Bagatela Space

Rozmowa z Kasią Rutkowiak

„Ostatnio, na Dzień Matki, dostałam od Helenki laurkę, w której napisała, że jest ze mnie dumna. I to największa nagroda za całą moją pracę”.

Bagatela Space – showroom stworzony z zamiłowania do pięknych wnętrz i skandynawskiego wzornictwa. W tym miejscu właśnie odbyła się nasza wiosenna sesja zdjęciowa, którą możecie zobaczyć tutaj.  To ona wprowadzała nas w iście wiosenny, melancholijny klimat z pięknymi sukienkami Belle Chiara w tle. Kasia Rutkowiak, mama dwunastoletniego Olafa, dziesięcioletniej Helenki i siedmioletniej Klary – założycielka tego wyjątkowego miejsca mapie Warszawy – opowiedziała nam o swojej pracy i o nordyckim stylu życia. Bo to właśnie ten drugi skradł jej serce.

Kasia, czym dokładnie jest Bagatela Space?

Bagatela Space to wyjątkowa przestrzeń w sercu Warszawy, zaaranżowana w mieszkaniu w zabytkowej kamienicy przy ul. Bagatela. Na co dzień znajduje się tu showroom agencji Portfolio,
którą prowadzę z moim mężem Andrzejem, ale ponieważ miejsce jest szczególne, postanowiliśmy udostępniać je na wybrane projekty lub wydarzenia. Sesje modowe, produktowe, spotkania prasowe czy autorskie zyskują tu niezwykłą oprawę, a mieszkanie cały czas „żyje”.

Czy lokalizacja i stara warszawska kamienica to przypadek?

I tak i nie. Co do lokalizacji, mieliśmy różne zdania, mnie ciągnęło w stronę centrum, a mojego męża bardziej w kierunku zielonego Żoliborza. Postanowiliśmy nie zamykać się na żadne z
rozwiązań. Kiedy trafiliśmy na „naszą kamienicę” i to mieszkanie, sprawa stała się oczywista. Absolutnie urzekły nas stare parkiety, sufity i stolarka z 1912 roku, jak i sama kamienica jako budynek. Mimo że jesteśmy tu już od końca ubiegłego roku, wciąż zaczynam każdy dzień w showroomie od głębokiego westchnienia i wdzięczności, że mogę pracować w tak wyjątkowym miejscu.

 

W showroomie możemy zobaczyć przepiękne produkty światowych marek, czy wśród nich są również rzeczy dla dzieci? 

Agencja Portfolio, którą prowadzimy i której marki zobaczyć można w showroomie, reprezentuje w chwili obecnej siedem duńskich marek wnętrzarskich. Żadna z nich nie jest marką stricte dziecięcą, ale w asortymencie paru z nich można znaleźć artykuły stworzone z myślą o najmłodszych. Są to na przykład plakaty ViSSEVASSE, marki znanej i kochanej w całej Skandynawii za
charakterystyczną nostalgiczną kreskę i piękne pastelowe kolory. Wiele klasycznych plakatów tej marki (szacuje się, że plakaty ViSSEVASSE wiszą już przynajmniej w co trzecim duńskim domu!)
pięknie uzupełnia pokoje najmłodszych.

Opowiedz nam o nich coś więcej.

W tej chwili premierę ma też osobna, skierowana do dzieci, linia plakatów, i oferta marki będzie się z czasem rozwijała również w tym kierunku. Już teraz dostępne są także puzzle i karty do gry zaprojektowane przez Dorthe – założycielkę ViSSEVASSE (co w wolnym tłumaczeniu oznacza „banialuki”). Kolejną marką w kontekście nietuzinkowych produktów do dziecięcych wnętrz jest Lucie Kaas. Drewniane figurki niedźwiedzi, słoni czy ptaszków to idealny pomysł na prezent, na przykład na chrzciny, który przetrwa próbę czasu. Skandynawowie kochają takie upominki.

Mogą być zarówno prezentem, jak i dekoracją.

Drewniana figurka sprezentowana przez bliską osobę, postawiona na półce w pokoju dziecka, stoi tam przez lata, a potem nierzadko trafia do akademika, na stancję i wreszcie do nowego, „dorosłego” domu. Zdarza się też, że zostaje sprezentowana kolejnemu pokoleniu. Również malowane laleczki kokeshi znajdują wielu zwolenników wśród miłośników skandynawskiego wystroju. Nie są to zabawki, ale ciekawe, wesołe ozdoby do wnętrz, nie tylko dziecięcych. Nie sposób też nie wspomnieć o pięknej porcelanie z motywem kwiatu lotosu. Wzór ten był szalenie popularny w latach 60. ubiegłego stulecia w całej Skandynawii, a teraz powrócił na naczyniach marki Lucie Kaas. Pastelowe kolory na białym tle idealnie umilają posiłki w gronie najbliższych. Moje dzieci najbardziej lubią jeść właśnie na tej porcelanie.

Skąd u ciebie zamiłowanie do designu i pięknych wnętrz?

