Aromaterapia, czyli dobro

Rozmowa z Renatą Ambasz

Mama 5-letniej Diany, a do tego doświadczona aromaterapeutka i twórczyni marki Ambasz, opowiada o wdrukowanym w pamięć zapachu dzieciństwa, cudownych mocach olejków i zaletach świadomej pielęgnacji.

Imponują mi ludzie, którzy świadomie podążają swoją ścieżką, przyglądają się sobie i światu, zanurzają w tym, co przynosi los i nieustanie poszukują sposobów na rozwój. W przypadku Renaty Ambasz wszystko zaczęło się od uzdrawiającego dotyku, który w połączeniu z fascynacją olejkami zaowocował zwrotem ku aromaterapii. Czas spędzony na warsztatach u Shiri Caspi oraz miesiące w laboratorium skoncentrowane na obserwowaniu reakcji, w jakie wchodzą substancje aktywne, i rozpoznawaniu zapachów powiodły ją ku własnej marce i produktom, które w intensywny, lecz zrównoważony sposób odmładzają skórę. Ambasz ma w swojej ofercie preparaty dla skóry suchej, dojrzałej, wrażliwej i naczynkowej, trądzikowej, tłustej i mieszanej. Kremy Escape, Source i Myriad widocznie wzmacniają skórę, a dzięki wyrafinowanej kombinacji zapachów pozwalają osiągnąć spokój i przejrzystość umysłu. Poznajcie ich twórczynię, Renatę Ambasz.

*

Zanim zainteresowałaś się aromaterapią, pracowałaś jako masażystka. Co pociągnęło cię w tym kierunku?

Masaż to przede wszystkim praca z ciałem, odbywająca się na wielu poziomach i w różny sposób. Inny jest masaż fizjoterapeutyczny, który przede wszystkim działa leczniczo, inaczej pracuje z ciałem masaż Shiatsu, który ma odblokowywać meridiany, a inaczej masaż ajurwedyczny, którego zadaniem jest detoksykacja ciała. Masaże mogą uzdrawiać ciało, ale też mieć kojący wpływ na psychikę: relaksujący, głęboko odświeżający, oczyszczający. Podobnie jest z aromaterapią.

Opowiedz, jak zdobywałaś wiedzę i doświadczenie w tej dziedzinie.

Gdy mieszkałam w Londynie, często jeździłam na alternatywne festiwale. Tam spotykałam ludzi, którzy zajmowali się różnymi holistycznymi terapiami. I tam poznałam bardzo inspirującego człowieka. Był to Anglik, od którego otrzymałam trzy stopnie wtajemniczenia Reiki. Najbardziej zainteresowało mnie jego podejście do ciała i psychiki – tego, jak ze sobą współdziałają. Zaczęłam więc pracować z dotykiem, który jest niezwykle istotny w tym systemie. Naturalnym krokiem w rozwoju stał się masaż. Na kolejnym festiwalu poznałam osobę zajmującą się polinezyjskim masażem Lomi-Lomi. Miałam też nauczyciela ze Stanów Zjednoczonych, który pracował z gwiazdami Hollywood. Łączył ze sobą metodę Gestalt, terapię czaszkowo-krzyżową, z wypracowaną przez siebie terapią manualną. Równolegle zajmowałam się aromaterapią – najpierw dla własnego użytku, ale z czasem zaczęłam używać olejków eterycznych także w masażu.

Twoja droga zawodowa, czyli praktyka masażystki, psychoterapeutki i aromaterapeutki, wydaje mi się bardzo spójna i konsekwentna. Opowiedz o tym, jak łączysz te specjalności, co dają sobie nawzajem i jak się przenikają?

Jako psychoterapeutka pracowałam z dziećmi, więc nie stosowałam w tym przypadku aromaterapii. Udzielałam jednak rodzicom porad, w jaki sposób używać olejków eterycznych pod kątem dzieci, żeby np. trochę je wyciszyć i zrelaksować. Natomiast masaż i aromaterapię łączyłam ze sobą. Tym bardziej, że wiele masaży wymaga zastosowania olejków eterycznych. Działają one na skórę, ale też przenikając do krwi, harmonizują cały organizm, a poprzez zapach wpływają na psychikę. Olejki do masażu dobierałam indywidualnie, miałam też swoje ulubione zapachy i kompozycje. Z czasem skoncentrowałam się na aromaterapii. Gdy zamieszkałam w Izraelu, zaczęłam się zastanawiać, jak wykorzystać w swojej pracy działanie olejków eterycznych. Po doświadczeniach z masażem przekonałam się, że ich stosowanie daje rewelacyjne efekty i niezwykle pozytywnie wpływa na skórę. Skoncentrowałam się więc na odmładzającym działaniu aromaterapii. Widząc, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na tego typu wiedzę, zrozumiałam, że dzięki jej wykorzystaniu można zrobić dużo dobrego dla kobiet.

