fotorelacje, Podróże

W krainie Muminków

Jeszcze nie tak dawno na chodnikach leżał śnieg, a wicher bujał drzewami. W takie dni chciało się tylko spakować rodzinę, psa, chomika i ruszać w tropiki. Bez oglądania się za siebie. Ale byli i tacy śmiałkowie, co woleli zamienić polską zimę na fińską.

Spytacie: po co fundować sobie tę samą zimową dawkę wrażeń w obcym kraju? Czy nie lepiej wybrać opcję z temperaturą na dużym plusie, kąpiele w ciepłym morzu i leżaki? Odpowiadamy, że choćby po to, by powrót do kraju nie wiązał się z płaczem i tęsknotą po lecie utraconym. Nikt też nie potrzebuje zaraz po przyjeździe do domu zapadać na grypę, łapać stanów zapalnych i innych przyjemności związanych ze zmianą klimatu. A to przecież norma po wakacjach w ciepłych krajach. Co zrobiła Ola Merecz? Zabrała rodzinę do bajkowej Finlandii, krainy Tove Jansson i Muminków, ale przede wszystkim: świętego Mikołaja.

Posłuchajcie, jakie wrażenie zrobiła na pięcioosobowej rodzinie Mereczów Laponia, czym przyciągnęły ich Helsinki i jak się mieszka drzwi w drzwi z samym Mikołajem.

***

Kiedy i dokąd wyjechaliście? 

W lutym ruszyliśmy na Północ.

Dlaczego właśnie taki kierunek wybraliście?

Nie chcieliśmy jechać do ciepłych krajów, bo strasznie przytłaczają nas powroty, a do tego wszyscy później chorują. Stanęło więc na Finlandii ze szczególnym uwzględnieniem Laponii. Coś nas tam ciągnęło. Do tego dziewczynki ostatnio zakochały się w Muminkach, które pochodzą z Finlandii, a także namiętnie oglądają piękny i mądry film „Mój brat niedźwiedź”, który dzieje się za kołem podbiegunowym. I tak wylądowaliśmy w środku zimowej krainy.

 

 

Jak tam dotarliście?

Była to podróż wyjątkowo urozmaicona i z przesiadkami. Z Warszawy polecieliśmy samolotem do Tallina w Estonii. Tam zatrzymaliśmy się na noc i trochę połaziliśmy po mieście (jest tam kilka fajnych miejsc, ale o tym opowiemy przy innej okazji). Następnie wsiedliśmy na prom do Helsinek.

 

 

W Helsinkach spędziliśmy trzy noce po czym, ponownie samolotem, ruszyliśmy dalej na północ za koło podbiegunowe. Po Laponii jeździliśmy autem, którym dotarliśmy na przykład na spotkanie ze świętym Mikołajem – tym prawdziwym – w Rovaniemi, czy do parku dzikich zwierząt północy w Ranui. Ale już po tajdze czy zamarzniętym jeziorze jeździliśmy zaprzęgami husky.

 Jaka pogoda czekała na was po przyjeździe?

W Helsinkach był lekki przymrozek i piękne słońce. Idealna pogoda na nasze długie spacery. Laponia przywitała nas kilkustopniowym mrozem i chmurami, ale to nie przeszkadzało nam dobrze się bawić.

 

 

 Jak się przemieszczaliście na miejscu?

W Helsinkach jest świetna komunikacja miejska. To nam w zupełności wystarczyło. W Rovaniemi natomiast wypożyczyliśmy samochód i to nim jeździliśmy po Laponii.

 

Gdzie mieszkaliście?

W Helsinkach spaliśmy w dość przytulnym hoteliku nad jedną z niezliczonych zatok Bałtyku. W Laponii mieliśmy domki – najpierw w Wiosce Świętego Mikołaja, czyli Joulupukin Pajakylä, później bliżej gór, by móc lepiej obserwować zorzę. Niestety, do zorzy nie mieliśmy szczęścia, więc koniecznie chcemy wrócić jeszcze kiedyś na Północ. Fajną rzeczą w fińskich pokojach jest to, że zawsze mają saunę. Dziewczynki zakochały się w całym tym rytuale. Nawet zimny prysznic nie robił na nich wrażenia.

A co najbardziej wam się spodobało? 

Chyba wszyscy najlepiej zapamiętają jazdę psimi zaprzęgami. Dla nas było to przeżycie blisko natury, mające jakieś pierwotne korzenie, no i oczywiście wspaniałe krajobrazy. Dla dziewczynek fajny kontakt z pieskami.

 

 

 5 miejsc, które trzeba zobaczyć.

Wyspa Suomenlinna w Helsinkach. To naprawdę urokliwe miejsce na długi spacer. My byliśmy pod wrażeniem oblodzonego Bałtyku, ale podobno najpiękniej jest tu wiosną – chociaż ja w to nie wierzę.

Święty Mikołaj – trzeba go koniecznie spotkać, bo to bardzo spoko koleś (śmiech). Ucięliśmy sobie z nim krótką pogawędkę. Oczywiście on wszystko wiedział. Było niezwykle sympatycznie. Gdzie go można spotkać? Oczywiście w Wiosce Świętego Mikołaja. Linia wytyczająca granicę koła podbiegunowego przecina jego biuro i pocztę.

Arktikum w Rovaniemi – to muzeum Arktyki. Wspaniale przygotowane, bogate ekspozycje pokazujące rośliny, zwierzęta, ale i ludzi tu mieszkających.

Tajga – to taki las jak nasz, tylko, że bardziej karłowaty. Krajobrazy są tu wyjątkowe także dzięki światłu. Pomarańczowe niebo, jeśli tylko uda mu się wydostać spod chmur, to coś co powoduje u mnie szybsze bicie serca.

Ranua – tu można przypatrzeć się na żywo lapońskim zwierzętom. Są tu białe niedźwiedzie, łosie, rosomaki, sowy i cała reszta ptactwa, renifery, wilki i wiele innych zwierząt.

 Twoje najmilsze wspomnienie z podróży do Finlandii?

Jednym z najmilszych przeżyć był chyba spacer po oblodzonym Bałtyku w Helsinkach. Było to dla nas nowe przeżycie, bo w Polsce się tego nie praktykuje. A Finowie nie tylko wydeptali tam swoje szlaki, oni jeżdżą po zatokach Bałtyku na rowerach, a nawet, gdy mróz porządnie zetnie – samochodami. Pogoda dopisywała i mieliśmy z tym dużo frajdy.

 

 

 I to najgorsze.

Nie mieliśmy jakichś niemiłych przeżyć. Może trochę było nam żal, że chmury przesłaniały zorzę polarną.

Co warto spakować do walizki wyruszając w te strony?

Ciepłe skarpety i aparat fotograficzny.

Która piosenka najlepiej oddaje klimat waszej wyprawy?

To piosenka z filmu „Mój Brat Niedźwiedź” – „Już wyruszać czas”. Bardzo ten film lubimy (zwłaszcza dwójkę), a dzieje się on właśnie w tajdze.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Reklama