Komu przeszkadza moje macierzyństwo

Komu przeszkadza moje macierzyństwo

Balbina za chwilę skończy pół roku, coraz więcej do niej dociera, i do mnie też. Moja lista problemów aktualizuje się adekwatnie do jej rozwoju, co tydzień, co miesiąc. Rozglądam się dookoła i widzę wiele zysków, ale i wiele szufladek, w które zostałam wtłoczona. Miejsca i relacje domagają się aktualizacji.

Nie chcę twojego brzucha

Są relacje w, które nie zmieściłam się z brzuchem. Kilka koleżanek spojrzało na mnie ze smutkiem, jakby chciały powiedzieć: „Więc to koniec naszego frontu, naszego paktu, odchodzisz na zawsze w świat prokreacji. Od teraz nie będziemy już narzekać na rodziców i traumy, jakie przez nich przeżyłyśmy, teraz ty będziesz je tworzyć. Teraz ty będziesz zawodzić i nieudolnie kochać. Przeszłaś na drugą stronę. Nie boisz się, że zniszczysz to dziecko?”. Kilka poważnych przyjaźni rozmyło się w czasie. Kilka znajomości się przeterminowało. Czuję, że zdradziłam układy, które miały być stałe i niezmienne.

Kobiece tematy są tylko dla kobiet

Macierzyństwo to temat tylko dla kobiet, można na nim zrobić biznes, sprzedać kilka ubranek z ekologicznej bawełny i dużo niepotrzebnych gadżetów, można o nim przeczytać w kobiecym piśmie albo na forum dla mam. O dzieciach gadają kobiety. Mężczyzn nie obchodzi macierzyństwo, o ile sami nie mają małych dzieci. W ich oczach pojawia się nuda, kiedy za długo mówię o dziecku albo o mojej nowej roli. Ci bardziej kulturalni mogą chwilę wytrzymać, ale w większości tracą zainteresowanie po kilku minutach. Zostaję z wieloma niewypowiedzianymi słowami. Mam coraz mniej kolegów.

Czy będziesz jeszcze normalna?

Nigdy nie przestałam pracować, ale ciągle słyszę pytania o mój wielki powrót do pracy. Kiedy wreszcie przestanę pisać o macierzyństwie, a zacznę o poważnych sprawach spoza maminej bańki? Kiedy będę znów zajmować się uniwersalnymi problemami? Kiedy wrócę do grona poważnych reporterów, którzy mówią o tym, co istotne, polityczne i społeczne? Dzieci i macierzyństwo są zadziwiająco marginalizowane, są poza normalnością, są niepoważne. Kiedyś często słyszałam opinie na temat moich reportaży, dziś komentuje je jednie wąska grupa kobiet.

Filozofowie nie rozmawiają o prokreacji

Mieszkam w szufladce dla kobiet, które oddały się w ręce biologii. Czasem mam wręcz wrażenie, że okazałam się dla niektórych ludzi niepoważna i słaba. Przez całą ciążę szukałam książek o macierzyństwie, które pomogłyby mi zrozumieć nowy świat, w którym się znalazłam. Wszystko, co wpadało mi w ręce, dotyczyło pielęgnacji niemowlęcia, karmienia, porodu i ogólnie różnych aspektów kobiecego ciała. Cudem wpadłam na książkę psychoanalityczki Joan Raphael Leff „Ciąża. Kulisy wewnętrznego świata”, która opisuje zawiłość i paradoksy ciąży. Wiele razy dano mi do zrozumienia, że ciąży nie da się rozpatrywać na poziomie intelektualnym, filozoficznym, albo głęboko psychologicznym.

„Mieszkam w szufladce dla kobiet, które oddały się w ręce biologii. Czasem mam wręcz wrażenie, że okazałam się dla niektórych ludzi niepoważna i słaba”.

Jestem beneficjentem, jestem pisowcem

Żarty o 500+ slyszałam w ciąży częściej niż gratulacje, częściej niż pytanie o płeć, częściej niż pytanie o to, jak się czuję. Kiedy powiedziałam głośno, że 500+ bardzo pomogło mi w decyzji o zajściu w ciążę, straciłam kilku znajomych i wiele lajków. Żarty na temat mojej pazerności i lenistwa towarzyszą mi na codzień. Oblepiają moje macierzyństwo od samego początku. Moje dziecko i pieniądze, które na nie wydaję, są polityczne. Wiem, że kiedy zajdę w kolejną ciążę, będzie to jednoznaczne z wyciąganiem ręki po następne państwowe pieniądze.

Kiedy zaczniesz się wyrabiać?

Fakt, zegar i kalendarz od pół roku są elastyczną materią. Często się nie wyrabiam, jestem na styk, muszę wyjść skądś natychmiast albo nerwowo sprawdzam telefon. Czuję, że często rozczarowuję, że zawodzę. Trudno mi wytłumaczyć ludziom i znaleźć zrozumienie, że nawet z pogrzebu własnego ojca musiałam wyjść, bo moje dziecko płakało w samochodzie.

Dodaj komentarz