Wyprawka Kazia

Z wizytą u Poli Lubery

Skompletowana na bazie doświadczeń z poprzednich wyprawek jest przykładem na to, że przy trzecim maluszku rozsądek staje na piedestale najpotrzebniejszych rzeczy. Niezwykle przemyślana i dosłownie ograniczona do minimum przedmiotów i potrzebnych gadżetów.

Sześcioletniej Józi, trzyletniemu Heniowi i najmłodszemu synkowi Poli Madej-Lubery – Kaziowi – nie brakuje bliskości na co dzień. Nie brakuje im też wspólnych spacerów, wyjazdów w najdalsze zakątki Polski i chwil, które budują w nich poczucie rodzinnej i nie tylko wspólnoty. Dzisiaj w ramach cyklu #mojawyprawka przedstawiamy wam kolejną mamę, która codziennie staje na wysokości zadania. Ma w sobie niezwykłą siłę, której możemy jej tylko pozazdrościć.

Pola Madej-Lubera – człowiek wielu pasji i zainteresowań, kocha przyrodę, rośliny i historię. Mówi, że ma naturę społecznika, co odkryła w sobie po przeprowadzce na jej ukochaną warszawską Starą Ochotę. Angażuje się tu w różne inicjatywy. Społeczne sadzenie kwiatków, stragan na sąsiedzkim pikniku czy akcja ratowania zabytkowego ogródka Jordanowskiego to niektóre wydarzenia, w których miała okazję wziąć udział, za każdym razem angażując do pomocy swoje dzieci. Działa społecznie w swojej przedwojennej spółdzielni jako członek zarządu, współpracuje ze Stowarzyszeniem Ochocianie, prowadzi też sąsiedzki Instagram @stara_ochota

Pola od wielu lat, podobnie jak jej mąż, jest związana z branżą mediów i mody. Długo pracowała jako stylistka i dziennikarka w lifestyle’owych redakcjach. Od kiedy na świecie pojawiły się ich dzieci, Pola pracuje dorywczo jako freelancer. W ciągu roku szkolnego i przedszkolnego czas wypełnia jej dbanie o dom i edukację dzieci. Józia uczy się gry na wiolonczeli, a popołudniowa szkoła muzyczna wymaga od rodziców ogromnego zaangażowania – uczestniczenia w lekcjach i wspólnego ćwiczenia. Jak mówi Pola, na szczęście najmłodszy w rodzinie Kazio uwielbia słuchać jak gra siostra, więc wspólnie spędzają czas, gdy w domu rozbrzmiewają dźwięki muzyki. Widziałyśmy! Ten moment, gdy jest wpatrzony w siostrę – magia.

Gdy mają chwilę wolnego, Pola rozkochuje dzieci w Warszawie – korzystają z przywilejów bycia mieszkańcami stolicy. Chodzą do parków, lokalnych knajpek, muzeów i odwiedzają rodzinne, ulubione miejsca. W weekendy regularnie jeżdżą w okolice Kazimierza Dolnego, do ich domu na wsi. Dzięki temu Józia, Henio i Kazio mają intensywny kontakt z naturą. Bardzo dużo też podróżują, traktując te chwile jako sposób na rodzinne spędzanie czasu atrakcyjne dla wszystkich. Kazio ma dużo bodźców i przebywa na łonie natury, starszaki korzystają z atrakcji i mogą się wyszaleć, a rodzice karmią zmysły przyrodą i cieszą się zwiedzaniem. Pola jeździ z rodziną po polskich parkach narodowych, odwiedzają góry, morze i stare miasta. Zaglądają do muzeów, szukają nieoczywistych atrakcji turystycznych. Od narodzin najmłodszego dziecka ograniczają się w zasadzie do podróżowania po Polsce, jednak gdy tylko Kazio podrośnie, planują wyruszyć dalej.

Polę z dziećmi można często spotkać spacerującą po Starej Ochocie, bo właśnie rodzinne włóczenie się po ich dzielnicy uwielbiają najbardziej. Starszaki jeżdżą rowerami lub przemierzają miasto pieszo, zaś mama pędzi za nimi z wózkiem, w którym spokojnie drzemie najmłodszy Kazio. To o jego wyprawce opowiedziała nam Pola. Przeczytajcie!

 

*

UBRANKA

Kompletując rzeczy dla Kazika, największym dylematem było to, na jaką pogodę się przygotować. Termin porodu miałam ustalony na kwiecień, a jak wiadomo, kwiecień plecień, bo przeplata. Starsze dzieci urodziły się w grudniu, więc dla nich zgromadziłam pokaźną liczbę grubych śpioszków, czapek, kocyków i śpiworków. W przypadku Kazika też obawiałam się chłodu, ale jak się okazało – niepotrzebnie. W dniu, w którym wyszłam ze szpitala, przywitał nas zapach bzu oraz piękne słońce… I tak już zostało, bo wiosna w tym roku była wyjątkowo ciepła, a lato upalne. Drugi tydzień życia Kazio spędził na działce, pod kwitnącą jabłonią. Wszystkie grube wełniane spodenki i czapeczki okazały się zbędne. Na szczęście nie kupowałam wielu rzeczy. Sporo Kazik odziedziczył po starszym rodzeństwie. Jednocześnie chciałam sprawić przyjemność sobie, w końcu to trzecie dziecko i nie wiadomo, czy będzie jeszcze okazja do stylizowania bobaska, dlatego kupiłam ręcznie robiony dziergany komplecik, głównie po to, by zrobić w nim Kazikowi zdjęcie na pamiątkę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Z doświadczenia wiem, że w pierwszych miesiącach dzieci rosną tak szybko, że ubranka zdąży się założyć raz czy dwa. Lato oznaczało dla Kazika po prostu brak ubrań (wystarczyła pieluszka i bambusowy otulacz). Inwestuję więc dopiero w ciuszki powyżej rozmiaru 74. Jestem zachwycona polską marką Coodo. Podoba mi się prosty design z lekką nutką retro (jak prążkowana dzianinowa bawełna). Szukając ubranek, wybieram te, które są z ekologicznej bawełny, mają prosty design no i dają się prać w sześćdziesięciu stopniach. Niestety z dostępnych w Polsce marek niewiele spełnia te kryteria. Cenię sobie solidne i praktyczne marki skandynawskie i niemieckie takie jak Polarn O. Pyret. Chciałabym jednak podkreślić, że chociaż kocham design (sama przez wiele lat zajmowałam się modą), to unikam luksusowych produktów dla niemowląt. Wydaje mi się zwyczajnie niemoralne wydawanie dużych sum na rzeczy, które szybko się niszczą i starczają tylko na chwilę. Wolę te pieniądze wydać inaczej. Malutkie dzieci potrzebują przede wszystkim bliskości mamy i mleka, a nie bloomersów za 200 zł.

 

*

KOSMETYKI

Jestem niestety kosmetycznym dyletantem, nie znam się na pielęgnacji. Po narodzinach dzieci musiałam jednak pewnych rzeczy się dowiedzieć, bo mój starszy synek miał wrażliwą skórę, a w dodatku został błędnie zdiagnozowany przez pediatrę. Tak odkryłam kosmetyki firmy Alphanova Bebe, które uratowały nas przy dolegliwościach skórnych. Lubię produkty, które nadają się dla całej rodziny (nie przepadam za wanną zawaloną plastikowymi butelkami), więc uniwersalny żel Alphanova jest dla nas idealny, plus ma bardzo wygodny dozownik – ułatwia kąpanie bobasa, gdy druga ręka zajęta jest trzymaniem główki. Nie mogę tego z kolei powiedzieć o oliwce Derma Eco Baby, której używam dla Kazia (niestety wylewa się jej zbyt wiele), ale bardzo chwalę sobie jej naturalny skład i brak zapachu. Lubię też żel do kąpania polskiej marki dla mam oraz dzieci MomMe. Żel do mycia i oliwki to jedyne kosmetyki, jakie znalazły się w Kaziowej wyprawce. Potem doszło jeszcze mleczko kokosowe do ciała Bentley. Jest przeznaczone do smarowania po opalaniu, ale ma tak dobry skład (na bazie oleju kokosowego) i leciutką konsystencję, że okazało się perfekcyjnym produktem dla mnie i starszaków podczas pobytu nad morzem. Dzieci, mimo smarowania blokerem i wszelkiej możliwej ochrony, jednak zostały muśnięte słońcem. Ten balsam sprawdził się idealnie do posmarowania nóżek Kazia, ale nawilżał i koił też opaloną skórę starszaków. Jest sprzedawany w wielkich opakowaniach, co też mi się podoba. 

