Afryka z dzieckiem

Dziewczyńska wyprawa do Kenii

Słonie, żyrafy, stada małp biegające wokół przemierzających kenijskie ulice turystów, niezmierzone rafy koralowe, magiczna Mombasa. Oto wymarzona sceneria rodzinnej wyprawy, szczególnie dla rozmiłowanych we florze i faunie dzieci.

Joanna Marcysiak, bohaterka jednej z odsłon naszego cyklu Kocham moją pracę i wzięta konsultantka muzyczna, wyjechała ze swoim chłopakiem i 6-letnią córką Heleną w dwutygodniową afrykańską podróż. Dla Joasi była to już trzecia wyprawa do Afryki, dla Heli druga – gdy miała 2,5 roku wybrały się same do Maroka. Taka podróż, poza tym, że jest beztroską przygodą, skłania też do przemyślenia swojej postawy wobec świata i ludzi. Uczy dystansu i pozwala spojrzeć na codzienne, drobne kłopoty krytycznym okiem. Dobrze jest pokazać dziecku, że świat nie składa się tylko z dobrobytu i komfortu, i że nie wszyscy mają równe szanse. Posłuchajcie zajmującej relacji Joasi – momentalnie wnikniecie w ten niezwykły świat.

 

*

Kiedy i dokąd wyjechaliście? 

W czerwcu we troje wyjechaliśmy do Kenii: ja, moja 6-letnia Helena i mój chłopak.

Co was tam zawiodło?

Heli od dawa marzyły się „zwierzątka”. Uwielbia bawić się figurkami zwierząt i oglądać National Geographic. Dlatego wiedziałam, że wyjazd do kraju, gdzie z bliska, bez krat jak w zoo, obejrzy te wszystkie ukochane zebry i słonie, okaże się dla niej wielkim przeżyciem i strzałem w dziesiątkę. Ja natomiast miałam za sobą dwie podróże do Afryki – do Maroka i Gambii, ale wciąż marzyłam, żeby zobaczyć Kilimandżaro i przeżyć prawdziwą, afrykańską przygodę (śmiech). Stąd już prosta droga, która poprowadziła nas do Kenii.

 

 

Opowiedz o swojej pierwszej samotnej podróży. W jakim momencie swego życia wyjechałaś po raz pierwszy do Afryki?

To się wydarzyło na rok przed urodzeniem Heli, czyli w 2009 roku. Zresztą zupełnie przypadkowo – pojawiła się oferta bardzo tanich lotów do Gambii, więc bez namysłu kupiłam bilety. Dopiero później okazało się, że lecę do najmniejszego państwa Afryki, sąsiadującego z Senegalem. Zjechałam wtedy całą Gambię i zakochałam się w Afryce. Chciałam tę miłość zaszczepić Heli, dlatego, gdy skończyła 2,5 roku, zabrałam ją do Maroka, a w tym roku do Kenii.

Jak tam dotarliście?

Samolotem. Z Warszawy kursują do Mombasy linie czarterowe i samoloty rejsowe. Czartery są o tyle wygodniejsze, że lecimy 10 godzin praktycznie bez przesiadek. Jeśli chodzi o podróż samolotem rejsowym, tu musimy już liczyć się z 2 przesiadkami i dłuższym czasem podróży.

Jaka pogoda czekała na was po przylocie?

Klimat Kenii jest typowo równikowy z wpływami monsunów i charakteryzuje się przede wszystkim porą deszczową i porą suchą. A nawet dwoma porami deszczowymi, które mają znaczenie przy wyborze terminu wakacji. Niezmienna pozostaje temperatura, która przez cały rok wynosi ponad 20 stopni.

Czerwiec jest miesiącem przejściowym z pory deszczowej w porę suchą, co oznacza, że bywały dni, gdy padał deszcz. Najczęściej były to bardzo krótkie i mocne opady, po których niebo znów robiło się bezchmurne. Natomiast po kilku miesiącach opadów, które trwały mniej więcej od marca, roślinność była bujna i soczyście zielona. A to w połączeniu z czerwonym kolorem ziemi daje niesamowity efekt.

Jak się przemieszczaliście na miejscu?

Na krótszych odległościach głównie tuk tukami i to była chyba największa frajda dla Heli. Na większych dystansach poruszaliśmy się natomiast taksówkami lub autem z kierowcą. Taksówki nie mają liczników, więc cenę za przejazd ustalaliśmy z kierowcą bezpośrednio przed podróżą. W Kenii bardzo popularne są matatu, czyli wymalowane minibusiki, z których bardzo głośno gra hip-hop w języku suahili.

Zafundowaliście sobie taką przejażdżkę?

Nie, bo warunki przejazdu są raczej trudne. Jeśli wydawało ci się, że jest tam miejsce dla maksymalnie 15 osób, to możesz być pewna, że wejdzie ich prawie 30. I to z bagażami. Pamiętam ten środek transportu jeszcze z mojego wyjazdu do Gambii, dlatego tym razem odpuściliśmy sobie tę atrakcję z Heleną w 30-stopniowym upale (śmiech). Warto wiedzieć, że w Kenii są olbrzymie korki. Większość dróg stanowią ubite drogi gruntowe, a te asfaltowe można zliczyć na palcach obu rąk, zresztą ich stan pozostawia wiele do życzenia. To powoduje, że oceniając dystanse w Kenii, podaje się czas podróży, a nie liczbę kilometrów. Bywa tak, że pokonanie 20-kilometrowego odcinka drogi zajmuje ponad 2 godziny.

Gdzie mieszkaliście?

Zatrzymaliśmy się w hotelu na wybrzeżu w okolicy Mombasy, a podczas safari meszkaliśmy w wynajętych pokojach w lodge’ach  w rezerwatach.

 

 

Co zrobiło na was największe wrażenie?

Zdecydowanie przyroda. Dzikie zwierzęta, tropikalna roślinność, wspaniałe plaże i rafy koralowe, którymi otoczone jest wybrzeże. Baobaby, drzewa kiełbasiane, palmy, stada małp grasujące w hotelu w poszukiwaniu jedzenia, słonie i żyrafy w rezerwatach, które są dosłownie na wyciagnięcie ręki. To tak, jakby mieć wakacje w ogrodzie botanicznym i zoo – totalnie abstrakcyjne i robiące niesamowite wrażenie przeżycie.

 

Gdybyś miała wymienić pięć miejsc, które trzeba tam zobaczyć, co by to było?

Nie pięć miejsc, a Wielka Piątka Afrykańska! The Big Five tworzą lew, słoń, bawół, nosorożec czarny oraz lampart. Tak więc, jeśli Kenia, to safari! Safari, safari i jeszcze raz safari! W Kenii jest kilka parków narodowych – Masai Mara, Tsavo West i Tsavo East, Amboseli i Nairobi. Najczęściej odwiedzanym jest Masai Mara, znany jako „królestwo lwów” ze względu na dużą ich liczbę. Będąc w Masai Mara możemy być niemal pewni, że uda nam się ustrzelić migawką aparatu króla zwierząt. Jednak największą atrakcję parku stanowi coroczna wędrówka antylop gnu z Serengeti w Tanzanii właśnie do Masai Mara, która ma miejsce w lipcu i sierpniu. Warto dodać, że teren parku jest miejscem, w którym można się przyjrzeć codziennemu życiu jednego z najbardziej znanych plemion afrykańskich, jakim są Masajowie. Do dziś prowadzą tradycyjny tryb życia, przy czym stopniowo przyzwyczajając się do wizyt turystów, oczekują zapłaty za wstęp do ich wioski.

Co jeszcze wprawiło cię w zachwyt podczas afrykańskiej wyprawy?

Kilimandżaro. Widok najwyższego szczytu Afryki, z wiecznie ośnieżonymi szczytami, na tle bezkresnej sawanny jest naprawdę magiczny i pozostanie na zawsze w naszej pamięci. Kilimandżaro można obserwować podczas safari w Parku Amboseli.

Będąc na wakacjach w Kenii pamiętać trzeba również o morskich parkach narodowych. Najpopularniejsze są trzy – Watamu, Malindi oraz Kisite-Mpunguti. Pierwszy z nich uznaje się za jedno z najpiękniejszych miejsc do nurkowania wzdłuż całego kenijskiego wybrzeża. Krystalicznie czysta woda, barwna rafa koralowa i ławice egzotycznych gatunków ryb zachwycą nawet najbardziej wybrednych.

Co zostawiłaś na koniec?

Mombasę. Już sama jej nazwa brzmi jak połączenie kolorów, zapachów, przypraw, odgłosów wzywania muezzina na modlitwę, tłumu na bazarze i hałasu wyładowywanych kutrów rybackich. Tym wszystkim właśnie jest Mombasa i jeśli chcemy poznać prawdziwą Afrykę, to po prostu trzeba tam spędzić chociaż jeden dzień.

 

 

Masz co wspominać. Co zostanie w tobie najdłużej?

Och, jest tego tyle, że chyba nie jestem w stanie wymienić tego najmilszego wspomnienia! Piękna, długa plaża, ciepła woda w oceanie, słonie przy wodopoju na safari, Kilimandżaro o zachodzie słońca, zgadywanie po zapachu przypraw na bazarze w Mombasie… Wszystko było po prostu cudowne!

A to najgorsze wspomnienie?

Nie mamy takich! (śmiech) A może po prostu nie zauważaliśmy tych gorszych stron, bo skupieni byliśmy na tych dobrych. Dla niektórych śmieci, które są wszechobecne w całej Afryce i Kenii, są najgorszym wspomnieniem. Dla innych będą nim ludzie na plaży, którzy idą za tobą przez godzinę i namawiają do zakupu bransoletki za jednego dolara. My takich wspomnień nie mamy. Taka jest właśnie Afryka i w takiej Afryce się zakochaliśmy.

Jak Helena wspomina tę podróż?

Wciąż opowiada o karmieniu żyraf, obserwowaniu słoni, przytulaniu gigantycznego żółwia. Była bardzo podekscytowana wyprawą na safari. Niemal każdego dnia udaje, że jesteśmy na sawannie (śmiech).

Co warto spakować wyruszając z dziećmi w te strony?

To samo, co na każde inne wakacje – na Helu czy w Portugalii (śmiech). Czapkę z daszkiem, kremy z filtrem i spray na komary. Do tego zeszyty, flamastry, długopisy i kredki dla dzieci w Kenii. Podróż z dzieckiem do Afryki generalnie uczy – i nas, i dzieci – umiaru. Pokazuje i przypomina, że większość naszego świata wygląda właśnie tak: nie ma dróg i wody, dzieci biegają boso, a dorośli nie mają za co kupić dzieciom jedzenia. Wybierając się więc do Afryki, nie musicie się specjalnie pakować, ale możecie do walizki wrzucić więcej ubrań i butów – przy wyjeździe zostawicie je miejscowym dzieciom.

 

Jaka piosenka najtrafniej oddaje klimat podróży?

 

*

Rozmawiała: Dominika Janik

2 komentarze

  • Magda:

    Dzień dobry,

    Mam prośbę o poradę. Wybieramy się z 6 latka w styczniu? Czy stosowali Państwu u dziecka profilaktykę malaryczna, czy nie było skutków ubocznych?
    Jakie repelenty Pani popłaca dla dziecka3?
    Będę wdzięczna za pomoc. Jestem przerażona i nie wiem czy nie zrezygnować.

    Odpowiedz
  • Daga:

    Wiem, że to już po ale też lecę za tydzień i też mnie to troche martwi- 6 i 8 lat. Ale tabletki strasznie niszczą organizm. Nic nie stosowaliśmy (nie wiem czy słusznie) ale bierzemy tylko preparat na komary- jedyny ktory cos daje Mugga/

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.