Wyprawka Łucji

Z wizytą u Poli Walentkowskiej

„Mimo że moja mleczna droga jest dosyć wyboista, to uwielbiam te momenty, to ufne spojrzenie, delikatny dotyk małych rączek na piersi, aż w końcu tę błogość, kiedy Łucja zamyka oczy”.

Z kolejną publikacją w ramach cyklu #mojawyprawka przenosimy się do Gdańska. To właśnie tam codzienność naszej bohaterki przepełniona jest ważnymi dla niej momentami macierzyństwa, połączonymi z długimi spacerami po lesie, weekendowymi wyjazdami w trybie slow life i corocznym planowaniem rodzinnych górskich ekspedycji. Ta tegoroczna, rodzinna wyprawa w Tatry z siedmiomiesięczną córeczką Łucją była pretekstem do przywołania wspomnień tej zeszłorocznej, wyjątkowej. Już wtedy pod sercem Poli kiełkowało życie. Życie, które zmieniło jej świat o sto osiemdziesiąt stopni.

 

Pola Walentkowska – z wykształcenia klimatolog, z zawodu modelka, z zamiłowania początkująca florystka. Mama siedmiomiesięcznej Łucji. Opowiedziała nam o skompletowanej wyprawce maluszka, przepełnionej dobrej jakości rękodziełem, które kocha i któremu w wolnych chwilach poświęca się, układając kwiaty i plotąc piękne bukiety. Pola powoli wraca do pracy i stara się być aktywna zawodowo. Po pierwszych miesiącach od urodzenia malutkiej nie czuła się gotowa na castingi i sesje zdjęciowe w świecie modelingu. Tak bardzo chciała z wczesnego okresu niemowlęctwa córeczki wycisnąć wszystko, co najlepsze, że w końcu w całkowicie poświęciła się macierzyństwu. Teraz powoli wraca do gry, zachwycając pociążową formą. Estetka na co dzień, przekłada zamiłowanie do jakości na niemowlęcą wyprawkę, pełną produktów, bez których nie wyobrażała sobie pierwszych chwil z Łucją. A z każdym kolejnym miesiącem miłość do polskiego rękodzieła i dobrych, tworzonych z myślą o najdelikatniejszych ludziach marek wzrasta. Co więc znalazło się w wyprawce Łucji? Sprawdźcie.

*

AKCESORIA

Do moich wyprawkowych must have należy przede wszystkim chusta. Przez wiele tygodni Łucję męczyły kolki i to właśnie chusta oraz kołysanki, które mama śpiewała mi kiedy byłam mała, okazały się być remedium na całe zło. Poza tym jest nieoceniona przy naszym trybie życia, spacerach z psem, przy ostatniej wyprawie w góry i naprawdę ratuje życie, jeśli chodzi o wypełnianie domowych obowiązków. Nie wyobrażam sobie też wyprawki bez wygodnej torby, która nie będzie spadała mi z ramion, kiedy malutka jest w chuście. Torbę Lassig można nosić na kilka sposobów: klasycznie – na ramię, oraz jako plecak, i jest to superwygodne rozwiązanie. Do tego jest bardzo pojemna, w środku znajduje się mata do przewijania, mały organizer oraz opakowanie termoizolacyjne. A do tego ma piękny, nienachalny kolor.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Łucja ma 6 miesięcy, więc zaczynamy rozszerzać dietę. Nie siedzi jeszcze samodzielnie, więc karmienie jej w zwykłym krzesełku nie wchodzi w grę. Znaleźliśmy jednak z mężem krzesełko do karmienia Sun Baby z regulowanym oparciem, to dla nas idealne rozwiązanie. Nieoceniony jest też kosz Mojżesza. Kupiłam go raczej z myślą o wielu pięknych zdjęciach, więc naprawdę nie spodziewałam się, że zagości na szczycie mojej listy akcesoriów, bez których nie wyobrażam sobie wyprawki dla malucha. Bardzo długo zastępował Łucji łóżeczko, jest lekki i jeździ z nami dosłownie wszędzie. Muszę jeszcze wspomnieć o babygym zrobionym przez mojego męża. To chyba jedna z tych rzeczy, którą mimo niemałych gabarytów, zostawimy na pamiątkę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

KOSMETYKI

Sama niekoniecznie znam się na składach kosmetyków, dlatego w tej kwestii zaufałam blogowi Sroka o… i na początku zaopatrzyłam się w zwykły płyn do kąpieli Babydream z Rossmanna oraz olej ze słodkich migdałów, który został mi jeszcze po ciąży i świetnie się sprawdził. Jestem fanką naturalnych kosmetyków z krótkim składem. Przy odparzeniach niezawodny okazał się nagietkowy krem Weledy. Z tej firmy mamy też olejek oraz mydło i szampon w jednym, do mycia Łucji.

*

UBRANKA

Chciałam, żeby ubranka Łucji nie tylko cieszyły moje oko, ale też były najlepszej jakości. Bardzo łatwo trafić na bubel, zwłaszcza w znanych sieciówkach. Jak już wcześniej wspomniałam, uwielbiam polskie marki i ubranka robione ręcznie z lnu, wełny merino czy muślinu. W ubrania basic zaopatrzyliśmy się m.in w Coodo. Ich bodziaki są uszyte z organicznej bawełny, są delikatne i przyjemne w dotyku. Uwielbiam też markę Jeżyk Baby i ich lniane rzeczy. Mam też kilka perełek od Bamboliny. Kiedy byłam w ciąży, udało mi się wygrzebać maszynę i uszyć dla Łucji bloomersy, które na pewno zostawimy na pamiątkę! Bardzo często kupuję również ubranka Newbie i H&M Baby Exclusive. Zdecydowanie przepadłam, jeśli chodzi o bonetki. Mamy ich całkiem sporą kolekcję, w której prym wiedzie MiniMilla i Bla blo. Mam też dwie z wełny, które kupiłam Łucji na jesień.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

TEKSTYLIA

Jestem zdecydowanie kocykoholiczką. Otulaczy i kocyków nigdy za wiele. Uwielbiam muślin, więc tu wybór padł m.in. na moją ulubiona markę Numero 74. Bardzo często korzystamy też z przepięknego otulacza w kwiaty marki Bim.Bla, granatowego w złote wzory od Aden + Anais oraz bambusowego Mom for Baby. Na jesień zaopatrzyłam się w również bambusowy kocyk Little Heaven i nieco grubszy Lullalove. Jeśli chodzi o kołderki i poduszki, to najwygodniejsze dla mnie są te z wypełnieniem. Jestem po uszy zakochana w muślinowym zestawie od Lilu. Cenię sobie rzeczy, które mają wiele zastosowań, więc postawiłam również na dwustronną kołderkę trzy w jednym od Snap the Moment, na której co miesiąc robię Łucji zdjęcia. Mamy również foto-karty do kompletu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

KĄCIK MALUSZKA

Póki co, jest to wygospodarowany kawałek naszej sypialnianej przestrzeni. Lubię mieć wszystko pod ręką, więc na łóżeczku wisi organizer na najczęściej używane rzeczy typu pieluszki, a w skrzyneczce na półce trzymamy resztę kosmetyków. Są tu również nasze ulubione misie, grzechotka duńskiej marki Leo Leo, do której Łucja pierwszy raz wyciągnęła rączki, oraz gryzaki Malomi Kids i gryzak masujące ze szczotkeczką Matchstick, które przynoszą ulgę swędzącym dziąsłom. W łóżeczku zawsze leży Szumiś i ulubiona maskotka mojej córki – lisek od Sigikid.

 

 

*

Pola, dziękujemy za rozmowę i do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.