Lubisz moje dzieci?

Lubisz moje dzieci?

Kiedyś wyobraziłam sobie rzeczywistość, w której to nie tylko my, rodzice, we dwoje uczestniczymy w procesie rozwoju naszych dzieci, ale cała wioska, ze swoim bogactwem i różnorodnością. Wyobraziłam sobie, że odbywa się to niekoniecznie w obrębie rodziny, ale wychodzi dalej, poza to dobrze znane terytorium, wciąż jednak na bezpiecznym, wspierającym gruncie. To rzeczywistość, w której każdy członek wzbogaca nasze dzieci cząstką siebie, swoją perspektywą, językiem, sposobem myślenia, talentem, umiejętnością, wrażliwością. Rzeczywistość, w której dzieci uczą się, że granice każdego człowieka leżą gdzie indziej i że nie ma szablonu na szacunek dla nich.

Potem pomyślałam, że to niemożliwe, bo urbanistycznie sprawa jest przegrana, że na wsi by się to udało, gdyby wszyscy znajomi i krewni byli na odległość kilku dziecięcych kroków. A potem okazało się, że ta myśl jest dla mnie tak mocna, że mimochodem zaczęłam tak sobie organizować rzeczywistość, że to się zadziewa. Że moje pytanie przyjaciół o chęć spędzania czasu z moimi dziećmi to nie tylko prośba, a zaproszenie do mojego świata, i że to, co mnie odciąża, niekoniecznie ich obciąża, a jest wręcz wartością i radością.

Zadałam kilka pytań dwojgu moich przyjaciół, żebyście zobaczyli, że wcale tego nie wymyśliłam! (Odpowiadając na ewentualne pytanie, skąd mam takich przyjaciół: to jest jedna z dziedzin, w których pozwoliłam sobie na to, żeby mieć tak, jak chcę).

RADEK

Co ci daje spędzanie czasu z moimi dziećmi?

Po pierwsze: ich dziecięca, nieskrępowana energia! Zawsze chciałem mieć dzieci, a czuję, że od twoich córek bardzo dużo się uczę w kwestii relacji z dziećmi – o ich rozwoju, postrzeganiu świata. Lubię to, że one zadają pytania, których sam na co dzień sobie nie zadaję, a chcąc im odpowiedzieć, muszę poświęcić chwilę na refleksję nad tematem.

Dziewczyny uczą mnie też, jak być z drugim człowiekiem. Kiedy dziecko ma problem, chcę mu pomóc go rozwiązać razem z nim, zastanawiam się, jak to zrobić, aby go nie skrzywdzić. W przypadku dorosłych zazwyczaj działam automatycznie, z góry zakładając, że dorośli mają grubszą skórę. Tymczasem pod tą grubą skórą kryją się zawsze wrażliwość i potrzeby.

No i zabawa – bardzo lubię się bawić, a przy tym z zabaw wynoszę obserwację na temat tego, jak czasem mocno tkwię we własnej głowie – widzę to po tym, jak nieraz trudno mi wejść w zabawę. A poza wszystkim i przede wszystkim bardzo je lubię! W każdej z nich cenię co innego: Łucja ma jakiś ponadprzeciętny ładunek ciepła, którego brakuje mi w relacjach z ludźmi, Helena z kolei jest wizjonerką i dokładnie wie, jak ma wyglądać jej świat.

„Kiedy dziecko ma problem, chcę mu pomóc go rozwiązać razem z nim, zastanawiam się, jak to zrobić, aby go nie skrzywdzić. W przypadku dorosłych zazwyczaj działam automatycznie, z góry zakładając, że dorośli mają grubszą skórę”.

Czy jest coś, co sprawia, że masz łatwość w spędzaniu czasu z dziećmi?

Zauważyłem, że mam większą wyporność na potencjalnie problematyczne sytuacje niż przeciętny dorosły. Traktuję je jako wyzwania, zadania, które trzeba rozwiązać. NIe wkurza mnie mnie płacz dzieci – kumam, że to nie jest ich jego wina, każdy z nas darł ryja, jak był mały. Mam wręcz poczucie, że jako dorosły jestem winny dania spokoju dziecku i jego rodzicom, bo dokładnie to samo robiłem, kiedy byłem mały.

Nie miałem też okazji się nimi zmęczyć, żeby mnie to przytłoczyło. Kiedy jechaliśmy razem nad morze, ty odpoczywałaś, a ja w pewnym momencie zauważyłem, że jestem zmęczony tym, że one się nie zatrzymują. Miałem jednak na tyle zasobów, żeby powiedzieć sobie: „OK, tak to wygląda, czyli muszę dać w tym momencie z siebie więcej niż się spodziewałem”. Wspierająca jest dla mnie moja elastyczna postawa. W trudnościach pomaga mi też traktowanie zachowania twoich córek jako wyrazów potrzeb dziecka, bez dorabiania ocen i narracji wokół.

A co poczułeś, kiedy zapytałam, czy chciałbyś się widywać z dziewczynami regularnie? (Jeżeli to tylko możliwe, dziewczynki spotykają się z Radkiem bez nas, rodziców, raz w tygodniu).

O, Jezu! Poczułem się megadumny! Zresztą, wciąż to czuję za każdym razem, kiedy jestem wspominany, pamiętany.

A co jest w tej dumie?

Kiedy usłyszałem, że dla ciebie ważny jest ich kontakt ze mną, poczułem się bardzo doceniony. To oznacza, że wnoszę wartość w wasze życie, że jestem potrzebny, że mi ufasz.

Dziękuję, mój kochany za rozmowę i za to, że jesteś w naszym życiu.

Dziękuję!

MIRIAM

Dlaczego lubisz spędzać czas z moimi dziećmi?

Dzieci mają całkiem inny sposób patrzenia na świat i będąc z nimi, mogę zarówno przenieść się trochę do czasu, kiedy sama byłam małą dziewczynką, jak i uruchomić swoją wyobraźnię. No i lubię je! Są fajne! To jest tak, jakbyś zapytała mnie, dlaczego lubię z tobą spędzać czas. Wiesz, lubię ciebie, a one są częścią twojego świata, są ważne, a poza tym, jak już mówiłam, one same są niezwykłymi istotami. No i ja lubię się bawić! To jest dla mnie przyjemne, odświeżające, budujące. Pamiętam, że kiedyś po zabawie z dziewczynami w chowanego wyszłam tak naenergetyzowana, że nie jestem w stanie tego porównać z żadnym innym doświadczeniem. To jest też niesamowite o tyle, że są to dla mnie kolejne mocne relacje z ludźmi, którzy są po prostu w innym wieku!

No, ale też ustalmy, wąchanie tych główek, całowanie stópek, to, że mogę je przytulać, nosić, to jest bardzo spełniające! Bardzo mi to rezonuje z potrzebą bliskości, to jest coś, czego nie doświadczysz z dorosłym człowiekiem – one się oddają bez żadnego lęku, to jest tak czyste… Jestem wzruszona, jak teraz o tym mówię. (Miriam ma faktycznie dwa strumienie na policzkach).

Co cię wspiera w spędzaniu z nimi czasu?

Przede wszystkim to, że kiedy się spotykam z dziewczynami, to moim celem jest spędzanie z nimi czasu, a nie np. gadanie z dorosłymi. Wtedy mam stuprocentową łatwość i przyjemność. Natomiast kiedy chcę się z spotkać z tobą i mam ci maaaasę rzeczy do powiedzenia, a typiary napierają, bo się cieszą, że mnie widzą, to wtedy nie wiem, w którą stronę skierować uwagę, i to jest trudne. Ostatnio, kiedy Ola (nasza znajoma) była z dziewczynkami w parku, a ja do nich dołączyłam, miałam taką wizję, że będziemy sobie siedzieć na kocyku, gadać, a dziewczynki będą wokół nas orbitować w radosnym pląsie. Jednak one były tak zajarane tym, że się pojawiłam, że świadomie zrezygnowałam z przeprowadzania wątków, na których mi głównie zależało – uzmysłowiłam sobie, że nie ma na to przestrzeni, a mnie się nie chce tej przestrzeni łokciami sobie organizować, i wolę to przełożyć na później. Więc podsumowując – to wspiera mnie moje nastawienie na kontakt z nimi. A reszta? Wszystko jest do ogarnięcia!

Czyli wspierająca jest twoja umiejętność odmawiania?

Tak, ponieważ dla mnie spotkanie z dziećmi jest czymś intensywnym – a ja chcę z nimi faktycznie spędzać ten czas i być całą sobą – to ważna jest ta przestrzeń na odmowę, bez względu na to, czy odmawiam dlatego, że mam inne plany, czy dlatego, że mi się nie chce. Ta przestrzeń jest zarówno we mnie, jak i w tobie. Jakiś czas temu zaczęłam sobie dawać tę możliwość i od tego momentu, również świadomie, otaczać się ludźmi, którzy mają w sobie przestrzeń, żeby odmawiać, jak i odmowę przyjmować – to mnie wspiera w wielu aspektach życia.

Jestem ci ogromnie wdzięczna za to, że masz taką otwartość na relację z moimi dziećmi, bo uważam, że różnorodność, której one zaznają poprzez relacje z innymi dorosłymi, niekoniecznie z rodziny, jest wartością nie do przecenienia!

Sama byłam takim dzieckiem. Ponieważ kiedy byłam mała, mieszkaliśmy z rodzicami w akademiku, wszyscy mnie znali, a znajomi rodziców za mną przepadali, to ja czułam, że cały świat jest mi przyjazny. I to było dokładnie to, czego potrzebowałam na tym etapie życia!

Co robicie jutro?

A nic, nie mamy planów.

No to dawajcie, jedziemy na działeczkę.

Klepiemy to, dziękuję, Miriam.

Dzięki, do jutra!

Dodaj komentarz