 

Mam też puder dla dzieci, ale używam go do stópek. Nic lepiej nie oczyszcza z piasku w piaskownicy czy na plaży niż talk. Noszę gigaopakowanie kupione na wakacjach w Hiszpanii. Kaziowi tymczasem oszczędzam kontaktu z niepotrzebną chemią. Nauczyłam się dokładnie czytać składy kosmetyków i nie ufać chwytom marketingowym takim jak wielki napis „BIO” na opakowaniu. Często produkty udające naturalne i ekologiczne mają w sobie SLS-y, konserwanty i perfumy. Jako mama dzieci grudniowych lubię kosmetyki, które zawierają olejki eteryczne. Może to brzmi śmiesznie w środku upalnego lata, ale to, czego obawiam się najbardziej, to infekcje, które przytrafiają się przecież zawsze, choćby od klimatyzacji w aucie i zimnych napojów. Z katarkami walczę naturalnie, m.in. właśnie za pomocą olejków eukaliptusowego i pichtowego. Bardzo chciałam przetestować ekologiczny balsam ułatwiający oddychanie dla niemowląt Bentley. Okazał się dobrą alternatywą dla popularnych, dość paskudnych maści na bazie wazeliny, które są zdecydowanie za mocne dla bobasów. I znowu – jest to kosmetyk, który sprawdza się dla dzieci w różnym wieku.

*

AKCESORIA

Przy pierwszym dziecku kupowałam rzeczy, które wydawało mi się, że „mogą się przydać”. Przy trzecim – kierował mną już rozsądek i doświadczenie, dlatego nie inwestowałam w przedmioty, których nie byłam pewna, ani takie, które po prostu wyglądały uroczo (chyba każdej mamie zdarzyło się kupić coś niepotrzebnego, ale ładnego, prawda?). Pierwszą rzeczą, jaką kupiłam, był smoczek z kauczuku Natursutten. Jako backup służy nam smoczek Hevea Bibs, też bardzo fajny. Używamy go przy zasypianiu synka. Uspokajająco na Kazia działa również delikatna szczoteczka Cloudmine, którą Józia czesze małego w trakcie zabawy. On to bardzo lubi. Odkryciem mojego „trzeciego macierzyństwa” okazał się leżak BabyBjörn. Paradoksalnie ta marka nie wzbudzała mojej sympatii (słyszałam nie najlepsze opinie o ich nosidłach), natomiast leżaczek polecały mi wszystkie wielodzietne koleżanki. I rzeczywiście, żałuję, że nie miałam go przy poprzednich dzieciach. Mimo wysokiej ceny, ten leżak zdecydowanie wygrywa z innymi bujaczko-leżaczkami. Nie ma zabawek, nie gra, nie szumi, ale jest superwygodny, lekki, składa się na płasko, więc można go zabrać ze sobą wszędzie. Kształt jest idealny dla dziecka, zapina się go bardzo szybko i łatwo. Obicie zdejmuje się do prania w sekundę i co najważniejsze – mój Kazio go pokochał od samego początku. Minimalistyczny, prosty i genialny – tak mogłabym podsumować BabyBjörna i prawdę mówiąc, nie wyobrażam już sobie bez niego wychowywania dziecka. Nosidło, wózek, matę edukacyjną, łóżeczko, wanienkę i wszystkie inne gadżety Kazik dostał „w spadku” po rodzeństwie lub znajomych, więc nie będę o nich wspominać. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Natomiast to, co mam nowego, czego nie miałam przy poprzednich dzieciach, to szumiąca sowa Skip Hop. Dostałam ją od przyjaciółki i teraz jestem jej fanką. Jest lepsza od misia szumisia, ponieważ wyświetla gwiazdki, a więc usypia także starszaki. Niezastąpiona, gdy jestem z dziećmi sama wieczorem! Multitasking to chyba najważniejsza cecha akcesoriów dla dzieci w dużych rodzinach. Tegorocznym odkryciem jest dla mnie przyczepka rowerowa Croozer, która zamienia się w wózek. Wypożyczyłam ją na próbę na wyjazd z dziećmi (pojechałam z nimi sama nad morze, mąż dołączył do nas po kilku dniach). Przyczepka pozwoliła mi komfortowo przemieszczać się z dziećmi i dobytkiem na trasie do plaży. Mogliśmy też pojeździć rowerami po pięknym Wolińskim Parku Narodowym. Teraz poważnie zastanawiam się nad kupnem tego typu przyczepki. Logistyka i transport to ważne aspekty naszego życia. A jeśli o logistyce mowa, to muszę wspomnieć o pojemnej torbie Beaba. Zabieram ją w drogę zarówno do Kazimierza, jak i na spacer do pobliskiej knajpki. Pakuję w nią wszystko, co potrzebne mamie trójki dzieci. Bardzo sobie cenię jej solidne suwaki – nawet wypakowana po brzegi torba zamyka się i lekko otwiera jedną ręką. Bezcenne, gdy trzymamy dziecko i musimy szybko coś wyjąć z torby! No i te fantastyczne przegródki, które wszystko porządkują… Ponieważ jesteśmy działkowo-wyjazdowi na wyprawy zabieram ze sobą również termos Lassig, który ma kubek zaprojektowany z myślą o małych, niezgrabnych rączkach. Starszaki uwielbiają ciepłe napoje z miodem i cytryną, a latem – ice tea. Kuchennie przy dzieciach sprawdziły mi się jeszcze: podkładka EZPZśliniak z rękawkami Lassig. Tego ostatniego dopiero co używał Henio, ale już za chwilę wskoczy w niego Kazio. 

 

*

TEKSTYLIA

Moje dzieci nie przywiązują się do przytulanek, ale do ukochanych kocyków i pieluszek. Kazik też ma swoją pieluszkę z bambusa do zasypiania. Jest firmy Samiboo, której wzornictwo przypadło mi do gustu. Wszystkie tekstylia dla Kazia kupiłam na targach dla mam, na które wybrałam się w ciąży, z córką. Razem odkryłyśmy kilka świetnych polskich firm. Mamy koce z bawełny i wiskozy bambusowej i ręcznik z chłonnego bambusa marki Close. Lubię też pościel z lnu, która służy Kaziowi jako wyściółka do wózka i awaryjna podkładka do zabawy, np. na plaży czy w gościach.

 

*

KĄCIK MALUSZKA

Nie przepadam za designem komercyjnych marek dziecięcych. Lubię prostotę, naturalność, widok plastiku w domu mnie męczy, a przecież mając dwójkę starszych fanów Lego, nie mogę zupełnie go uniknąć. Kazik nie dostał więc żadnych zabawek ode mnie, jedynie znajomi ofiarowali mu drobiazgi, na szczęście tekstylne. Kącik niemowlaka urządziłam w naszej sypialni, jego kolorystyka jest stonowana. Wiem, że niemowlętom zaleca się bodźcowanie mobilami, grzechotkami, podkreśla się, że pstrokacizna i kontrastowe barwy stymulują rozwój. Ja jednak zdaję się na swoją intuicję, która mi mówi, że Kazik ma sporo bodźców na co dzień dzięki obecności starszego rodzeństwa. Mamy w jego kąciku kilka grzechotek, gryzaczek Djeco i pluszową wiewiórkę Sigikid z wygodnym ogonkiem-zaczepką, na którą Kazio lubi patrzeć. Pierwsze miesiące życia mojego bobaska przypadły zresztą na wakacje. Nie miało więc sensu skomplikowane urządzanie pokoiku, w którym spędzi niewiele czasu, bo przecież ciągle byliśmy poza domem. Od września Józia idzie do podstawówki, więc planuję w domu przemeblowanie. Może to będzie okazja, by coś zmienić w designie kącika Kazia. Podoba mi się aktualna moda na monochromatyczne drewniane zabawki dla niemowląt. 

*

Pola, dziękujemy, że otworzyłaś nam drzwi do waszego świata w kamienicy na warszawskiej Starej Ochocie, opowiedziałaś o wyprawce Kazia i ugościłaś pyszną kawą w to sierpniowe popołudnie. Do zobaczenia!

 

*

Opracowała: Marta Szczepanik

Zdjęcia: Ewa Przedpełska

 

Nasze propozycje

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.