Kiedy tak naprawdę zaczęło się twoje zainteresowanie aromaterapią?

Kiedy miałam 17 lat, kupiłam książkę „Pachnąca apteka” Władysława Bruda i Iwony Konopackiej. Później – we wczesnych latach 90-tych – kupowałam dostępne w Polsce olejki eteryczne do kominków, zaczęłam je też sama stosować, np. do kąpieli. Prawdziwy przełom nastąpił, gdy wyjechałam do Anglii – miałam tam dostęp do profesjonalnej literatury w tym zakresie, a także do olejków eterycznych naprawdę wysokiej jakości. Zorientowałam się, że aromaterapia działa mocniej i głębiej niż podejrzewałam.

Wiem, że kluczowym wydarzeniem na twojej aromaterapeutycznej ścieżce było spotkanie z Shiri Caspi, wykładowczyni aromaterapii z Reidman College, w którym studiowałaś.

Shiri Caspi poznałam w Izraelu, była znajomą mojego partnera. Nasze pierwsze spotkanie miało miejsce w centrum handlowym, w którym sprzedawała kosmetyki własnej produkcji. Zaprzyjaźniłyśmy się i szybko okazało się, że Shiri chętnie dzieli się swoją wiedzą z dziedziny tworzenia naturalnych kosmetyków. Tak właśnie trafiłam na organizowane przez nią szkolenie.

Jak je wspominasz?

Wspaniale, w zachwycie obserwowałam Shiri w laboratorium, jak powoli łączy ze sobą składniki, jak wydobywają się z probówek kolory i zapachy. Myślę, że naturalnie wraz z wiedzą przekazywała kursantom swoją pasję do aromaterapii. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, bo zaprowadziła mój od zawsze czuły zmysł węchu na zupełnie nowe poziomy.

Ciekawi mnie, jaki zapach zapamiętałaś z dzieciństwa.

W oknie mojego rodzinnego domu stała doniczka z geranium i ten zapach do dziś mocno rezonuje w moim sercu. Bardzo często sięgam po olejek geraniowy, który świetnie działa na zszarzałą i zwiotczałą – szczególnie o tej porze roku – skórę. Poprawia jej koloryt, ożywia i dodaje blasku.

Co aromaterapia zmieniła w twoim życiu?

Na pewno wpłynęła na wiele jego aspektów. Aromaterapia uwrażliwiła mnie na zapachy, otworzyła na naturę, na olbrzymią, pozornie ukrytą w przyrodzie moc. Mam poczucie, że ta wiedza została zapomniana na Zachodzie. Obecnie nie akceptuję chemicznych zapachów w swoim otoczeniu, staram się również ograniczać wszelkiego rodzaju chemię w moim domu, przede wszystkim zrezygnowałam z niej w przypadku kosmetyków.

Zdradzisz, nad czym obecnie pracujesz?

Mam zeszyt zapełniony recepturami i na ten moment nie czuję potrzeby, by je dodatkowo piętrzyć. Nowym produktem w naszej ofercie prawdopodobnie będą aromaterapeutyczne perfumy wpływające na nastrój. Obecnie testujemy trzy zapachy i na targach zbieramy opinie na ich temat.

Po naszej rozmowie mam silne wrażenie, że pielęgnacja oparta na aromaterapii wymaga podejścia holistycznego do całego procesu pielęgnacji. 

Dokładnie tak. Wybór aromaterapeutycznej pielęgnacji powinien być świadomą decyzją. Olejki są znakomitym transporterem – sprawiają, że wszelkie substancje docierają w głąb skóry, i te dobre, i te złe. Dlatego skład pozostałych używanych przez nas specyfików ma ogromne znaczenie. Jeśli chcemy całościowo podejść do tematu pielęgnacji, to musimy zdawać sobie sprawę również z tego, jak ważne jest zdrowe odżywianie, nawodnienie, umiejętność relaksowania się i odpowiednia ilość snu.

Na koniec powiedz, który z kosmetyków Ambasz jest twoim ulubieńcem?

Moim faworytem jest zdecydowanie krem ESCAPE Reverse Time, stworzony dla cery dojrzałej. Jest bardzo uniwersalny i działa silnie odmładzająco. Ma elegancki, niemal uzależniający zapach, który długo utrzymuje się na skórze.

Trzymam kciuki za twoje plany i dziękuję za rozmowę.

*

Renata Ambasz – założycielka marki aromaterapeutycznej Ambasz. Absolwentka pedagogiki na UJ w Krakowie i Psychodynamic Counselling na Goldsmiths University of London, oraz studentka Shiri Caspi, nauczycielki Aromaterapii i Naturalnej Kosmetyki w Reidman College w Tel Awiwie. Mama 5-letniej Diany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.