Wyprawa vanem – spakowani i gotowi?

Niezbędnik podróżnika z tublu.pl

Wiemy, że większość z was wpatruje się w słupek na termometrze i z radością wita każdą kreskę, która przybliża do wiosny. Ale są też tacy, którzy nadal śmigają w śniegu w górach, lub właśnie kierują się na daleką północ. Vanem.

Wracamy do fotorelacji Kasi i Michała z Jedźmy Gdzieś i ich podróży busem. Busem, który jest jak członek rodziny i przyjaciel, który sprawdził się i w wietrznej Portugalii, i na zasypanych śniegiem bieszczadzkich drogach. Vanlife w wydaniu tej rodziny nie jest na pokaz, to raczej filozofia podróżowania. Być może ich kadry zainspirują was, by wyruszyć na wakacje na czterech kółkach, a może już od dawna zastanawiacie się nad taką wyprawą?

Niezbędnik podróżnika z tublu dziś w wydaniu zimowym. Jak do wyjazdu i noclegów w busie przygotowała się Kasia z rodziną, co i jak spakowali oraz o czym pamiętać, planując debiut w kamperze? Jedziecie z nami?

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

 

 

 

 

 

 

 

Pakowanie do busa może być pułapką. Myślisz, że jeśli masz samochód, to można wszystko „dorzucić”. Nikt bagażu nie waży… 

No więc właśnie, bus wcale nie jest taki duży. Nauczeni własnym, 8-letnim już doświadczeniem, postanowiliśmy, że w aucie każdy z nas będzie miał małą szafeczkę i musi się w nią zmieścić. Wszystko jest pochowane, nic nie lata luzem. Odkąd jest Wiki, moja przestrzeń w szafce nieco się niestety zmniejszyła, ale coś za coś. Musiałam się z nią podzielić. Okazuje się, że nie lada wyzwaniem jest też wciśnięcie jedzenia dla naszego psa!

Zimą pakowanie jest skomplikowane, bo rzeczy są po prostu większe, ale tu upchnęłam, tam ścisnęłam i jakoś wlazły. Mamy w busie wyposażenie, którego nie wyjmujemy, jest tam na stałe i czeka na kolejne wypady. Są to: śpiwory, poduszki, koce, mydła, szczotki do zębów, garnki, talerze i sztućce.

 

Jaką macie strategię pakowania do busa i to zimą?

To zależy od wielu czynników: kiedy i dokąd jedziemy i na jak długo. Najlepiej do wyjazdu przygotowujemy sam samochód. Robimy przeglądy, kupujemy części, czyścimy, napełniamy zbiorniki i kanistry wody, uzupełniamy narzędzia i – tak jak w przypadku wyjazdu w Bieszczady – montujemy dodatkowe ogrzewanie. Do przygotowań służy nam sypialniane łóżko, na którym układamy najpierw wszystkie niezbędne rzeczy, a następnie przenosimy je do samochodu i wkładamy do szafek.

Michał robi listę dotyczącą auta, ale to dlatego, że on zajmuje się przygotowaniem samochodu i tu faktycznie wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Nigdy nie robiłam listy dotyczącej rzeczy do wzięcia. Ewentualnie spisuję, co jeszcze muszę kupić na wyjazd, czyli robię listę zakupów. Tyle wyjazdów mam za sobą, że wiem, że przeżyję nawet w tym, co mam na sobie!

Jaka jest wasza top lista, jeśli chodzi o pakowanie na zimowy trip busem?

Wyjazd planowaliśmy spędzić czynnie – na trekkingach po górach, więc niezbędne było nosidło dla Wiki. Ona nie potrafi jeszcze iść za rękę czy noga w nogę z rodzicami. Zawsze idzie w swoją stronę, więc trzeba było ją po prostu nosić. Nosidło Little Life z tublu.pl to był świetny wybór! Nawet jeśli Wiki nie spała, to obserwowała wszystko wokół. Nie narzekała, podobało jej się, było jej wygodnie, jak na barana u taty. Nosidło ma spore gabaryty, ale coś za coś – chroni dziecko przed ewentualnym upadkiem, bo ma usztywnienia. Dodatkowo służyło nam jako plecak, bo ma kieszenie, w których nosiliśmy prowiant dla córki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Bardzo ważne są ochraniacze na buty i kijki trekkingowe, gdy jest dużo śniegu – to takie zimowe must have. Warto zakupić też raki.

Niezbędne są też ciepłe śpiwory i kocyki. Jeden, którym przykrywaliśmy Wiki podczas drogi, był zawsze pod ręką w samochodzie. To ten ulubiony w kwiatki!

Podstawa to dobry, nieprzemakalny kombinezon i długie porządne rękawice. Buty – trekkingowe, wodoodporne, które sprawdzą się na śniegu.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

No i butelki termiczne, a właściwie termosy. My mieliśmy trzy, Wiki miała swoją termobutelkę Pura Kiki, która super trzymała temperaturę.

Niezbędny jest też średni plecak, do którego pakujemy rzeczy na trekkingi: latarkę, apteczkę, wodę, jedzenie i nierzadko Snickersa. Trzeba też zabrać krem na mróz i można pokusić się o tzw. ogrzewacze, które wkładaliśmy Wiki czasami w buciki, żeby ją dogrzać. Do samochodu, na drogę, Wiki miała małego pluszowego króliczka i parę jej ulubionych książek, m.in. „Rok w Krainie Czarów” z wydawnictwa Nasza Księgarnia – to ostatnio nasz hit!

 

stalowe termosy ze sklepu twojlunczbox.pl

 

 

Jak złapaliście bakcyla podróżowania vanem?

Mamy za sobą trochę wypraw z plecakiem, ale w zasadzie, odkąd pamiętam, nawet krótkie wyjazdy kończyły się wynajęciem samochodu. Nauczyliśmy się, że auto daje nam niesamowitą wolność i czas. Gdy rzuciłam prace w agencji reklamowej i zajęłam się ilustracją, zaczęliśmy wyjeżdżać na dłużej. Pierwszy raz wyruszyliśmy naszą małą „audiolką” w miesięcznego tripa po Europie. Spaliśmy na dziko, gotowaliśmy na małej przenośnej kuchence gazowej. Było super! Wiatr we włosach, nocne kąpiele w morzu, beztroska. Tak się wszystko zaczęło.

Kupiliście vana?

Zaczęliśmy kombinować. Co tu zrobić, żeby tak jeździć. Wtedy #vanlife nie był jeszcze taki popularny, nikt nie mieszkał w vanie. Nasz znajomy miał Volkswagena T3 i zauroczył nas ten busik, w którym było wszystko: umywalka, kuchenka, łóżko. Od tego momentu Michał przekopywał miliardy ogłoszeń polskich i niemieckich stron internetowych. Pewnego dnia pojechaliśmy do jakiejś wsi zabitej dechami i pamiętam jak dzisiaj, jak drzwi od stodoły się otworzyły i wyjechał stamtąd brązowy sztrucel. Byliśmy zachwyceni! Kupiliśmy go za 7 tys. 

Wróciliśmy nim do domu i ruszyliśmy na Bałkany. Ale to było nieodpowiedzialne! Prawda jest taka, że nie znaliśmy się na nim wtedy i dał nam ostro w kość. Podczas podróży po południu Europy zepsuł nam się silnik i to był punkt zwrotny. Po paru podróżach nadszedł czas remontu, Michał znalazł fajnego Volkswagena Transportera, który w przeciągu dwóch lat zamienił się w obecnego kampera.

Załóżmy, że chcemy rodzinnie wyruszyć po raz pierwszy busem na wakacje. Co doradzacie: wynajem czy zakup używanego?

Życie w busie nie jest łatwe. Ja wiem, że to pięknie wygląda na zdjęciach, gdzie święcą się lampeczki w środku, a widok zapiera dech w piersi, na dachu pije się wino o zachodzie słońca, a z samego rana ćwiczy się jogę. Owszem, czasami tak bywa, ale często to godziny spędzone na poboczach, stres i hektolitry wylanego potu. Prawda jest też taka, że jeżeli ktoś nie ma chociaż odrobiny zacięcia, aby stać się mechanikiem, to lepiej zapomnieć o vanlifie.

Żeby zorientować się, czy nam ten sposób podróżowania odpowiada, warto wypożyczyć odpowiednik naszego przyszłego zakupu. To nie problem, są firmy, które wypożyczają w pełni wyposażone kampery, np. w Portugalii (Indie Campers) i Australii, a ostatnio widziałam taką możliwość również w Japonii i na Islandii. Na takie podróże fajnie mieć więcej czasu, aby nie robić zbyt wielu kilometrów, nie rzucać się z motyką na słońce. Fajnie się zatrzymać, poznać innych ludzi, zaaklimatyzować się chwilkę. 

 

*

Przygoda na czterech kółkach, czy w śniegu, czy latem gwarantowana. To dobry moment, by pomyśleć o letnich wakacjach i wybrać pierwszą trasę. A w kwestii rodzinnego pakowania, zajrzyjcie do tublu.pl po wiele przydatnych gadżetów.

zdjęcia: Kasia i Michał/Jedźmy Gdzieś

rozmawiała: Kasia Karaim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.