Kultura, teatr

Wierzę w ciało

Wyliczanie wszystkich projektów i doświadczeń, które były udziałem Izy Chlewińskiej, jest chyba niemożliwe. Tego jest zbyt wiele, powiedzmy zatem dla porządku, że jest ona śmiałą i rozchwytywaną choreografką, reżyserką spektaklu MaMoMi w Nowym Teatrze, mamą 2,5-letniego Miłosza i fascynującą dziewczyną, z którą nie chcę i nie umiem się rozstać.

Chciałoby się gadać i gadać bez końca, a przed Izą jeszcze jeden popołudniowy spektakl wśród wiszących kul, szeleszczących planet i latających ryb, oraz obowiązkowa 20-minutowa drzemka. Ale jakimś cudem udaje nam się poruszyć wszystkie zaplanowane tematy. Punktem wyjścia jest MaMoMi, nowe dzieło Izy, przygotowane wspólnie z Halszką Sokołowską, Katarzyną Sitarz i Tomaszem Bergmannem. A stąd zupełnie blisko do rozmowy o uczuciowym zapominalstwie, uczciwym rodzicielstwie, niewygodnej cielesności i tańcu, który jest najlepszym terapeutą. Zamieńcie się w słuch.

***

 

Podoba mi się to, że MaMoMi jest nie tylko spektaklem czy instalacją. W moim odczuciu jest rodzinnym spotkaniem w przyjaznej przestrzeni i przypomnieniem o tym, co oczywiste, ważne i tak łatwo zapominane.  

Moim głównym założeniem było sprowokowanie ludzi do umacniania więzi. Nie chodziło mi jednak o relacje między rodzicami i dziećmi, nie przyświecała mi też idea wspólnot rodzicielskich. Oparłam się na moim własnym doświadczeniu rodzicielstwa, z którego wynika, że najtrudniej jest utrzymać mocne więzi pomiędzy rodzicami. To dość niezwykłe, że małe dziecko potrafi rozsypać często wieloletnią relację między dorosłymi ludźmi

 

 

Jak myślisz, dlaczego tak się dzieje?

To jest trudna sytuacja już przez sam fakt, że pojawia się nowy człowiek, ale też dlatego, że mocno ingeruje on w relację między dorosłymi. Dlatego tak ważne jest, żeby umacniać się z związku na nowo i pamiętać, skąd się to dziecko wzięło. Bo ono się bierze przecież z miłości. Nie chciałam robić bajki dla dzieci, fabularyzować odbudowywania więzi, ale przenieść je na poziom bardziej duchowy. Moim celem było stworzenie przestrzeni, w której będzie można coś poczuć. Coś, co niekoniecznie wypływa z wiedzy, z tego, co wyczytałyśmy w książkach. Myślimy, że jak przeczytamy te wszystkie poradniki dla rodziców, będziemy wiedzieć wszystko o rodzicielstwie. To nieprawda. Ja przeczytałam ich mnóstwo zanim jeszcze urodziłam mojego syna i zaufałam im, zamiast zaufać sobie. Jesteśmy społeczeństwem zachodnim, które za bardzo polega na wiedzy.

Czyjejś wiedzy. Nie słuchamy rodziców, bo denerwuje nas samo to, że nas pouczają. Za to siebie mamy za najgorszych doradców. Kogo słuchać?

Najważniejsze to zwrócić się do swojej intuicji, a ona zaczyna się w ciele. Ja, jako ruchowiec, stale pracuję z ciałem i jestem z nim w bliskim kontakcie, ale mam też świadomość, że jestem w mniejszości. Dlatego postanowiłam zorganizować przestrzeń pozwalającą rodzicom na wyciszenie i obserwację, co robi dziecko ze swoim ciałem. Może warto zacząć je naśladować? Zauważyć to, w jakim punkcie świadomości ono się znajduje, z tą swoją magiczną przepustowością do świata duchowości, którego nie widać. To się odbywa tylko do drugiego roku życia, czasem do trzeciego.

