pojawiające się na grupowym czacie, kolejne doniesienia, komunikaty – średnio jeden na 3 minuty. Nie byłam do końca pewna, czy to podążanie za informacją mi służy. Mój łeb był bliski eksplozji.

Marta: Ja myślę o tym, że to jest nasza strategia na ukojenie tej niepewności, chcemy mieć jak najwięcej informacji, żeby wiedzieć, z czym mamy do czynienia.

Anastazja: Lżej mi z myślą, że czytanie wiadomości, to ciągłe sprawdzanie telefonu nie jest czymś „szkodliwym” czy „bezmyślnym”.  W sumie, dajcie spokój, jestem w sytuacji, jakiej jeszcze nigdy w życiu nie byłam, chcę wiedzieć MNIEJ WIĘCEJ, na czym stoję. Zwłaszcza, że zdaje się, że jestem matką, czyli jakby nie patrzeć – osobą odpowiedzialną za więcej niż swoje życie.

Spisując tę rozmowę, zauważyłam, że rzeczywiście najwięcej informacji zbierałam przez trzy pierwsze dni, teraz ich tak nie potrzebuję i czuję, że uznanie mojej strategii jako ważnej pomogło mi w odpuszczeniu gromadzenia ich. Po pierwsze moja wyjściowa potrzeba rozeznania została wysycona. Po drugie nie dorzucałam sobie wyrzutów sumienia z powodu mojego siedzenia w telefonie, a wyrzuty sumienia blokują dostęp do autorefleksji i samoobserwacji.

3. Daj sobie czas na rozeznanie w sytuacji

Chcę sobie dać czas na sprawdzenie, jak wszyscy funkcjonujemy w tej sytuacji. Na tym indywidualnym rysie będę mogła budować nowe rutyny i pomysły dla naszej rodziny.

Anastazja: A właściwie, dlaczego darłaś się dzisiaj na swoje dzieci?

Marta: Bo wymyśliłam sobie sposób na to, jak przejdziemy kwarantannę, że na przykład będziemy spędzać przynajmniej dwie godziny na zewnątrz. Jednak okazało się, że mój plan to jedno, a pomysły pozostałych członków rodziny to drugie. A na dodatek, jak już po wszystkich trudach i mozołach udało nam się dojechać w miejsce, które zaplanowałam, okazało się, że jest tam pełno ludzi.

Anastazja: Myślę sobie, że to jest dla nas wszystkich zupełnie nowe, i fajnie, że pojawiają się propozycje dziennej zdrowej rutyny oraz „tysiąc aktywności na czas z dzieckiem w domu”, ale czasem trudno się w tym od razu połapać. U mnie jeszcze na dodatek, jak zaczynam czytać o tych wszystkich pomysłach, zaczynają się pojawiać wyrzuty sumienia, że nie jestem tak kreatywną matką. Potem jednak przypominam sobie, że mam coś innego do dania moim dzieciom, i czuję wdzięczność za to, że ktoś dzieli się ze mną tymi pomysłami. Wdzięczność z jednoczesnym brakiem poczucia zobowiązania, że muszę z tej wiedzy skorzystać.

4. Zaakceptuj i zaadaptuj to, czyli rezyliencja

Marta: To, co czuję, że będzie dla mnie teraz wspierające, to nie tyle ćwiczenie i szukanie równowagi, tylko rezyliencji, czyli zdolności adaptacji do zmiennych warunków. Rezyliencja to akceptowanie tego, co się dzieje, i podążanie za tym. Bo to, co się teraz wydarza w związku z wirusem, jest większe od nas. Trochę jak w surfingu – sprzyja nam raczej poddanie się rytmowi fali, a nie przeciwstawianie jej. W tym momencie nie mamy pojęcia, jak będzie wyglądało nasze życie za tydzień, miesiąc, rok czy dekadę. W jakim stopniu możemy opierać się na założeniach wysnutych na podstawie naszych dotychczasowych doświadczeń. Jeżeli nie wiem, na jakiego rodzaju zmiany mam się przygotowywać, przygotowuję się na ich przyjmowanie.

Sytuacja jest dynamiczna i każdego dnia pojawiają się nowe wyzwania i nowe przemyślenia. Jeśli tylko będę miała jeszcze jakieś tipy, od razu kontaktuję się z redakcją Ładne Bebe.

Trzymajmy się!

*Marta Sikorska – mediatorka, mentorka, facylitatorka. Wspiera rodziców na warsztatach, wyjazdach rodzinnych i indywidualnych spotkaniach. Prowadzi Fundację Pasikonie, która przez autorskie programy rozwojowe z udziałem koni pomaga budować świat oparty na wspólnocie, empatii i dialogu.

*

Autorki zdjęć: Anastazja Bernad, Helena i Łucja Jerszyńskie