macierzyńska (nie)codzienność współpraca reklamowa

Macierzyńska (nie)codzienność – Martyna Rusjan

Mama wybiera, co ją wspiera

Macierzyńska (nie)codzienność – Martyna Rusjan
Kinga Hołub

Układ typu: 2 + 2 + 2: dwójka jako para i przyjaciele, dwie córki (aktualnie jedna dwa razy starsza od drugiej) i dwa psy. A w tym wszystkim Martyna Rusjan, mama i wszechogarniaczka, która nawet nie próbuje się rozdwoić. Już wie, że miłość rośnie w postępie geometrycznym. A co pomaga rodzinie, jak i samej mamie, w codziennych wyzwaniach? Sprawdźcie na końcu produkty, które poleca Martyna.

Martyna na co dzień pracuje w pionie administracyjno-księgowym redakcji OKO.press, po godzinach jest modelką i szkoli się na specjalistkę do spraw cyberbezpieczeństwa. Kilka razy w tygodniu trenuje – biega, kocha też boks i brazylijskie jiu-jitsu. A do tego spełnia się jako mama dziesięcioletniej Mili i pięcioletniej Stefy.

W domu Martyny pewne rytuały są święte, ale jest w nim też  miejsce na spontaniczność. Żywiołowe temperamenty domowników, odrębne plany dnia i różne charaktery to pole do popisu dla mamy organizatorki, która kocha wyzwania. Sprzeczności tworzą jednak spójną całość – rodzinę, niby taką jak wszystkie i jednocześnie wyjątkową. Łapcie drugi odcinek naszego nowego cyklu o macierzyńskiej (nie)codzienności.

Opowiedz, jak wygląda twój poranek, a dowiemy się, na jakim etapie rodzicielstwa jesteś. Musiałaś dziś kogoś zrywać z łóżka czy to ciebie ktoś obudził o nieludzkiej porze?

Budzę się pierwsza – to mój sposób na spokojny poranek, który potrzebuję spędzić sama ze sobą. Codziennie wstaję o siódmej. Łyk ciepłej wody, dopiero później kawa. Przygotowuję śniadanie dla dziewczyn i idę je budzić. Mila, starsza, wstaje raczej bez problemu, za to Stefa to totalny śpioch, więc tu zaczynają się codzienne schody. Odprowadzam dziewczyny do szkoły i przedszkola, wracam do domu chwilę po ósmej i biorę na spacer nasze psy.

Poranek z kategorii intensywnych!

Ja to lubię! A po tych obowiązkach, jeszcze przed pracą, siadamy do wspólnego śniadania z narzeczonym. To dla mnie prawdziwy luksus jeść pyszne śniadania we dwójkę prawie codziennie. Udało nam się dojść do tego punktu po blisko 10 latach znajomości. [śmiech]

A co jest teraz najtrudniejsze?

Mimo że robię tak od lat – wstawanie przed siódmą nadal boli, szczególnie zimą, gdy jest jeszcze zupełnie ciemno. Ale coś za coś, kawa w ciszy jest tego warta. A poza tym trudne dla mnie jest „ta, jasne” rzucane przez starszą córkę przy każdej okazji i codzienna walka z młodszą o mycie zębów. Dziewczyny są kompletnie różne, na różnych etapach, i trudności też są zupełnie inne.

Jak się pracuje i rozwija zawodowo „po dzieciach”?

Ja właściwie nie miałam tego doświadczenia „przed”. Bardzo wcześnie zostałam mamą, miałam 20 lat. Pierwszą poważną pracę zaczęłam osiem lat temu, w tej samej firmie jestem do teraz. Aktualnie w OKO.press zajmuję się wsparciem administracyjno-księgowym redakcji. Kilka miesięcy temu podjęłam decyzję o przekwalifikowaniu się w specjalistkę od cyberbezpieczeństwa. Robię to po godzinach, powoli rozkręcam się w temacie. Szkolę się też w zakresie HR, to jedno z zagadnień, którymi zajmuję się w redakcji. W międzyczasie próbuję swoich sił jako modelka.

W międzyczasie – to znaczy kiedy? 

Od pandemii większość castingów odbywa się online. Pracuję głównie zdalnie, nagrywam self tape’y w przysłowiowej przerwie na kawę. Obydwoje jesteśmy aktywni po pracy – aktualnie Miłosz dochodzi do siebie po operacji kolana, ale poza tym jest czynnym sportowcem. Wymieniamy się dziewczynami, czasem chodzimy razem na treningi. Myślę, że oboje chcemy jak najlepiej dla siebie nawzajem i dla dziewczyn, więc jest obustronna wyrozumiałość, ale i determinacja.

Co jest najfajniejsze w byciu mamą?

Miłość! Nic mądrego tutaj nie powiem. Ja po prostu uwielbiam być mamą, nie ma jednej fajnej rzeczy, która z tego wynika. Nie tęsknię za życiem przed dziećmi. Za czym tu tęsknić, skoro jestem w dobrym miejscu?

Bez czego nie wyobrażasz sobie macierzyństwa? 

Bez bliskości. Bez kawy. Bez wspólnego zalegania na kanapie i oglądania „Karate Kid” w wersji z 1984 roku. To jest też ta fantastyczna część macierzyństwa – pokazywanie dzieciom swojego świata, zachwycanie się z nimi na nowo tym, co się świetnie zna.

Czy bycie mamą wpłynęło na twoje postrzeganie siebie jako kobiety? 

Mam poczucie, że moja kobiecość i jej świadomość rozwinęły się stosunkowo niedawno. Bardzo długo tkwiłam w przekonaniu, że jestem „tylko” mamą. W pracy odbierało mi to pewność siebie, czułam się „niewystarczająca”, przekładało się też na relacje. Nasi znajomi wyjeżdżali, zmieniali pracę, imprezowali, a my… zmienialiśmy pieluchy. Czułam, że nie mam im nic ciekawego do zaoferowania w rozmowie, tak mocno mnie to zamykało na znajomości! Z perspektywy wiem, że to nie była tylko kwestia wczesnego macierzyństwa. Wiele zmieniło się we mnie, w moim postrzeganiu siebie i świata przez te 10 lat.

To jak jest teraz?

Ostatnie dwa lata to czas, od kiedy mam odwagę postawić siebie na pierwszym miejscu i sięgać po to, co jest dla mnie ważne. Nadal czuję się potrzebna moim córkom, ale już nie tak bardzo jak na wcześniejszych etapach. Po trudnym rozstaniu z ojcem Mili trafiłam na terapię i wiele działo sięe w jej trakcie i po niej. To było dla mnie bardzo ważne doświadczenie, choć nie jestem zdania, że dla każdego – żeby coś w sobie zmienić, trzeba tego chcieć. Ja bardzo chciałam, przede wszystkim dla Mili. W naturalny sposób chciałam później naprawiać siebie dla relacji z Miłoszem i dla Stefy.

Czego się o sobie dowiedziałaś dzięki byciu mamą?

Że jestem odważna, wrażliwa i mam pokłady anielskiej cierpliwości. Że dobro rodziny stawiam na pierwszym miejscu. A tak bardziej praktycznie: że dobrze gotuję, jestem kreatywna, potrafię być bardzo dobrze zorganizowana. I że nie lubię się bawić lalkami Barbie ani dzidziusiami. To wcale nie były dla mnie oczywiste rzeczy, bardzo sobie cenię tę wiedzę. Podsumowując: macierzyństwo mnie wzmocniło, pokazało słabe strony, był to dla mnie bardzo owocny czas.

Wiedząc to, co już wiesz o byciu mamą, co byś powiedziała sobie na początku tej drogi?

Słuchaj siebie i uwierz w siebie.

 

***

Są dni łatwiejsze i takie, gdy od rana piętrzą się trudności: „Czy to katar?”, „Mamo, nudzę się!”. Nie znamy na to magicznych receptur, ale Martyna ma kilka sposobów, poza dobrą kawą o poranku, na jak najgładsze przebrnięcie – czy to przez deszczowe popołudnie, pierwsze oznaki przeziębienia, czy kinderparty, o którym przypominacie sobie wieczór przed. Zobaczcie jakie produkty z oferty naszych partnerów wybrała dla córek, dla siebie, dla domu.

OCH, TO JANOD!

Lubimy, gdy się błyszczy, iskrzy i migocze – jak w zestawach do prac plastycznych i tworzenia biżuterii Janod. Po otwarciu pudełka dzieje się magia – projektowanie naszyjników, ozdabianie barwnych ilustracji lub nauka rysunku. Artystyczne sety cieszą oko, powody do zadowolenia mamy także w obszarze motoryki małej.

Zabawa z zestawem Janod to nie tylko godziny kreatywnych działań. Gotowe prace mali artyści mogą oprawić i udekorować nimi pokój. Albo podarować jakiejś ulubionej osobie razem z własnoręcznie wykonanym pierścionkiem przyjaźni. À propos prezentów Martyna przyznaje: „Zabawki i zestawy kreatywne Janod (które znajdziesz tu) często wręczamy jako podarunki na urodziny znajomych dzieciaków – to pewniaki i dla maluchów, i dla 10-latków!”. Nic dziwnego, jakość i kultowy design marki cenione są od lat.

 

KROPLA ZDROWIA – SANPROBI IBS

Czy wiecie, że 70% układu odpornościowego znajduje się w jelitach? To wyraźnie pokazuje, na co warto zwrócić uwagę – i nie, nie chodzi o czapkę! „W okresie infekcyjnym pamiętamy o probiotykach, nie używamy ich tylko w trakcie antybiotykoterapii” – przyznaje Martyna.

Badania wykazują, że stosowanie probiotyków przez trzy miesiące ogranicza zachorowania i skraca ich trwanie. Uff, co za ulga! Tym bardziej że mamy na rynku wysokiej jakości probiotyk polskiej marki z udowodnioną skutecznością i bezpieczeństwem stosowania u dzieci. A do tego zawarty w kroplach Sanprobi IBS szczep L. plantarum 299v jest jedynym szczepem probiotycznym, który w badaniach klinicznych wykazał wspomaganie wchłaniania żelaza z każdego rodzaju posiłku – jest więc świetnym kompanem diety roślinnej.

MILIN – KOLEJNO ODLICZ!

Na długo, zanim dzieci zaczną spędzać godziny nad tabliczką mnożenia i równaniami, możemy wprowadzić je w fascynujący świat liczb poprzez zabawę. Twórcy marki wierzą, że nauka może być prawdziwą frajdą. Dlatego też przygotowują pomoce edukacyjne, które zachęcają do kombinowania – by rozwijać pamięć i strategie rozwiązywania problemów. „A gdy jest to cicha zabawa ćwicząca koncentrację, mamy win-win!” – śmieje się Martyna.

Cyfry do nauki liczenia od Milin to estetycznie wykonane plansze z kulkami z drewna bukowego, idealne dla dzieci rozpoczynających naukę liczenia i starszaków utrwalających podstawy matematyki. Do kompletu przeplatanka wpływająca pozytywnie na rozwój mózgu, ręki, a nawet mięśni oka – potwierdzone przez okulistę!

KICIA KOCIA NA TROPIE 

Co znajdzie się w niezbędniku kilkulatki? Obok ukochanej maskotki na pewno będzie to jedna z serii przygód Kici Koci, świetnie znanej dzieciom na etapie nauki mówienia i później. Może najnowsza część, „Co się dzieje na placu zabaw?”, stanie się ulubioną książeczką Stefy? Krótka historia narysowana charakterystyczną kreską autorki opowiada o rozpoczęciu prac budowlanych na terenie placu zabaw. Mamy więc zagadkę, szczęśliwe zakończenie i… koparki, czyli przepis na lekturę idealną!

„Oczywiście, dobrze znamy Kicię Kocię, Nunusia i ich przyjaciół. Byli wsparciem przy nauce korzystania z nocnika i odstawieniu smoczka. A nową część z pewnością przeczytamy tyle razy, że nauczę się jej na pamięć” – mówi Martyna.

ZAPRZYJAŹNIJMY SIĘ Z MISIEM MIODZISIEM

Nic nie zapewnia mamie takiego spokoju jak zdrowe dzieci. Dlatego też staramy się wspierać ich odporność na różne sposoby – a jednym z najskuteczniejszych jest dieta uzupełniona o zdrowe tłuszcze i źródła niezbędnych witamin. Gdzie szukać tych sprawdzonych? Kierunek: Pasieki Rodziny Sadowskich – największe gospodarstwo pasieczne, a zarazem największy sklep internetowy ze zdrową żywnością w Polsce!

W ofercie, poza miodami do wyboru, do koloru, znajdziemy serię produktów z wizerunkiem sympatycznego misia, przygotowaną z myślą o dzieciach. Na blacie kuchennym u Martyny na dobre zadomowiły się olej z czarnuszki (produkt dostępny tu) i multiwitamina z pyłkiem pszczelim z serii Miodziś (znajdziesz ją tu). Porcja dziennie to wsparcie w budowaniu odporności i prawidłowym rozwoju. „Olej z czarnuszki na łyżeczce z miodem – dzieci same się o to upominają!” – zdradza Martyna. „A mój popisowy napój dla małych i dużych to herbata zimowa z wielką łyżką miodu. Kochamy ten z rokitnikiem!”

Trochę reguł i dobrych nawyków, sporo przyjemności i kilka ułatwiających życie patentów. Do tego ogrom bliskości z rodziną i czułości dla samej siebie – i mamy receptę Martyny na dobre życie i macierzyństwo, które daje spełnienie. A jaki jest twój przepis?

 

Materiał powstał we współpracy z markami: Janod, Sanprobi IBS, Milin, Wydawnictwo Media Rodzina, Pasieki Rodziny Sadowskich.

Dodaj komentarz