książka, Kultura

Wspólne nie znaczy niczyje

Podwórka, ulice, parki, skwerki i place zabaw są nasze. Ważne, by to sobie uświadomić, bo o wspólną przestrzeń trzeba dbać. Inaczej staje się dla nas nieprzyjazna.

„Wspólne nie znaczy niczyje” to książka wydana przez Stowarzyszenie Forum Rewitalizacji w Poznaniu, będąca częścią tamtejszego projektu edukacyjno-kulturalnego na rzecz przestrzeni publicznej. Mogła stać się lokalną publikacją, niedostępną dla większości z nas. Całe szczęście, rozchodzi się po kraju, podejmując z dziećmi i dorosłymi ten ważny temat. Lubimy wciągać nasze dzieci w istotne kwestie, dlatego ten tytuł nie mógł nam umknąć.

Historia dzieje się przy ulicy Wąskiej. Mogłaby się wydarzyć  w Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu czy Warszawie. W dużym albo małym mieście. Wszędzie, bo wszędzie są ulice i domy, a za domami małe podwórka, z krzaczkiem, drzewkiem, trzepakiem i błotem. Dokładnie tak wygląda podwórko przy ulicy Wąskiej 7, za domem, w którym mieszka Wojtek z siostrą Martą i rodzicami. Mieszka tam też Pani Kubisiowa z psem Fifką i inni sąsiedzi. O podwórko nikt się specjalnie nie troszczy i to sprawia, że rodzice Wojtka i Marty myślą o przeprowadzce. Chcą znaleźć dom za miastem, gdzie będą mieli trochę przestrzeni tylko dla siebie i zadbają o nią, jak potrafią najlepiej. Tylko, że to będzie daleko od szkoły, przedszkola, wszystkich koleżanek i kolegów. Pomysł nie wydaje się dzieciom najlepszy.

Rodzice też mają swoje wątpliwości, ale błoto na podwórku i brak dobrego zagospodarowania najbliższej przestrzeni nie zachęca ich do zostania w domu, który lubią. I może byłoby, jak zaplanowali. I może podwórko do tej pory straszyłoby kałużami, ale pewnego dnia pojawił się Pan Ewarest z wielkim planem na betonowy parking. Wizja życia w planie podstępnego inwestora obudziła rodziców i pozostałych sąsiadów. Wspólna przestrzeń, do tej pory jakby niczyja, staje się najdroższym kawałkiem ziemi, o który stoczą – mając po swojej stronie architekta miasta – wygraną walkę. Parking powstanie w innym miejscu, a tu stworzą wymarzone podwórko, z ławeczkami, stolikami i placem zabaw. Miejsce dla każdego. Do zabawy, odpoczynku, kochania i dbania.

Autorzy czytelników traktują poważnie. Jest rzeczowo i na temat, ale by trafić w sedno, dobrze jest czasem dodać szczyptę fantazji. Dzięki temu książka nie jest dydaktyczną historyjką i trafia również do całkiem niewielkich odbiorców. Dla tych najstarszych – tak teraz do was, rodzice – są teksty ukryte w rozkładanych skrzydłach, nawiązujące do fabuły, ale już w wydaniu całkiem serio. To ciekawe komentarze, dzięki którym sami możemy pomyśleć o naszym wkładzie we wspólną przestrzeń.

Niewątpliwym atutem książki jest również jej strona graficzna. Ilustracje Oli Woldańskiej-Płocińskiej (tu znajdziecie naszą rozmowę z graficzką) to uczta dla dużych i małych. Jej charakterystyczny styl wspaniale komponuje się z tekstem. Wyraziste postaci nie umykają, miasto żyje, a kolory bezbłędnie budują klimat. Warto zatrzymać się na chwilę na rzucie ulic z lotu ptaka, dzieci lubią wchodzić w historię, dobrze poznając jej miejsce.

Po tej książce koniecznie wyjdźcie na spacer. Rozejrzyjcie się i sprawdźcie, co jest do zrobienia w waszej okolicy. Zastanówcie się, czego brakuje. Zadziałajcie z sąsiadami. Bo przecież to wspólna przestrzeń wpływa na wasze samopoczucie każdego dnia. Potraktujcie ją jak drugi dom.

„Wspólne nie znaczy niczyje”, Alicja Szyguła, Jakub Głaz / Ilustracje: Ola Woldańska-Płocińska.

Książkę kupicie tu

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama