Zaginiony obraz

Nowość wydawnictwa Ezop

To jest historia detektywistyczna. To nie jest tylko historia detektywistyczna. Tu wielka sztuka miesza się z wielkim apetytem, a pies zrywa się z łańcucha. Bo jest też łańcuch. Z 1650 roku.
Szykownym językiem mówi do nas Kęstutis Kasparavičius. Wydający na całym świecie książki dla dzieci, autor i ilustrator w jednej osobie, znany jest nam z „Małej Zimy”. Wpisana na honorową listę IBBY, ukazała się w Polsce dzięki Wydawnictwu Ezop. Po dwóch latach Kęstutis Kasparavičius wraca. W tym samym wydawnictwie, w swoim charakterystycznym, pełnym elegancji i rozmachu stylu.

Powszechnie szanowany profesor Adalbert, pies rasy labrador, zapraszając na uroczysty wieczorek towarzyski elitarne grono, jako wisienkę na torcie przygotował prezentację obrazu holenderskiego malarza Paulusa Pottera „Pies na łańcuchu”. Choć dla jego gości ważniejszy był chyba serwowany przez lokaja Sylwestra tort truskawkowy, nie dajcie się zwieść kłamstwu o czekoladowym deserze, wieczór upływał w miłej atmosferze. Niewymuszone dokładki ciasta wdzięcznie przeplatały nieco bardziej wymuszone rozmowy o sztuce, bo sztuka wielka interesowała gości dalece mniej niż gospodarza. Może i zmartwiłby się tym profesor, gdyby mógł się nieco na tej kwestii skupić, lecz jego uwagę przykuwał fakt znacznie przykrzejszy. Otóż wśród zaproszonych znajdował się złodziej, a jego łupem padł najnowszy obraz z kolekcji Adalberta.

Daleka jestem od wyjawienia wam rozwiązania tej detektywistycznej zagadki. Historia płynie zgrabnie i próżno szukać oczywistych śladów przestępcy. Wyśmienite towarzystwo profesora: niedźwiedź lekarz, kozioł doktor nauk humanistycznych, mecenas kaczor, hrabina świnia, kocie małżeństwo konsulów z Syjamu i inspektor lis z tajnym agentem kretem, w eleganckich toaletach nie zdradza się nic, a nic. Do czasu.

Nie bądźcie zawiedzeni, że tajemnica zniknięcia obrazu wyda się już w połowie lektury, bo mimo iż intrygującą jest owa historyjka rabusia, to za chwilę spotka was coś, co zdarzyć się może tylko w dobrej książce. Otóż na odnalezionym obrazie zabraknie psa.

Serca moich małych czytelników radowały się razem z moim tym, że ten biedny zwierz umknął z żelaznej niewoli. Był to chyba moment największej ekscytacji, bo choć książka przyjemna i dowcipna, to pisana językiem poważnym i trudnym, za trudnym na wczesne przedszkole. Pięcioletni Gucio siedział co prawda jak zaczarowany, ba! nawet zupełnie nie zdziwiło go, kto psa skradł, ale trzyletnią Mariannę ponosić zaczęło całym ciałem już po kilku stronach. No cóż, wrócimy do lektury za dwa lata, bo warto!

Kęstutis Kasparavičius jakby przewidział moją sytuację i ubrał opowieść w niebywałej urody ilustracje. Słynie on z bogatego, pełnego detali i nastroju, bajkowego realizmu. Marianna studiowała sygnowane na każdej stronie akwarele i nie mogła uwierzyć, że… kaczor Ildefons występuję w spódnicy. Szczęściem okazała się różowa sukienka kotki Jasminy, a i kolczyki świni nie uszły uwadze mojej córki. Gustaw też dał się uwieść graficznej stronie książki, zwłaszcza pewnemu czerwonemu kabrioletowi. Wybrnęliśmy tego wieczoru z lekturą zbyt poważną dla mojej córki i zbyt wciągającą dla mojego syna, byśmy mogli przerwać, z sukcesem.

PS Na końcu czeka na was niespodzianka, nie zdradzę jej jednak. Gustaw by mi nie wybaczył, powiem tylko, że zarządził wakacje w Petersburgu.

„Zaginiony obraz”, Kęstutis Kasparavičius, tłumaczenie: Małgorzata Gierałtowska, Wydawnictwo Ezop

Ładnebebe jest patronem mediowym tytułu.

Książkę kupicie tu.

Tekst: Paulina Filipowicz

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.