 

Fot. Kaja Wolnicka

Stąd to ograniczenie wiekowe od 6 miesięcy do 2 lat?

Ograniczenie było zaleceniem odgórnym. To Nowy Teatr zgłosił się do mnie z taką propozycją i taką kategorią wiekową, i wszystko zostało pomyślane zgodnie z tymi wytycznymi. Stworzona przez nas przestrzeń wymaga pewnej subtelności i może nie spełniać oczekiwań starszych dzieci.

This slideshow requires JavaScript.

 

Jak ty odbierasz dzieci w tym wieku? Jak się z nimi pracuje?

W dzieciach zaklęty jest kosmos. Gdy z nimi pracuję i patrzę im w oczy, jest to obezwładniające uczucie. Mam poczucie, że w codziennym zabieganiu, w świecie, który jest chaotyczny i przeinformowany, nie mamy sposobności, ani wystarczającego spokoju, by wejść w ten kosmos. Zanim dojrzejemy do gotowości, często mamy już drugie dziecko i zaczynamy od nowa.

This slideshow requires JavaScript.

Czytałam, że częstotliwość dźwięków emitowanych podczas instalacji jest taka, jak w kosmosie.

Tak jest. Kompozytorka muzyki Joanna Halszka Sokołowska była pierwszą osobą, do której zadzwoniłam z prośbą o pomoc przy spektaklu. Ona komponuje z serca i z ciała, dlatego dobrze rozumie, na czym polega pierwszy etap życia dziecka, choć sama mamą nie jest.

Ja ją znam z płyt Jerza Igora, dla którego pisze teksty i czasami śpiewa.

Zdarza się, że występuje z chłopakami na koncertach. My nawet nie musiałyśmy o MaMoMi za wiele rozmawiać. Ona zareagowała na tę propozycję jak ja, mówiąc, że zawsze chciała coś takiego zrobić. Halszka mówi, że w tej muzyce nie ma żadnego złego dźwięku. Zwykle dźwięki mają swoje kolory i konotacje energetyczne, a ona tak je sprytnie poukładała, żeby nie było żadnych podejrzanych częstotliwości, ta muzyka wprowadza harmonię.

Brakowało ci tej harmonii?

Ogromnie. Jednym z moich najbardziej negatywnych doświadczeń macierzyństwa jest instrumentalne traktowanie. Przeświadczenie, że koniecznie muszę czemuś służyć. Nikt już od dawna nie pyta, co ja czuję – ludzie przestali mi zadawać to pytanie!

A będąc w ciąży słyszy się je non stop.

Tak! I kiedy zdałam sobie z tego sprawę, zaczęłam się buntować. Trzeba dawać sygnał otoczeniu, że my, rodzice też jesteśmy istotni, i że potrzebujemy masażu psycho-fizycznego. Przestrzeń MaMoMi ma służyć zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Ja po każdym spektaklu czuję się wewnętrznie wymasowana.

Fot. Marta Rybicka

Wiele kobiet po porodzie zaczyna mieć kłopot z postrzeganiem swojego ciała. Jest inne, nieładne, nienasze, a to powoduje blokady. Czy znasz sposób na odblokowanie poprzez ciało?

Dla mnie ciało jest nośnikiem prawdy, bo głowa często koloryzuje. I mimo, że o tym wiem, problem z odbieraniem własnej cielesności po ciąży i mnie nie ominął. A pracowałam z ciałem przez całą ciążę i wróciłam do ćwiczeń zaraz po porodzie. Nie mogłam pozwolić sobie na większą przerwę.

A te obowiązkowe 6 tygodni?

U mnie to było 5. Siedzenie w domu źle mi robiło na psychikę, więc zaczęłam zabierać syna do pracy. I wróciłam do swojego ciała szybko, może nawet za szybko. Z perspektywy czasu myślę, że trzeba sobie dać czas na wylądowanie w nowym ciele. Trzeba na nowo siebie zobaczyć, trzeba to nowe ciało oglądać i pokochać. Pomógł mi w tym mój mąż. Mężczyźni powinni, szczególnie w tym okresie, wspierać kobiety, adorować je.

A co możemy zrobić same?

Ja zapisałabym się na salsę. Salsa to jest radość. Taniec, który podbija kobiecą energię i seksualność, wyzwala od sabotowania samych siebie, stabilizuje hormony. Podczas tańca uwalniają się endorfiny, naturalnie wzrasta uczucie przyjemności, dlatego trzeba praktykować najwcześniej jak to tylko możliwe. Żeby nie zamknąć się w domu, który może się okazać najmniej przyjaznym miejscem dla kobiety.

Co zmieniło się w tobie po porodzie?

Wraz z urodzeniem syna zapragnęłam robić rzeczy, które mają głębszy sens. Nie mam już ochoty na realizowanie projektów tylko po to, by wzmacniać swój wizerunek. Chciałabym się mojemu synowi dobrze przedstawić. Opowiadam mu, jak ten świat działa, chciałabym rozkochać go w mojej pasji, ale też potrzebuję autonomii i wolności. Jestem bardzo niezależna i dla równowagi muszę co jakiś czas włączyć guzik resetu.

 

Fot. Marta Rybicka

Ale jak?

Ja robię sobie prezent z okazji urodzin.

O i to jest dobra myśl. Bo pojawia się regularność, jest data, a więc łatwiej dotrzymać sobie słowa. Kiedy masz urodziny?

25 czerwca i zawsze staram się wtedy wyjechać w miejsce, w którym nigdy wcześniej nie byłam. Ale w zeszłym roku tego nie zrobiłam z przyczyn zawodowo-logistycznych i teraz wiem, że to był błąd. Trzeba za wszelka cenę dotrzymywać umów ze sobą, trzeba je przede wszystkim zawiązywać – choćby i na papierze. Ja danego słowa nie dotrzymałam, choć tłumaczyłam sobie powody tej decyzji, z dużym spokojem, jak dziecku. Ale to dziecko jest na mnie nadal obrażone. Drugi raz już nie popełnię tego błędu.

MaMoMi bazuje na dotyku. Kilkakrotnie łączyłaś się z uczestnikami spektaklu dłońmi lub stopami pod pozorem zabawy, ale tu chodzi o coś jeszcze.

Dotykanie to moja metoda pracy.  Mocno wierzę w ciało i postrzegam kontakt cielesny z dzieckiem jako masowanie duszy. Dotyk znacząco zmienia relacje. Jeśli nie dotknę podczas próby innych tancerzy, nie będę wiedziała kim oni są. Kontakt werbalny nigdy nie daje pełnego obrazu. Jesteśmy tak ściśle obwarowani strategiami, murami, blokadami, że bez dotyku nie mamy szans się przebić. Dotykanie ciała po pierwsze stapia lody, opory i napięcia, po drugie zaś jest naturalnym kanałem komunikacji. Jesteśmy dziś tak bardzo zindywidualizowani, że musimy się wreszcie zacząć przecinać. Jeśli małe dziecko ma być pretekstem do tego, żeby ich rodzice zaczęli topnieć, to niech nim będzie. Wszystkim to wyjdzie na zdrowie.

Powodzenia ze spektaklem i dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Dziękujemy za zdjęcia Marcie Rybickiej i Kai Wolnickiej.

Leave a comment 3 komentarze

  1. Wspaniała i bardzo pouczajaca rozmowa. Aż szkoda, że już koniec. Osobiście apeluję o jakąś kontynuację! 🙂 Cudowna osoba!

  2. MaMoMi jest niezwykłym przeżyciem. Iza i Kasia swoim ruchem wciągnęły mnie do swojego świata, obie sprawiły, że po prostu nie byłam w stanie odwrócić wzroku. Było to dla mnie doświadczenie niezwykle relaksujące. Chociaż zwykle słów mi nie brakuje, tym razem nie mam odpowiednich, żeby opisać jak uspokajaąco-stymulującym doświadczeniem jest Ich instalacja.
    Mocno trzymam za MaMoMi kciuki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama