A co to jest to wsparcie?

Trzy kobiety, trzy rozmowy

Wsparcie od partnera, przyjaciół, siebie samej – wszystko to ważne i cenne, ale tym czego nam kobietom i mamom obecnie najbardziej brakuje jest siostrzeństwo, kobieca sztama i unia, która przetrwa każdą burzę z piorunami.

Taki wniosek nasuwa się sam po rozmowach z trzema kobietami zasobnymi w wiedzę, wrażliwość i doświadczenie macierzyństwa. Kolejność dowolna – wszak wszystko wpływa na siebie nawzajem. Brakuje nam przyjaciółek, takich na serio oddanych i zatroskanych, śmiejących się z nas serdecznie i z nami żarliwie, popłakujących kiedy jest gorzej i przytuleniem odganiających stres. Odbierających z przedszkola nasze dzieci, piekących pocieszające placki i przybiegających w ostatniej chwili z najlepszą sukienką za pazuchą, kiedy kroi nam się randka. A my wdzięczne i odwzajemniające się tym samym albo i większym dobrem, żeby się ładniej to wspierające kółko kręciło. Zróbmy coś z tym, bo bez unii daleko nie zajdziemy, tylko się rozproszymy na dobre i każda pójdzie w swoją czeluść. Na dobry początek przestańmy się nawzajem lustrować i oceniać – to pomaga zrzucić z pleców i serc niewyobrażalne ciężary. Pomyślcie o wsparciu, niech was ku temu nastroją trzy poniższe pogawędki z genialnymi dziewczynami: Kasią, Zosią i Polą.

*

Kasię Hryniewicką znacie już z rozmowy o codzienności. Plastyczka, mama Gucia i Olka, żona Remika oraz kobieta o świdrującym spojrzeniu i czułym sercu mówiła o tym, jak fajnie jest cieszyć się z drobnostek, płynąć z nurtem i dać mu się ponieść. Zapytana o wsparcie odpowiada tak, że ma się ochotę ją z miejsca przytulić. Bo jest mąż, jest rodzina, ale jest też ona sama dla siebie, mocna i kochająca, szepcąca sobie ciepłe słowa otuchy i miłowania. I nie oceniająca. Proszę czytać.

Co jest dla ciebie największym wsparciem?

Bez wątpienia ogromne wsparcie mam w moim partnerze. Świadomie nie użyłam słowa mąż, bo nie wszystko się w nim zawiera, a powinno. Remik jest dla mnie partnerem zarówno w wychowywaniu dzieci, w trosce o budowanie lepszego jutra dla naszej rodziny, w realizowaniu moich pasji. Jest partnerem w dobrych i złych chwilach. Mam wielkie szczęście mając takiego wspierającego męża. W wielu kwestiach mogę również liczyć na pomoc rodziny, to także duża radość. Słowa uznania, docenienie ze strony najbliższych potrafią dodać skrzydeł. W dzisiejszych czasach skąpimy sobie tego, a to błąd. Czasami jedno dobre słowo potrafi zbudować człowieka lepiej, niż cokolwiek innego. Wielkim wsparciem również… jestem dla siebie ja sama. Gdy przychodzą gorsze momenty, przytulam w duchu sama siebie i czule mówię, że będzie ok. Wydaje mi się, że to szalenie ważne. Żeby móc polegać na sobie. Wiadomo, wsparcie bliskich jest też ważne, ale to my sami musimy być dla siebie najlepszym przyjacielem.

Co nie jest dla ciebie wsparciem?

Żyjemy w czasach, kiedy zbyt łatwo i zbyt szybko przychodzi nam ocenianie innych. Często nie znamy kontekstu, sytuacji życiowej danej osoby, jej doświadczeń, a i tak ochoczo ją oceniamy. Bywa, że jeden głupi komentarz rzucony mimochodem, o którym po 5 minutach już nie pamiętamy, łamie człowieka, który potem potrzebuje wiele czasu, żeby się podnieść. Sama wiele razy doświadczyłam takich sytuacji. Oceniających spojrzeń, dziwnych komentarzy. Jest to szczególnie ciężkie w macierzyństwie. Ostatnią rzeczą jakiej potrzebuje młoda mama są przytyki, że ,,ja to robiłam lepiej, moje dziecko tak nie płakało, źle to robisz”. Nie mam nic przeciwko delikatnym sugestiom, które faktycznie mogą wnieść coś dobrego i są pomocne, ale za przeproszeniem krew się we mnie burzy, jak podkopuje się poczucie własnej wartości u kobiety, która właśnie została mistrzynią świata, bo dała człowiekowi życie. Generalnie zbyt pochopne wydawanie sądów jest krzywdzące, w każdej dziedzinie życia.

Co dałoby ci wsparcie, ale nigdy nie odważyłaś się o to poprosić?

To czego mi brakuje, to kobiece plemię, siostrzeństwo z krwi i kości. Kiedyś kobiety jednoczyły się, były sobie wsparciem podczas porodów, podczas menstruacji, podczas życiowych zawirowań. Były szczere wobec siebie, nie przywdziewały szat pozorów. I tego mi ogromnie brakuje, takiej pierwotnej, naturalnej kobiecej unii. Myślę, że mało co buduje kobietę jak inna kobieta.

*

Zosia Estrada-Osmycka jest malarką i tatuatorką, mamą 4-letniego Kajetana. Parzy genialną kawę, słucha, rysuje na skórze najwymowniejsze obrazki i mądrze opowiada o tym, co daje jej kopy i co daje jej wsparcie. Już możecie zamieniać się w słuch.

Co jest dla ciebie największym wsparciem?

Otacza mnie dużo wspaniałych ludzi, których od początku mogłam prosić o pomoc. Urodziłam Kajcia w połowie studiów i w zasadzie dwa tygodnie po porodzie chodziłam już na wykłady. Bez pomocy rodziny i moich najbliższych przyjaciółek nie ukończyłabym dyplomu. Największym wsparciem jest to, że zawsze jest w pobliżu ktoś gotowy pomóc. I ta gotowość i otwartość zawsze sprawiała, że nie wstydziłam się o tę pomoc prosić. 

Co nie jest dla ciebie wsparciem?

Moją porażką była próba wprowadzenia diety wegetariańskiej u Kajtka od samego początku rozszerzania diety. Do trzeciego roku nie jadł mięsa, ale wspominam to jako ciężkie doświadczenie, spotkaliśmy się z ogromnym niezrozumieniem i krytyką. Lekarze, ciocie, sąsiedzi i dużo innych podkopywali moją pewność co do słuszności i bezpieczeństwa tej decyzji. Mimo, że odbyło się to po konsultacji z dietetykiem, zasiane ziarno strachu kiełkowało we mnie długo, aż zrezygnowaliśmy z tej decyzji. Mam świadomość tego, że komentarze i krytyka diety wegetariańskiej wynika z niewiedzy i ignorancji, ale poddałam się gdy Kajetan zaczął chodzić do przedszkola. Czułam, że nie udźwignę tłumaczenia naszej decyzji w kolejnym miejscu. Myślę, że powinniśmy zastanowić się nad komentowaniem i ocenianiem decyzji innych rodziców.

Co dałoby ci wsparcie, ale nigdy nie odważyłaś się o to poprosić?

Wydaje mi się, że nigdy nie miałam tego problemu. Zawsze szukam wsparcia, gdy czuję potrzebę. Regularnie korzystamy ze wsparcia specjalistów jak logopeda czy psycholog, bez tego nie dalibyśmy rady, albo byłoby po prostu ciężej i na oślep. Mama mojego partnera pracuje w poradni psychologiczno-pedagogicznej i czujnie obserwuje rozwój sensoryczny Kajetana, zawsze w porę alarmowała nas, gdy czuła potrzebę. Tak samo w innych kwestiach – staramy się sobie pomagać jak tylko się da.

*

Zaledwie trzy miesiące temu moja redakcyjna koleżanka Marta gościła u Poli Walentkowskiej i zaglądała do jej wyprawki. Aż tu nagle jej córeczka Łucja podrosła (w marcu skończy roczek), ale Pola nie straciła nic ze swojego magnetyzmu i silnego charakteru. Choć dotąd bała się rozstania z córeczką z obawy przed tym, że coś istotnego jej umknie, pragnie na nowo okazywać sobie samej wsparcie choćby wolnym od porządków w stylu Marii Kondo. Dzień w piżamie – a czy istnieje lepszy dowód na miłość do samej siebie?

Co jest dla ciebie największym wsparciem?

Jestem osobą o dosyć złożonym charakterze – bywam wybuchowa, w pewnych kwestiach twardo stąpam po ziemi, a przy okazji jestem bardzo wrażliwa i emocjonalna. Największym wsparciem jest dla mnie po prostu rozmowa, słowa otuchy i takie, które zmotywują mnie do działania i utwierdzą w przekonaniu, że to co robię, robię dobrze. Zawsze mogę polegać w tej kwestii na swojej rodzinie i mojej przyjaciółce.
Kiedy nasz pobyt w szpitalu po narodzinach Łucji się przedłużał, hormony buzowały, a mnie zalała fala nieznanych dotąd uczuć, potrzebowałam właśnie ciepłych słów, które postawią mnie na nogi i ciepłych ramion, które mocno mnie przytulą i pomogą przetrwać ten ciężki czas.

Co nie jest dla ciebie wsparciem?

Wsparciem zdecydowanie nie są dla mnie rady, o które nie proszę. Na początku mojego macierzyństwa czułam się wręcz przytłoczona ich ilością. Nigdy nie zapomnę debat przy stole na temat mojego karmienia piersią. Mleko za chude, za mało, że głodzę dziecko, że karmię za często, że te ogórki są ostre, tego nie powinnam, tamtego tym bardziej. To tylko kilka przykładów. Wiem, że wszystko to było motywowane dobrymi chęciami, jednak jestem zdania, że każdemu należy dać szansę wychować dziecko samemu. Po swojemu. Jeśli będę potrzebowała pomocy i wsparcia na pewno się po nie zgłoszę, sama i na własnych warunkach.

Co dałoby ci wsparcie, ale nigdy nie odważyłaś się o to poprosić?

Poprzedni rok był pełen paradoksów i skrajnych uczuć – z jednej strony najpiękniejszy, pełen miłości, radości i spełnienia, a z drugiej trudny i wymagający. Łucja okazała się być bardzo charakternym i absorbującym osobnikiem. Przerabialiśmy temat kolek, ciągłego noszenia na rękach, problemów z usypianiem i jedzeniem. Były takie momenty, że byłam skrajnie wyczerpana, a jednak ciężko było mi rozstać się z dzieckiem, żeby zadbać o siebie, moje zdrowie psychiczne i odpoczynek. Bałam się, że coś mi umknie, chciałam czerpać z wczesnego dzieciństwa mojej córki jak najwięcej. Obawiałam się też reakcji otoczenia na moje ewentualne wyjście z domu. Miałam wrażenie, że moje miejsce jest tylko przy niej. Wraz z nowym rokiem postanowiłam to zmienić, nie wstydzić się prosić o pomoc, nie próbować zadowolić wszystkich wokół, nie działać na pełnych obrotach, kiedy nie mam na to siły. Pozwolić sobie na dzień w piżamie i na nieumyte naczynia piętrzące się w zlewie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.