Bierzmy się za pierogi!

Rozmowa z Agatą Dobrowolską

Jest zdrowo i inspirująco. Bez większego trudu, z przepisami Agaty Dobrowolskiej, zrobicie leniwe, upieczecie piernik z fasoli czy chleb pszenno-żytni. Wysmakowana szata graficzna książki nadaje jej oryginalnego charakteru i sprawia, że prócz pysznych dań, w kuchni powstanie teraz niejedno arcydzieło.

Zanim rozpoczniecie przyjemną przygodę z gotowaniem, przeczytajcie rozmowę z autorką książki. „Leniwy pieróg, czyli wege kuchnia dla dzieci ( i nie tylko!)” to praca dyplomowa Agaty. Czuć w tej książce świeże podejście do projektowania, talent i przyjemność z tego, co robi. To dobre powody, by mieć Agatę na oku.

*

Lepienie pierogów z babcią to początek tej historii?

Zdecydowanie tak, choć moje dzieciństwo i pierwsze przygody z gotowaniem to nie tylko pierogi. Moja babcia uwielbia spędzać czas w kuchni. Kiedy ja i moje siostry byłyśmy małymi dziewczynkami, nasza babcia pozwalała nam dosłownie na wszystko, od tamtego czasu niewiele się zresztą zmieniło (śmiech). Lepiłyśmy więc pierogi – nasze ulubione, z jagodami, nadziewałyśmy pączki wiśniami, wycinałyśmy ciasteczka, pudrowałyśmy „ping-pongi”, czyli małe twarogowe kulki i oponki, i wiele wiele innych. Zabawa była przednia, do dzisiaj miło to wspominamy.

„Leniwy Pieróg” to połączenie twoich dwóch pasji?

Dokładnie tak. Zaczynając studia na wydziale grafiki, marzyłam o tym, by w ramach pracy dyplomowej zaprojektować książkę. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że będzie to książka kulinarna. Z początkiem piątego roku studiów byłam już pewna, że o innej nie ma nawet mowy.

Dzieci w kuchni to wdzięczna historia i szalona przygoda.

Pamiętam, że będąc małą dziewczynką, postrzegałam pieczenie jako świetną zabawę. Niestety na polskim rynku mało jest książek kulinarnych, które są skierowane właśnie do dzieci. Jeśli już uda nam się znaleźć jakąś pozycję, to najczęściej nie jest zbyt atrakcyjna wizualnie lub przepisy w niej zawarte niekoniecznie są superzdrowe… Swoją książką chciałam więc wypełnić tę lukę.

Jaki miałaś pomysł na ilustracje? W książce łączysz kilka technik.

Zaczynając projektowanie tej książki, wiedziałam, że nie chcę tworzyć kolejnej sztampowej publikacji kulinarnej. Chciałam, żeby moją książkę wyróżniało coś szczególnego spośród innych pozycji na rynku. Dlatego zrezygnowałam z tradycyjnego zamieszczania zdjęć przygotowywanych potraw.

Podczas przygotowywania posiłków niejednokrotnie zdarzało mi się, że na desce pozostawały ślady krojonych warzyw – to skojarzyło mi się z procesem odbijania w technikach graficznych. Warzywo stało się moją matrycą, na którą nakładałam farbę, i z której pomocą tworzyłam odbitki na papierze. Na pewno każdy z nas pamięta stemple z ziemniaka przygotowywane w przedszkolu, one także były moją inspiracją. Jednak tym razem nie tylko ziemniaki stały się medium – za stemple posłużyły mi najróżniejsze warzywa i owoce – od truskawek, poprzez pieczarki i marchewki, aż do sałaty i naci pietruszki. To właśnie na tej metodzie opiera się prawie cała książka. Dodatkowo towarzyszą im gdzieniegdzie ilustracje, które wykonałam ręcznie lub w komputerze.

Masz już jakieś recenzje od małych czytelników?

Premiera książki odbyła się zaledwie kilka dni temu, nie zdążyłam więc jeszcze zebrać zbyt wielu recenzji, ale z tego co słyszałam, „Leniwy pieróg” się spodobał. Dzieci to bardzo wymagająca publiczność i niełatwo sprostać ich oczekiwaniom, cieszę się więc, że póki co oszczędzono mi ostrych słów krytyki (śmiech).

Co było trudniejsze, przepisy czy oprawa graficzna?

Muszę szczerze powiedzieć, że praca nad tą książką była dla mnie czystą przyjemnością – pod każdym względem! Ciężko mi nawet powiedzieć, co było trudniejsze… jeśli jednak muszę wybrać, to chyba postawię na przepisy, które w zasadzie do samego końca były jeszcze przeze mnie zmieniane i poprawiane. Nie macie pojęcia, ile babeczek z brokułami upiekłam!

Lubisz eksperymentować w kuchni czy trzymasz się znanych historii?

Jeszcze do niedawna trzymałam się przepisów, które dobrze znałam, ale im więcej czasu spędzałam w kuchni, tym pewniejsza czułam się w tej dziedzinie. Teraz bardzo często zdarza mi się improwizować. Muszę jednak pamiętać o tym, by robić notatki, bo takie samo ciasto potrafi mi wyjść za każdym razem inaczej (śmiech). Najczęściej sypię składniki „na oko”, a później mam problem z odtworzeniem lub napisaniem przepisu…

Skąd brałaś przepisy do książki?

Kilka z nich to wynik takich właśnie improwizacji i eksperymentów, jednak znaczna większość pochodzi ze starego zeszytu mojej babci – pierogi, kiszenie ogórków, powidła śliwkowe, pierniki, sernik itd. To tradycyjne przepisy, które znam od dziecka.

Kilka lat temu zaczęłam praktykować jogę, biegać i być aktywną fizycznie, to sprawiło, że zainteresowałam się zdrowym odżywianiem i zaczęłam zgłębiać swoją wiedzę w tym zakresie. Moje przepisy ewoluowały więc razem ze mną i sukcesywnie zaczęłam je troszeczkę zmieniać. Małymi kroczkami: od zamiany zwykłej pszennej mąki na pełnoziarnistą, a później to poszło. W książce pojawiły się finalne wersje, które są zdecydowanie zdrowszą i niejednokrotnie lżejszą alternatywą tradycyjnych przepisów.

Mieszkałaś we Włoszech, teraz w Niemczech, jakie masz kulinarne miłości z tych miejsc?

Bez dwóch zdań, muszę powiedzieć, że Włochy to moja największa miłość! Absolutnie pod każdym względem. Uwielbiam włoską kuchnię, jest najlepsza na świecie. Ciężko jest mi wybrać, co najbardziej zawładnęło moim sercem, ale jako że jestem łasuchem, to chyba muszę postawić na słodkie sycylijskie cannoli wypełnione ricottą…

Brzmi kusząco! Ulubiony przepis z książki?

Pierogi! Chyba nie mogłoby być inaczej (śmiech).

Od dawna jesteś wegetarianką?

Trzecia rocznica przejścia na wegetarianizm już za mną!

Po części żartuję, bo nie ma tu konkretnej daty, ale prawda jest taka, że to już czwarty rok. Oczywiście nie zostałam wegetarianką z dnia na dzień. Był to proces, który zaczął się dość dawno temu. Nigdy nie byłam fanką mięsa, więc tak naprawdę nie było to dla mnie trudne. Myślę, że gorzej zniosła to moja rodzina, ale na szczęście nawet babcia i dziadek już prawie pogodzili się z faktem, że ich wnuczka nie je mięsa.

Wege jest dla wszystkich?

Moim zdaniem tak, ale tak jak już wcześniej wspomniałam, nie można przejść na wegetarianizm z dnia na dzień. Nasza dieta powinna być przede wszystkim zdrowa i racjonalna, nie wystarczy więc po prostu wyrzucić z niej mięso. Powinniśmy je czymś zastąpić. Z tego powodu w moich przepisach często pojawią się między innymi strączki, które są bardzo bogate w białko.

Skończyłaś studia, masz za sobą debiut książkowy, piękny start! Jaki masz plan na swoją pracę artystyczną? Jakie marzenia?

Etap mieszkania w Niemczech powoli dobiega już końca, być może jeszcze tu wrócę, ale póki co, za dwa tygodnie przeprowadzam się do Szwajcarii, z czego naprawdę bardzo się cieszę. To przepiękny kraj. Uwielbiam podróżować i ciężko jest na dłużej zatrzymać mnie w jednym miejscu, mam ogromne szczęście, bo mój chłopak podziela tę pasję i od kilku lat wspiera mnie we wszystkim, co robię. Jak na razie szukam swojego miejsca na ziemi i liczę na to, że wkrótce je znajdę – być może w Szwajcarii. Tam chciałabym móc pracować jako ilustrator. Mam nadzieję, że będę miała taką szansę.

Podpowiesz, jak możemy wykorzystać warzywa i owoce do zabaw plastycznych?

Z własnego doświadczenia powiem, że stemple to świetny pomysł. Odbić można dosłownie wszystko! Wystarczy kilka farbek, papier i odrobina wyobraźni, której dzieciom nigdy przecież nie brakuje!

Świetny pomysł na bure popołudnie. Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

 

Książkę „Leniwy pieróg, czyli wege kuchnia dla dzieci ( i nie tylko!)” Agaty Dobrowolskiej, wydaną przez Wydawnictwo Bona kupicie tu

 

*

Agata Dobrowolska w 2017 roku ukończyła studia na WSzP w Toruniu na kierunku: grafika. Na swoją specjalizację wybrała projektowanie graficzne.

Podczas studiów dwukrotnie brała udział w wymianie studenckiej ERASMUS+: pierwszy rok spędziła w stolicy Sycylii, Palermo, a kolejny w niemieckim mieście Greifswald. Podczas studiów odbyła też praktyki w agencji reklamowej w Hamburgu, gdzie aktualnie mieszka.

Zainteresowania plastyczne Agaty Dobrowolskiej rozwinęły się przede wszystkim podczas nauki w rypińskim liceum plastycznym, gdzie zdobyła nie tylko wiedzę teoretyczną z zakresu historii sztuki, ale i rozwinął się jej warsztat artystyczny. Będąc licealistką została finalistką Ogólnopolskiej Olimpiady Artystycznej w dziedzinie historii sztuki, ale zdecydowała się pójść w drugą stronę – wybrała studia artystyczne, skupiając się na malarstwie i grafice.

 

 

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.