Przez kilkanaście lat mieszkałam w Danii, tam urodziły się moje dzieci. To Dania ukształtowała moje poczucie
estetyki, stylu, smaku, również kulinarnego. Do Polski przyjechałam z dziećmi jesienią 2014 roku, ale pod wieloma względami czuję się Dunką. Cieszę się, że moja praca pozwala mi na regularne odwiedzanie mojego drugiego domu, zapewnia kontakt z kulturą i językiem.

Czy to ma związek z twoim wykształceniem?

Niezupełnie. Z wykształcenia jestem lekarzem weterynarii. Zaraz po studiach wyjechałam do Danii, gdzie jako pierwszy polski lekarz weterynarii zdobyłam nieograniczone prawo wykonywania zawodu w Królestwie Danii po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej. Miałam wielki przywilej i szczęście wykonywać ten ciężki, ale niesamowicie wdzięczny zawód, na pięknym skrawku ziemi, przez ponad dziesięć lat. Mimo że moje życie potoczyło się tak, że nie planuję powrotu do leczenia ani dużych, ani małych zwierząt, z wielkim sentymentem wspominam tę pracę.

Piszesz też bloga, opowiedz nam o nim.

My Full House powstał właśnie, gdy mieszkałam w Danii. Rodzina i znajomi nieustannie pytali mnie wówczas o to, co u nas słychać, jak jest na wyspie, jak dzieci, a ja postanowiłam ułatwić sobie sprawę i zacząć pisać osobisty blog, gdzie wszyscy zainteresowani będą mogli sprawdzić, jak się mamy. Kupiłam swój pierwszy, lepszy aparat i raz z większym, a raz mniejszym sukcesem, uwieczniałam na zdjęciach codzienne kadry. Z czasem okazało się, że nie tylko moja rodzina zagląda na blog, a on sam zaczął coraz bardziej kręcić się wokół tematów związanych ze skandynawskim stylem życia i wzornictwem. Rozrastająca się publiczność i rosnące dzieci sprawiły, że z czasem zniknęły te bardzo prywatne wpisy, na korzyść innych publikacji.

Czyli pisanie bloga przerodziło się w przyjemną pracę?

My Full House ewoluował, również po powrocie do Polski, i w tej chwili jest jedynym profesjonalnym skandynawskim blogiem autorskim w Polsce. Skierowany jest do miłośników skandynawskiego wzornictwa i stylu życia, ludzi lubiących proste, ponadczasowe formy, ceniących dobry design, który przetrwa chwilowe trendy. Jest tam też trochę kulinariów, kosmetyków czy inspirujących miejsc, a wszystko w prostej, czystej stylistyce.

Czy cała rodzina jest zaangażowana w to, czym aktualnie się zajmujesz?  

Prowadzenie pełnoetatowego bloga to zdecydowanie bardziej zajmujące zajęcie niż większości ludzi się wydaje, szczególnie jeśli się to robi całkowicie w pojedynkę. Godziny pracy są nienormowane i siłą rzeczy rodzina wciągana jest w spiralę pracy. Ma to swoje lepsze i gorsze strony. Staram się nie nadwyrężać cierpliwości najbliższych, jednak nie zawsze mi
się udaje. Na szczęście rodzina rozumie moją pracę i zawsze mnie wspiera.

Odwiedzają cię w pracy?

Olaf, Helena i Klara są jeszcze za mali, żeby móc samodzielnie, po szkole, podjechać do showroomu, mimo że bardzo lubią nas w nim odwiedzać. Ponieważ moje dzieci są w połowie Duńczykami, cieszy je fakt, że mama zawodowo związana jest z Danią, którą podobnie jak ja traktują w kategoriach domu. Widzę, jak skutki mojej pracy wśród pięknych przedmiotów, mebli czy dodatków, powoli dają zauważyć się w postaci ich wyczulenia na detale. Bardzo mnie cieszy, kiedy dziewczynki same upominają się o świeże kwiaty do swojego pokoju, czy nakrywają do stołu, dobierając porcelanę. Także Olaf z coraz większym zainteresowaniem dopytuje o szczegóły mojej pracy.

Planujecie wrócić do Skandynawii?

Żadne z nich nie wie jeszcze, gdzie będzie chciało mieszkać, gdy podrośnie, a ja staram się podtrzymywać ich styczność z duńskim językiem i kulturą. Póki co, nie mamy planów, aby wracać do Danii. Cała trójka jest jednak dwujęzyczna, często rozmawiamy w domu po duńsku, co mój mąż – znający język norweski – coraz lepiej rozumie. Tylko kiedy są z nami wszystkie dzieci – wspólnie mamy ich sześcioro – przechodzimy w całości na polski. Ostatnio, na Dzień Matki, dostałam od Helenki laurkę, w której napisała, że jest ze mnie dumna. I to największa nagroda za całą moją pracę.

Wcale mnie to nie dziwi. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszym spełnianiu marzeń! 

Dziękuję!

*

Więcej o Bagatela Space przeczytacie tutaj.

*

Rozmawiała: Marta Szczepanik

Zdjęcia: Kasia Rękawek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.