Bracia

Wzajemna troska rodzi się w lesie

Mam takie zdjęcie sprzed 4 lat, kiedy starszy syn pomaga młodszemu, gdy temu utknął gumiak w błotnistej kałuży w lesie. Kilka sekund wcześniej Michał wołał, że sobie nie poradzi, ja stałam w oddali i wierzyłam, że jeśli poczekam, to da radę. I w tym czasie Antek podbiegł i podał mu rękę. Oniemiałam. Zrobiłam zdjęcia. To był pierwszy raz, odkąd urodził się Michał, kiedy zobaczyłam, jak starszy w czymś mu pomaga.

1+1=?

Gdy jasne było, że do naszej małej rodziny dołączy jeszcze jedno dziecko, wszystko wydawało mi się takie proste. Przecież już miałam doświadczenie, przecież z drugim pójdzie mi już zupełnie gładko. Wiem, co to znaczy małe dziecko w domu. I jestem gotowa na przejście przez to jeszcze raz. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy bardzo szybko okazało się, że 1 dziecko +1 dziecko to wcale nie jest 2, lecz co najmniej 5!

Pojawienie się Michała zmieniło cały system naszej rodziny. Zmieniła się relacja między mną a starszym synem, między mną a mężem, między mężem a starszym synem no i jeszcze budowało się nowe połączenie między nami a tym nowym człowiekiem.

Iskrzyło.

A najbardziej między dziećmi.

Codziennie dochodziło do bijatyki. Młodszy Michał bronił się jak potrafił, czyli kopał, boksował i gryzł brata, często do krwi. Antek za to szczypał, też najmocniej. Tłumaczenia, separowanie ich, przekupstwo („Jak się dziś będziecie ładnie bawić, to dostaniecie lizaka” – serio, kiedyś tak mówiłam!), ani akceptacja z nadzieją, że przejdzie im szybciej, jeśli nie będę reagować. Nic nie rozwiązywało problemu. Nie miałam pomysłu na to, jak sobie z tym radzić. Jakoś pocieszenia innych w stylu „Między chłopakami to tak zawsze”, albo „Ja też się prałem z bratem, a teraz zobacz” zupełnie mnie nie uspokajały.

Pomógł nam dopiero las.

Terapia lasem

To, co mam na tym zdjęciu w rodzinnym albumie, wydarzyło się bardzo szybko, bo na czwartej albo piątej wyprawie do lasu. Takich sytuacji wzajemnej troski i pomocy mieliśmy z każdą wizytą coraz więcej. A to, co synowie wyćwiczyli w lesie i tam było dla nich normą, stało się potem łatwiejsze do stosowania w domu. Do dziś mogłabym zrobić setki podobnych zdjęć.

To największy skarb, jaki do tej pory chłopaki przynieśli z lasu.

Do dziś nie potrafię nazwać tego, co się tak naprawdę zadziało, albo co zadziałało najmocniej. Czy kojący spokój w lesie tak wpłynął? Czy to, że mogli tu polegać tylko na sobie? Czy wolność, jaką poczuli? Czy mój spokój i zachwyt, z jakim na nich patrzyłam zza drzewa, był wspierający? A może to, że wreszcie uwierzyłam całą sobą, że oni tak naprawdę się kochają, tylko mają trudność w relacji, ale na pewno ją poprawią?

Pojęcia nie mam.

Ale w lesie, czy też szerzej – w Naturze – dzieje się z nami mnóstwo rzeczy, których ja nie chcę rozumieć, ale zdecydowanie chcę doświadczać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *