tip

Jak to wszystko ogarnąć? 9 rad na odzyskanie czasu

Czy w początek roku szkolnego da się wejść bezstresowo?

Jak to wszystko ogarnąć? 9 rad na odzyskanie czasu
archiwum prywatne Bożeny Kowalkowskiej

Jakieś wskazówki, by nie zwariować od powrotu do pracy i obowiązków szkolnych?  Wraz z ekspertką od spraw organizacyjnych i odzyskiwania czasu Bożeną Kowalkowską przedstawiamy wam kilka pomysłów.

Początek września… Wytchnienie, bo wreszcie nasze dzieci odzyskują zorganizowaną opiekę i regularnie zagospodarowany czas w placówkach. My – znów mamy czas kids-free. Z drugiej strony, to okres w roku dla wielu osób obfitujący w stresy, niekiedy aż paraliżujący ze względów organizacyjnych. Debiuty w szkole i przedszkolu to jedno. Ale nawet w przypadku doświadczonych, starszych już dzieci, czeka nas kompletowanie wyprawki, wymiana garderoby na jesienną, zapisywanie na zajęcia i zebrania. Do tego jeszcze legendarny powrót do pracy po urlopie.

Poprosiłyśmy Bożenę Kowalkowską – mamę dwójki, kreatywną duszę pracującą freelancersko, a zarazem znawczynię tematu organizacji czasu, o kilka wskazówek, jak ułatwić sobie początek września. Nowa książka Bożeny pt. „Poza czasem. O potyczkach z codziennością” wydaje się do takiej rozmowy idealnym pretekstem. „Poza czasem” to nie poradnik, lecz głęboka refleksja i próba przewartościowania życia opartego na maksymalnym wykorzystywaniu zasobów, kulcie pracy i szukaniu magicznych rozwiązań. Okazuje się, że remedium na brak czasu wcale nie jest lista zadań i dzień zaplanowany co do minuty. To raczej… stan umysłu.

Po pierwsze: nie rób nic ponad siły

Najczęstszym błędem, jaki popełniamy podczas planowania i wykonywania obowiązków, jest branie na siebie zbyt wielu rzeczy naraz. Bożena radzi: odpuszczaj, nie mierz zbyt wysoko i wyznaczaj sobie krótkie listy zadań do realizacji w niedługim terminie. Kult pracy jest mocno przereklamowany, w każdym razie nie ma sensu realizować ogromnej listy zadań, jeśli koszty (osobiste, zdrowotne, związane z samopoczuciem) będą powodem twojej frustracji. Co z tego, że się zepniesz i wykonasz wszystko, jeśli potem rozpoczęcie roku będzie dla ciebie i dziecka wspomnieniem wielkiego pośpiechu, stresu i nerwów?

Po drugie: Mniej bodźców

Żyjemy w intensywnych czasach, i bodźców związanych z elektroniką mamy coraz więcej. Gdy mówimy „na nic nie mam czasu”, często okazuje się, że tracimy go na skrolowanie, sprawdzanie online czegoś, co pochłania dużo naszej uwagi, a niewiele z tego wynika. Moja podpowiedź jest taka, by w czasie wymagającym koncentracji zrezygnować z bodźcujących aktywności online, nie sprawdzać gorączkowo powiadomień w telefonie – mówi Bożena. Czy rozwiązaniem są limity korzystania z urządzeń mobilnych? To zależy. Ja ich nie potrzebuję, ale każdy powinien szukać takich metod, które będą dobre dla niego – wyjaśnia Bożena. Czy to będzie narzucenie sobie limitu, czy czasowa rezygnacja z abonamentu w Netflixie, zależy już od was.

Po trzecie: uczciwie mów sobie, że zrobisz „to” na ostatnią chwilę

W swojej książce Bożena napisała: „Jawnie i otwarcie ustalaj sam/a ze sobą, że zrobisz coś na ostatnią chwilę, i korzystaj z wolnego czasu, zamiast zadręczać́ się, że nie pracujesz”. Nie chodzi o to, by zaakceptować lenistwo – bo jak zapewnia autorka „Poza czasem”, jeśli coś odkładamy na ostatnią chwilę, to zazwyczaj dlatego, że możemy sobie na to pozwolić. Zastanów się – jeśli jesteś typem „odkładacza”, czy ostatecznie udaje ci się zdążyć ze wszystkim, a rzeczy robione w trybie gaszenia pożaru wychodzą ci dobrze? Jeżeli tak, to jesteś prawdopodobnie spod znaku „na ostatnią chwilę”, czyli odkładasz, bo możesz, i dlatego, że chcesz. Nie ma powodu się zatem kajać i obwiniać. By spędzić czas produktywnie „ustal ze sobą”, że wykonasz daną rzecz last minute, a przedtem odpoczywaj albo spędzaj czas inaczej, zgodnie z aktualnymi potrzebami.

Ta zasada obowiązuje w różnych sytuacjach – nie ma nic złego w kupowaniu spódniczki galowej na rozpoczęcie roku na ostatnią chwilę! Jeśli nawet tego nie zdążyłaś zrobić – nic się nie stanie, jeśli dziecko założy czarne spodnie. Zgodnie ze wskazówkami Bożeny: zawsze rób bilans tego, co jest dla ciebie ważne, czego nie możesz absolutnie przegapić czy odpuścić. Być może to, co jest rzekomo wysoko na twojej liście, wcale nie musi tam być.

Po czwarte: wypełniaj kalendarz jedynie w trzech czwartych

Jeśli nasz grafik jest wypełniony po brzegi, może być niezwykle trudno dopisać jakieś nowe spotkania czy obowiązki. Lubię mieć nie do końca zapisany kalendarz – mówi Bożena. Jestem typem spontanicznym i szybkim, lubię improwizację, no i przede wszystkim mam na koncie całą serię niespodziewanych zdarzeń. Jeśli kalendarz zapełniony jest od góry do dołu, wystarczy, że jedna rzecz się przeciągnie i całe domino leci na łeb, na szyję. Dlatego dbam o zapas i zawsze staram się zostawiać miejsce na fuckupy: spóźniony autobus, gwałtowny deszcz czy przerwę w dostawie prądu. Rodzice zwykle wiedzą, co można zrobić z ewentualną nadwyżką czasową.

Po piąte: znajdź swój sposób na męczące obowiązki

To dość skomplikowane, ale jeśli masz obowiązki, których nie znosisz, możesz obrać strategię dzielenia ich na odcinki i rozdysponowywania zadań. Na przykład: trzeba zrobić placki ziemniaczane, ty nie lubisz ich smażyć, zaś twój facet nie lubi obierać ziemniaków. U nas tak jest. Dzielimy się tak, by każdy robił to, co jest dla niego jak najmniej niewdzięczne. To może wymagać wielu rozmów, negocjacji, ustalania nowych zasad. Ale nie warto zmuszać się do robienia rzeczy, których naprawdę nienawidzisz – radzi Bożena. Może okazać się że twoja mama/mąż/niania lepiej radzą sobie z zaprowadzaniem dzieci na poranne lekcje, albo mają nerwy ze stali podczas szczepień, zupełnie inaczej niż ty? Obowiązki rozdzielajcie według preferencji domowników. Jeśli zaś przed tobą jest praca, od której nie ma ucieczki, której nie lubisz, a musisz to zrobić – spróbuj stosować system nagród. Czyli na przykład: po wyprasowaniu połowy sterty prania pozwól sobie na ulubiony serial czy książkę. Albo: po wykonaniu jakiegoś odcinka pracy biurowej zarządź sobie przerwę i spacer – podsumowuje specjalistka od czasu.

Po szóste: jeśli masz małe dzieci, daj sobie urlop od pracy

To niepopularne podejście. Bożena uważa, że posiadanie maluchów jest już samo w sobie tak wycieńczające psychicznie i fizycznie, że początkująca mama nie powinna mieć na głowie jeszcze dodatkowych spraw. Warto pielęgnować w sobie umiejętność odpuszczania, rezygnowania, proszenia o pomoc. Wielokrotnie oznacza to zmianę przyzwyczajeń i standardu życia, do jakiego przywykliśmy. Ale warto to robić, bo jak zapewnia Bożena, nie da się robić rzeczy efektywnie, jeśli są wykonywane „przy okazji”. Praca w czasie, gdy dziecko śpi, naprawdę nie ma sensu na dłuższą metę. Nie daj sobie wmówić, że godzenie pracy z opieką na maluszkiem jest łatwe i wymaga tylko dobrej organizacji.

„Gdy rodzi się dziecko, tak naprawdę nie możesz bez pomocy innej osoby nawet wyjść z domu, kiedy masz ochotę, przez kolejne 11-12 lat. Jak więc w takich warunkach można mówić, że przy dzieciach niewiele się w życiu zmienia?” – zauważa Bożena na łamach swojej książki.

Daj sobie taryfę ulgową w okresie maleńkości dzieci, a jeśli nie masz kogo prosić o pomoc, skorzystaj ze wszystkich dostępnych ułatwień: słoiczków, niani lub sprzątaczki, obiadów w placówce. Mamom, które są w trudnej życiowej sytuacji, pozostawione same sobie zawsze radzę, by umawiać się ze znajomymi w podobnym położeniu – mówi Bożena. Jedna mama może gotować zupę, druga iść na drzemkę. A potem możecie się zamienić. W towarzystwie koleżanek mających dzieci w wieku twoich zawsze jest raźniej.

Po siódme: jeśli czujesz, że zbliża się kumulacja, działaj z wyprzedzeniem

Wcześniej powiedziałam, że sprawdza się u mnie odkładanie na ostatnią chwilę. Ale to dotyczy rzeczy, które są koniecznością, i co do których wiem, że przekładanie niewiele zmieni, takich jak praca. Jeśli wiem, że jakiś obowiązek wykonany później nie będzie wcale wykonany gorzej, odkładam go. Co innego, jeśli przede mną kumulacja spraw i ryzyko utraty jakichś dóbr czy poważna strata zasobów. Jeśli czuję, że na początku września będę pochłonięta rozpoczęciem roku, wstawaniem na ósmą i wożeniem dzieci do placówek, nie wyobrażam sobie jeszcze w tym samym czasie robić zakupów lub zastanawiać się, czy spodnie, które podaję dziecku, jeszcze są na nie dobre – mówi Bożena.

Dlatego ubranka i wyprawkę kupuję wcześniej. Tak samo prezenty gwiazdkowe, mam je wybrane i zamówione już w listopadzie. Reasumując: działanie z wyprzedzeniem i przygotowywanie jest zasadne wszędzie tam, gdzie wiemy, że odłożenie na później przysporzy nam problemów.

Po ósme: wypracuj własny schemat

Bożena zaznacza, że każdy z nas ma inny tryb pracy i działania. Jedni dochodzą długo do siebie po urlopie, inni rzuceni na głęboką wodę, potrafią rozpocząć rok szkolny kilka dni później, z nierozpakowanymi z wakacji walizkami. Co jest w tym wszystkim najważniejsze? Ustalenie, co działa dla mnie i mojej rodziny. Czasem to jest kupowanie „w ciemno” przyborów szkolnych i śniadaniówek, o których nie wiemy, czy się sprawdzą, i najwyżej oddawanie ich. Czasem jest to kupowanie online, bo spacery do paczkomatu nas relaksują. A czasem – puszczenie wszystkiego na żywioł, licząc, że wystarczy plecak po dziecku koleżanki i zeszłoroczne kredki zatemperowane w pierwszym dniu szkoły – radzi nasza ekspertka.

Po dziewiąte: wszystko kiedyś minie

Bożena podkreśla, że dzieci rosną, choć często na początku rodzicielskiej drogi trudno to sobie w ogóle wyobrazić: Pewnego dnia zaczną być samodzielne! Wysiłek, zmęczenie, skoki rozwojowe, etapy i fazy – to wszystko kiedyś́ minie. Powtarzam to jak mantrę wszystkim, którzy tracą̨ nadzieję na lepsze jutro. Zrozumiałam to dobitnie podczas tegorocznych wakacji, które były pierwszymi w historii naszej rodziny, gdy mogłam spokojnie pójść do łazienki czy popływać, wiedząc, że dzieci zaczekają na leżaku. Że jak zapiaszczy im się ręcznik, to same sobie poradzą. Że jak będzie im się chciało pić, to same sobie wezmą.

Naprawdę nie wiem, kiedy to nastąpiło, ale dzieci szybko stają się samodzielne i przestają potrzebować naszej nieustannej atencji czy asysty. Warto pielęgnować w dzieciach tę samodzielność, np. w kwestii dojazdów do placówek. Starszakom spokojnie możemy na przykład zlecić ustalenie, czego potrzebują do szkolnej wyprawki, wybrać samych na zakupy, ewentualnie zamówić im i samych spakować.

*

Bożena Kowalkowska – rocznik 81. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim. Była sekretarzem redakcji, redaktorką i producentką. Autorka rubryki na portalu Vogue.pl poświęconej organizacji czasu oraz wywiadów z wieloma inspirującymi kobietami (m.in. dla portalu Gazeta.pl, Zwykłe Życie czy Ładne Bebe). Prowadzi wykłady, warsztaty oraz konsultacje indywidualne dotyczące planowania i organizacji pracy i życia codziennego. Jesienią 2020 roku nakładem wydawnictwa Wielka Litera ukazała się jej książka „Odzyskać czas” oraz seria podcastów pod tym samym tytułem, a niedawno druga część pt. „Poza czasem. O potyczkach z codziennością”.

Dodaj komentarz